Znaleziono 0 artykułów
27.01.2021

Kim Jones: Kolekcja dla pionierek

Za kulisami z Kate i Lilą Moss / Fot. Nikolai von Bismarck

W marcowym wydaniu brytyjskiego „Vogue’a” nowy dyrektor artystyczny kolekcji damskiej Fendi opowiada o inspiracjach stojących za pierwszą kolekcją haute couture dla domu mody. Łączy w niej rzymskie dziedzictwo marki z dokonaniami Bloomsbury, grupy artystycznej z początku XX wieku, na czele z Virginią Woolf i jej powieścią „Orlando”.

Zamiast spotkać się w przestronnym, skąpanym w świetle atelier Fendi, gdzie moglibyśmy porozmawiać z Kimem Jonesem o jego pierwszej kolekcji dla rzymskiego domu mody, idziemy na spacer w Sussex. Dzień jest szary, bardzo wietrzny i zimny, a przez gęstą mgłę wydaje się, że już w południe robi się ciemno. Jesteśmy daleko od włoskiej stolicy, gdzie zastępy krawcowych tkają właśnie sieci z pereł i wyszywają suknie haute couture, będące częścią jego debiutanckiej kolekcji.

We wsi Rodmell – rzut kamieniem od domu, w którym spędził dużo czasu w dzieciństwie, w pobliżu domu Virginii Woolf – Jones kupił niedawno posiadłość. – Jako nastolatek często jeździłem rowerem po wszystkich tych wioskach – uśmiecha się, schodząc z drogi warczącemu traktorowi. – Pierwsza kolekcja wydaje mi się niemal autobiograficzna. Zawarłem w niej bardzo wiele osobistych odniesień.

To pierwsza kolekcja mody damskiej w dorobku Jonesa. Już od ponad dekady zalicza się on do czołówki projektantów: ma trzyletnie doświadczenie na stanowisku dyrektora artystycznego mody męskiej Diora, gdzie na nowo interpretuje kobiecy romantyzm jego założyciela, tworząc ubrania elegancko uszyte, nowoczesne i praktyczne. Zdobył za nie prawie wszystkie nagrody wręczane w świecie mody (oraz zastępy fanek, takich jak Bella Hadid czy Naomi Campbell). 

Kim Jones / Fot. Nikolai von Bismarck

Przedtem przez siedem lat pełnił rolę dyrektora mody męskiej w Louis Vuitton. Uważa się, że udało mu się wywołać rewolucję – przeniósł encyklopedyczną wiedzę na temat kodów kulturowych mody ulicznej na grunt luksusowego krawiectwa (w 2017 roku nawiązał współpracę pomiędzy Louis Vuitton a Supreme).  

Wiele mówi się o jego młodości: jako syn hydrogeologa specjalizującego się w projektowaniu systemów nawadniających, Jones dorastał między Anglią i Afryką (wyjeżdżał do Kenii, Etiopii, Botswany, Tanzanii i Ekwadoru), a odniesienia do czasów młodości nietrudno dostrzec w jego kolekcjach, pełnych tęsknoty za podróżami i różnorodnych odniesień kulturowych. – Już jako dziecko zdawałem sobie sprawę, że na świecie jest wiele rzeczy, które warto zobaczyć. Lockdown ograniczył możliwości poszukiwań, więc tym razem zajrzałem w głąb siebie – tłumaczy.

Kate Moss w otwierającej kolekcję kreacji / Fot. Nikolai von Bismarck

Podczas prac nad kolekcją dla Fendi Jones powrócił do czasów młodości spędzonej tutaj, w Rodmell, w okolicach Lewes i na farmie w Charleston. To tu przychodził po szkole, by szkicować w sielankowych ogrodach, lub kopiować na murach prace Duncana Granta i Vanessy Bell.  

To właśnie tu, pewnego grudniowego popołudnia, gdy deszcz uderza o okna, Kate Moss, ubrana w najnowsze projekty Jonesa, siedzi wygodnie w salonie, w którym prawie sto lat temu siadała grupa Bloomsbury.  (Moss pomaga przy tworzeniu dodatków dla Fendi. – To logiczne. Ma znakomity gust – widziała już wszystko, a jej wiedza o modzie jest niesamowicie rozległa – mówi Jones, który zna się z modelką od lat 90., gdy przedstawił ich sobie Lee McQueen).

Zawsze marzyłam o tym, by ubrać się w jego projekty mody męskiej, a teraz pracuje nad modą damską! – śmieje się Kate, drapując sukienkę będącą połączeniem surowego, szarego, męskiego krawiectwa z suknią ozdobioną setkami kryształowych kwiatów. – Jego prace są zawsze bardzo nowoczesne. Dokładnie wie, co ludzie chcą nosić.

Lila Moss / Fot. Nikolai von Bismarck

Pytam później Jonesa, co przyciągnęło go jako nastolatka do tego osobliwego wiejskiego domku, z niskimi XVI-wiecznymi sufitami, w którym czuje się idealnie zachowanego ducha bohemy. – Jeśli w jakiejś miejscowości żyła znana postać ze świata sztuki lub literatury, czuje się to w powietrzu. Ciągle mam przed oczami starą księgarnię w Lewes, w której oknie wystawione były książki Virginii Woolf. Znalazłem też stare szkolne eseje na temat twórczości Rogera Fry’a. Bezustannie nam towarzyszyli – odpowiada.  

Jones mówi, że zbiorowa kreatywność uosabiana przez grupę Bloomsbury, której nieśmiertelnym pomnikiem jest Charleston, gdzie współpracowali i romansowali ze sobą nawzajem, żyjąc bardzo liberalnie, ma w sobie niezaprzeczalną magię. – Wydaje mi się, że grupa ludzi, która postanawia żyć wspólnie na głębokiej wsi, była w tamtych czasach dość postępowa. Byli czymś w rodzaju ekskluzywnej komuny. Mieli ogromny wpływ na wydarzenia tamtej epoki. To przecież postępowość ekonomii Johna Maynarda Keynesa czy książek Virginii Woolf takich jak „Orlando” – mówi.

Kate Moss na przymiarkach w siedzibie Fendi w Rzymie / Fot. Nikolai von Bismarck

Ta zbiorowa energia jest widoczna w działaniach Jonesa. – To była dobrze współpracująca rodzina. Właśnie tak lubię pracować – mówi. Jones jest znany z upodobania do współdziałania w zespole, zarówno zawodowo jak i w szerokim kręgu sławnych przyjaciół (od Kanye’go po Beckhamów, od Kate po Naomi – przyjęcia przez niego organizowane to wspaniała mieszanka światowych elit i szkolnych przyjaciół z Sussex). – W Kimie uwielbiam to, że gdziekolwiek jedzie, umie ze sobą zabrać rodzinę – mówi Adwoa Aboah, jedna z jego muz. – Ma wokół siebie tak wiele osób – artystów, muzyków, młodzież – to dlatego jego prace mają takie znaczenie. Czerpie inspiracje ze wszystkiego wokół. (Jones szczyci się tym, że taką samą wiedzę jak na temat Woolf ma też na temat Baby Yody, a pudełka na hamburgery od Juliena MacDonalda ceni tak samo jak swoją kolekcję sztuki. Daleko mu do kulturalnego snoba).  

Tę energię wyraźnie widać w jego debiutanckiej kolekcji haute couture. Podstawową inspirację stanowi „Orlando”. Opowieść, zadedykowana wieloletniej kochance Woolf, Vicie Sackville-West, przenosi czytelnika w różne momenty w historii, odkrywając zmienność płciową. Syn Sackville-West opisał ją jako „najdłuższy i najpiękniejszy list miłosny w historii literatury, w którym Virginia zgłębia to, kim była Vita, podróżując z nią przez wieki, miotając nią pomiędzy płciami, bawiąc się z nią, ubierając ją w futra, koronkę i szmaragdy, zwodząc ją, flirtując z nią, otaczając ją welonem mgły”.

Adwoa Aboah, modelka i muza Kima Jonesa na przymiarkach do pokazu w Rzymie / Fot. Nikolai von Bismarck

W modzie regularnie pojawiają się odniesienia do tej powieści – jednoznaczne stwierdzenia podkreślające wagę ubioru dla określenia tożsamości, które w niej występują, są z łatwością podchwytywane przez projektantów chcących nadać swoim pracom głębsze znaczenie. Jednak w projektach Jonesa aluzje do niej są bardziej zawoalowane. „Orlando” oscyluje pomiędzy różnymi światami i strojami z różnych epok. W ten sam sposób Jones użył biografii kobiet, które będą modelkami na pokazie jego debiutanckiej kolekcji, by zanurzyć się w archiwach Fendi, poszukując odniesień łączących ich datę urodzenia z historią domu mody. 

