Znaleziono 0 artykułów
15.11.2021

Wielki powrót martensów

15.11.2021
(Fot. Getty Images)

W latach 90. XX wieku kojarzyły się z buntem, dorosłością i grunge’em. Marzyły o nich wszystkie dorastające dzieciaki. Teraz martensy wracają do łask, a noszą je przedstawiciele generacji Z.

Moja pierwsza para martensów nie była właściwie martensami, ale podróbą marki Fayva (odpowiednikiem Payless w centrum handlowym Party City w moim rodzinnym mieście na Long Island), z plecionym wykończeniem i szwami/przeszyciami tak pomarańczowymi, że z daleka było widać, że buty nie są oryginalne. Prawdziwe docs kosztowały około 100 dolarów i przekraczały budżet, jaki rodzice chcieli zainwestować w moje obuwie, biorąc pod uwagę, że moje stopy ciągle rosły. Co jak co, ale w latach 90. dzięki tym podróbkom ja i moja przyjaciółka Christy, będąc ciągle w piątej klasie, mogłyśmy naśladować jej starszą siostrę Heather, wyrafinowaną nastolatkę noszącą swoje oksfordy z wyblakłymi dżinsami i flanelową koszulą, lekko odpiętą, tak aby było widoczne prześwitujące pod spodem body. Nasze martensy-niemartensy mówiły, że dziecięce kedsy czy delikatne baleriny już nas nie interesują. Teraz jesteśmy niepokornymi nastolatkami, a nasze toporne martensy są na to najlepszym dowodem.

Marzenie o martensach

W siódmej klasie, przechadzając się po centrum handlowym z koleżankami, zapragnąłem oryginalnego modelu, w ziemistym brązie, sznurowanych bojowych butów Dr. Martensa, które zobaczyłam na witrynie w Journeys, sklepie, który był zaopatrzony we wszystko, co było uważane za cool w 1995 roku.

Pragnęłam wtedy wielu rzeczy (prawdziwych piersi, pagera, zgiętego wpół liściku miłosnego od Justina K., chłopaka z fryzurą na pieczarkę…), ale z tych wszystkich rzeczy to właśnie brązowe buty Dr. Martensa z grubą podeszwą i charakterystyczną żółtą metką z napisem „AirWair” na kostce były najbardziej osiągalne. Wydawały mi się wyjątkowe w porównaniu z czarnymi, które miało wiele dzieciaków.

Buty początkowo stworzone jako robocze, stały się symbolem statusu dla nastolatków z przedmieść. (Zgodnie z historią marki Dr. Martens powstał w 1945 roku jako efekt współpracy między Klausem Maertensem, 25-letnim żołnierzem w Monachium, który zaprojektował innowacyjną podeszwę z poduszką powietrzną, aby przyspieszyć rekonwalescencję po złamaniu stopy, i jego kolegą z uniwersytetu, inżynierem mechanikiem Herbertem Funkiem). Ja dzięki martensom chciałam stać się cool. W końcu dostałam wymarzoną parę na Gwiazdkę (rezygnując z innych prezentów) i cóż, wyglądały okropnie na moich chudych kostkach. Dokładnie pamiętam, jak moja sąsiadka przygryzała dolną wargę, żeby się nie śmiać, kiedy szłam chodnikiem. Ale i tak je nosiłam – z brązowym swetrem od Urban Outfitters kupionym na West Fourth Street i starymi dżinsami Lee, które Chrissy i ja przecięłyśmy po bokach, aby zamenić je w dzwony.

Martensy: pożegnanie i powrót

Potem przerzuciłam się na chodaki, wysokie kozaki i trampki na platformie od Contempo Casuals. Nie byłam w tym sama: do 2000 roku sprzedaż martensów spadła tak drastycznie, że wszystkie brytyjskie fabryki oprócz jednej musiały zostać zamknięte, aby zapobiec bankructwu. Przerwa nie trwało długo, bo od 2003 roku zaczęto na nowo interpretować klasyczny model 1460. Chciałbym powiedzieć, że mój powrót do docs był podyktowany głębszymi przesłankami, ale to zdjęcia Hailey Bieber w martensach, przykrótkich dżinsach i kurtce Carhartt oraz Kendall Jenner w oksfordach z miniówką i w sweterku uczennicy prywatnego liceum przekonały mnie do powrotu. 

Pogrążona w nostalgii, zapragnęłam znów nosić martensy. Nie musiałam już nikogo prosić o zgodę. Szukałam idealnej pary – czarnej, bez żółtych szwów ani metki. Kupiłam je za 100 dolarów, mniej więcej tyle, ile moi rodzice zapłacili za nie 30 lat temu.

Martensy: wiecznie młode 

Podobnie jak piercing, moje martensy sprawiają, że nawet grzeczna stylizacja – sweterek dziewczyny z sąsiedztwa, dżinsy i kurtka Barbour – wygląda zadziornie. Ubieram się, żeby wyrazić siebie. Właśnie dlatego, tak jak lata temu, pociągają mnie martensy – buty buntowników, punków i artystów („Jesteśmy nonkonformistami”, głosi Dr. Martens). W tych butach czuję się tak cool, jak chciałam w wieku 13 lat. I wiem, że za kilka lat, kiedy nastanie czas jej dojrzewania, moja córka będzie chciała je ode mnie pożyczyć. 

Materiał w oryginale ukazał się Vogue.com.

Michelle Ruiz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę