Znaleziono 0 artykułów
23.03.2020

Po pandemii życie w Pekinie powoli wraca do normy

Ulica w Pekinie (Fot. Getty Images)

„Branża mody, tak jak wszystkie inne, będzie musiała dopasować się do rzeczywistości po pandemii koronawirusa” – pisze Angelica Cheung, redaktor naczelna chińskiej edycji „Vogue’a", dzieląc się osobistymi przemyśleniami na temat epidemii, kwarantanny, i tego, co przyniesie przyszłość.

To miał być wyjątkowy tydzień – pełen radości, zabawy i śmiechu. Moja córka Hayley obchodzi 13. urodziny. Z powodu pandemii będzie świętować spokojnie, w domowym zaciszu, z tortem i rodzicami śpiewającymi „Sto lat”.

Czy jestem zawiedziona? Oczywiście, to ogromne rozczarowanie dla Hayley, która od miesięcy planowała swoje przyjęcie urodzinowe, zachwycona, że w końcu staje się nastolatką. Z drugiej strony, tygodnie ograniczeń i przestrzegania zaleceń rządu spowodowały, że koronawirus w Pekinie został opanowany. Obecnie żyjemy pewnie w najbezpieczniejszym mieście na świecie. Codziennie odnotowywane jest tylko kilka nowych przypadków, głównie u osób przyjeżdżających z zagranicy.

Hayley na swój sposób rozumie sytuację. Wie, że jest świadkiem największego kryzysu we współczesnej historii Chin. Żeby walczyć z wirusem, została pozbawiona możliwości chodzenia do szkoły, a nawet spotkań z przyjaciółmi. Rozumie też, dlaczego podróże zagraniczne nie są teraz możliwe. 

Zasady kwarantanny w Pekinie mają bardzo szeroki zasięg i zostały zaimplementowane twardą ręką. Mój mąż Mark musiał w zeszłym tygodniu wyjechać w sprawach służbowych. Zgodnie z zasadami, musi teraz spędzić dwa tygodnie na domowej kwarantannie, co uniemożliwia mu wychodzenie na codzienny dziesięciokilometrowy jogging. Co gorsza, babcia Hayley nie może nas odwiedzić, bo przechodzi w szpitalu rehabilitację po operacji biodra.

Kobieta w masce na opustoszałej chińskiej ulicy  (Fot. Getty Images)

Sześć tygodni temu sama myśl o przymusowym siedzeniu w domu byłaby dla nas nie do pomyślenia. Nie mówiąc już o zamknięciu granic w Europie czy Stanach Zjednoczonych. W styczniu byłam zarówno w Paryżu, jak i Londynie – oba miasta jak zawsze tętniły życiem. Ludzie mieli niewielką świadomość na temat koronawirusa czy przygnębiającej sytuacji w Chinach, w których w tym czasie dziennie przybywało setek ofiar śmiertelnych.

Stolica Chin, Pekin, w którym obecnie mieszkam, wprowadziła dziesiątki efektywnych obostrzeń w celu zahamowania możliwości rozprzestrzenienia się wirusa. Mierzenie temperatury stało się obowiązkowe, zarówno przy wejściu do bloków mieszkalnych, jak i powierzchni biurowych. Życie towarzyskie zostało zawieszone, wszyscy zaczęli nosić maseczki, szkoły zostały zamknięte do odwołania, bary i restauracje opustoszały, na zazwyczaj głośnych i zakorkowanych ulicach nie było żadnych samochodów, autobusów czy tirów. Te, wydawałoby się, ekstremalne środki, powstrzymały rozprzestrzenianie się wirusa, przynajmniej na razie. 

Po sześciu drakońskich tygodniach zamknięcia, życie powoli zaczyna wracać do normy: sklepy otwierają się na nowo, klienci wracają na zakupy, restauracje i bary pracują, jednak pod warunkiem że przy stoliku będą siedzieć, zachowując dystans, maksymalnie trzy osoby.

W skrócie, zaczyna to znowu przypominać życie w wielkim mieście. W powietrzu jednak czuć, że podejście obywateli do życia zmieniło się fundamentalnie. Tutaj w Chinach mamy poczucie, że powoli budzimy się z koszmaru. Nikt nie ma nastroju do świętowania, jedynie poczucie ulgi i wdzięczności, że jesteśmy cali i zdrowi.

W przypadku Hayley, z pomocą rutynowego planu dnia, przejście w tryb nauki online okazało się dość płynne. Na pewno nie tęskni za godzinną podróżą autobusem szkolnym do Dulwich College. Czas spędzony na transporcie w tym momencie wynosi około minuty, ale desperacko brakuje jej kontaktu ze szkolnymi przyjaciółmi. Od czasu do czasu rozmawia online z kolegami i koleżankami, ale monotonia dni nie daje pola do popisu w tematach plotek.

Jeśli chodzi o mnie, to pełnienie obowiązków redaktor naczelnej „Vogue China” z domu okazało się bardzo efektywne. W ciągu dnia odbywam wiele rozmów i konferencji, robiąc sobie jedynie krótką przerwę na lunch. W końcu znajduję czas na rozmowy z pracownikami, z którymi normalnie bardzo rzadko się widuję. Dzięki czemu poznaję ich lepiej. W „normalnej” strukturze pracy to często nie jest możliwe, większość mojego czasu zajmują spotkania z projektantami lub przedstawicielami dużych międzynarodowych marek, nie wspominając o niekończących się zagranicznych podróżach służbowych.

Opustoszały Opustoszały Yuyuan Bazaar w Szanghaju (Fot. Getty Images)

Od początku przyświecała mi jedna myśl – chciałam obrócić negatywną sytuację w coś pozytywnego. Przymusowy długi pobyt w Pekinie pozwolił mi na skupienie się na poprawie i rozwoju wersji online „Vogue’a". Skrupulatnie przyjrzałam się całej ekipie, naszym strukturom i metodom operacyjnym. Dzięki temu mam poczucie, że zarówno mój zespół, jak i system operacyjny są gotowe na wszystkie nowe wyzwania, które czekają nas po zakończeniu kryzysu.

Na pewno minusem jest brak interakcji społecznych i brak dyskusji nad redakcyjnym stołem, z których zawsze wynikały najbardziej kreatywne pomysły. Frustruje mnie też brak możliwości odbywania podróży (nie byłam na żadnym z czterech tygodni mody – starałam się oglądać wszystko na żywo w wersji online).

W tym temacie moja postawa jest nieco ambiwalentna. Muszę przyznać, że trochę tęsknię za dreszczykiem emocji podczas pokazów, podekscytowaniem związanym z oglądaniem najnowszych projektów i możliwością wypadu na kolację i drinka z przyjaciółmi z branży. Jednak muszę się zgodzić z argumentem, że prawdopodobnie powinniśmy wszyscy ograniczyć liczbę podróży i pokazów podczas tygodni mody.

Jestem pewna, że będziemy o tym rozmawiać przez najbliższe miesiące i lata. Branża mody, tak jak wszystkie inne, będzie musiała dopasować się do rzeczywistość po pandemii koronawirusa. Na poziomie osobistym jestem pewna tylko jednej rzeczy: kiedy Hayley będzie w końcu mogła urządzić swoje 13. urodziny, to będzie niezwykłe wydarzenie. Sukienki na imprezę zostały już wybrane. I czekają na swój wielki moment.

Angelica Cheung
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę