Znaleziono 0 artykułów
29.03.2022

Zbigniew K. Wołyński: Zapomniany fotograf mody

29.03.2022
Zbigniew K. Wołyński, Autoportret, lata 80–90. XX w. 

Zbigniew K. Wołyński obawiał się, że zawód, który przyszło mu wykonywać, jest głupim żartem przekornego losu. Uważał, że fotografia mody skostniała, a on pogrąża się w upiornym panoptikum, robiąc zdjęcia fałd i plis udrapowanych na modelkach w zesztywniałych pozach. Jednak współpraca z Biurem Mody, firmą, która była zalążkiem legendarnej Mody Polskiej, otworzyła mu drzwi na świat. Wystawa „Wdzięk i fantazja” w gdańskim Muzeum Narodowym przypomina twórczość genialnego outsidera z czasów PRL.

– On jest mało znany nawet w branży – mówi kurator wystawy dr hab. Maciej Szymanowicz, na co dzień wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, o Zbigniewie K. Wołyńskim. – Tymczasem nie tylko robił ciekawe zdjęcia, lecz także pisał o tym w niezwykle interesujący sposób. Wystawie „Wdzięk i fantazja” towarzyszy opasły katalog, w którym oprócz setek zdjęć jest kilka tekstów autorstwa Wołyńskiego. Pisane pod koniec lat 50. XX wieku (od jednego pochodzi tytuł ekspozycji), brzmią znajomo. Przykłady? Kilka na zachętę:

„W gorączce bitwy my, fotografowie mody, zapominamy aż nazbyt często, że nasza modelka to abstrakcja, ideał nieosiągalny dla większości kobiet, fotografujemy ją ze śmiertelną powagą, zbyt cieleśnie i krwiście, bez finezji i fantazji, wzbraniamy się przed urozmaiceniem i deformacją, skąpimy śmiałego stosowania środków formalnych, których ten właśnie temat wymaga od nas więcej niż wszelkie inne. Współczesnego fotografa mody cechują nigdy nieustające odważne eksperymenty”.

Zbigniew K. Wołyński, bez tytułu, zdjęcie dla Biura Mody, ok. 1956–1958

„Praca fotografa mody jest nerwowa i męcząca, zmusza do dokładnej organizacji, wielkiej energii, cierpliwości i stanowczości”.

„W przyszłości nie zadowolimy się jednym spojrzeniem z jednego punktu widzenia. Połączenie różnorodności spojrzeń i perspektyw w jednym obrazie wydaje mi się czołowym zadaniem nadchodzącej fotografii”.

I wreszcie, to już z lat 70.: „Rozpleniło się groźne i zaraźliwe zjawisko: jazda bez hamulców pod hasłem »im tandetniej, tym intratniej«”.

Zbigniew K. Wołyński, bez tytułu, zdjęcie dla Biura Mody, ok. 1956–1958

Zbigniew K. Wołyński: Na początku była moda

Zbigniew K. Wołyński urodził się w 1921 roku w Poznaniu. W czasie II wojny światowej praktykował w zakładzie Foto-Plast w Książu Wielkopolskim, po wojnie zajmował się sprawami filmowymi – był operatorem kamery, ale też współpracował z Pracownią Fototechniki Zakładu Chemii Fizycznej UAM, gdzie obmyślano technologię obróbki taśmy barwnej dla potrzeb kinematografii.

W 1956 roku dostał etat fotografa w Biurze Mody w Warszawie. Kierowane przez Jadwigę Grabowską Biuro Mody „Ewa” było poprzednikiem Mody Polskiej, bardziej niż ona eksportowe, służyło głównie promocji polskiej mody za granicą. Wołyński narzekał na plisy, guziki i sztywne pozy, ale dzięki tej pracy nawiązał cenne kontakty – publikował w żurnalach zza Żelaznej Kurtyny, m.in. we francuskim „L’art et la Mode” czy włoskim „Linea” – i miał dostęp do „Vogue’a” i „Harper’s Bazaar”. Wiedział, co dzieje się w świecie.

Maria i Zbigniew K. Wołyńscy, zdjęcia z Fryzjerskich Mistrzostw Polski, 1976 rok
Maria i Zbigniew K. Wołyńscy, zdjęcia z Fryzjerskich Mistrzostw Polski, 1976 rok

„Jeżeli możemy mówić o związku jego prac z jakimś konkretnym stylem fotograficznym, to zapewne część z nich sytuuje się blisko osiągnięć amerykańskiego fotografa Irvinga Penna, który operował podobnym do Wołyńskiego purystycznym stylem” – pisze w katalogu Maciej Szymanowicz, podkreślając łączące obu twórców rygor formalny, inteligentny koncept i umiejętność utrzymania balansu między zmysłowością a porządkiem formalnym obrazu.

Gdy Biuro Mody w 1958 roku przekształciło się w Modę Polską, Zbigniew Wołyński poszedł swoją drogą.

Zbigniew K. Wołyński: Fotograf reklam

Zbigniew K. Wołyński, Fryzjerskie Mistrzostwa Polski, ok. 1972 roku

W historii Wołyński zapisał się głównie jako twórca fotografii reklamowej, czyli jednej z najbardziej paradoksalnych dziedzin w PRL. W największym skrócie – wbrew powszechnemu mniemaniu – w Polsce Ludowej istniały reklamy, tyle że nie miały wiele wspólnego z rynkiem.

W tekście „Fotografika stosowana, fotografika użytkowa, fotografika reklamowa – czym jest?” Zbigniew K. Wołyński pisał: „Konieczność postawienia takiego pytania (…) wskazuje, że chodzi tu o zjawisko w Polsce praktycznie nieznane, gdy tymczasem stało się ono we współczesnym świecie jednym z fenomenów komunikacji wizualnej, a u nas zupełnie zaprzepaszczoną szansą kulturotwórczą”.

Maciej Szymanowicz, który pracuje nad naukową książką o historii fotografii reklamowej w PRL, zauważa, że problem był nawet z nazewnictwem. Aż do lat 70. unikano określenia „fotografia reklamowa”, pisano raczej, że to zdjęcia użytkowe. Chodziło o to, żeby nie podkreślać komercyjnego charakteru fotografii. – Na wystawach poświęconych fotografii użytkowej były też zazwyczaj zdjęcia naukowe czy teatralne. Rozmywano to pojęcie – tłumaczy.

Zbigniew K. Wołyński, Pollena, ok. 1977 roku

Była jednak enklawa – w wydawnictwie Handlu Zagranicznego działała agencja Fotoserwis, która zatrudniała kilku fotografów. Robili zdjęcia do branżowych czasopism – związanych z przemysłem maszynowym, odzieżowym czy turystyką. Zbigniew K. Wołyński fotografował pokazy zakładów odzieżowych Modena, ale też rzeczy z innych branż – kosmetycznej czy budowlanej.

Nie odbywało się to tak jak dzisiaj, gdy kampanie reklamowe projektuje się z rozmachem dla konkretnego klienta i sprecyzowanego dzięki algorytmom odbiorcy. Częściej wyglądało to tak, że na to samo tło wklejało się logo konkurencyjnych firm, na przykład Mody Polskiej i Telimeny.

Maciej Szymanowicz zwraca uwagę, że wiele ze znakomitych prac Wołyńskiego to projekty nigdy niezrealizowane. Wołyński robił je, bo co jakiś czas musiał przed ministerialną komisją zdawać egzamin, który uprawniał go do przyjmowania reklamowych zleceń.

„Niezwykłość prac Wołyńskiego polega również na wykorzystaniu podstawy projektów starszych zdjęć, które tym samym odznaczały się brakiem postulowanej w stosunku do wytworów reklamy socjalistycznej rzetelności” – pisze kurator. „Niekonsekwencje towarzyszące fotografiom Wołyńskiego nie były w ówczesnej sytuacji czymś niezwykłym, te wzorcowe projekty bowiem paradoksalnie należy rozumieć jako propozycje z marginesu świata reklamy fotograficznej. W rzeczywistości gros ówczesnej produkcji w zakresie reklamowym opierało się na niewyszukanej fotografii produktowej, którą, dodajmy, uprawiał z powodzeniem także Wołyński”.

Zbigniew K. Wołyński: Outsider, który chowa się za żoną

Maria i Zbigniew K. Wołyńscy, zdjęcie dla Modeny z sesji w Rogalinie, 1976 rok

W 1978 roku odbyła się w Poznaniu pierwsza wystawa fotografii reklamowej. Zorganizowali ją wspólnie Maria i Zbigniew K. Wołyńscy.

– Maria Wołyńska była wielką damą fotografii – mówi Maciej Szymanowicz. – Fantastyczna fotografka, ale też organizatorka. Działała w Poznańskim Towarzystwie Fotograficznym, kierowała Okręgiem Wielkopolskim Związku Polskich Artystów Fotografików, była kuratorką wystaw.

Zamiłowanie do struktur dzieliło małżonków czy też może – uzupełniali się pod tym względem. On, obrażony na ZPAF za to, że kiedyś nie przyjęli go do Związku, oddawał funkcjonowanie publiczne żonie. Co więcej, oddawał jej czasem swoje prace.

– Był niezwykle ambitny. Fascynował go film, próbował w fotografii eksperymentować z technikami odnoszącymi się do montażu filmowego, kolekcjonował plakaty, robił fotomontaże – wylicza Maciej Szymanowicz. – Był, co tu dużo mówić, całkowitym outsiderem. Niezwykle oczytany, inteligentny, ale żył w swoim świecie. Nie interesował go blichtr czy nawet życie towarzyskie związane z fotografią. Wolał, by zajmowała się tym żona – dodaje kurator.

Z żoną razem fotografowali, prowadzili wspólne archiwum. Zachowało się sporo negatywów, a także teczki, które Wołyński zakładał dla kolejnych projektów – oprócz inspiracji wizualnych chował tam notatki, korespondencję, szkice. Wydawałoby się, dla badacza gratka. – Gratka, ale i bardzo ciężka praca. Kiedy po roku 2000 Wołyński przestał fotografować, zaczął bawić się swoim archiwum. Przetwarzał stare zdjęcia, część prac przekazał na wystawę żony. Słowem, jak każdy, kto zaczyna bawić się archiwum, wprowadził zamęt – uśmiecha się Maciej Szymanowicz.

Scenografia wystawy „Wdzięk i fantazja” chwilami nawiązuje do projektów wystaw – modowych i reklamowych, w których uczestniczył Zbigniew K. Wołyński. Na ekspozycji znajduje się kilkadziesiąt zdjęć, kulisy ich powstawania, jest trochę multimediów i mała pracownia fotomontażu. Za identyfikację wizualną odpowiada artystka Julia Mirny.

*

Proj. Julia Mirny

Wystawa „»Wdzięk i fantazja«. Moda i reklama w PRL-u w twórczości fotograficznej Zbigniewa K. Wołyńskiego”, oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, ul. Cystersów 19, kurator: Maciej Szymanowicz, potrwa do 30 czerwca 2023 r.

Aleksandra Boćkowska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę