Znaleziono 0 artykułów
03.09.2022

Domina Dark Fairy: Fascynują mnie fetysze

03.09.2022
(Fot. Archiwum własne)

Większość klientów szukających mocnych wrażeń wytrzymuje dziesięć procent tego, o co prosi. Marzą o chłoście, a wystarczy, że uderzę ich dwa razy najlżejszym pejczem, żeby błagali o koniec – mówi Dominika Kruszewska, domina znana jako Dark Fairy i aktywistka działająca na rzecz praw osób pracujących seksualnie.

Jesteśmy w pokoju przypominającym sypialnię BDSM. Łóżko, a pod nim klatka – uległy może w niej spać. Dla niego to dodatkowe doświadczenie – spędza noc w jednym pomieszczeniu z dominą. Ale jak piesek w klatce.

I nie wie, kiedy z niej wyjdzie.

Jak się obudzę, to go wypuszczę! Nad łóżkiem lustro, obok druga klatka, która ma mnóstwo zastosowań: można w niej nie tylko przetrzymywać osobę, lecz także wykonywać różne praktyki – chłostę, zabawę igłami, pegging, czyli stymulację analną. No i electroplay, zabawę prądem.

To może być niebezpieczne.

Dlatego kiedy dzwoni do mnie klient i jest nią zainteresowany, pytam, czy ma problemy z sercem albo z układem oddechowym. Niektórzy są zdziwieni – zastanawiają się, po co mi ta informacja. A ja jej potrzebuję, bo nie chcę ich zabić. Nie chcę też, żeby ktokolwiek wylądował po sesji w szpitalu.

Pewnie wydaje im się to mało romantyczne.

Przecież jestem sexworkerką, mam spełniać ich fantazje, a nie pytać o dokumentację medyczną. Niektórzy klienci myślą, że przyjdą, zabawią się i wszystko będzie świetnie, tymczasem większość mężczyzn szukających mocnych wrażeń wytrzymuje dziesięć procent tego, o co prosi. Marzą o chłoście, a gdy dwa razy uderzę najlżejszym pejczem, proszą o coś innego, lżejszego.

Czyli próg bólu…

Jest niski. Forma fizyczna też nie zawsze świetna – tu na przykład mamy narzędzie do podciągania – można podwiesić klienta na dowolną wysokość. Zamiast klasycznych kajdanek używamy specjalnych rękawic, które nieruchomo trzymają nadgarstki. Ciężar ciała spoczywa na dłoni – wiszenie jest wtedy bezpieczne dla stawów.

To częsta fantazja?

Fantazja częsta, wprowadzenie jej w życie rzadsze. Zwykle przywiązujemy klienta do krzyża na ścianie – to narzędzie do chłosty, ewentualnie stymulacji analnej albo waginalnej. A tu masz różne dilda.

Niezwykłe rozmiary.

Ostatnio widziałam wibratory, które wyglądają jak smocze penisy – mogą zostawić w tobie jajo. Ile osób, tyle fetyszy. Czasem trafiam na jakiś gadżet i zastanawiam się, co to jest i jak się tego używa. Tu masz buciki dla konika.

Mężczyźni wkładają je na dłonie?

I chodzą w nich, jakby mieli kopytka. Tu mam też siodło do jazdy, ale zawsze jest kłopot z nałożeniem go, bo to skomplikowana konstrukcja. Pod oknem tron dla dominy i kozioł dla uległego. Zapewnia dobrą pozycję, bo klient jest dostępny z każdej strony.

Chodźmy do pokoju medycznego.

Masz tutaj oryginalny fotel ginekologiczny starego typu, świetny też do klasycznego seksu. Wśród gadżetów maszyna zasysająca penisa – bardzo popularny fetysz. I jednocześnie forma dominacji, bo to narzędzie służy do wielokrotnego orgazmu, w którymś momencie dla każdego mężczyzny jest to bolesne. Obok jest podobna pompka, tylko analogowa.

A ta gablota?

Znajdziesz w niej instrumenty stymulujące wnętrze penisa, ten na przykład wkładasz w cewkę moczową. Mężczyzn to zwykle przeraża.

To prawda, że niektóre dominy są po szkołach pielęgniarskich?

Tak. Albo przynajmniej po kursach. To ważne, zwłaszcza w kontekście igieł, czy iniekcji. Tworzenie gorsetów albo przekłuwanie skóry, jąder – łatwo można zrobić komuś krzywdę. Trzeba wiedzieć, co się robi.

A to?

Bardzo fajna rzecz: klatka na penisa.

W środku ma kolce.

Jeżeli facet ma erekcję, one się w niego wbijają. Nie może się podniecić, bo automatycznie zostanie ukarany. Dobierany do rozmiaru penisa w spoczynku, zaskakująco popularny.

Na moment?

Wielu chce nosić dłużej. Czasami robią to na odległość: mężczyzna zakłada sobie klatkę, nagrywa filmik, wysyła mi go razem z kluczem i dopóki mu go nie odeślę, on w tym chodzi.

Przez trzy lata?

Jeśli zasłuży, to tak!

(Fot. Getty Images)

A te strzykawki?

Do sutków – zaciskasz, one puchną, powiększają się i uwrażliwiają jednocześnie. Tu jest wziernik i hak analny. A tu gag dentystyczny do szerokiego otwierania ust. No i fartuchy lekarskie, wizyta tu ma być w końcu jak najbardziej autentycznym doświadczeniem. A propos kostiumów: w kolejnym pokoju możesz cieszyć się jednym z najbardziej popularnych fetyszy.

Lateksem.

Jest mnóstwo osób, które go kochają. Nie do końca to rozumiem, bo co prawda pięknie wygląda, opina skórę i modeluje sylwetkę, ale wkładanie go i noszenie jest dla mnie katorgą. A tu lateksowe łóżko.

Jak wielki śpiwór.

Musisz się natalkować, nasmarować, a potem cała wchodzisz, wślizgujesz się do końca, wkładasz rurkę w usta i oddychasz przez małą dziurkę. Cała jesteś w tym lateksie. A żeby było ciekawiej, pod łóżkiem jest odkurzacz, który pełni rolę pompy – osoba, która się w nim znajduje, wygląda jak próżniowo zapakowany kurczak.

Co jej to daje?

Poczucie uwięzienia i oddania się w ręce drugiej osoby. No i dostaje dotyk przez lateks, który kocha. Bardzo ważne, żeby domina nie wychodziła z pokoju, kiedy ktoś jest w tym łóżku, nawet na sekundę. Bo w przypadku ataku paniki, problemów z oddychaniem albo jakiegokolwiek dyskomfortu trzeba go natychmiast uwolnić.

Jak długo to trwa?

Czasem nawet kilka godzin, jeśli ten, kto się decyduje, czuje się komfortowo i nie drętwieją mu kończyny. Dalej mamy sissy room dla mężczyzn, którzy chcą być księżniczkami albo zdzirami.

Madonna i ladacznica.

Raczej lolita i ladacznica. Panowie najbardziej kochają to łączyć – zaczynają jako słodkie dziewczyneczki, a my z nich robimy zdziry. Tu masz sukienki, fartuszki, kolekcję butów na obcasach w męskich rozmiarach. Silikonowe piersi. Toaletkę, przy której mogą się malować – w szufladach są podkłady, tusze, rzęsy.

A kolejna sala?

Biuro.

Fetysz profesorka – uczeń.

Albo szefowa – pracownik.

Jest tu coś, czego nie było w poprzednich pokojach?

Dyby! Duże i małe, przenośne. Można nimi kogoś przypiąć do drzewa. Biurko, kilka książek. I mój ulubiony rekwizyt: krzesełko do siedzenia na twarzy klienta. W ogóle fetysz bycia meblem jest bardzo popularny: podnóżek, stolik, stojak na papier toaletowy…

Jak to wygląda?

Masz gag dentystyczny z uchwytem na papier, zakładasz to na twarz klienta, i on jest stojakiem. Obok mamy pokój tortur, z kolekcją przedmiotów, które powodują największy ból. Nawet ten pejczyk z różyczkami na końcu – sama zobacz, nie będę cię bić…

Chyba nie umiem porządnie tego zrobić.

Jak się nim mocno uderzy w plecy, to naprawdę boli. Ale najgorszym rodzajem pejcza jest taki, który ma na końcu sznureczki.

Wygląda niewinnie.

Tylko że jak się rozpędzi, rozrywa skórę.

A te miski na podłodze? Mężczyzna ma być psem?

To może być cela albo klatka dla psa – w miskach zawsze jest dla niego woda. Po drugiej stronie pokoju jest zresztą bardzo śmieszny mebel, który pełni tylko jedną funkcję. Zgadnij!

