Daria ze Śląska jest jedną z najciekawszych wokalistek polskiej sceny muzycznej. Na koncie ma trzy Fryderyki, występy na największych festiwalach – takich jak Open’er czy Męskie Granie – do tego wyprzedane sale i hale koncertowe oraz twórcze współprace m.in. z Fiszem, Kortezem i Wojtkiem Waglewskim. To wszystko działo się w zaledwie trzy lata od debiutu. „Halo. Co jest grane?” to trzeci studyjny album Darii ze Śląska, który właśnie ukazał się na rynku.
Artur Burchacki: Trudniej jest być sobą Darii Ryczek-Zając czy Darii ze Śląska?
Daria ze Śląska: Darii Ryczek-Zając! Mnie jest zdecydowanie trudniej żyć niż pisać o tym, co przeżywam. (długa pauza) To pytanie jest jednak tricky. (śmiech) Jak już usłyszałam to, co ci powiedziałam głośno, to uświadomiłam sobie, że to wcale nie jest takie proste, bo jednak Daria z Śląska jest ogromną częścią mojego życia – w zasadzie jest mną – albo taką moją starszą i mądrzejszą siostrą, która mnie czasami prowadzi i jest odważniejsza.
W sensie emocjonalnym pewnie tak, ale jedna z nich jest przecież wciąż tobą, a druga – jednak jakąś kreacją. Słuchając twojej ostatniej płyty odniosłem wrażenie, że te piosenki są czasami wyznaniami miłości Darii ze Śląska do tej Darii prywatnej. Na przykład w piosence „Nie masz sił to płacz”:
Wystawiasz łeb na wiatr i się dziwisz, że zimno i marzniesz
Masz tak od lat
Czy naprawdę się nie da normalniej
Nie masz sił
To płacz
Niby proste, a jakoś nie płaczesz
No to wróć na start
Czasem warto coś zrobić inaczej
Ta jest akurat o braku tej miłości (śmiech).
Czyli jednak funkcjonujecie osobno. Często rozmawiacie ze sobą?
Oj, czasami gadamy.
Artystycznie gadacie czy tak zwyczajnie, po ludzku?
Tak artystycznie gadamy i wcale nie są to za każdym razem wyznania miłosne. Częściej są o jej braku. O braku zaufania do siebie, o takim dojeżdżaniu się. To jest trochę schizofreniczne. Tak było na przykład z utworem „Falstart albo faul”, który napisałam sto lat temu. Byłam w kiepskim momencie, wszystko szło jak po grudzie, również zawodowo. Poszłam któregoś dnia do parku i napisałam tekst o tym, dlaczego ciągle mi się coś nie udaje.
Czemu wszystko na przekór
Mam już dość tych wysokich fal
Za wysokich dla mnie fal
Czemu ciągle gdzieś czeka
Na mnie falstart i faul
Sobą się zaopiekuj
Nie potrzeba ci nowych dram
Może w końcu pora zmian
I kiedy mija ten stan, a ta piosenka nie ma już takiej temperatury jak wtedy, to znowu przychodzi i bam – znowu musisz przerabiać to od nowa. Znów masz gorszy moment i znów wraca tamta rozmowa… Darii z Darią ze Śląska lub odwrotnie.
A lubisz te wasze rozmowy?
Chyba lubię. Ważne, że rozmawiamy, że jest jakiś kontakt, a nie chowanie się po krzakach czy kątach.
„Cieszę się, że podjęłam tę samodzielną próbę, bo dzięki temu mogłam odwiedzić miejsca, do których kiedyś nie miałabym odwagi wejść. To daje siłę” – ten cytat pochodzi z materiałów prasowych promujących twoją najnowszą płytę. Co masz na myśli, mówiąc, że odwiedziłaś miejsca, do których kiedyś nie mogłaś wejść? I czy chodzi wyłącznie o miejsca, czy o miejsca i ludzi?
O miejsca i ludzi.
Ludzi typu „Wariatka” albo „Pan ze stolicy”?
To dotyczy głownie moich lęków, takich miejsc, do których bałam się wejść, to się zmieniło mniej więcej na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Na przykład kawałek „Trudno jest być sobą” to przyznanie się przed sobą, że nie wie się, jakim się powinno być, albo wręcz przeciwnie, że się wie, a nie potrafi się tego wyrazić. Dziś jest taki trend, że wszystko ma być deklaratywne, że ja mam wiedzieć, jak będzie wyglądać moja kariera przez najbliższe pięć, dziesięć lat. Ja bardziej reaguję na to, co akurat mi się w życiu dzieje – tu i teraz – albo co przepracowałam i na co mogę spojrzeć z perspektywy, z dystansu, z przeszłości. O tym jest na przykład „Ciężki plecak” – czyli że długo leżało mi na wątrobie jakieś przezwisko z dzieciństwa („wieszak”), które przybierało różne formy i konsekwentnie obniżało poczucie własnej wartości. To, że byłam zawsze chuda i nigdy nie potrafiłam przytyć, i to, że dopiero jak byłam dorosła, ktoś to zaakceptował. Nadal jestem chuda i nie potrafię przytyć, ale już mam to trochę w tyłku i całkiem to lubię.
A gdzie są w tym wszystkim ludzie?
Ten „Ciężki plecak” to właściwie piosenka o tych, którzy pomogli i pomagają mi go nieść. Z kolei w piosence „Pan ze stolicy” przyznaje się do tego, że nie potrafiłam zareagować, jak ktoś przekroczył moje granice, bardzo przegiął, a mnie zmroziło. Piosenka „Len” jest o tym, że mam już dosyć głupio się uśmiechać, jak wszystko wokół przestaje być OK. To są te moje próby bycia bardziej asertywną, które czasami się udają, a czasami niestety nie.
Których ostatnio jest więcej – tych, które się udają, czy tych, które są porażką?
Ostatnio zdecydowanie tych, które się udają.
A z czym to się wiąże – z liczbą prób?
Zdecydowanie z liczbą prób.
Trening czyni mistrza?
Tak. Kiedyś byłam bardziej na minusie, a teraz czasami jestem już nawet za bardzo na plusie z wyrażaniem tego, na czym mi zależy, więc tu też trzeba bardzo uważać.
Myślisz, że z czym to przyszło? Z sukcesem? Z nabraniem większej pewności siebie?
Raczej, tak jak powiedziałam, z liczbą prób. Z opanowaniem umiejętności konfrontowania się z kimś lub czymś. Kiedyś było to dla mnie absolutnie nie do przejścia. Sama myśl o konfrontacji z problemem powodowała stres na trzy tygodnie przed zmierzeniem się z nią. To, co nazywam „konfrontacją”, to najprawdopodobniej była tylko zwykła rozmowa, w której na przykład miałam powiedzieć o swoich mocnych i słabych stronach, w której nawet nie miałam zawalczyć o siebie, tylko zwyczajnie być sobą. Wyrażać to, co myślę. Mówić otwarcie o swoich oczekiwaniach. To mnie tak paraliżowało, że najchętniej wycofałabym się z tego całego „zamieszania” wokół mnie. A jak już do tego dochodziło, to okazywało się, że dobrze się stało, że potrafiłam wyrazić siebie. Że fakt, że coś tak, a nie inaczej powiedziałam, nie powodował, że świat się zawalił. Trudno – zakończyła się jakaś relacja, ktoś był beznadziejny, idziemy w różne strony i wspaniale, i koniec. Asertywność sprawia, że jestem dużo lżejsza.
Po prostu zdjęłaś plecak.
Ha, ha, tak, zdjęłam plecak.
Pamiętasz, jak bałam się,
Że życie mnie już nie lubi
I jak zastanowić się
To kogo tu w sumie lubić
Mówiłaś, że to nie tak
I żebym wierzyła w ludzi,
Bo żeby odnaleźć się,
To najpierw się trzeba zgubić
Skąd masz ten urok i luz
Wciąż uspokajasz jak rzeka
Zawsze masz siły za dwóch
Choć ciężki nosisz swój plecak.
Masz niebywałą umiejętność posługiwania się słowem, snucia miniaturek. Powiedziałbym – wręcz literacką. Nie są one wyłącznie tekstem napisanym pod jakąś melodię. Każda z nich jest odrębnym bytem, bardzo świadomym. Skąd się to wzięło?
To tak jak miłość. Przychodzi i po prostu jest. To pisanie przyszło znikąd, no może znów z liczby podejmowanych prób. A może ja się z tym urodziłam – z ciekawością słowa. Od dziecka tak mam. Jak chciałam dać na przykład komuś prezent od serca, ale nie było mnie stać, żeby coś kupić, to robiłam znajomym laurki i w nich robiłam rymowane wierszyki na ich temat. Później było tak samo – jak pracowałam w korpo czy jak sprzedawałam zapiekanki. Za wszystkimi tymi opowieściami zawsze stali konkretni ludzie, ich emocje, przeżycia. Zawsze miałam jakieś ciągotki do anegdot, historyjek. Szlifowałam je, pisząc z innymi, zanim jeszcze byłam Darią ze Śląska. Gdy już zaczęłam nią być, to pierwsze uwagi dostawałam od Agaty Trafalskiej. Wyczuła, że już mam solidną bazę, ale że czasami na przykład za bardzo poetyzuję i ona nie rozumie, co bym chciała tu powiedzieć. Dawałam mi wsparcie redaktorsko-edytorskie, a ponieważ miałyśmy podobny gust, miałyśmy też wspólny język.
Odnoszę wrażenie, że gust jest też kluczem do twoich muzycznych kooperacji. I coś jeszcze, co nazwałbym osobowością osób artystycznych, z którymi nawiązujesz współprace. Jakby właściwie to liczyło się bardziej niż jakaś kalkulacja w stylu „Ona/on ma potencjał na napisanie hitu, czegoś, co się dobrze sprzeda”. Nie kalkulujesz.
Rzeczywiście tak jest. Poczucie humoru, to, że ktoś jest po prostu dobrym człowiekiem albo że nigdy mnie nie zawiódł – rzeczywiście takie rzeczy decydują o tym, czy chcę z kimś współpracować, czy nie. Wspólne poczucie etyki i estetyki. Mój zespół (Żenia, Dimon, Tymek), Błażej Sudnikowicz / „lessman”, Olek Świerkot, Pat Stawiński, Kuba Staruszkiewicz, Kamil Pater, Patrick The Pan, Kuba Galiński… Mogłabym tak długo wymieniać, to nie tylko muzycy, to po prostu fajni ludzie.
Daria ze Śląska to nie tylko artystka śpiewająca, kompozytorka, tekściarka, producentka, to też art directorka wszystkich swoich wydawnictw, a ostatnio scenarzystka i reżyserka klipów. To zwyczajny control freek czy silna potrzeba wyrażenia się również w tych dziedzinach?
I to, i to. Przy pierwszej płycie było obok mnie kilka osób więcej, które musiały się tam znaleźć, bo jak przyszłam do wytwórni, to za dużo nie wiedziałam o tym, na czym to wszystko polega i kim chcę być w przyszłości. Jedyne, czego byłam pewna, to historii, które chcę opowiedzieć. Potem były dwie pierwsze płyty, za które jestem wdzięczna tak wielu osobom, ale ciągle miotałam się głównie sama ze sobą. Jakiś spokój przyszedł wtedy, kiedy przyznałam przed sobą, że mimo że do końca jeszcze nie wiem, jaka jestem i kim jestem, to może to właśnie jest spoko. Czułam, że chcę spróbować sama się przekonać, bez głosów z zewnątrz. To mi dało poczucie sprawczości, odwagi i odpowiedzialności za ten projekt. Daria ze Śląska to nie są tylko piosenki, ale też inni ludzie, rzeczy, które są z nimi związane. Za tym poszło otwarcie na inne kierunki, zaczęłam pisać scenariusze klipów i uświadomiłam sobie, że to jest totalnie kreatywne i uwalniające zajecie.
Chcesz powiedzieć, że to się wzięło z kruchości i niepewności?
Też, ale wzięło się chyba też z tego, że wciąż nie wiem. Jak to mówi Łona: „Miej wątpliwość”. Jestem ciekawa. Wciąż podważam. Wciąż rozkminiam. A z drugiej strony, idę z tym wszystkim do przodu. Może to samo działanie mnie nakręca, a nie jakiś cel?
A czego dowiedziałaś się o sobie, gdy zamknęłaś ten projekt?
Że potrafię coś dokończyć, że coś, co jest tak wielowarstwowym i wielopoziomowym tematem, w który momentami nie wierzyłam, potrafiłam zamknąć. Pomimo że czasami jestem tak strasznie okropna sama dla siebie, to idę przez to życie, jak potrafię, uczę się i stawiam sobie nowe wyzwania. Doświadczam.
Czy jak napiszę, że dowiozłaś i że jesteś sprawcza, to to będzie prawda?
Tak. Dowiozłam i jestem sprawcza.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz.