Znaleziono 0 artykułów
09.11.2018

Aniołki na Manhattanie

Gigi Hadid (Fot. Anthony Behar, East News)

Los Angeles może i jest Miastem Aniołów, ale przynajmniej na jedną noc musiało podzielić się swoim tytułem ze wschodnim wybrzeżem. To właśnie w Nowym Jorku – mieście, w którym w 1995 roku zorganizowano pierwszy pokaz Victoria’s Secret – zaprezentowano najnowszą kolekcję amerykańskiej marki. W  pokazach VS dawno przestało już jednak chodzić wyłącznie o bieliznę. To pełnoprawny, pełen nieco stereotypowej zmysłowości, spektakl, którego formuła pozostaje niezmienna od lat. Czy kiedyś się wyczerpie?

To pytanie zadają sobie nie tylko nieżyczliwi, którzy twierdzą, że propagowana przez Victoria’s Secret seksualizacja modelek i promowanie bardzo zawężonych kanonów piękna jest nie tylko nie na miejscu, ale po prostu passé. Wystarczy spojrzeć chociażby na podbijającą rynek bielizny markę Rihanny, Fenty, która do prezentacji swoich kolekcji zaprasza siostry Hadid, ciężarne, ogolone na łyso modelki, czarnoskóre przedstawicielki branży plus size i transseksualistki. Długonoga, blondwłosa modelka o idealnej talii i proporcjach pozostaje niedoścignionym i oderwanym od rzeczywistości wzorem, który można podziwiać na zdjęciach. Niekoniecznie jednak może pomóc w namówieniu zwykłych klientek do kupna prezentowanej na wybiegu bielizny. Victoria’s Secret zdaje się mieć na to patent, a swoją komunikacją rysuje wyraźną granicę między corocznym show, a stałą ofertą, którą niezmiennie uwielbiają kobiety na całym świecie. Mimo tej samej od lat i zdaniem niektórych nieco przewidywalnej formuły, wprowadza też subtelne zmiany i wyłamuje się z narzuconego sobie przed laty kanonu. Tak jak u Rihanny, Do udziału w pokazie zaprasza transseksualistkę, modelkę z ogoloną głową i diastemą, czy czarnoskórą dziewczynę, która dumnie paraduje po wybiegu w swoim naturalnym afro.

Winnie Harlow (Fot. Anthony Behar, East News)
Elsa Hosk w wartym milion dolarów Fantasy Bra (Fot. Anthony Behar, East News)

Pomimo coraz większej liczby nowych twarzy, z którymi VS decyduje się nawiązywać współpracę, największe zainteresowanie nadal wzbudzają jednak modelki, które albo dzierżą prestiżowy tytuł „Aniołka”, albo biorą udział w pokazach nieprzerwanie od kilkunastu lat. W tym roku najwięcej mówiło się o tych najbardziej znanych – Alessandrze Ambrosio, która postanowiła pożegnać się z marką, spodziewającej się dziecka Lily Aldridge, której zabrakło na nowojorskim wybiegu, powracających na niego Behati Prinsloo i Candice Swanepoel i, wreszcie, absolutnej weterance i jednej z współczesnych ikon VS,  Adrianie Limie. Zamykając pokaz w rytm „Praise you”, potwierdziła, że tegoroczna prezentacja będzie jej ostatnią. Swoje pięć minut miała także 30-letnia Szwedka Elsa Hosk. Obdarzona ekstremalnie wąską talią i znana ze znakomitego wyczucia stylu modelka zaprezentowała w tym roku Fantasy Bra, najdroższy stanik w kolekcji. Do jego wykonania zużyto ponad dwa tysiące kryształów. Wycenia się go na milion dolarów. Co ciekawe, dla wszystkich swoich klientek marka Victoria’s Secret przygotuje jego zmodyfikowaną i znacznie tańszą wersję. Będzie trzeba zapłacić za nią niespełna 250 dolarów.

Candice Swanepoel (Fot. Anthony Behar, East News)
Adriana Lima (Fot. Anthony Behar, East News)

Pieniądze w pokazach VS odgrywają rolę niebagatelną, a organizatorzy nie szczędzą „zielonych” na scenografię, angaż najbardziej rozchwytywanych wykonawców, makijażystów i fryzjerów. Tegoroczny pokaz, podczas którego wystąpiła między innymi Rita Ora, makijaże tworzyła Charlotte Tilbury, a kapsułową kolekcję zaprojektowała Mary Katrantzou, budżetem na pewno nie przebije jednak prezentacji w Paryżu w 2016 roku. Jak zdradził CEO marki Ed Razek, jej organizacja kosztowała wtedy 20 milionów dolarów, czyniąc z niej „najdroższy pokaz VS w historii”. Razek twierdził też wtedy, że wszystkie koszty zwróciły się z nawiązką dzięki transmisjom, reklamom, płatnemu sponsoringowi i sprzedaży w okresie świątecznym. Czy miliony wydawane na organizację pokazu, który mimo krytyki, nadal pozostaje jednym z najbardziej wyczekiwanych w ciągu roku, będą zwracać się dalej? Mogą, ale nie muszą. Nieco przebrzmiała i oderwana od oddziałujących na branżę rozrywki nastrojów społecznych formuła, może powoli zacząć się wyczerpywać.  Nie można jednak zapomnieć o tym, że prezentacje kolekcji VS pokazem ready-to-wear, a już tym bardziej praktycznej bielizny, nie były i nigdy nie będą. Są spektaklem dostarczającym rozrywki. Opowiedzianą nieco infantylnym, ale nadal pięknym językiem, bajką.  A tej ostatniej w dzisiejszych czasach potrzebujemy chyba jak nigdy.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę