Znaleziono 0 artykułów
16.04.2022

Harry Potter: Magia się ulatnia

16.04.2022
Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint (Fot. Getty Images)

Transfobiczne komentarze autorki, niezbyt udana franczyza „Fantastycznych zwierząt”, Daniel Radcliffe niechętny do udziału w ekranizacji sztuki „Harry Potter i przeklęte dziecko” – nad uniwersum stworzonym przez J.K. Rowling zgromadziły się ciemne chmury. Czy 25 lat po premierze pierwszej części sagi magiczny świat przestał czarować czytelników i widzów?

Każdy potterhead pamięta dzień, w którym kupił pierwszy tom sagi o młodym czarodzieju. I okoliczności zdobywania kolejnych części – kolejki do księgarni o północy, znajomi załatwiający książki spod lady, paczki wysyłane z Wielkiej Brytanii. Milionowe nakłady „Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic”, „Więźnia Azkabanu”, „Czary Ognia” i następnych pozycji wyprzedawały się natychmiast.

Ale za pierwszym razem – przy „Harrym Potterze i Kamieniu Filozoficznym” – magiczna rewolucja jeszcze się nie dokonała. Brytyjczycy, którzy jako pierwsi dostąpili zaszczytu poznania Dumbledore’a, przyjaźni z Hagridem i wstępu do Hogwartu, nie podejrzewali z początku, na co się piszą. Skąd mogli wiedzieć, że po przeczytaniu zaledwie kilku linijek książki o chłopcu, który przeżył, wsiąkną na zawsze?

Gdy J.K. Rowling wydała na świat Harry’ego (jak się potem okazało, rocznikowo niemal mojego rówieśnika), kończyłam 13 lat. Czytałam nieprzerwanie od poprzednich siedmiu – najpierw Lucy Maud Montgomery, potem Małgorzatę Musierowicz, z czasem Borgesa, Cortazara, Marqueza. Choć dojrzałe lektury zaliczyłam pewnie za wcześnie, chętnie wracałam do świata dzieciństwa. Gdy na liście bestsellerów „New York Timesa” (swoją drogą, nie mam pojęcia, jak się do niej dorwałam) wypatrzyłam powieść o młodym czarodzieju, rozpoczęłam research, utrudniony przez brak internetu. Chwyciłam za telefon, by obdzwonić księgarnie w rodzinnych Katowicach. Te zwyczajne jeszcze nic o Harrym nie wiedziały, te angielskie sprowadzały po kilka egzemplarzy wydania w oryginale. Zamówiłam, a następne dni spędziłam na niecierpliwym oczekiwaniu. W końcu trafił w moje ręce świeżutki „Harry” z kultową już ilustracją na okładce – okularnika na miotle.

Tak jak miliony dzieciaków przede mną, zapomniałam o bożym świecie. Czytałam dzień, noc i jeszcze jeden dzień. Bałam się, śmiałam, wzruszałam. Pokochałam Harry’ego, byłam fanką Hermiony, znienawidziłam Voldemorta.

Na polskie wydanie musiałam poczekać niemal trzy lata – genialne tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego ukazało się nakładem wydawnictwa Media Rodzina w 2000 r. Od tamtej pory nie musiałam już przekonywać kolegów i koleżanek z klasy, że oto narodził się nowy superbohater. Po „Harry’ego” sięgnęli wszyscy. Popularność podkręciła wiadomość o planowanej ekranizacji. Gdy do kin wchodziła adaptacja pierwszej części (w Polsce w styczniu 2002 r.), księgarskie półki obciążały już trzy kolejne, coraz to grubsze, części sagi. A szał na Harry’ego dopiero się zaczynał.

Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint (Fot. Getty Images)

Świat „Harry’ego Pottera”: Czarodzieje lepsi od ludzi niemagicznych, ludzie od goblinów, Dumbledore od wszystkich innych

Gdy skończyłam 18 lat, wcale nie było mi głupio, że do kina wystroiłam się w czapkę czarodzieja, a w dłoni dzierżyłam różdżkę. Trzy dni po 21. urodzinach – w lipcu 2005 r. – stawiłam się w Tesco w irlandzkim Cork, gdzie spędzałam wakacje, o ósmej rano, by dostać kopię „Księcia Półkrwi”. Na premierę ostatniej części – „Insygniów Śmierci 2” – poszłam już jako zupełnie dorosła dziennikarka. Płakałam przez pół filmu, tęskniąc za Dumbledorem, żałując tych, którzy zginęli w bitwie o Hogwart, wzruszając się, że Harry, Hermiona i Ron wreszcie będą mogli wieść normalne życie. Ale najbardziej płakałam nad własną młodością. Pożegnanie z magicznym światem oznaczało dla mnie ostateczny koniec dzieciństwa.

Od tego czasu wracam do książek i filmów – w różnej kolejności, ale najczęściej jednak chronologicznej – co najmniej dwa razy w roku. To mój niezawodny sposób na chandrę. Gdy mój mąż z drugiego pokoju słyszy charakterystyczne nuty ścieżki dźwiękowej Johna Williamsa albo szelest przewracanych kartek w zaczytanym tomie, wie, że zaliczyłam spadek formy. Powracając do Harry’ego, lepiej rozumiem samą siebie. A lepiej rozumiejąc samą siebie, potrafię sobie lepiej pomóc. Co ciekawe, nigdy nie utożsamiałam się z Hermioną, tylko właśnie z Harrym – urodzonym w lipcu, lekko niewydarzonym, odważnym, ale neurotycznym.

Od niedawna Harry powraca do mnie przez mojego kilkuletniego syna. Oglądając z nim po raz pierwszy „Kamień Filozoficzny”, przypomniałam sobie własny zachwyt nad świeczkami oświetlającymi sale w Hogwarcie, śmiech z psikusów pierwszoroczniaków, wreszcie strach przed Voldemortem. Od seansu płynnie przeszliśmy do czytania i słuchania audiobooków. Fraza J.K. Rowling, mistrzowsko przełożona na polski, nadal zachwyca dowcipem, gęstością, lekkością. Dziwi czasem ostrość, okrucieństwo i złośliwość autorki, które można jednak złożyć na karb brytyjskiej tradycji literatury dla dzieci, pokazującej świat trochę w krzywym zwierciadle, a trochę w całej jego palecie – od czerni do bieli. Przy brutalniejszych fragmentach zasłaniam synowi uszy. Absolutnie nie mogę znieść sposobu, w jaki Rowling pisze o Mugolach. Choć rozumiem, że w taki sposób pisarka portretuje dorosłych, którzy nie mają wstępu do świata dzieci, a w każdym razie tych bezmyślnych dorosłych, którzy myślą, że powaga jest ważniejsza niż dobra zabawa, nóż otwiera mi się w kieszeni. Czuję pogardę. „Harry” jest nią gdzieś przesiąknięty. Czarodzieje są lepsi od ludzi niemagicznych, ludzie od goblinów, Dumbledore od wszystkich innych. Rowling feruje wyroki, wartościuje, potępia.

„Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a”: Kłopoty się nie kończą

Jak się okazuje, nie tylko na łamach powieści. Od kilku lat najbogatsza autorka w historii traci na popularności. Zamiast budować magiczny świat, próbuje burzyć naszą własną rzeczywistość. Transfobicznymi komentarzami pisarka zasłużyła na miano TERF-ki. Próbując podkreślać różnice między kobietami a transkobietami, Rowling, kiedyś uznawana za inkluzywną, okazała się wykluczająca. Uważa, że padła ofiarą cancel culture, ale chyba nie do końca, skoro stworzone przez nią uniwersum wciąż na nią zarabia.

J.K. Rowling (Fot. Getty Images)

Rowling nie pojawiła się jednak na planie specjalnego programu wspominkowego „Harry Potter – 20. rocznica: Powrót do Hogwartu”, w którym wzruszeni odtwórcy głównych ról – Daniel Radcliffe, Emma Watson i Rupert Grint opowiedzieli, że udział w filmach zmienił ich życie. Obsada serii o „Harrym Potterze”, podobnie jak aktorzy grający w prequelowej franczyzie – „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” – odcinają się od Rowling. – Jest dla mnie trochę jak ciocia, a przecież nie zawsze zgadzam się z moją ciocią – mówił Grint. Potępił transfobię także Eddie Redmayne, który w „Zwierzętach” gra Newta Scamandra.

„Zwierzęta” miały zresztą zapewnić Rowling i twórcom filmów, w tym reżyserowi Davidowi Yatesowi, bardzo dostatnią emeryturę. Ale coś przestało działać. Magia chyba wyparowała. A może widzowie dorośli? Może poczuli, że franczyza kręci się już tylko dla pieniędzy? Może uznali, że uniwersum Harry’ego bez Harry’ego nie ma racji bytu? Podczas gdy pierwsza część „Zwierząt” – napisana przez Rowling na podstawie jej własnych „podręczników” do Hogwartu – osiągnęła jako taki sukces, kolejna – „Zbrodnie Grindelwalda” – została przyjęta chłodno. Teraz w kinach oglądamy trzecią część – „Tajemnice Dumbledore’a” z charyzmatycznym Jude’em Lawem w roli młodego przyszłego dyrektora szkoły. Ale kłopoty się nie kończą. Najpierw z obsady usunięto Grindelwalda, czyli Johnny’ego Deppa, oskarżonego o przemoc domową, potem skandale zaczął wywoływać Ezra Miller (Credence). Najpierw widziano, jak dusił kobietę pod pubem, potem aresztowano go w barze na Hawajach, bo wdał się w awanturę. Cieniem na sagę rzuca się także zachowanie Rowling. Żeby tego było mało, plany przeniesienia na ekran sztuki „Harry Potter i przeklęte dziecko”, opowiadającej o dzieciach Pottera i spółki, mogą spalić na panewce. Daniel Radcliffe odciął się od projektu. Choć Harry go ukształtował, aktor wyrósł już z roli, tak jak czytelnicy powoli wyrastają z jego świata. Na magię nigdy nie jest się za dużym. Ale może dorośli wychowani na Rowling zaczynają widzieć rysy nie tylko na jej charakterze, lecz także na stworzonych przez nią postaciach? Może magia po prostu zmienia swoje oblicze i objawi się wkrótce na nowo? Oby, bo przecież w trudnych czasach wszyscy potrzebujemy baśni.

Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Gość18.04.2022, 09:32
Rowling nie jest TERFKĄ, tylko zwraca uwagę na pewne zagrożenia, bezpieczeństwo kobiet leży jej na sercu..
Proszę czekać..
Zamknij