Znaleziono 0 artykułów
05.07.2019

Premierowo na Vogue.pl: Bookworm Cabin

Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)

Mimo alarmujących statystyk czytelnictwa w Polsce pod Warszawą powstała właśnie ukryta w lesie chatka dla bibliofilów.

Pomysł na Bookworm Cabin narodził się w głowie Bartka Kraciuka oraz jego żony, Marty Puchalskiej-Kraciuk. Długo marzyli o domku na wsi, w którym mogliby odpocząć od pracy. A tej mają dużo – Bartek jest współtwórcą Grupy Warszawa, która ożywia stołeczną gastronomię i życie nocne, oraz domu produkcyjnego MD4. Marta z kolei współtworzy pracownię wnętrzarską MP Studio Architektury, prowadzi też butik Collage na Powiślu. Długo szukali odpowiedniego terenu na budowę. W końcu dotarli do Adelina, wioski leżącej na północny wschód od Warszawy. W działce leżącej na skraju lasu zakochali się od pierwszego wejrzenia. Niespodziewanie okazało się, że ziemia należy do rodziny Marty, ale nikt przez lata się nią nie interesował. To właśnie tam zdecydowali się postawić dom.

Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)

Projekt budynku powstał kilka lat wcześniej w zaprzyjaźnionej pracowni POLE Architekci jako alternatywa dla klasycznych domków letniskowych Brda w kształcie trójkąta. Prototypowy model stanął w Rzepiskach, miasteczku leżącym nieopodal Zakopanego i Białki Tatrzańskiej, wzbudzając entuzjazm miłośników architektury. Na 25 metrach kwadratowych udało się zmieścić przestronny salon z kominkiem, dwuosobową sypialnię, kompaktową kuchnię i w pełni wyposażoną łazienkę. Są też taras i pięciometrowe okno, obejmujące całą fasadę, które można osłonić zapewniającymi intymność wrotami. Mimo że dom zbudowany jest z litego drewna i wygląda niezwykle lekko, dzięki izolacji termicznej może być używany cały rok. Bartek i Marta zastanawiali się, jak dodatkowo podnieść jego komfort. Z pomocą przyszły książki. Jak mówi Bartek, usprawiedliwiają one siedzenie bez ruchu. U wielu ludzi momenty nicnierobienia budzą nawet poczucie winy. Trudno jest przestać myśleć o pracy, odłożyć telefon, pogapić się w ścianę. Książki pomagają zwolnić, oderwać się od rzeczywistości i prawdziwie wypocząć.

Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)
Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)

Pomysł, żeby podzielić się z domkiem ze światem, pojawił się szybko. Bartek i Marta wiedzieli, że nie będą mieli zbyt wiele czasu na korzystanie z jego dobrodziejstw, a jednocześnie chcieli, żeby żył przez cały rok. Idąc za ciosem, postanowili więc założyć akcję crowdfundingową. Wielkie zainteresowanie, z jakim się spotkali, przekonało ich, że Bookworm Cabin, czyli stworzona do czytania chatka pośrodku niczego, to dobry pomysł. Wsparcie płynęło od znajomych i zupełnie obcych ludzi. Wpłacając określoną kwotę na zrzutkę, można było jednocześnie wykupić nocleg w nieistniejącym jeszcze domku. Kilka osób wsparło jednak projekt zupełnie bezinteresownie.

Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)

Budowa chatki trwała miesiąc. Przy jej niewielkim metrażu wydaje się to wystarczającą ilością czasu, ale tempo budowy było zawrotne. Prace trwały codziennie po kilkanaście godzin. Pierwszą noc spędzili w domku Bartek i Marta, ale kalendarz rezerwacji Bookworm Cabin na Slowhop szybko się zapełnił.

Projekt zdecydowała się wesprzeć marka Vox, wypełniając domek przytulnymi meblami, praz wydawnictwo Albatros, które na drewniane półki wstawiło kilkaset książek – tytuły zarówno najbardziej poczytne, jak i mniej znane. W chatce będzie można jednak nie tylko oddać się błogiemu lenistwu, lecz także wziąć udział w inspirujących spotkaniach, premierach książek, leśnych piknikach i innych wydarzeniach, które właściciele planują na wczesną jesień. Według statystyk z 2018 r. 63 proc. Polaków nie przeczytało w ciągu 12 miesięcy ani jednej książki, a ponad jedna trzecia w ogóle nie ma ich w domu. Tym większą otuchę budzi zachwyt, z jakim spotkał się pomysł na chatkę pełną pachnących drukiem tomów. W domu nie ma telewizora ani bezprzewodowego internetu. Szczątkowy zasięg telefonii komórkowej przebija się co prawda przez drzewa, ale żeby smartfon nie kusił i nie przeszkadzał w relaksie, można odłożyć go do specjalnie przygotowanego pudełka.

Bookworm Cabin (Fot. Ernest Winczyk)

Chatka oddalona jest od Warszawy o 50 kilometrów. Można się do niej dostać samochodem lub pociągiem Kolei Mazowieckich, wysiadając na stacji Grzegorzewo. Tak bliska odległość od miasta umożliwia szybkie ucieczki do lasu nawet w ciągu tygodnia. Nie trzeba pakować walizek, brać urlopu i prosić sąsiadki o podlewanie roślin doniczkowych. Wystarczy zabrać najpotrzebniejsze rzeczy, by spędzić popołudnie w środku szumiącego lasu. Świeże powietrze, cisza i ciekawa lektura gwarantują dobry sen. Rano śniadanie z widokiem na pola i można wracać do miasta wypoczętym.

Katarzyna Stadejek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę