Znaleziono 0 artykułów
14.11.2020

Kobiece coming outy

14.11.2020
Fot. Getty Images

Jest wiele kobiet, którym bardziej po drodze z innymi kobietami, ale nie dochodzi między nimi do relacji seksualnych. Pytanie, co by się stało, gdyby bardziej się otworzyły. Może ich seks byłby rewelacyjny? – zastanawia się edukatorka seksualna Alicja Długołęcka.

Zastanawiam się czasem, jak wyglądałoby moje życie miłosno-erotyczne, gdybym od początku słyszała, że można zakochać się zarówno w dziewczynie, jak i w chłopaku.

Myślę, że zupełnie inaczej – nawet gdyby to życie było wyłącznie heteroseksualne. Bo nie byłoby w nim kagańca powinności, obowiązków wobec społeczeństwa i wzorca atrakcyjności bazującego na odbiciu w oczach mężczyzny. A to ma potężny wpływ na poczucie własnej wartości.

Moje życie też wyglądałoby inaczej, gdybym miała poszerzoną o ten aspekt świadomość, darowaną od kobiet, które mnie wychowywały. Ale tak nie mogło być, tylko pojedyncze jednostki miały to szczęście. Najczęściej córki albo wnuczki kobiet, które już złamały heteronormatywny schemat.

Artystki?

Tak, w Polsce to chyba najczęściej pisarki. Anka Kowalska i Maria Dąbrowska, wcześniej Maria Konopnicka i Maria Dulębianka. Współcześnie Iza Filipiak [aktualnie Iza Morska – przyp. red.], Sylwia Chutnik. Chociaż w tym gronie znajdzie się również pierwsza lekarka z doktoratem – Zofia Sadowska.

Na ile coming out wciąż wiąże się z wykształceniem kobiety?

Z badań szwedzkich, jeszcze z lat 80., wynikało, że im lepiej kobiety były wykształcone, im więcej zarabiały, tym częściej deklarowały się jako lesbijki. Oczywiście nie chodzi o samo wykształcenie, tylko o niezależność intelektualną i ekonomiczną, większą samoświadomość i świeże spojrzenie na schematy, w których żyjemy. Czyli umiejętność i gotowość zadania sobie pytania, czy to, jak żyję, jest moim wyborem.

Rozumiem, że kobiet, które uświadamiają sobie, że niekoniecznie, jest coraz więcej?

Często wygląda to tak: kobieta 40, 50+, która spełniła już obowiązki narzucone jej przez społeczeństwo, czyli zaspokoiła oczekiwania rodziców, odchowała dzieci, wytrwała w heteronormatywnym, monogamicznym związku, wypracowała jakieś PKB i zajęła się domem – nagle się zatrzymuje. I przygląda się sobie. Może temu sprzyjać konkretny moment: dzieci wyprowadzają się z domu, kobieta rzuca niesatysfakcjonującą pracę albo decyduje się na rozwód. Krótko mówiąc: w jej życiu następuje zmiana, wyjście ze schematu i zdystansowanie się wobec dotychczasowego życia. I w tym zatrzymaniu zadaje sobie pytanie: czego ja właściwie chcę? Kim jestem? To dobry moment na odpowiedź, na linii życia jest już po połówce.

Fot. Getty Images

Od początku wie, że jest lesbijką?

Większość mówi, że wie to od przedszkola. Są świadome, że pociągają je kobiety, ale spychają tę część siebie na dalszy plan. Żyją w określonych warunkach kulturowych, więc próbują się dostosować, zmienić na siłę, ale to, że kochają jakąś kobietę, jest niezmienne. Jednocześnie nie dają sobie prawa do tej miłości. Inne kobiety tylko to przeczuwają, reszta nie dopuszcza tej części siebie do świadomości.

Dlatego ten moment zakwestionowania swoich wyborów jest tak ważny.

To raczej podanie w wątpliwość dotychczasowego życiowego scenariusza. Ten moment może rozpocząć odkrywanie siebie na nowo – albo sprowokować olśnienie. Znam takie historie: kobiety mówią, że to była chwila, przebłysk, niespodziewana myśl podczas jazdy samochodem. Albo czyjeś słowo, dotyk. Nagle przychodził moment otwarcia i poskładania migotliwych do tej pory części w całość. „Przecież ja ją po prostu kocham”. Albo: „Marzę o bliskości z kobietą”. To nazywam świadomym odkryciem siebie.

Podczas naszej rozmowy ciągle myślę o profesor Marii Janion i teraz doszło do mnie dlaczego. Przecież ona również była wyoutowaną lesbijką – zrobiła to, mając 93 lata, w wywiadzie rzece „Transe – traumy – transgresje”. Całkiem naturalnie wspomniała, że nie miała problemu z uwodzeniem kobiet.

Pamiętam, jak mówiła o miłości, przyjaźni i tęsknocie. Ale uwodzenie i romanse?

Przecież Profesor nie była żywym pomnikiem, tylko człowiekiem! I chociaż nie mieściła się w stereotypie mainstreamowego obrazka kobiecości, to wyobrażam sobie, że potrafiła uwodzić do białości. Była kobietą, która siłą intelektu przełamywała schematy swoich czasów, była wolna i niezależna. Dlatego myślę, że kwestia ujawniania się była w jej życiu wpisana w szerszą kategorię: bycia człowiekiem na wskroś autentycznym.

Dziś coming outy to świadome akty społeczne.

I tak rozumiane są niezwykle ważne – stanowią oparcie i bazę dla kobiet, które z różnych powodów obawiają się żyć w zgodzie ze sobą. Ja sama, po przeczytaniu wielu książek i przefiltrowaniu przez swój umysł i duszę życiorysów tylu kobiet, nie mogę określić się inaczej niż jako istota panseksualna. Kwestia płci w temacie seksualności jest dla mnie czymś zupełnie drugorzędnym.

W coming oucie Sylwii Chutnik najbardziej zachwyciło mnie to, co mówiła o swoim nastoletnim synu: bała się rozmowy z nim, tymczasem okazało się, że on to przyjął modelowo. Uświadomiłam sobie, że zaczął się czas odwróconego porządku – to rodzice drżą przed ujawnieniem, nie dzieci.

Mało tego: dziecko, zwłaszcza nastoletnie, często jako pierwsze zauważa, że rodzic jest nieszczęśliwy w związku. Z gabinetu: mam nastolatkę, która zgłoszona przez rodziców na terapię, powiedziała: „Czy mogłaby im pani przekazać, że moim największym pragnieniem jest, żeby zaczęli pracować nad swoim związkiem? I albo się rozstali, albo dogadali. Bo najgorsze jest to, że muszę żyć z pokłóconymi rodzicami i nie wiem, co przyniesie kolejny dzień”. Obwiniała się, jak wiele dzieci, że rodzice są ze sobą wyłącznie z jej powodu.

Dziecko może też jako pierwsze zauważyć nieheteronormatywność swojego rodzica, bo dla niego to jest coś zupełnie naturalnego, oczywistego. Potrafi powiedzieć: „Mamo, ty chyba nie jesteś szczęśliwa z ojcem”. Albo: „Jak patrzę na ciebie, to z Zośką jesteś dużo weselsza niż z tatą”.

Podobne artykuły„Seksuolożki”: W życiu jest miejsce na przyjemnośćPaulina Klepacz Trudniejszy wydaje im się brak szczęścia rodzica niż to, że okaże się homoseksualny.

Rozmawiałam jakiś czas temu z przyjaciółmi mojej córki, mieli wtedy po 17 lat. I zapytałam ich o orientację. Na sześć osób jedna powiedziała, że jest heteroseksualna. Zdziwiłam się. Wiedziałam, że jedna jest homoseksualna, więc zapytałam, co z resztą. „Jesteśmy niezróżnicowani, mamy płynną tożsamość”, usłyszałam. I to jest autentyczna odpowiedź osób w okresie dojrzewania, które kształtują swoją tożsamość, nie tylko płciową, ale w ogóle, ludzką. Oni mówią: „Nie kupujemy od was bajek o sztywnej, określonej tożsamości, chcemy to sami poczuć, sprawdzić”. Chodzi im o świadome przeżywanie własnej seksualności, konstruowanie siebie. I są na to gotowi, zwłaszcza dziewczyny. Oczywiście starsze pokolenia strasznie się tego boją.

Fot. Getty Images

Dlaczego?

Bo uznanie tej wolności może oznaczać utratę poczucia sensu. Może się okazać, że to, co było tak pewne, wcale takie nie jest. I tu wracamy do dojrzałych kobiet, które dokonują pewnego rozrachunku i dochodzą do wniosku, że czas, który im pozostał, chcą wykorzystać w zgodzie ze sobą. Jeśli się na to decydują, mówią często, że są lepszymi ludźmi, ponieważ nie zwracając już uwagi na to, co powiedzą inni, mogą sobie pozwolić na spokój. A on im daje siłę, jakkolwiek banalnie to brzmi.

Czy to może być wybór? Kobieta orientuje się, że ma wokół siebie znacznie więcej ciekawych kobiet niż mężczyzn, i decyduje się na życie z jedną z nich.

Oczywiście. W książce „Pokochałaś kobietę” piszę o różnych grupach, w tym lesbijkach „z wyboru”, głównie dojrzałych kobietach. Staromodnie można by powiedzieć: biseksualnych, ale o wiele bardziej adekwatnym pojęciem jest to stosowane aktualnie: nieheteronormatywnych. Czyli takich, które dają sobie przestrzeń na odkrywanie własnej seksualności poza heteronormatywnością. Orientują się, że to, co je ekscytuje seksualnie, intelektualnie, uczuciowo, niekoniecznie jest sprzężone z płcią. Ostatecznie coraz trudniej przecież stwierdzić, które cechy ludzkie są z nią sprzężone.

Pamiętam rozmowę Jerry’ego Seinfelda z jego przyjacielem komikiem Mariem Joynerem o tym, dlaczego ten drugi w dojrzałym wieku zapuścił brodę. I on powiedział, że długo się nad tym zastanawiał, aż w końcu stwierdził, że to ostatnia rzecz, której nie mogą mieć kobiety. Wszystko inne już mają.

To nieprawda! Dla mnie to oczywiste, że może do mnie przyjść kobieta z brodą. Zresztą tak się zdarza….

Myślałam, że powie pani, że to nieprawda, bo jeszcze nie możemy mieć wszystkiego!

To też, ale ja się zafiksowałam na brodzie, która u kobiety może być wynikiem zaburzeń hormonalnych, ale również akceptowaną cechą wyglądu u osoby niebinarnej. A czasem wręcz przeciwnie: nieakceptowaną cechą fizyczną u kobiety transpłciowej, której ciało ma jeszcze cechy męskie, ale ona w olbrzymim zaufaniu wierzy, że pod tym zarostem zobaczę kobietę. Więc komik nie ma racji.

Ale co z tym wyborem?

Gdyby była pani moją pacjentką, która odczuwa jakiś rodzaj tęsknoty, fascynacji, zaciekawienia drugą kobietą, zapytałabym, jakie są pani relacje z innymi ludźmi tak w ogóle. I które z nich są dla pani erotyczne.

Bardzo tajemniczo to brzmi.

Chodzi o lepsze poznawanie siebie, o to, czy pani chce i może uruchomić pożądanie wobec osoby, z którą czuje się pani blisko. I to niekoniecznie musi być mężczyzna.

Jest wiele kobiet, którym po drodze bardziej z innymi kobietami, ale nie dochodzi między nimi do relacji seksualnych. Pytanie, co by się stało, gdyby otworzyły się bardziej na kobiety. Może ich seks byłby rewelacyjny? A może nie, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że to kwestia świadomego przeżywania siebie. Obserwowania bez uprzedzeń, lęku i wstydu reakcji własnego ciała. U bardzo wielu kobiet odpowiedź erotyczna wobec innej kobiety jest możliwa, potwierdza to mnóstwo badań.

To czego właściwie dotyczy ten wybór?

Więzi. Takiej, w której jesteśmy gotowe na erotyczną odpowiedź i chcemy budować relację. Niektóre z nas są na to otwarte, inne nie. Ale każda z nas potencjalnie może to sprawdzić.

Wiele czynników: emocjonalne zaangażowanie, ciekawość przyjemnościowa, faza życia, wychowanie – wszystko to decyduje o naszej ekspresji seksualnej. Ale orientacja seksualna to przede wszystkim preferencja emocjonalna, to z niej wynika wszystko, co wiąże się z pożądaniem. Bo często nie chodzi o płeć osoby, z którą chodzimy do łóżka, tylko o emocje, jakie wywołujemy w sobie wzajemnie, będąc w relacji.

Trzeba być bardzo świadomą, żeby sobie pozwolić na taką myśl.

Im bardziej jesteśmy świadome tego, co czujemy i wybieramy, tym bardziej jesteśmy gotowe do zburzenia schematu, więc możemy być postrzegane jako niebezpieczne. Stąd opresyjne zachowania i lęk polityków, próby ograniczania nas, także w kontekście naszej seksualności. Bo tak naprawdę w ogóle nie chodzi o to, czy jestem homo, czy hetero, tylko o to, czy przyjmuję pewien schemat życia jako oczywisty. I jak się w nim czuję. Powiem górnolotnie: najważniejsze jest to, czy wybieram życie, którym żyję w zgodzie ze sobą.

Marta Szarejko
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę