Znaleziono 0 artykułów
09.11.2019
Artykuł sponsorowany

Airwrap: Bezpieczna stylizacja włosów

(Fot. Getty Images)

Dziennikarka Vogue.pl testuje innowacyjne urządzenie do suszenia i modelowania włosów. Czym znany produkt Dysona różni się od tradycyjnej suszarki, prostownicy czy lokówki?

Włosy nigdy nie były moim atutem – delikatne i cienkie. Jedwabiste, ale niezbyt gęste. Niby proste, ale szybko reagujące na wilgoć w powietrzu. Słowem – niesforne.
Kiedy byłam nastolatką, marzyłam o długich i rozpuszczonych. Spędzałam długie godziny na próbach stylizacji, szybko jednak okazało się, że po intensywnych eksperymentach z suszarką i prostownicą tylko je zniszczyłam. Na studiach zdecydowałam się na ostre cięcie, ale krótkie wcale nie okazały się łatwiejsze. Włosy były miękkie i wymagały stylizacji, a glinki i pasty okazywały się zbyt obciążające. Ich efekt nie był trwały, a skóra zareagowała przetłuszczeniem. Wróciłam więc do dłuższej wersji, wierząc, że w jej utrzymaniu pomogą skrzyp w tabletkach i masaże skóry głowy. Rezultaty nie były spektakularne. Wreszcie pogodziłam się z faktem, że odziedziczyłam takie, a nie inne włosy i nie zmienię ich natury. Mogę tylko o nie świadomie dbać.

(Fot. Materiały prasowe Dyson)

Moja codzienna rutyna, którą stworzyłam po konsultacjach z kilkoma zaufanymi stylistami włosów i fryzjerami była minimalistyczna. Opierała się na trzech filarach: nawilżającym szamponie, lekkiej odżywce do spłukiwania i grzebieniu. Codziennie rano myłam włosy, rozczesywałam i spłukiwałam zimnym strumieniem, żeby zamknąć łuskę włosa. A później czekałam spokojnie, aż wyschną, bo wiedziałam, że gorący strumień powietrza z suszarki będzie dla nich zabójczy. Dobrze pamiętałam przecież matowe, wysuszone włosy sprzed lat, które musiałam obciąć. 

Biorąc do ręki Airwrap Dysona, byłam sceptyczna. Skusiła mnie gwarancja, że urządzenie kontroluje temperaturę i – dzięki użyciu specjalnego termistora, który robi pomiary 40 razy na sekundę – nie pozwala nagrzewać się  powietrzu powyżej 150°C. Pamiętając, że przeciętna suszarka wystawia włosy na temperaturę 190-200°C, postanowiłam spróbować.

W kuferku znalazłam urządzenie i osiem wymiennych końcówek. Wyjęłam Airwrap i zaczęłam postępować zgodnie z instrukcją.
Producent zaleca, żeby suszenie i stylizację podzielić na dwa etapy. Pierwszy – podsuszanie, wygląda zawsze tak samo: na mokre, rozczesane włosy kierujemy silny strumień powietrza i czekamy, aż staną się tylko lekko wilgotne. Dyson mówi o 80 proc. wysuszenia, a według stylistów marki najlepszym testem jest lekkie ugniatanie włosów. Jeśli poczujemy, że opuszki palców pozostają wilgotne, a nie mokre i cięzkie od wody, możemy przystępować do kolejnego etapu. 
Mnie wstępne suszenie zajęło tylko chwilę. Powietrze było ciepłe, ale nie parzyło. Miłym zaskoczeniem okazała się też cicha praca urządzenia.

(Fot. Materiały prasowe Dyson)

Lekko wilgotne włosy są podatne na stylizację, dlatego druga faza procesu wymaga od nas decyzji, jaką fryzurę chcemy uzyskać. 

Ja zdecydwałam się na szczotki do wygładzania i prostowania. Z dwóch opcji „do grubszych” i „cieńszych włosów” wybieram oczywiście drugi wariant.

W etui znalazłam też końcówki do tworzenia symetrycznych loków i fal – każda z nich dedykowana odpowiednio prawej i lewej strony głowy. To rozwiązanie może zaskakiwać, ale ma przekonujące uzasadnienie. Projektanci Airwrapa wykorzystali efekt Coandy, czyli fizyczne zjawisko, w którym pęd powietrza opływa cylindryczną końcówkę urządzenia, nawijając na nią włosy dzięki czemu powietrze nie tylko suszy, ale także naturalnie modeluje. Dodatkowa funkcja zimnego nawiewu pozwala domknąć łuski włosa. 

Dla uzyskania symetrycznej stylizacji kluczowy jest właściwy kierunek  strumienia powietrza, dzięki któremu włosy nawiną się na końcówkę.

Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce to banalnie proste – oznaczenia w postaci strzałek są widoczne w odbiciu lustrzanym, wskazują kierunek skrętu włosów. Wystarczy wybrać końcówkę ze strzałkami skierowanymi na zewnątrz od twarzy w lustrze, a jej montaż zajmuje zaledwie sekundę.

Po kilku chwilach nabrałam wprawy w modelowaniu, włosy szybko wyschły. Okazały się gładkie, lśniące i wyprostowane. Wyglądały zdrowo i klasycznie. O takich od zawsze marzyłam.

Choć producent dopuszcza używanie specjalistycznych produktów utrwalających efekt stylizacji, ja nie zdecydowałam się na żaden. Mimo to fryzura utrzymała kształt do wieczora. Byłam bardzo zaskoczona, że samo stylizowanie, nawet najbardziej wyspecjalizowanym sprzętem, może przynieść tak trwały efekt.

Następnego dnia praca z włosami przed lustrem zajęła mi już połowę czasu, czyli nie więcej niż 10 minut. Po tygodniu rytm czynności: podsuszanie / zakładanie szczotek / prostowanie wygładzanie wykonywałam już bezwiednie, koncentrując się bardziej na słuchaniu radia albo dylematach, „co mogę dziś na siebie włożyć”. 
W czasie gdy używałam Airwrapa, z moimi włosami nie stało się nic złego. Nie zrobiły się matowe ani nie zaczęły się wykruszać. Wręcz przeciwnie, Airwrap okazał się nie tylko bardzo skuteczny i pomocny w stylizacji, ale też zupełnie bezpieczny.

Z czasem poczułam się na tyle ośmielona nowymi umiejętnościami, że poszłam o krok dalej – sięgnęłam po końcówki cylindryczne do loków. Zainspirowana stylem lat 70. lekko wywinęłam włosy na zewnątrz. A to już zupełnie nowy rozdział mojej przygody z włosami.

Więcej informacj na stronie dyson.pl.

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę