Punktem wyjścia powieści „Antropolodzy” Ayşegül Savaş jest pytanie: co zanotowałby badacz z innej planety, którego zadaniem byłoby opisanie gatunku ludzkiego zamieszkującego zachodnią cywilizację? Jej bohaterowie wyposażeni w aparat badawczy i niecodzienną samoświadomość oswajają miejsce, które wybrali na swój dom. Nie jest ono ani wrogie, ani przyjazne – jest za to z pewnością wygodne. Czy to wystarczy?
Turecka autorka przyjęła dla swojej książki rzadko spotykaną formę. Utworów, które bazują na prawdziwym życiu i na jego kanwie zmierzają w stronę fikcji, jest sporo, w „Antropologach” jednak Ayşegül Savaş obrała odwrotny kierunek. To powieść pod przykryciem autofikcji – fabułę, o ile taka w „Antropologach” istnieje, poznajemy poprzez krótkie zapiski głównej bohaterki na temat jej codzienności, przypominające na poły pamiętnikarskie, na poły reporterskie wprawki bardziej niż materiał fabularny. Nie dzieje się tak przez przypadek, bo to właśnie codzienność będzie grała tu pierwsze skrzypce.
„Antropolodzy” Ayşegül Savaş portretują miasto, które dla bohaterów książki okazuje się obce i nieoswojone
Asya i Manu związali się ze sobą na studiach, są więc razem niemalże całe dorosłe życie. Mieszkają w jednym z dużych zachodnich miast, ale każde z nich pochodzi z innej kultury, choć w książce nie pada, z jakiej. Asya jest dokumentalistką, która właśnie pracuje nad nowym filmem rejestrującym życie w pobliskim parku, Manu z kolei ma stabilną etatową pracę. Parze żyje się w mieście wygodnie na tyle, że postanawia osiąść tam jeszcze bardziej i kupić własne mieszkanie.
Zapiski Asyi dotyczą więc zwiedzania różnych przestrzeni, w których próbuje sobie wyobrazić przyszłość, wstawiając do kolejnych mieszkań siebie i Manu niczym pasujący (bądź nie) mebel. Druga część notatek to skrawki wywiadów z ludźmi napotkanymi w parku. Jeszcze inna warstwa książki dotyczy relacji małżeństwa z otoczeniem – z najbliższym przyjacielem Ravim, z przyjaciółkami, nowymi i tymi z dzieciństwa odwiedzającymi parę, oraz z rodziną „pochodzenia”, z którą kontakt jest zawsze fragmentaryczny, zapośredniczony przez nowoczesne technologie, a także z Teresą, sąsiadką w podeszłym wieku z kamienicy, którą niebawem Asyi i Manu przyjdzie opuścić.
Ayşegül Savaş w „Antropologach” opisuje emigranckie życie, które staje się współczesną formą wygnania
„Mieliśmy swoje życie w mieście i mieliśmy też wszystkie nasze życia gdzie indziej, które wpływały w naszą teraźniejszość i z niej wypływały”, notuje Asya. Nad tymi pozornie skupionymi na błahostkach zapiskami ciąży duch wygnania. Para funkcjonuje z dala od rodziny w ciągłym poczuciu, że docelowe życie ją omija. Decyzja o kupnie mieszkania to tak naprawdę deklaracja wyboru emigranckiego losu. Rozterki z tym związane najlepiej oddaje moment książki, gdy babcia Asyi otrzymuje diagnozę choroby wymagającej operacji. Wieści o jej przebiegu docierają do wnuczki z opóźnieniem.
„Pozostawało jedynie czekanie. I już zawsze miało tak być – Manu i ja zawsze będziemy musieli czekać, aż wieści dosięgną nas w tym mieście, które nawet nie było nasze”, pisze Asya z rozgoryczeniem, ale jednocześnie w swojej narracji pokazuje, jak pobyt z dala od rodzin umacnia jej i Manu mikroświat, który wspólnie tworzą na obczyźnie. Inaczej wygląda codzienność, gdy musisz zbudować sobie życie od zera, przetrzeć wszystkie szlaki, poznać każdą osobę na swojej drodze i nie mieć żadnego punktu zaczepienia w przestrzeni własnego życia – zdaje się mówić Ayşegül Savaş, pisząc książkę o codzienności właśnie.
Życie bohaterów „Antropologów” przypomina grę dającą poczucie harmonii i trwałości. Czy może stać się nudne?
Asya jest z wykształcenia antropolożką, stara się więc zarówno własną sytuację, jak i otoczenie poddać analizie. „Kiedy robiłam swoje wywiady w parku, urzekały mnie rutyny obcych osób: miałam ochotę zadawać im pytania, które drążyłyby głębiej w materii pojedynczego dnia”, notuje bohaterka. Codzienność traktuje jako kwintesencję człowieczego losu, a rytuały zwykłych dni przyrównuje do reguł gry: „Mogły one być arbitralne albo zasadnicze, niemniej były zasadami pewnej gry – gry dającej nam iluzoryczne poczucie harmonii i trwałości”.
Podążając za swoją bohaterką, Ayşegül Savaş z podobnym zacięciem pokazuje codzienne życie małżeństwa – rozmowy z podupadającą na zdrowiu babcią, spory z przyjaciółką, nudne przyjęcia u znajomych, rozterki dotyczące kupna mieszkania. Z opisu narratorki wyłania się miłe życie – para wiele wieczorów spędza z przyjacielem Ravim na mieście, chodzi na wystawy i do kina. Myśl o dziecku ich nie nęci, zresztą trudno powiedzieć, by jakakolwiek drastyczna zmiana ich nęciła. Życie miłe momentami okazuje się miałkie, choć naprawdę trudno mu coś zarzucić.
W tonie pisarki z ojczyzny Orhana Pamuka nie czuć jednak krytyki stylu życia Asyi i Manu – jej podejście jest momentami analityczne, innym razem czułe, ale nigdy krytyczne. Zawsze za to pozbawione emfazy. Najzwyczajniej w świecie niewiele się tu dzieje, a nawet gdy coś się dzieje – np. Asya znajduje starszą sąsiadkę na podłodze w ciężkim stanie – to wydarzenie nie otrzymuje w tej prozie żadnego ładunku emocjonalnego ani ciężaru. Rozmywa się, tak jak cała reszta mniej lub bardziej znaczących wydarzeń, w zalewie codzienności.
„Antropologów” Ayşegül Savaş można postawić na półce obok „Do perfekcji” Vincenza Latronica
W tym sensie największa zaleta tej prozy okazuje się także jej największą wadą. Ayşegül Savaş zdaje się udowadniać, że obraz współczesnego człowieka może wyłonić się tylko z rytmu jego codzienności, ze zwyczajności, która pokazuje go w pełnej – a nie tylko tej odświętnej – krasie. I ta codzienność w wydaniu zachodniej wielkomiejskości wydaje się czasem miła, czasem miałka, ale przeważnie dość nudna. I tacy też są „Antropolodzy”, przez których przepływa się z podobną lekkością, z jaką sami bohaterowie przepływają przez kolejne wieczory. To książka, którą można by przyrównać do spaceru po parku – bywa refleksyjnie, odprężająco, może nawet ciekawie, ale fajerwerki się tu raczej nie wydarzą.
„Antropologów” postawiłabym na półce obok „Do perfekcji” Vincenza Latronica, innej książki o blaskach i cieniach wygodnej codzienności w sytym świecie Zachodu. Podobnie jak powieść włoskiego pisarza, książka Ayşegül Savaş stawia pytania, przed którymi nie uciekniemy. Ona również nie udziela nowatorskich odpowiedzi. Każe nam jednak zrobić to, co czyni sama bohaterka książki, śledząc spacerowiczów w parku – przyjrzeć się uważnie zbudowanemu własnymi rękami światu.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz.