Znaleziono 0 artykułów
16.09.2026

Jak rzemiosło wchodzi w pole sztuki? Polska wystawa w Paryżu tłumaczy zjawisko

Fot. Edward Wendt

Czym staje się współczesne rzemiosło w rękach twórców młodego pokolenia? Jaką szansę otwiera? Na te pytania próbuje odpowiedzieć wystawa Fundacji Visteria i Instytutu Polskiego w Paryżu „The Matter of Earth. A New Generation of Polish Collectible Design”, którą do końca września można oglądać w ramach oficjalnego programu Paris Design Week 2026. Ekspozycja jest kontynuacją projektu realizowanego przez duet kuratorski – Eleonorę Bojanowską i Bartosza Brylewskiego. Dwa lata temu prace czołowych przedstawicieli młodego designy pokazali w warszawskim Muzeum Ziemi PAN, mieszczącym się w słynnej Willi Pniewskiego. By podkreślić ciągłość wydarzenia, wróciliśmy do niej i w jej zabytkowych wnętrzach sfotografowaliśmy obiekty, które dziś są wystawiane w Paryżu.

Gdy pod koniec czerwca wybieraliśmy się do Paryża w związku z pracą nad wystawą, Europę zalewała fala upałów. Prognozy zapowiadały, że we Francji możemy się spodziewać ponad 40 stopni Celsjusza. Bardzo nie chciałam tego doświadczać – mówi Eleonora Bojanowska, współkuratorka wystawy „The Matter of Earth. A New Generation of Collectible Design”. – Wtedy po raz pierwszy nie tylko intelektualnie, ale też fizycznie poczułam, że coś się skończyło, że nie możemy już myśleć i działać według dotychczasowych schematów – dodaje. W tym przewartościowaniu cennych inspiracji dostarczyło jej rzemiosło, wiodący temat wystawy. Dla twórców i twórczyń młodego pokolenia to właśnie praca tradycyjnymi technikami, z kamieniem, wełną czy szkłem, wprowadza realną zmianę w sposobie życia – uzdrawia kreatywność, poskramia konsumpcjonizm i przywraca emocjonalną więź z materialnym przedmiotem. 

Studio Daniel K, Fot. Edward Wendt

Powolny proces oznacza czyste intencje

Wnętrze XIX-wiecznej kamienicy przy 31 Rue Jean Goujon, gdzie swoją siedzibę ma Instytut Polski, jest typowe dla 8. dzielnicy Paryża – sztukaterie, wielkie okna, kamienne schody. To luksus w starym dobrym stylu. – Postanowiliśmy uspokoić tę przestrzeń, żeby opowiedzieć własną historię – mówi współkurator wystawy Bartosz Brylewski, tłumacząc półmrok panujący w pierwszej sali. Na ekranie wyświetlany jest film. Sceny toczenia gliny na kole, topienie metalu, układanie runa przenoszą nas do pracowni w Warszawie, Poznaniu czy na łąkę w Beskidach. Impresyjne wideo Aleksandry i Julii Powalacz oddaje istotę pracy rąk – powtarzalne, miarowe ruchy ćwiczą cierpliwość i skupienie. Medytacyjny rytm pozwala zanurzyć się w zmysłowym procesie. Wzrok, dotyk czy węch liczą się tak samo jak intelekt, bo wiedza i doświadczenie – owszem – dają sprawczość, ale kreatywność karmi się tu czymś innym: ciekawością, intuicją i emocjami. To kluczowe składniki, które sprawiają, że spod palców wychodzą rzeczy, których się nie spodziewamy.

– Warto spędzić w tej sali dłuższą chwilę, wyciszyć się – mówi Bartosz. Autoregulacja jest prosta. Jak wyjaśnia, wystarczy wsłuchać się w muzykę, która w filmie zastępuje słowa. Zanurzyć się w zapachu ziemi zaprojektowanym przez Macieja Chmiela. Dobrze też na chwilę zamknąć oczy i otworzyć się nie tylko na informacje, ale też na wielozmysłowe doświadczanie. – Jednocześnie możemy oglądać zaprezentowany na ścianach zdjęciowy reportaż przybliżający konkretne praktyki. Wszystkie osoby biorące udział w wystawie dostały jednorazowe aparaty z czarno-białym filmem i miały zmieścić dokumentację swoich działań w spontanicznych 36 klatkach – opowiada Eleonora. Tłumaczy, że kadry wykonywane bez podglądu, filtrów czy postprodukcji potrafią wydobyć surową naturę procesu, w którą wpisane są błędy, niedoskonałość materiału i walka z okolicznościami. – Zależało nam, żeby uhonorować tę długą i złożoną drogę dochodzenia do produktu. Pokazać, że jest równie istotna, co końcowy obiekt – podkreśla. 

Formsophy, Fot. Edward Wendt

Nowe rzemiosło nie dąży do mistrzostwa

Paryska publiczność na wystawie w Instytucie Polskim będzie mogła zobaczyć alabastrowe naczynia Daniela Kołodziejczaka (Studio Daniel K), „topniejące” kieliszki Aleksandry Zawistowskiej (Szkło Studio) czy „upleciony” z metalu koszyk Jana Ankiersztajna i Anny Jęchorek. Ten wybór pokazuje, że pokolenie twórców urodzonych na przełomie lat 80. i 90. XX wieku nie podchodzi do rzemiosła w sposób tradycyjny. Materiał traktuje jako wyzwanie, mierzy się z narzuconymi przez niego ograniczeniami, a potem nagina zasady, wypracowując własną metodę. Owszem, często sięga po konkretne techniki czy wzory, ale gdy tylko opanuje zadowalającą biegłość w danej dziedzinie, dalej podąża już własną drogą. Stawia na wolność i eksperyment, a nie techniczne mistrzostwo. – Może dlatego, że prawdziwych mistrzów rękodzieła zostało już niewielu – mówi Brylewski z perspektywy praktyka, który poza pracą kuratorską sam zajmuje się projektowaniem. Tworząc w glinie i kamieniu, ma świadomość, że trudno mówić o ciągłości polskiej tradycji rzemieślniczej, która w PRL-u podupadła, a w czasach transformacji ustrojowej zupełnie się zatarła. Rzadko więc dzisiaj można liczyć na praktykę czeladniczą. Zostaje improwizacja. Jan Ankiersztajn czerpie wiedzę z hermetycznych forów internetowych metalurgów i ślusarzy z całego świata. Agnieszka Owsiany uczy się prostej i popularnej w USA techniki punch needle, oglądając filmy na YouTubie. Tylko niektórzy, jak ceramiczka Anna Milczanowska, mają szczęście uczyć się na żywo od pasjonatów. Choć to nie znaczy, że wtedy rezygnują z eksperymentowania. Milczanowska w poszukiwaniu własnych rozwiązań sięga po lokalne rośliny, którymi owija naczynia. Liście, łodygi i kwiaty oddają w wypale rozmaite minerały, tworzą wybarwienia i wzory.

Szukanie piękna w nieregularności, otwieranie się na przypadek czy odpuszczenie kontroli wyklucza powtarzalność i uniemożliwia działanie na szerszą skalę. Choć tradycyjnym rzemieślnikom przekreśla to ekonomiczny sens działania, współczesnym twórcom daje nowe możliwości wplecenia osobistej historii.

– Na wystawie pokazujemy najnowsze obiekty Marcina Kuberny pokryte szkliwem, które autor zrobił z popiołu z gospodarstwa rolnego jego rodziny na Kaszubach – mówi Eleonora. – W porównaniu z Francją, gdzie każda koronka czy porcelana jest szczegółowo opisana i skodyfikowana, w dodatku powiązana z określonym regionem, w Polsce mamy dużą swobodę. Tradycja nie zamyka nas w sztywnych ramach, możemy podchodzić do niej twórczo – tłumaczy kuratorka i dodaje, że hakowanie tradycyjnej metody i wprowadzanie prywatnej opowieści stanowi moment transformacji. Rzemieślniczo wykonany obiekt staje się dziełem sztuki, a wytwórca artystą. 

Huba Studio, Fot. Edward Wendt

Praca rąk zmienia stan umysłu

Na wystawie zobaczymy prace osób, które po rzemiosło jako medium sięgnęły bardzo świadomie, już na etapie rozwijania drogi zawodowej. – Aleksandra Zawistowska dla szkła zostawiła architekturę, tak samo jak Agnieszka Owsiany, która skupiła się na tkaninie i kowalstwie artystycznym – wymienia Bojanowska, zaznaczając, że decyzja o pracy rzemieślniczej była dla twórców i twórczyń czymś więcej niż tylko wyborem techniki. Zazwyczaj wynikała z potrzeby zmiany sposobu życia – obniżenia tempa, ograniczenia czasu przed ekranem, pracy z dala od biura, a nawet miasta. To sygnał realnego przewartościowania w życiu. Piotr Kołakowski i Kuba Ciemachowski, twórcy Huba Studio, mówią wprost, że na początku ceramika miała w ich życiu wymiar terapeutyczny, stanowiła dobry pretekst, żeby regularnie bywać na wsi. Kolejne etapy pracy z gliną zmieniły się w rytuał, a budowanie pieca i wypał w plenerze urosły do rangi święta. Agnieszka Owsiany w poszukiwaniu jakościowego surowca odbyła wiele wypraw w Beskidy, aż weszła w proces powstawania wełny tak głęboko, że mogła dokonywać autorskich projektowych gestów, np. tworzyć z materiału, który nie został do końca wyczesany, miał w sobie wplątane fragmenty łąki. – Zresztą sięganie do przyrody – w materiale, w procesie czy organicznej formie – to klamra, która łączy dzieła wszystkich prezentowanych na wystawie osób. Dodałabym do tego też coś, co mnie samą bardzo pociąga w rzemiośle – potrzebę obcowania z wyjątkowym, fizycznym przedmiotem – mówi kuratorka. Tłumaczy, że unikatowość obiektu sprawia, że ceramiczna misa czy kuty świecznik staje się elementem świadomie kreowanej codzienności. Wybrane w sposób przemyślany przedmioty wychodzą na pierwszy plan we wnętrzu, stają się wizytówką wyznawanych przez gospodarza wartości. – A jednocześnie zmieniają rzeczywistość. Bo każda zakupiona od artysty praca to cegiełka budująca ten alternatywny świat. Nazwijmy to prywatnym mecenatem. Bez tego twórcy nie mogliby robić rzeczy, które nas tak zachwycają. Nie mielibyśmy żadnego wyboru – dodaje Brylewski i podkreśla, że po slow fashion czy slow food przyszła pora na slow design.

Aleksandra Zawistowska, Szklo Studio, Fot. Edward Wendt

Wystawa „The Matter of Earth. A New Generation of Polish Collectible Design” jest organizowana przez Fundację Visteria we współpracy z Instytutem Polskim w Paryżu, otwarta od 10 do 30 września 2026 roku w ramach oficjalnego programu Paris Design Week 2026. Kuratorzy: Eleonora Bojanowska i Bartosz Brylewski. Artyści i artystki: Jan Ankiersztajn i Anna Jęchorek, Bartosz Brylewski (Bart Brylew Studio), Jakub Ciemachowski i Piotr Kołakowski (Huba Studio), Marek Ćwięk, Jakub Kijowski i Alicja Prussakowska (Formsophy), Daniel Kołodziejczak (Studio Daniel K), Marcin Kuberna (Grôpk), Anna Milczanowska, Agnieszka Owsiany, Bartek Stawiński, Aleksandra Zawistowska (Szkło Studio). Praca wideo: Julia i Aleksandra Powalacz. Kompozycja zapachowa: Maciej Chmiel.

Artykuł ukazał się w jesiennym wydaniu „Vogue Polska Living”. Numer dostępny w salonach prasowych i z wygodną dostawą do domu.

 

Basia Czyżewska
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. Jak rzemiosło wchodzi w pole sztuki? Polska wystawa w Paryżu tłumaczy zjawisko
Proszę czekać..
Zamknij