Znaleziono 0 artykułów
18.07.2026

Paulina Porizkova w wieku 61 lat wzięła ślub w kreacji inspirowanej żywiołem

18.07.2026
(Fot. Gabe Sachs)

Czeska supermodelka Paulina Porizkova poślubiła scenarzystę komediowego Jeffa Greensteina podczas kameralnej ceremonii w Villi Crespi we włoskim Orta San Giulio. Para opowiada nam o szczegółach ślubu i wesela, podczas których nie zabrakło organizacyjnych wpadek.

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Supermodelka Paulina Porizkova jeszcze przed pierwszą randką czuła, że scenarzysta Jeff Greenstein jest dokładnie w jej typie. Para nawiązała znajomość w aplikacji randkowej w styczniu 2023 roku. – Wydaje się to wręcz niemożliwe. Dlaczego oszałamiająco piękna modelka miałaby zainteresować się niezdarnym, łysym scenarzystą komediowym z fatalnym profilem randkowym? – żartuje Jeff. I dodaje: – Cóż, okazało się, że o ile mój profil był kiepski, o tyle wybrałem świetną piosenkę jako jego soundtrack: „Modern World” Jonathana Richmana i zespołu Modern Lovers. Okazało się, że Paulina jest ich fanką. Para zaczęła pisać do siebie wiadomości oraz odkrywać coraz więcej wspólnych zainteresowań. – Szybko przeszliśmy od pisania do komunikacji na FaceTimie, od filiżanek z herbatą do drinków, a nasze rozmowy robiły się coraz dłuższe i dłuższe. Aż w końcu – najwyraźniej zniecierpliwiona tym, że nie podejmuję żadnych działań, Paulina napisała: „Na papierze jesteś w zasadzie idealnym mężczyzną dla mnie. Więc kiedy przyjeżdżasz do Nowego Jorku? – opowiada Jeff.

Dokładnie miesiąc po tym, jak zmatchowali się w aplikacji randkowej, spotkali się na drinka w Hotelu Chelsea. – Gdy zobaczyłem ją na żywo, zatkało mnie. Zaledwie 10 minut później pocałowała mnie. Chemia między nami wykraczała poza jakąkolwiek skalę. Od tamtego czasu jesteśmy razem.

Mimo zgubionego pierścionka zaręczyny zakończyły się sukcesem. Paulina Porizkova powiedziała „tak”

Latem 2025 roku para była w uzdrowisku w Karlowych Warach w Czechach, gdzie Paulina brała udział w nagraniach do filmu. W czasie tych dwóch miesięcy Jeff opracował perfekcyjny plan zaręczyn. – Znalazłem pierścionek – produkcji czeskiej, stuletni, w stylu art déco z diamentem o niezwykłym szlifie, opracowanym tak, by lśnił w świetle świec. Znalazłem drewnianą pozytywkę, która wygrywała „The Moldau” czeskiego kompozytora Smetany, wyskakiwał z niej maleńki chłopiec z różą w dłoni. Trafiłem też na idealne miejsce: wieżę widokową Goethego, XVIII-wieczną ceglaną budowlę, z której rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na miasto – opisuje szczegółowo Jeff. Zaplanował, że zabierze tam Paulinę po bankiecie z okazji zakończenia zdjęć do filmu i zrobi jej wielką niespodziankę.

Niestety przyjęcie się przeciągnęło, a Jeff musiał pędzić, by zdążyć przed zamknięciem wieży widokowej na noc. – Dojeżdżamy do wieży, chwytam pozytywkę, wrzucam ją do kieszeni i ciągnę ją pięć kondygnacji schodów w górę. Łapiemy oddech. Moment jest idealny, a widok oszałamiający. Klękam przed nią, wypowiadam te słowa, a ona mówi „tak”. Otwieram pozytywkę, muzyka gra, chłopiec wyskakuje z różą w dłoni… ale pierścionka nie ma. Zgodnie z sugestią Pauliny, zbiegli z wieży do samochodu. – Płaciłeś American Express? Jeśli tak, twój zakup jest ubezpieczony. Na szczęście pierścionek był z tyłu samochodu, na dnie jego torby i ostatecznie trafił na palec Pauliny.

Na miejsce swojego śłubu Paulina Porizkova i Jeff Greenstein wybrali miejsce, w którym spędzali wakacje

Podróż po Europie, w którą wybrali się po zaręczynach, doprowadziła ich do miejsca, gdzie później zorganizowali ślub: Villi Crespi we włoskim Orta San Giulio. Paulina po raz pierwszy odwiedziła XIX-wieczny hotel Moorish Revival podczas sesji zdjęciowej 30 lat wcześniej, a w 2024 roku wróciła, by odwiedzić to miejsce z Jeffem. – Gdy jechaliśmy przez Niemcy i Szwajcarię do Włoch, w tej samej chwili przyszła nam do głowy myśl: a może by tak wpaść do Villi Crespi i zobaczyć, czy możemy się tam pobrać. To niezwykle romantyczne miejsce, o którym chyba nikt nie wie. To znaczy, aż do teraz – zdradza Paulina. Para ustaliła datę ślubu na 3 lipca 2026 roku – dokładnie trzy i pół roku po swoim pierwszym spotkaniu w Nowym Jorku.

Samodzielna organizacja wesela we Włoszech, przyniosła parze młodej wiele satysfakcji, ale też frustracji

Para młoda podjęła się zupełnie samodzielnego planowania uroczystości, na którą składała się ceremonia w położonym nad jeziorem ratuszu, a następnie przyjęcie w Villi Crespi. – Musimy podziękować Chiarze Ferrari z Villi Crespi, która była niezmiernie pomocna w kontaktowaniu nas z lokalnymi dostawcami i usługodawcami: florystką, DJ-em, itd. – zauważa Paulina. Para starała się, by ich kameralna uroczystość była stosunkowo prosta. – Drugie wesela są inne. Żadne z nas nie chciało poświęcać zbyt wiele uwagi na tworzenie specjalnej strony internetowej związanej ze ślubem. Chciałem natomiast powysyłać porządne papierowe zaproszenia – mówi Jeff. Dlatego pan młody poprosił swojego brata, grafika, by stworzył dla nich papeterię inspirowaną kolorystyką miejsca uroczystości oraz estetyką art déco nawiązującą do pierścionka zaręczynowego Pauliny. Poprosili również gości o to, by włożyli stroje wizytowe, ale z myślą o gorącym włoskim lecie. – Dzięki kolorowym papierowym parasolkom, dostarczonym przez naszą przyjaciółkę Jacquie, wszystko wyglądało jak z powieści Fitzgeralda – mówi Paulina.

Tak naprawdę, jednym z najtrudniejszych elementów planowania wesela było zadbanie o to, by mogli legalnie wziąć ślub we Włoszech, z czego wielu cudzoziemców rezygnuje ze względu na biurokrację. – Bliscy pytali: Dlaczego nie zorganizujecie symbolicznej ceremonii we Włoszech, a potem nie załatwicie kwestii formalnych, gdy znajdziecie się z powrotem w Stanach Zjednoczonych? Po pierwsze, fakt, że na swoje wesele trzeba zapracować, ma w sobie coś romantycznego. Po drugie, chcieliśmy wyjść z ceremonii jako prawdziwi, oficjalni małżonkowie.  Musieliśmy dosłownie stanąć na głowie, by się to udało! – opowiada Paulina.

Suknia ślubna w odcieniu osyter grey o konstrukcji imitującej ruch wody

Gdy nadszedł czas na znalezienie idealnej sukni ślubnej, Paulina była gotowa. – Marzyłam o sukni uszytej od zera, a nie czegoś z wieszaka. Dość wcześnie wpadłam na pomysł, by skorzystać z usług atelier haute couture House of Gilles – mówi. Znała Chloe Mendel Corgan, która stworzyła markę wspólnie ze swoim ojcem, Gillesem Mendlem. Odezwała się do niej w związku ze swoim lookiem. Od samego początku Paulina upierała się, że nie chce być ubrana na biało. – Bynajmniej, nie z powodu skojarzeń z dziewictwem. Jako modelka miałam na sobie mnóstwo białych sukien ślubnych. Chciałam czegoś trudnego do zdefiniowania i nieuchwytnego, by nie dało się powiedzieć: „miała na sobie żółtą suknię” albo „włożyła różową suknię” – mówi Paulina i dodaje, że marzyła o sukni, która poruszałaby się jak woda”.

Inspiracją była suknia od Halstona, którą Lauren Hutton założyła na oscarową galę w 1975 roku, niebieskie sukienki Grace Kelly z filmu „Złodziej w hotelu”, a także fotografia Villi Crespi. Projektantka odesłała kilka szkiców, w których uchwyciła jej wizję, z głębokim dekoltem typu plunge, podkreśloną talią, oraz zwiewną, plisowaną tkaniną w delikatnym, chłodnym odcieniu. – Podczas przyjęcia podszedł do mnie jeden z naszych gości i powiedział: „Twoja suknia ma kolor żywiołu”. Miał na myśli barwę, której nie da się opisać, jak woda o kolorze wykraczającym poza kolor. Więc wydaje mi się, że osiągnęłam zamierzony efekt! – mówi Paulina.

Panna młoda postawiła na stosunkowo proste dodatki. Poprosiła zespół House of Gilles o zaprojektowanie pasującego do sukni welonu. Był to efektowny akcent, o który poprosił Jeff. We włosach miała prosty kwiatek wykonanego z tej samej tkaniny. – Jeżeli chodzi o biżuterię, założyłam drobne kolczyki w kształcie łez, które moi synowie dali mi w zeszłym roku na 60. urodziny – dodaje.

Pan młody postawił na wełniany garnitur, czarne oksfordy i kolekcjonerski model Rolexa

Jeff przyznaje, że by znaleźć strój na ślub, potrzebował pewnych wskazówek. – Gdy Paulina mnie poznała, zwykle nosiłem uniform scenarzysty komediowego, jeansy i T-shirty z logotypami. Nie jestem nawet pewien, czy posiadałem jakiś przyzwoity garnitur.Dlatego potrzebowałem sporo pomocy – mówi. Stylista Sean Spellman poradził panu młodemu, by zamówił szyty na miarę garnitur, który będzie idealnie pasował do jego dwumetrowej postury. Naprowadził Jeffa na trop klasycznego modelu z niebieskiej wełny. – Założenie wełny w ponad trzydziestostopniowym upale wydawało mi się szaleństwem, ale okazało się, że nie miałem racji. Garnitur wyglądał nieskazitelnie, elegancko i z klasą. Jeżeli chodzi o resztę stroju kupiłem parę czarnych oksfordów marki Church, które kosztowały więcej niż mój pierwszy samochód i szelki, ponieważ zapobiegają opadaniu spodni, gdy tańczy się jak szaleniec. Założyłem też mojego ukochanego złotego Rolexa Oyster Perpetual z 1946 roku w wersji bubbleback. Miłośnicy zegarków będą wiedzieli, o czym mówię – mówi Jeff.

Awaryjny bukiet ślubny i doskonale zaprojektowane przyjęcie ślubne

Ślubny weekend rozpoczął się od kolacji w luźnej atmosferze w trattorii Pan&Vino w centrum Orta San Giulio. – Zakochaliśmy się w tym miejscu podczas naszej pierwszej wizyty w Orta, być może ze względu na znaki ustawione przed lokalem, które ostrzegają „żadnej pizzy, żadnego makaronu, żadnego panini”. Poza tym, w menu jest cała strona ryb w puszce, co natychmiast skradło serce czeskiej dziewczyny – zdradza Paulina.

Gdy nadszedł dzień ślubu, goście zebrali się nad jeziorem, w patio znajdującym się w ogrodzie położonego nad jeziorem miejskiego ratusza. Niestety po przybyciu na miejsce panna młoda zdała sobie sprawę, że zostawiła bukiet w hotelu. – Jej dwie przyjaciółki zaczęły gorączkowo wyrywać kwiaty z ziemi i składać z nich bukiet, starając się unikać czujnego wzroku Roberty Mattioli, miejskiej urzędniczki, która miała poprowadzić formalną część ceremonii. Na szczęście nie zrobiła ona nic, by je powstrzymać – wspomina Jeff.

Gdy weselna świta szła na miejsce ceremonii, synowie i pasierb Pauliny grali „The Moldau” Smetany na skrzypcach i gitarze. Siostra Jeffa, Jill oraz brat Pauliny, Kym, pełnili rolę celebrantów, a do tego napisali przysięgi dla pary młodej. – W tej kwestii całkowicie zdaliśmy się na Jill i Kyma, którzy przesyłali sobie brudnopisy w tę i z powrotem, z Maine do Teksasu. Poradzili sobie wspaniale. Nie zmienilibyśmy w nich ani słowa – mówi Jeff. Paulina dodaje: –Rodzina daje mi poczucie bezpieczeństwa, więc to, że przeprowadziła nas przez przysięgi, było niezwykle głębokie.

Pod koniec ceremonii Jeff rozdeptał kieliszek, a przed wyjściem przy dźwiękach „Go All The Way” The Raspberries nowożeńcy pocałowali się co najmniej cztery razy. Wzięli udział w krótkiej ceremonii cywilnej, by dopełnić formalności, a piosenka jeszcze raz wydobyła się z głośników. Zamiast tradycyjnej sesji portretowej po uroczystości, para wykonała jedno duże, grupowe zdjęcie ze wszystkimi gośćmi na brukowanej uliczce.

Impreza przeniosła się do Villi Crespi, gdzie czekały kolacja, toasty i dużo tańca. Hotelowy szef kuchni, Antonino Cannavacciuolo, ma na koncie dziewięć gwiazdek Michelin, więc wiele osób mówiło, że była to najlepsza weselna kolacją, jaką kiedykolwiek jedli. Przyjęcie cechowało się również artystycznym polotem. Wszystkie stoliki zostały nazwane na cześć słynnych włoskich reżyserów oraz jednego czeskiego, Miloša Formana, nieżyjącego męża jednej z gościń. – Nasz pierwszy taniec wykonaliśmy do piosenki „Moon River”, kolejnego utworu, który ma dla nas ogromne znaczenie. Linijka jego tekstu znajdowała się na kartce dołączonej do kwiatów, które Jeff wysłał mi po naszej pierwszej randce – mówi Paulina. Choć planowano tylko jedno przemówienie w wykonaniu syna Jeffa, Henry’ego, również inne osoby, między innymi bracia pana młodego, synowie Pauliny, oraz jej matka, chwycili za mikrofon, by wznieść wymowne toasty. – Potem Jeff wygłosił mowę, która, gdybym jeszcze nie była w nim szaleńczo zakochana, sprawiłaby, że szaleńczo bym się w nim zakochała – mówi Paulina.

Podczas weselnego przyjęcia nie zabrakło czeskich tradycji

Następnie rozpoczęły się tańce wraz ze spontaniczną żydowską horą przy dźwiękach „Don’t Stop Me Now” zespołu Queen. Pojawiła się również jedna czeska tradycja. – W połowie przyjęcia Eron Otcasek – mój świeżo upieczony, 53-letni pasierb – poinformował mnie, że moja panna młoda jest przetrzymywana jako zakładniczka w barze po drugiej stronie ulicy. Henry towarzyszył mi w drodze do baru, pełnego argentyńskich kibiców, którzy oglądali mistrzostwa świata. Zapomniałem portfela, więc Henry zapłacił 55 euro okupu, a para Argentyńczyków namalowała mi swoją flagę na twarzy – mówi Jeff.

Gdy przyjęcie zbliżało się ku końcowi, para młoda pokroiła tort zwieńczony figurkami, które 63 lata wcześniej znalazły się na torcie rodziców Jeffa. – Włożyłam dwa kawałki do ust Jeffa, a ten zamilkł, chyba po raz pierwszy w trakcie naszego związku. Potem weszliśmy do naszego pokoju hotelowego, gdzie – to kolejna czeska tradycja – wszystkie meble zostały ułożone w stos na łóżku. Stojąca za tym myśl jest taka, że odgruzowanie pokoju od samego początku uczy nowożeńców współpracy – mówi Paulina.

Wspominając ten weekend, nowożeńcy mówią: – Robi nam się ciepło na sercu dzięki poczuciu, że mieliśmy dokładnie takie wesele, jakiego chcieliśmy, i że mamy dokładnie takiego partnera, o jakim zawsze marzyliśmy.

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.com.

1/25

– Mój brat Keith zaprojektował nasze zaproszenia tak, by nawiązywały do pierścionka zaręczynowego Pauliny w stylu art déco i kolorów samej Villi Villa Crespi – Jeff

2/25

– W najlepszych rękach mojego glam teamu, Romy Soleimani (makijaż) i Hosa Hounkpatina (włosy), więc mogę się zrelaksować – Paulina

3/25

– Romy nakłada mi foliową maskę od Estée Lauder i stosuje chłodzące rollery. Wierzy w odpowiednie przygotowanie skóry, tak, by była w jak najlepszym stanie, zanim nałoży makijaż – Paulina

4/25

– W tym momencie pokój wypełniają wszystkie moje przyjaciółki – Paulina

5/25

– Jeff chciał, żebym założyła welon, który miał dodać temu wydarzeniu dramatyzmu. Na to się pisałam wychodząc za scenarzystę – Paulina

– To nie uśmiech modelki, tylko reakcja na moją przyjaciółkę, która jest przy okazji świetną fotografką! – Paulina

7/25

– Schodzę po schodach w Villi Crespi. Suknia porusza się jak marzenie – Paulina

8/25

– Przybywam do Villi Bossi, ratusza w Orta San Giulio. Ten bruk jest powodem, dla którego poprosiliśmy nasze gościnie, by założyły buty na płaskiej podeszwie – Paulina

9/25

– Moja matka, Anna Porizkova, ma 80 lat, jest olśniewająca i nie do powstrzymania – Paulina

10/25

– Mój ojczym Joe Bottino. Mówimy na niego Papa Joe. Z moją mamą, moim bratem Kymem i siostrą Jeffa, Jill udzielą mi błogosławieństwa – Paulina

11/25

– Zostawiłam swój bukiet w hotelu! Ten widoczny na zdjęciu ułożyłyśmy na szybko z kwiatów powyrywanych z trawnika. Mam nadzieję, że ludzie z ratusza nie są na nas wściekli – Paulina

12/25

– Czy Lago d’Orta nie jest zachwycające? Papierowe parasolki były cudownym, pełnym troski prezentem od naszej przyjaciółki Jacquie Mahan, która stwierdziła, że przydadzą się w letnim upale – Paulina

13/25

– Przypieczętowujemy to obrączkami – Paulina

14/25

– Żydowską tradycją jest rozdeptywanie kieliszka pod koniec ceremonii. Przygląda się temu mój syn i drużba Henry – Jeff

15/25

– Nasz pierwszy pocałunek. Cóż, tak naprawdę całowaliśmy się chyba cztery razy – Jeff

16/25

Dźwięki „Go All The Way” zespołu The Raspberries rozbrzmiewają, podczas gdy kroczymy jako nowożeńcy. To piosenka, którą uwielbiamy i nie powiemy wam, dlaczego!

17/25

– Tak, nie mogłem się powstrzymać, by znowu jej nie objąć – Jeff

18/25

– Urzędniczka miejska Roberta Mattioli prowadzi ceremonię cywilną, której świadkiem jest Henry, a mój świeżo upieczony wnuk Donovan Otcasek pilnuje, by parasol nie odfrunął – Jeff

19/25

– Wszyscy nasi goście, 75 osób, zebrali się na brukowanej uliczce w Orta San Giulio. A moja suknia spełniła swoje zadanie – Paulina

20/25

– Ja i moja dziewczyna na przyjęciu – Jeff

21/25

– Mam obrączkę na palcu, a najpiękniejsza dziewczyna na świecie całuje mnie w usta – Jeff

22/25

– Na przyjęcie Hos spiął moje włosy. Sceneria była niewiarygodnie romantyczna, gdy już się ochłodziło – Paulina

23/25

– W połowie naszego pierwszego tańca przy dźwiękach „Moon River” zaprosiliśmy wszystkich, by dołączyli do nas na parkiecie – Paulina

24/25

– Zostałam zmuszona do tańca w wężyku! Na zdjęciu znajdują się Oliver, Jonathan, moja wnuczka Nelly Otcasek i moja bratanica Georgia Porizkova – Paulina

25/25

– Ostatni toast przy piętrowym torcie, na szczycie którego znalazły się figurki z wesela moich rodziców sprzed 63 lat – Jeff

Shelby Wax
  1. Styl życia
  2. Wedding
  3. Paulina Porizkova w wieku 61 lat wzięła ślub w kreacji inspirowanej żywiołem
Proszę czekać..
Zamknij