Nie mam pojęcia!

To stacja dla psa.

Klient musi tu tkwić? Przywiązany do łańcucha?

Tak! A tu bardzo śliczna maska piesia. Dominy często kochają zwierzęta. Z niektórymi się śmieję, że mamy problem przy fetyszu z psami, bo nie potrafimy być dla nich niemiłe. Jak widzę psa, natychmiast się rozczulam, nie umiem go skarcić.

Co jeśli ktoś jednak ma taki fetysz?

Robię trening, ale taki miły. Rzucam mu piłeczkę, on ją przynosi, każę mu robić obroty, drapię po brzuszku.

A te haki w suficie?

Przypinasz do nich klienta, który chce być bity, na przykład rękawicami bokserskimi. Niektórzy lubią być workiem treningowym. Miałam kiedyś uległego online, który kupował mi różne rękawice i chciał je potem oglądać na filmie. Do tej pory mam w domu chyba z cztery pary, nie tylko do boksu, też do MMA.

Opowiedz o maskach.

Ta jest strasznie gruba, więc jest w niej bardzo cicho. Na środku ma korek, który mogę wyjąć i włożyć tam dildo, albo napluć. Ewentualnie zgasić papierosa, strzepnąć popiół – bycie ludzką popielniczką też jest zaskakująco częstym fetyszem. Kiedy zaczynałam pracę dominy, myślałam, że częste fetysze to pewnie stopy, paznokcie, ewentualnie kostium pielęgniarki, reszta to wyjątki. Okazało się, że ludzie mają ogromną fantazję.

Który fetysz ostatnio cię zaskoczył?

Jakiś czas temu przyszedł do mnie pan z rozmaitymi przyrządami dentystycznymi – igłami, młoteczkami, strzykawkami. Miałam grać dentystkę, karcić go za to, że nie dba o zęby, za rzadko do mnie przychodzi. Dodam, że jego zęby były perfekcyjne, a ja przez całą sesję miałam grać dentystkę. Tylko to go podniecało.

Z dużą otwartością wchodzisz w różne scenariusze.

Zawsze byłam otwartą osobą, a sytuacje, w których ktoś ocenia wybory seksualne innych, potwornie mnie rażą. Poza tym podoba mi się, że moi klienci mają szalone pomysły, dzięki temu nigdy się nie nudzę. Lubię z nimi rozmawiać, pytać, skąd wzięły się te ich fetysze, bardzo mnie to fascynuje.

Wpadają jednorazowo czy wracają z tą samą fantazją?

Niektórzy przychodzą raz na rok – robią sobie prezent na urodziny. Inni przychodzą raz, kolejni wracają regularnie. Zresztą, jak rozmawiam z klientami czy uległymi…

Nie wszyscy są ulegli?

Ulegli to mniejszość, może 20 proc. wszystkich klientów.

Po co do dominy przychodzą nieulegli?

Po serwis, chcą mieć przeżycie dominacji. W ogóle muszę powiedzieć, że mężczyźni, którzy przychodzą na sesje dominacji, zwykle mają duży szacunek do kobiet. Pod tym względem jesteśmy uprzywilejowaną grupą, jeśli chodzi o pracę seksualną.

Z czego to wynika?

W tle fantazji naszych klientów zwykle jest silna kobieta: matka, babka, ciotka, sąsiadka, nauczycielka. Z drugiej strony klienci domin to często wysoko postawione osoby, które rządzą na co dzień. Prowadzą firmy, zarządzają dużymi zespołami, mają odpowiedzialność finansową. Tu chcą odpocząć, więc oddają władzę.

To głównie dojrzali mężczyźni?

Nie tylko, mój najmłodszy uległy miał 19 lat. Kiedy do mnie przyszedł, był po kursie masażu – marzył o takim prezencie od rodziców, ponieważ chciał masować dominy profesjonalnie, być lepszym uległym. Oczywiście rodzice o tym nie wiedzieli.

Jakie cechy powinna mieć domina?

Powinna mieć cierpliwość do ludzi, z którymi pracuje. I dbać o komfort uległego, musi być uważna. Konieczne jest też ciągłe pogłębianie wiedzy.

Jak ty się uczyłaś?

Kiedy postanowiłam się przebranżowić, bo najpierw byłam striptizerką, a potem pracowałam na kamerkach, zaczęłam chodzić na imprezy fetyszowe. Dużo rozmawiałam z ludźmi, poznawałam praktyki, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Coraz częściej widywałam się też z dominami, cała wiedza w naszym środowisku jest przekazywana drogą pantoflową. Nie ma u kogo się uczyć.

(Fot. Archiwum własne)

Pamiętasz moment, w którym postanowiłaś mówić o swojej pracy otwarcie?

To nastąpiło bardzo szybko – dwa czy trzy miesiące po tym, jak zaczęłam tańczyć. Wcześnie urodziłam dziecko, miałam wtedy osiemnaście lat, i byłam zdana na siebie. Szybko jednak znudziło mi się kłamstwo, że pracuję w call center, strasznie to było dla mnie męczące. I dość absurdalne, bo ja nigdy nie wstydziłam się tego, co robię. Lubię swoją pracę.

Jak rozmawiasz o niej z synem?

Otwarcie. Teraz ma 13 lat, ale nigdy nie było tak, że o coś mnie pytał, a ja odpowiadałam, że jest za młody na takie tematy. Jeśli pyta, to znaczy, że nie jest za młody. I lepiej mu wszystko klarownie wyjaśnić, dobierając odpowiednie słownictwo do jego wieku. Myślę, że jak zacznie szukać na własną rękę, to może się tylko gorzej skończyć.

Jakie pytania ci zadawał?

Raz przyszedł i powiedział: „Masz koleżanki, które uprawiają z panami seks. I one mają chłopaków. Czy oni nie są zazdrośni?”.

No właśnie, a twój partner? Nie jest zazdrosny?

Czasami jest! Ale łatwiej mu tą zazdrość przełknąć, bo w naszym życiu nie ma BDSM. Raczej rozumie, że to, co robię z klientami, nie narusza naszej intymności.

Jakie stereotypy krążą wokół domin?

Że są groźne, niemiłe i nie mają prywatnego życia. Jeden uległy stwierdził, że odda mi całą swoją wypłatę i będzie ze mną mieszkał, w kącie, jak pies. Był bardzo zdziwiony, kiedy dowiedział się, że mieszkam z synem i narzeczonym.

Co zmieniło się w twoim życiu, odkąd jesteś dominą?

Jako mała dziewczynka miałam mnóstwo kompleksów – przez alergię miałam bladą twarz, podkrążone oczy. Byłam gnębiona w szkole przez osiem lat. To bardzo zjadło moje poczucie własnej wartości i zaszczepiło we mnie przekonanie, że wygląd jest najważniejszy. Teraz słucham pozytywnych opinii i nawet jeśli wiem, że nie są prawdziwe, to jednak we mnie zostają. Zamiast puszczać dźwięk w kolorze czarnym, puszczają w różowym. Moja pewność siebie wzrosła.

Poza tym, że pracujesz seksualnie, jesteś aktywistką. Otwarcie mówisz o tym w mediach.

Jeszcze niedawno osoby pracujące seksualnie występowały wyłącznie w roli ofiar, a przynajmniej tak były przedstawiane. Ale w większości przypadków tak nie jest, jedyny przymus, który ich dotyczy, to ten ekonomiczny – ważnym elementem jest to, że przy niskiej liczbie godzin pracy mają adekwatne do potrzeb życiowych zarobki. Jeśli faktycznie przeżyły traumę, wartość pieniądza jest jeszcze wyższa, ponieważ pozwala im zabezpieczyć psychiatrę, leki, psychoterapeutę. I spokój, bo same wyznaczają godziny pracy. Dla mnie to jest bardzo ważne: mogę dużo czasu spędzać z synem i narzeczonym. I jednocześnie dobrze zarabiam.

Ile konkretnie?

To oczywiście dosyć ruchome, ale bez wyjazdów, w Polsce, zarabiam od 8 do 20 tysięcy miesięcznie. Z Dubaju po tygodniu mogę przywieźć 30 tysięcy, czasem więcej. Ale wiesz, co jest najbardziej przewrotne? To, że nigdy nie uważałam swojego ciała za największy atut. A pozwoliło mi wybrać pracę seksualną i wykonywać ją bez wstydu. Mam bardzo mocny charakter, ta praca do mnie pasuje. Podoba mi się kreowanie ludzkich fantazji, ale nie jestem dominą 24 godziny na dobę. Przez większość czasu jestem Dominiką.

Marta Szarejko
Proszę czekać..
Zamknij