Znaleziono 0 artykułów
23.03.2022

Magdalena Silska z OTOZ Animals walczy o prawa zwierząt

23.03.2022
Fot. Kacper Godlewski

By wspierać słabszych, poszła na prawo. Dziś doktorka nauk prawnych Magdalena Silska, inspektorka i koordynatorka OTOZ Animals, walczy nie tylko w imieniu ludzi, lecz także istot jeszcze od nich słabszych. – Życie zwierząt to nie przestrzeń na kompromisy – mówi.

Pamiętasz swoją pierwszą interwencję?

Pierwszą chyba nie, ale są takie, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Nie zapomnę jednego starszego psa, który był trzymany w zardzewiałej klatce owiniętej łańcuchami. Było w niej pełno odchodów. Zapytaliśmy opiekuna, czy zwierzę wychodzi. „Oczywiście, codziennie”. Poprosiliśmy więc, żeby psa wypuścił. Okazało się, że sam opiekun miał ogromną trudność, aby tę klatkę otworzyć, musiał wziąć pilnik. Gdy w końcu się to udało, pies podszedł do wyjścia i nie był w stanie przekroczyć progu. Wyglądał, jakby po raz pierwszy zobaczył świat na zewnątrz. Dla mnie to był znak, że w tym więzieniu musiał spędzić całe swoje dotychczasowe życie…

Jak na co dzień wygląda praca w inspektoracie?

Dostajemy zgłoszenie i szybko podejmujemy decyzję, kto i kiedy może udać się na interwencję. Zgodnie z naszym regulaminem powinny na nią jechać minimum dwie osoby, bo podczas działań interwencyjnych zdarzają się niebezpieczne sytuacje. Wchodzimy w ciemne zaułki lub do mieszkań, w których sami właściciele żyją w urągających standardom warunkach. Jeśli nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić, szukamy pomocy u innych instytucji.

Bardzo często pomagamy też ludziom. Jesteśmy w kontakcie z MOPS-em, oferujemy wsparcie finansowe i zapewniamy pożywienie zwierzętom, z którymi te osoby mieszkają. Jeżeli widzimy, że ktoś kompletnie nie radzi sobie z opieką, bo na przykład jest zbieraczem czy zbieraczką zwierząt, pomagamy mu w przekazaniu ich do adopcji. Zwykle są to osoby, które z dobrego serca przygarniają koty z ulicy i w którymś momencie tracą nad tym kontrolę. Zwierzęta chorują, zagryzają się nawzajem, umierają.

Dlaczego ludzie są wrażliwsi na krzywdę psów i kotów, a mniej na krzywdę zwierząt hodowlanych?

Myślę, że to konsekwencja sposobu, w jaki jesteśmy wychowywani. Świnia poziomem inteligencji kilkadziesiąt razy przewyższa psa, tylko że my patrzymy na nią jak na produkt. To boli niesamowicie. Zwierzęta były i nadal są traktowane przedmiotowo. Mamy poczucie, że możemy bezrefleksyjnie je zjadać i nakładać ich skóry na nasze ciała, żeby się ogrzać. Mimo że mamy alternatywy. A tu nie ma przestrzeni na kompromisy – po jednej stronie jest życie i zdrowie istot takich jak my, po drugiej czysto utylitarne nastawienie.

Fot. Kacper Godlewski

Greenpeace i Sylwia Spurek rozpoczęli walkę o zakaz reklamowania mięsa.

To mnie niezmiernie cieszy i ułatwia dyskusję z osobami, które pozostają w kontrze. Ostatnie badania nad wpływem odpadów z hodowli przemysłowych na naszą planetę jasno wskazują, że produkcja mięsa ma katastrofalne skutki. Dlatego dziś o wegetarianizmie czy weganizmie mówimy nie tylko w kategoriach naszych indywidualnych wyborów. Jedzenie mięsa w środowiskach świadomych ekologicznie jest obecnie traktowane tak, jakby ktoś po zjedzeniu batonika wyrzucił papierek na ziemię albo nie segregował śmieci.

Fot. Kacper Godlewski

Uważam, że reklamowanie mięsa przypomina trochę reklamowanie papierosów. WHO kwalifikuje mięso do kategorii produktów niezdrowych. Szczególnie to pochodzące z hodowli przemysłowych, w których zwierzęta karmione są sztucznymi produktami. Mięso jest konserwowane, nasączone chemią. Oczywiście są też prawa przedsiębiorców i konsumentów. Nie tak łatwo wprowadzić taki zakaz.

Jak pod względem świadomości wypadamy na tle innych krajów Europy?

Niestety niezbyt dobrze. Nasze prawo wciąż zawiera przestarzałe przepisy. Jednym z nich jest ten, który pozwala na trzymanie zwierząt domowych na łańcuchu. Oczywiście są ograniczenia: zwierzę nie może być na uwięzi krótszej niż trzy metry i musi być z niej zwalniane w odstępach 12-godzinnych. To jest przecież nie do zweryfikowania.

Zgodnie z obowiązującym obecnie prawem nadal można dokonywać także uboju rytualnego. Mniejszości religijne w Polsce liczą ok. 20 tys. osób. A zwierząt, które giną z tego powodu, są miliony, ponieważ większość jest eksportowana. Wystarczyłoby więc wprowadzić ograniczenie, które pozwalałoby na ubój rytualny tylko na potrzeby mniejszości religijnych zamieszkałych na terenie naszego kraju.

Fot. Kacper Godlewski

Wciąż można zakładać również hodowle na futra.

Wiele krajów Unii Europejskiej albo właśnie zamyka takie biznesy, albo już ostatecznie zerwało z tym krwawym procederem. W Polsce futra również są przeznaczane na eksport. Dzięki dochodzeniom, które przeprowadziły organizacje prozwierzęce, wiemy, że corocznie ginie ok. 5 mln zwierząt futerkowych – lisów, norek, nutrii. Skala okrucieństwa jest niebywała. Parę miesięcy życia tych zwierząt to gehenna, która kończy się śmiercią tylko po to, żeby ktoś ucieszył się zarzuceniem sobie ich skóry na siebie. Dla mnie to jest absolutny szczyt próżności.

Czy prace nad piątką dla zwierząt będą jeszcze trwały?

Niestety ten proces nie jest w naszych, organizacji prozwierzęcych, rękach. W imieniu OTOZ Animals byłam osobiście na wszystkich obradach komisji sejmowych oraz senackich, które zajmowały się tematem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Projekt ustawy nie był może idealny, ale zawierał punkty, które nas satysfakcjonowały – chociażby właśnie przepis dotyczący zakazu prowadzenia hodowli zwierząt futerkowych. Finalnie, jak można przypuszczać z przyczyn politycznych, projekt został zamrożony.

Fot. Kacper Godlewski

Na początku października 2021 r. zorganizowaliśmy demonstrację w Warszawie pod hasłem „Gdzie ta dobra zmiana dla zwierząt?”. Cały czas apelujemy do polityków i pytamy, co się obecnie dzieje w tej sferze pod względem prawnym. Ale na razie wydaje się, że do następnych wyborów prace nad tym projektem nie zostaną wznowione.

Co może być tego przyczyną?

Wielu nie podobał się on ze względu na utrzymanie jednego, dla niektórych kontrowersyjnego, ale równocześnie bardzo istotnego dla ochrony dobrostanu zwierząt przepisu. Chodzi o art. 7 § 3, który daje możliwość przedstawicielowi organizacji społecznej odbioru zwierzęcia w momencie, kiedy jego życie bądź zdrowie jest zagrożone. To na przykład umożliwia wejście na posesję w celu sprawdzenia, jak traktowane są zwierzęta, i ewentualne wyciągnięcie konsekwencji.

Na rzecz zwierząt działasz od lat. Co cię do tego skłoniło?

To było dla mnie tak naturalne, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Gdy w liceum albo na studiach stawałam się bardziej świadoma rzeczywistości, która mnie otacza, po prostu zaczęłam szukać sposobów, jak można na nią wpływać; jak wspierać tych, którzy są w niej pomijani, których prawa nie są respektowane. Studiowałam prawo i szybko się nim rozczarowałam. Wydawało mi się, że jako prawnicy, prawniczki to my powinniśmy wyciągać dłoń do potrzebujących. To mrzonka. Długo musiałam szukać dziedzin w sferze prawnej, w której tak jest. Stąd właśnie prawa zwierząt oraz prawa człowieka. W pracy zawodowej działam dla ludzi, ale wolontariacko zajmuję się zwierzętami.

Fot. Kacper Godlewski

Co jest najtrudniejsze w pracy w organizacji prozwierzęcej?

Każdego dnia konfrontujemy się z ogromnym cierpieniem. Czasami tego cierpienia nie da się ukrócić albo jest już na to za późno. Takie doświadczenia zostają w nas na zawsze, a trudnych przypadków jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. To bardzo mocno eksploatujące działania. U wolontariuszy dochodzi do wypaleń, widziałam ich wiele.

Jesteśmy wrażliwi na bezdomność i sytuacje, w jakich znajdują się zwierzęta, więc tak naprawdę na każdym wyjeździe czy wakacjach pomagam też na miejscu. Mam listę organizacji prozwierzęcych w całej Europie i poza nią, do których od razu piszę. A czasami wracam na pace z dodatkowym mokrym nosem. Teraz opiekuję się dwoma znalezionymi pieskami. Jeden był przywiązany do drzewa w lesie, drugi został wyrzucony na ulicę. Wskoczył do samochodu i dalej pojechał już z nami.

A co najbardziej cię porusza?

Ludzka solidarność. Bardzo często ludzie mieszkający w okolicy przychodzą do nas i opowiadają, jak zwierzę było traktowane. Wsparcie sąsiadów jest dla nas ważne, bo wtedy mamy świadków, co daje nam więcej możliwości. Przede wszystkim jednak – aż mam dreszcze, gdy przypomnę sobie momenty, w których podczas naszych interwencji policja, ponieważ ma większe prawa, przeskakuje przez płoty, otwiera kłódki i oswobadza zwierzęta.

Klementyna Szczuka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę