Znaleziono 0 artykułów
27.11.2023

Niezwykły ślub w Paryżu: Suknia od Caroliny Herrery i Tory Burch w roli swatki

27.11.2023
Fot.  Pierre Mouton

Dla mnie było to zdecydowanie najlepsze przyjęcie w życiu – mówi panna młoda Alexa Buckley o weselu, które razem z Alexandre’em Rousselem urządzili w paryskim Muzeum Rodina – miejscu, w którym rok wcześniej się zaręczyli. 

Historia miłości Alexy Buckley i Alexandre’a Roussela to prawdziwa pandemiczna love story. Wszystko zaczęło się od serii wiadomości, które wysyłali do siebie w 2020 roku, jednak ich cyfrowemu pierwszemu spotkaniu towarzyszył pewien twist. Nie poznali się przez aplikację randkową, rolę swatki odegrała za to projektantka Tory Burch, która zaaranżowała ich pierwszy kontakt. – Byłam na wspólnym przyjęciu zaręczynowym moich przyjaciółek Chloe Burch Seaver i Neely Burch Morandi, organizowanym przez ich ciotkę, Tory Burch – wspomina Alexa, współzałożycielka popularnej marki obuwniczej Margaux– Gdy przyjęcie się kończyło, podeszłam do Tory, by jej podziękować i się pożegnać. Zaczęłyśmy rozmawiać. Gdy nadrabiałyśmy zaległości, zapytała, czy z kimś się spotykam, na co odpowiedziałam przecząco. Powiedziała mi, że muszę poznać jej pasierba, Alexa, że jest błyskotliwy i przystojny i według niej naprawdę świetnie byśmy się rozumieli. 

Nie pytając Alexy o zdanie, Tory zadzwoniła do Alexa z prośbą, by do nich wpadł – on był jednak w biurze i, co zrozumiałe, pomysł, by wszystko rzucić i spotkać się z nieznajomą w deszczowy, lutowy poniedziałek, nie wydał mu się szczególnie kuszący. Do spotkania więc nie doszło, a Alexa zupełnie zapomniała o tej rozmowie. 

Potem, pewnego wieczoru kilka tygodni później Alexa dostała wiadomość od Tory, która po raz kolejny pytała, czy może skontaktować ją z Alexem. – Alexa zupełnie nie dało się odnaleźć w sieci, poza tym był Francuzem, więc nie miałam pojęcia, czego się spodziewać – przyznaje Alexa. – W tym samym tygodniu dostałam od Alexa wiadomość, dokładnie w dniu, w którym zaczął się lockdown. 

Idealny sposób, by się zakochać: SMS-owa love story Alexy Buckley i Alexandre’a Roussela 

I tak zaczął się ich związek, który początkowo opierał się na wiadomościach tekstowych. – Był to dla mnie absolutnie niespodziewany, idealny sposób, by się zakochać – zdradza Alexa. – Na początku wszystko działo się niesamowicie powolnie, od długich wiadomości, które przypominały raczej listy niż SMS-y, wysyłanych co kilka dni i pełnych znaków zapytania i rozmyślań. Poznawaliśmy się w sposób, który byłby bardzo trudny do osiągnięcia w pędzie towarzyszącym normalnemu nowojorskiemu życiu. Wiadomości przerodziły się w rozmowy na FaceTimie, a w końcu, gdy zebraliśmy się na odwagę, by na jeden wieczór wyjść z naszych kokonów, doszło do pierwszego spotkania: na trawniku przy West Side Highway, przy butelce wina i prowizorycznej desce serów. 

Potem wszystko potoczyło się szybciej – dzięki niezwykłej presji wynikającej z lockdownu – a oni przeszli od pisania listów do czwartej randki, na której Alexa zaprosiła go, by spędził całe dziewięć dni z jej rodziną. – Na szczęście wszystko przebiegło spektakularnie – wspomina Alexa. 

Zaręczyli się w sierpniu 2022 roku, w piękny słoneczny poranek w Paryżu. Zaraz po przebudzeniu Alex zaproponował, by spędzili „typowy paryski dzień” – powłóczyli się po mieście bez konkretnego celu. – Musiałam zapanować nad swoją duszą planerki, ale ponieważ był to pierwszy dzień naszych wakacji, zgodziłam się – mówi Alexa. – Wyszliśmy z apartamentu i zaczęliśmy spacerować, a gdy przechodziliśmy obok Muzeum Rodina, Alex zaproponował, byśmy do niego weszli i przeszli się po ogrodzie. Ponieważ uwielbiamy to robić – i robimy to często – nie wydało mi się to niczym podejrzanym. 

Muzeum Rodina to jedno z ulubionych miejsc pary w Paryżu. – Często chodzimy tam, by posiedzieć, napawając się ciszą w zgiełku tego ruchliwego miasta, więc właśnie tak zrobiliśmy – wyjaśnia Alexa. – Gdy mieliśmy już z niego wyjść, szliśmy do wyjścia jedną z krętych ścieżek porośniętych kwiatami i drzewami. Na delikatnym zakręcie, z którego widać jednocześnie muzeum i kościół Inwalidów, Alex uklęknął i się oświadczył. Byłam w szoku. Popłynęło wiele łez wzruszenia, a my zostaliśmy w ogrodzie jeszcze przez chwilę, by napawać się tym uczuciem. Poza tym był ranek, więc najlepsze było to, że rzeczywiście udało nam się spędzić typowo paryski dzień! I był on idealny – pełen przystanków w kafejkach, szampana, z rejsem łodzią po Sekwanie, zakończony długą kolacją, przy której siedzieliśmy do późnej nocy. 

Wymarzony ślub w Paryżu: Panna młoda w kreacjach domów mody Oscar de la Renta, Carolina Herrera i Elie Saab

Ich ślub odbył się w Paryżu, niewiele ponad rok później, 23 września 2023 roku. – Historia w niewiarygodny sposób zatoczyła koło, a my pobraliśmy się w bazylice Świętej Klotyldy. Po ceremonii były koktajle, kolacja i tańce do późnej nocy w Muzeum Rodina – mówi Alexa. 

Planując wesele, para współpracowała z Victorią Botaną de Beauvau z firmy Concept Haroue. – Zebrała niesamowitą grupę ludzi, która przy tym pracowała, a my świetnie się bawiliśmy – mówi Alexa. – Ona i jej zespół przykładają wyjątkową wagę do szczegółów, świetnie znają się na logistyce i tworzeniu atmosfery. 

W środę poprzedzającą wesele Alexa i Alex wzięli „oficjalny” ślub w urzędzie 7. dzielnicy. Panna młoda miała na sobie sukienkę mini z krepy z peleryną marki Brandon Maxwell i buty na płaskiej podeszwie z przejrzystej białej koronki z ostrym noskiem z atelier ślubnego Margaux. 

Tworząc pozostałe ślubne looki, Alexa pracowała ze stylistką ślubną Anny Choi. – Byłam zachwycona pracą z Anny – mówi Alexa. – Na czwartkową kolację przedślubną założyłam suknię domu mody Oscar de la Renta z kolekcji na jesień 2023. Wiedziałam, że tej nocy nie chcę być ubrana na biało i że chcę wpasować się w atmosferę panującą na łodzi. Od razu, gdy przymierzyłam próbny projekt, wiedziałam, że to ta jedyna, a zespół marki był tak miły, że pozwolił mi kupić kreację na chwilę przed jej premierą, tak bym zdążyła do wesela. Suknię tę Alexa zestawiła z robionymi na zamówienie sandałkami Margaux na paskach i białą torebką od Savette.

Projektując suknię na piątkowe przyjęcie powitalne w Maxim’s, Alexa pracowała z Markiem Ingramem. – Mark to jeden z najlepszych przyjaciół mojej mamy, a ja znam go całe życie, więc było kilka powodów, dla których ta współpraca była wyjątkowa – mówi Alexa. – Inspirowaliśmy się wielowarstwowymi sukniami vintage Diora z tiulu, a do tego świetnie się bawiliśmy, poszukując inspiracji również w historii Maxim’s. Mark zaprojektował perfekcyjną suknię, a najlepsze było to, że był też na przyjęciu, gdzie mógł ją zobaczyć i tańczyć ze mną do późnej nocy. 

Na przyjęcie powitalne zespół Margaux zaprojektował białe satynowe sandałki na obcasach, zdobione ręcznie przyszytymi kryształkami Swarovskiego. Buty były idealne zarówno na kolację, jak i do tańca. Jako pozostałe dodatki do tego looku Alexa założyła diamentowe kolczyki swojej matki, bransoletkę tenisową babci, a blasku dodała jej również udekorowana kryształkami kopertówka od Judith Leiber. 

Dla panny młodej jednym z najprzyjemniejszych elementów kompletowania ślubnej garderoby była współpraca z Wesem Gordonem z domu mody Carolina Herrera, z którym projektowała swoją suknię. – Trudno ubrać w słowa to, jak wdzięczna jestem za czas, uwagę i troskę, jaką on i cały zespół Caroliny Herrery włożyli w każdy kolejny etap tego procesu – mówi Alexa. – Rozważaliśmy różne opcje, od jedwabnej organzy po żorżetę, aż w końcu zdecydowaliśmy się na jedwabną taftę, która pozwoliła na uzyskanie wystarczająco wyraźnej struktury, a jednocześnie idealnej lekkości i luzu. Świetnie bawiłam się z Wesem i jestem dozgonnie wdzięczna za szansę, by z nim przy tym pracować. 

„Czymś starym”, co Alexa wybrała na sobotę, była apaszka jej babci, którą niosła do ołtarza owiniętą wokół nóżki bukietu z konwalii. „Czymś nowym” były jej buty – sandałki na obcasie z białej satyny, zaprojektowane przez jej zespół w Margaux. „Coś pożyczonego” to diamentowe kolczyki od Camilli Dietz Bergeron, a „coś niebieskiego” to haft umieszczony przez Wesa Gordona na podszewce sukni, przedstawiający jej nowe inicjały, ABR, oraz datę ślubu: 23.9.23.

Ceremonia odbyła się w bazylice Świętej Klotyldy, ulubionym paryskim kościele pary młodej, który znajduje się zaledwie kilka minut od rodzinnego domu Alexa i położony jest w uroczym, cichym zakątku 7. dzielnicy. Do kościoła przylegają skwer i park, dogodne jest również to, że leży on sześć minut spacerem od Muzeum Rodina. 

 Fot. Pierre Mouton

– Ceremonia była dla mnie punktem kulminacyjnym tego weekendu – mówi Alexa. – Ogrom bazyliki Świętej Klotyldy może trochę onieśmielać, ale wypełniona wszystkimi ludźmi, którzy są dla nas najważniejsi na świecie, wydawała się mała i kameralna. Najpierw weszły do niego nasze rodziny, a po nich chór chłopięcy Les Petit Chanteurs de France, który zasiadł obok organów. Gdy śpiewał, stałam ze swoim tatą przed kościołem, ale nawet z ulicy słychać było wyraźnie ich głosy i dźwięk organów. To nam zaparło dech w piersiach. 

Mszę celebrował ojciec Michel Remery, w połowie po francusku, a w połowie po angielsku. – Najpiękniejszym momentem było to, gdy tata prowadził mnie do ołtarza, a potem gdy z Alexem składaliśmy swoje przysięgi – wspomina Alexa. – Ale moją ulubioną chwilą ze wszystkich była chyba ta, gdy wychodziliśmy z bazyliki. Konfetti, kwiaty i okrzyki radości zawróciły mi w głowie. 

Następnie goście poszli razem ulicami Paryża do Muzeum Rodina. Po przejściu przez główną bramę muzeum zaproponowano im, by pozwiedzali ogrody. Przeszli obok „Myśliciela”, a potem przez obsadzone drzewami ścieżki prowadzące do stawu na samym końcu ogrodów, gdzie odbyło się przyjęcie koktajlowe. 

Podano wino, szampana i koktajle będące dodatkami do bogatego francuskiego menu, przygotowanego przez szefa kuchni Daniela de La Falaise. Pod koniec przyjęcia koktajlowego ścieżki zostały oświetlone świecami, a gościom spacerującym wspólnie przez ogród do namiotu przygrywały skrzypaczki. Nowożeńcy weszli do namiotu przy dźwiękach głośnej muzyki, a wszyscy goście wstali i zaczęli machać serwetkami – zwyczaj ten był nowy dla wielu obecnych tam Amerykanów, ale spotkał się z niesamowitym entuzjazmem. Alexa i Alex tańczyli między stołami – z przerwami na pocałunki i przytulanie – a potem zasiedli do kolacji. 

Goście raczyli się trzydaniową kolacją, zakończoną tortem weselnym: pavlovą z owocowym nadzieniem. – Mój tata wzniósł niewiarygodny toast – wspomina Alexa. – Wszyscy się popłakali – najpierw ze śmiechu, a potem ze wzruszenia, jeszcze zanim rozpoczęła się impreza. 

Po kolacji, na chwilę przed początkiem imprezy tanecznej, Alexa przebrała się i powróciła z Alexem do namiotu ubrana w suknię od Eliego Saaba, w której pozostała na resztę wieczoru. – Na tę część wieczoru chciałam znaleźć coś eleganckiego, ale i zabawnego. Zakochałam się w tym, jak krój tej sukienki równoważył blask i charakter wynikające z jej zdobień – mówi. 

Alexa, Alex i ich zespół, Inspiration, poprowadzili gości przez dwoje ukrytych zielonych drzwi na dyskotekę, gdzie przez resztę nocy trwała impreza. Goście mogli również wybrać się na samotne zwiedzanie o północy, a ogród został oświetlony i udekorowany meblami, na których mogli odpoczywać w przerwach od szaleństw na parkiecie. Ustawiono tam również bar z kolejnymi deserami, a także wózki z naleśnikami i kanapkami croque monsieur dla podtrzymania energii. 

Podczas przyjęcia parkiet w sali dyskotekowej przez cały czas był wypełniony gośćmi w każdym wieku. – Było wiele niezapomnianych chwil, a dla mnie i Alexa było to zdecydowanie najlepsze przyjęcie w życiu – mówi Alexa. – Nieważne, jak ciężko pracuje się nad każdym szczegółem planu wydarzenia i wystroju, jest jedna rzecz, której nie da się przewidzieć: magii, jaką wnoszą goście. Nasza rodzina i przyjaciele dali nam niewiarygodną energię, entuzjazm i miłość. Każdy był tam całym sobą. Każdy wieczór był na swój sposób magiczny, ale właśnie ten, od koktajli i kolacji po toasty i tańce do późna w nocy, sprawił, że ten weekend przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. 

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.com.

 Fot. Pierre Mouton

1 / 76

To jeden z moich ulubionych momentów tego weekendu. W środę poprzedzającą nasze wesele poszliśmy z Alexem, naszymi rodzicami i rodzeństwem do ratusza 7. dzielnicy, by oficjalnie wziąć ślub. Było to intymne, niezapomniane popołudnie, z kulminacją w postaci szampana i idealną (spontaniczną!) kolacją w małej restauracyjce, by rozpocząć ten weekend z najważniejszymi dla nas ludźmi. 

 Fot. Pierre Mouton

2 / 76

W czwartek celebrowaliśmy naszą kolację przedślubną w czasie rejsu po Sekwanie. To zdjęcie zostało zrobione, gdy przybyliśmy na łódź, gdzie wypiliśmy koktajle na pokładzie, po czym zeszliśmy na dół na kolację. Miałam na sobie sukienkę z kolekcji na jesień 2023 domu mody Oscar de la Renta i białe sandałki na obcasie stworzone przez mój niesamowity zespół w Hiszpanii. 

 Fot. Pierre Mouton

3 / 76

Gdy rozpoczął się rejs, wyszło słońce – co, biorąc pod uwagę, jak intensywnie padał wcześniej deszcz, było magiczne. Tu zobaczycie Alexa witającego się ze swoim tatą po wejściu na pokład. Za nimi widać francuską i amerykańską flagę, które umieściliśmy razem na rufie łodzi. Reprezentują one nasze ojczyzny i dwa miejsca, które możemy teraz wspólnie nazywać domem. 

 Fot. Pierre Mouton

4 / 76

Planując ten wieczór, inspirowaliśmy się południem Francji. Nasza wedding planerka Victoria Botana de Beauvau i jej zespół spisali się świetnie, realizując to na pokładzie łodzi, a potem pod pokładem, w czasie kolacji, z niesamowicie utalentowaną Marianne Guedin. Udekorowaliśmy pokład koszami z trawami, roślinami i drzewkami cytrusowymi, a na relingach oparliśmy treliaże z zielenią. Do kolacji zapaliliśmy w oknach świece i postawiliśmy na delikatniejsze kwiaty w odcieniach fioletu, pasujące do printu jolie fleur Tory Burch Home, który wykorzystaliśmy na obrusach, serwetkach i krzesłach.

 Fot. Pierre Mouton

5 / 76

Chwila tylko dla nas, zanim usiedliśmy do kolacji. 

Fot. Emilie White
 

6 / 76

Po prostu szczęście.

 Fot. Pierre Mouton

7 / 76

To był naprawdę magiczny wieczór. Pomieszczenie oświetlały jedynie świece – a co najważniejsze, byli w nim wszyscy ludzie, którzy tak wiele dla nas znaczą. 

 Fot. Pierre Mouton

8 / 76

Punktem kulminacyjnym kolacji były toasty (i roasty!).

Fot. Emilie White

9 / 76

Bardzo cieszyliśmy się, że możemy powitać wszystkich w Paryżu, najpierw oglądając go z wody. Przepłynęliśmy obok najbardziej spektakularnych miejsc w mieście, które wyglądały szczególnie magicznie w świetle świec stojących w oknach. 

Fot. Pierre Mouton

10 / 76

Po kolacji zaprosiliśmy wszystkich z powrotem na pokład na kolejne drinki, desery i (na prośbę Alexa) cygara.

Fot. Pierre Mouton

11 / 76

Chwila, w której postanowiliśmy, że więcej czasu z przyjaciółmi na pokładzie łodzi jest ważniejsze niż planowany przez nas dłuższy sen. Na szczęście każda minuta była tego warta. 

Fot. Emilie White

12 / 76

Wchodzę na nasze piątkowe przyjęcie powitalne w Maxim’s. Dress code nazwaliśmy „Maxim’s merveilleux” – czyli fantastycznie i radośnie – a goście nie zawiedli. Projektując tę suknię, pracowałam z Markiem Ingramem. Mark to jeden z najlepszych przyjaciół mojej mamy, a ja znam go całe życie, więc było kilka powodów, dla których ta współpraca była wyjątkowa. Zaprojektował perfekcyjną suknię, a najlepsze było to, że był też na przyjęciu, gdzie mógł ją zobaczyć i tańczyć ze mną do późnej nocy. 

Fot. Emilie White

13 / 76

Na wejściu goście otrzymali pocztówkę inspirowaną stylem vintage, na której znajdował się obraz wiszący na ścianie w Maxim’s. Przedstawia on scenkę, na której ludzie nalewają sobie szampana i tańczą na stołach, a taką właśnie energię chcieliśmy uzyskać tego wieczoru. Na drugiej stronie kartki znajdowało się imię gościa i jego miejsce przy stole. Wszystkie stoły zostały nazwane na cześć postaci historycznych, które podobno również jadały w Maxim’s. Wyszukiwanie informacji o nich było szczególnie przyjemne. My siedzieliśmy przy stole Pabla Picassa. 

Fot. Emilie White

14 / 76

W Maxim’s naprawdę czujesz się, jakbyś cofała się w czasie, a główna jadalnia jest szczególnie wyjątkowa. Wystrój jest bardzo okazały, ale stoły ustawione blisko siebie tworzą intymną atmosferę. 

Fot. Pierre Mouton

15 / 76

Świetnie bawiliśmy się, wykorzystując różne przestrzenie w Maxim’s, by ten wieczór był prawdziwą przygodą. Zaczął się na trzecim piętrze, gdzie podano koktajle we wszystkich łączących się tam pokojach, zespół grał klasyczną francuską muzykę, a goście poznali Davida Jarre’a, słynnego paryskiego magika, który tam do nas dołączył. 

Fot. Emilie White

16 / 76

Nasz pierwszy toast szampanem. 

Fot. Pierre Mouton

17 / 76

Nasz drogi przyjaciel Mark Ingram z kuzynem Alexa, Charliem Isenem. 

Fot. Pierre Mouton

18 / 76

W czasie przyjęcia koktajlowego tata Alexa, Pierre-Yves, wzniósł piękny toast. Na tym zdjęciu wszyscy się uśmiechamy, przypominając sobie, że musimy podziękować Tory za to, że nas sobie przedstawiła w marcu 2020 roku. Zdarzyło się to, jak to się mówi, w najmniej spodziewanym momencie! 

Fot. Pierre Mouton

19 / 76

Po koktajlach zeszliśmy na dół, na kolację. Goście jedli przy kameralnych stołach o różnych rozmiarach, poupychanych w kąty, przez co miało się wrażenie, że jest się w typowej paryskiej restauracji. 

Fot. Lorenzo Berni

20 / 76

David Jarre wniósł na kolację fantastyczną energię, chodząc od stołu do stołu i zaskakując gości niewiarygodnymi sztuczkami, które nadal staramy się rozpracować. 

Fot. Emilie White

21 / 76

Moja przyjaciółka Lissa i ja, zszokowane po ostatniej sztuczce Davida. 

Fot. Emilie White

22 / 76

Najbardziej magiczne w kolacji w Maxim’s było to, że byli tam ludzie, którzy przyjechali z bliska i daleka, by świętować z nami nasz ślub. Pośród śmiechów, dźwięków pianina i oklasków dla magika atmosfera tam panująca była nie do opisania.

Fot. Emilie White

23 / 76

Po kolacji zespół wyprowadził nas zza stołów i tanecznym krokiem weszliśmy za nim po schodach, gdzie czekał następny punkt programu: deser. 

Fot. Pierre Mouton

24 /76

Desery marzeń.

Fot. Lorenzo Berni

25 / 76

Byliśmy zachwyceni różnymi pomieszczeniami i kątami, gdzie goście Maxim’s mogą w kameralnej atmosferze wypić pokolacyjnego drinka i zjeść deser. 

Fot. Emilie White

26 /76

Szczęśliwa.

Fot. Pierre Mouton

27 / 76

Najbliżsi przyjaciele Alexa z dzieciństwa w Paryżu zbierający siły przed wejściem na parkiet. 

Fot. Pierre Mouton

28 / 76

Desery serwowano całą noc.

Fot. Emilie White

29 / 76

Moja najlepsza przyjaciółka i współzałożycielka Margaux, Sarah Pierson, idzie ze mną na parkiet. 

Fot. Pierre Mouton

30 / 76

Chwila z jedną z moich przyjaciółek, Allison Racheksy.

Fot. Emilie White

31 / 76

Jedna z głównych jadalni w czasie deseru została zamieniona na dyskotekę. To tam odbyła się epicka impreza taneczna, prowadzona przez DJ-a Kobaiena, która trwała do późna w nocy. 

Fot. Pierre Mouton

32 / 76

Oczywiście gwiazdami parkietu byli moi rodzice. W naszym domu sposobem na wszystko było włączenie muzyki i taniec – nie jest to więc nic nowego. Skoro już o tym mowa, myślę, że kilkoro moich przyjaciół było w szoku, ile koszul (owszem, wziął zapasowe) mój tata zmienił w tym czasie. 

Fot. Emilie White

33 / 76

Jedna z najlepszych nocy w naszym życiu. 

Fot. Emilie White

34 / 76

Gdy obudziliśmy się w dniu ślubu, świeciło słońce i panowała piękna jesienna pogoda. Poranek był spokojny i pełen relaksu. Zaczęłam ten dzień od spaceru po parku, po czym zjadłam lunch z mamą i druhnami. Słuchałyśmy muzyki i śmiałyśmy się, a potem zaczęłyśmy się przygotowywać. Na tym zdjęciu siedzę w szlafroku, który znalazłam w jednym z moich absolutnie ulubionych sklepów w Paryżu, Sabbia Rosa.

Fot. Emilie White

35 / 76

Z myślą o dniu naszego ślubu nasz zespół zaprojektował piękne sandałki na obcasie z satyny w kolorze kości słoniowej, wyściełane niebieskim materiałem, jako moje „coś niebieskiego”, wykończone złotą płytką na podeszwie, na której widnieje data naszego ślubu. 

Fot. Pierre Mouton

36 / 76

Stéphane Bodin i Louise Garnier przez cały weekend zajmowali się moją fryzurą i makijażem. Są genialni, a ja bezgranicznie im zaufałam. A co najważniejsze, świetnie się razem bawiliśmy.

Fot. Pierre Mouton

37 / 76

To była cudowna chwila. To, co tu widzicie, to dowód na to, że od czasu do czasu miałyśmy pełne chaosu przerwy. Mamy natychmiast „wychodzić do kaplicy” (na prośbę mojej mamy), po raz pierwszy wracamy do pokoju, bo zdajemy sobie sprawę, że zapomniałyśmy welonu, wszyscy czegoś szukają (krawatów, spinek do mankietów, obrączek itp.) i jesteśmy już trochę spóźnieni. Ale i tak ciągle się śmiejemy – bo tak to właśnie z nami jest i nie będziemy udawać, że jest inaczej. 

Fot. Pierre Mouton

38 / 76

Ceremonia odbyła się w bazylice Świętej Klotyldy. To nasz ulubiony paryski kościół, który znajduje się zaledwie kilka minut od rodzinnego domu Alexa. Do kościoła przylegają skwer i park, dogodne jest również to, że leży on sześć minut spacerem od Muzeum Rodina.

Fot. Emilie White

39 / 76

Do kościoła jechałam razem z tatą i był to jeden z najbardziej wyjątkowych momentów tego dnia. Przygotował kilka tekstów, które mi czytał, i zanim dojechaliśmy, uroniliśmy kilka łez wzruszenia.

Fot. Emilie White

40 / 76

Nigdy nie zapomnę tej chwili. Z miejsca, gdzie staliśmy na ulicy, słychać było grające organy i śpiew chóru chłopięcego. Było to tak piękne, że powiedziałam tacie, że jeśli pójdziemy dalej, rozpłaczę się. Staliśmy tam więc chwilę i się tym napawaliśmy, a potem poszliśmy za zakręt i do kościoła. 

Fot. Emilie White

41 / 76

Mój brat wprowadził mamę do kościoła, a reszta chóru chłopięcego Les Petits Chanteurs de France stała w wejściu, przygotowując się, by pójść za nimi. 

Fot. Emilie White

42 / 76

Mój tata macha do tłumu ludzi, którzy zebrali się na skwerze, by się nam przyjrzeć. 

Fot. Emilie White

43 / 76

Zdaję sobie sprawę, że to, że mój tata poprowadził mnie do ołtarza, jest czymś wyjątkowym. Po roku różnych problemów zdrowotnych w obu naszych rodzinach nie byliśmy pewni, czy uda nam się tu wszystkim być – a to, że się udało, sprawiło, że ten dzień (i cały weekend) był ważny nie tylko ze względu na mnie i Alexa. Najważniejsze były miłość, nasze rodziny i świętowanie wszystkiego, co nam się udało.

Fot. Pierre Mouton

44 / 76

Po ceremonii wyszliśmy z kościoła w morzu konfetti, kwiatów i przy aplauzie bliskich. 

Fot. Emilie White

45 / 76

Małżeństwo! Czujemy się jak dwójka najszczęśliwszych ludzi na Ziemi. 

Fot. Emilie White

46 / 76

Chwila z Tory po ceremonii. 

Fot. Pierre Mouton

47 / 76

Alex z ojcem.

Fot. Pierre Mouton

48 / 76

Tak się cieszymy, że widzimy naszych przyjaciół.

Fot. Emilie White

49 / 76

Następny przystanek: Muzeum Rodina!

Fot. Pierre Mouton

50 / 76

Przepełnieni miłością, uśmiechamy się od ucha do ucha i machamy do rodziny i przyjaciół.

Fot. Emilie White

51 / 76

Jestem zachwycona szczęściem bijącym z tego zdjęcia. 

Fot. Pierre Mouton

52 / 76

Po ceremonii goście poszli ulicami Paryża do Muzeum Rodina, a ja i Alex wymknęliśmy się na chwilę, zanim rozpoczęło się przyjęcie koktajlowe. 

Fot. Emilie White

53 / 76

Jedną z moich ulubionych części całego tego doświadczenia była praca przy sukni ślubnej z Wesem Gordonem. Rozważaliśmy różne opcje, od jedwabnej organzy po żorżetę, aż w końcu wybraliśmy – po absolutnie niezapomnianym popołudniu pełnym przebieranek – jedwabną taftę. Natomiast projekt nigdy się nie zmienił. Wes spisał się na medal już w pierwszym szkicu. Świetnie się z nim bawiłam i będę dozgonnie wdzięczna za szansę, by pracować z Wesem i jego zespołem z domu mody Carolina Herrera. 

Fot. Pierre Mouton

54 / 76

Mąż i żona!

Fot. Emilie White

55 / 76

Koktajle nad stawem. 

Fot. Pierre Mouton

56 / 76

Cieszymy się chwilą, by zaraz dołączyć do gości w ogrodzie. 

Fot. Emilie White

57 / 76

Szef kuchni Daniel de la Falaise zdobył na przystawki przeróżne pyszne lokalne produkty. 

Fot. Pierre Mouton

58 / 76

Tory ze swoją matką, Revą, i Pierre’em-Yves’em.

Fot. Emilie White

59 / 76

Złota godzina w ogrodzie. 

Fot. Emilie White

60 / 76

Wszyscy bracia razem. Rozumie się samo przez się, że mają przewagę liczebną!

Fot. Emilie White

61 / 76

Po tym, jak latem zeszłego roku zaręczyliśmy się w tych ogrodach, Muzeum Rodina zawsze będzie zajmowało wyjątkowe miejsce w naszych sercach. Trudno opisać, jak wdzięczni byliśmy, że możemy wrócić tam z rodziną i przyjaciółmi, by zaledwie rok później świętować nasz ślub. 

Fot. Emilie White

62 / 76

Chcieliśmy, by namiot wydawał się przedłużeniem ogrodu. Laura Bosshardt zaprojektowała wszystkie papierowe elementy wykorzystywane w ten weekend, między innymi te karty dań i białe lniane serwetki, na których znalazły się nasze inicjały oraz motyw konwalii – kwiatów, które zaledwie kilka godzin wcześniej niosłam do ołtarza. Na stołach i krzesłach znajdowała się tkanina z Tory Burch Home o adekwatnej nazwie Happy Time.

63 / 76

Cieszymy się chwilą przed wspólnym wejściem do namiotu.

Fot. Pierre Mouton

63 / 76

Cieszymy się chwilą przed wspólnym wejściem do namiotu.

Fot. Pierre Mouton

64 / 76

Gdy tylko zaszło słońce, ogród rozświetliły świece, a dźwięki skrzypiec odprowadziły gości do namiotu, w którym podano kolację. 

Fot. Emilie White

65 / 76

Idziemy na kolację.

Fot. Pierre Mouton

66 / 76

Weszliśmy do namiotu, jak nakazuje moja ulubiona francuska tradycja, przy głośnej muzyce, gdy wszyscy tańczą i machają serwetkami. Zanim zajęliśmy miejsca, tańczyliśmy od stołu do stołu, obejmując i całując naszych przyjaciół i rodzinę. 

Fot. Emilie White

67 / 76

Byłam zachwycona ciepłem światła świec w namiocie i ogrodzie za naszymi plecami. 

Fot. Emilie White

68 / 76

Na początku kolacji mój tata wygłosił niewiarygodny ni to toast, ni to roast, który nadał tonu reszcie wieczoru. Kolacja była kameralna, zabawna i pełna miłości. 

Fot. Emilie White

69 / 76

Happy Times w rzeczy samej. 

Fot. Emilie White

70 / 76

Tortem weselnym była pavlova, nasz ulubiony deser. 

Fot. Emilie White

71 / 76

Chwilę po krojeniu tortu. Niczym niezmącona radość. 

Fot. Emilie White

72 / 76

Muzeum było otwarte całą noc, by goście mogli zwiedzać je w przerwach od szaleństwa na parkiecie. 

Fot. Emilie White

73 / 76

Po kolacji przebrałam się w suknię od Eliego Saaba i wróciłam do namiotu z Alexem oraz naszym zespołem, Inspiration, który pojawiał się we wszystkich kątach pomieszczenia, grając muzykę. Przeprowadziliśmy gości przez dwoje ukrytych zielonych drzwi na dyskotekę, gdzie przez resztę nocy trwała impreza. 

Fot. Emilie White

74 / 76

Nasza rodzina i przyjaciele wnieśli na to przyjęcie niesamowitą energię. Tańczyliśmy do samego rana, a na parkiecie od początku do końca bawili się ludzi w każdym wieku. Impreza pełna była niezapomnianych momentów (przede wszystkim, gdy mój tata został poniesiony przez tłum), a dla mnie i Alexa było to zdecydowanie najlepsze przyjęcie w życiu. 

Fot. Emilie White

75 / 76

To zdjęcie mówi samo za siebie. 

Fot. Emilie White

76 / 76

Słowo „wdzięczność” nie jest w stanie oddać tego, co czujemy. 

Alexandra Macon
Proszę czekać..
Zamknij