To jak wygląda każda z kreacji, wynika z osobowości kobiety, która ją założy. Luksus kolekcji haute couture polega na tym, że projektuje się je dla konkretnych osób – mówi. (– Mam poczucie, że te ubrania naprawdę oddają to, kim jesteśmy. Nikt inny nie pytał mnie, co mi się podoba – śmieje się  Aboah, której stylizacja na pokaz wywodzi się od szkicu wykonanego w 1990 roku przez Karla Lagerfelda). – Chciałem przyjrzeć się różnym momentom w historii Fendi. To dlatego przyszła mi do głowy powieść. Chciałem w tej kolekcji nawiązać do prac Karla, ale nadać im trochę świeżości – opowiada dalej Jones. – Spojrzeć na nie w trochę lżejszy sposób, a jednocześnie uniknąć niepotrzebnej nostalgii.

Silvia Venturini Fendi i Kim Jones / Fot. Nikolai von Bismarck

Jones uważa, że równie ważnym odniesieniem jest feminizm Woolf oraz innych kobiet z grupy Bloomsbury. Widzi w nich paralelę dla historii Fendi, która jest w rzeczywistości historią matriarchatu. W czasie gdy Lagerfeld pełnił funkcję dyrektora kreatywnego domu przez 54 lata, aż do jego śmierci w 2019 roku, na straży firmy stały cztery pokolenia kobiet. Poczynając od roku 1925, gdy został założony przez Adele Casagrande (która nazwała go na cześć swojego męża, Edoardo Fendiego). To pięć córek Casagrande zatrudniło niemieckiego projektanta w 1965 roku, powierzając mu zadanie zmodernizowania estetyki marki. W okresie przejściowym między śmiercią Lagerfelda a debiutem Jonesa na stanowisku dyrektora kreatywnego, odpowiedzialność spoczywała na Silvii Venturini Fendi – wnuczce Casagrande, która od 1994 roku jest dyrektorką mody męskiej i dodatków.  

Zawsze pociągały mnie prace Kima. Teraz, gdy z nim pracuję, wiem już dlaczego tak było – zauważa Silvia, która od ponad dekady przyjaźni się z projektantem i nadal pozostaje integralną częścią procesu twórczego marki. – Bardzo się cieszę – lubię pracować w duecie, a praca z nim bardzo przypomina mi czasy, gdy tworzyłam z Karlem. To było zapisane w gwiazdach. To karma – mówi. – Naprawdę ją podziwiam – mówi Jones, wysyłając do Silvii serię entuzjastycznych wiadomości. – Chcę, by była ze mnie dumna.

A więc to, co Jones stworzył w debiutanckiej kolekcji, to mieszanina jego obsesji na temat brytyjskiego romantyzmu Bloomsbury oraz historycznej włoskiej dostojności kojarzącej się z nazwą Fendi. – W miarę, jak spędzałem w Rzymie coraz więcej czasu, odkrywałem, jak wiele jest tu rzeczy, do których odnosiła się grupa Bloomsbury – zauważa (a potem, na potwierdzenie swoich słów, wyciąga katalog obrazów Vanessy Bell, które oscylują pomiędzy wsią w Sussex a rzymskimi ogrodami. Woolf z kolei uwielbiała „nieskończoną ciszę” fresków Perugino. Fry organizował w Londynie wystawy prac włoskich mistrzów, na których przedstawiał swoje ich rozumienie). – A gdy zajrzysz do biblioteki w Charleston, lub do kolekcji literackiej Clive’a Bella, będziesz wiedziała, o co chodzi. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Projektantka biżuterii Delfina Delettrez Fendi / Fot. Nikolai von Bismarck

W kolekcji widzimy drapowane suknie, o kroju przypominającym zastygłe w czasie marmurowe rzeźby Berniniego, ręcznie haftowane w polne kwiaty. Ozdobne tkaniny przytrzymują kwieciste rozety. Jones odnalazł włoskie echa w marmurkowym papierze, którym owinięte były książki grupy Bloomsbury, a którego wzór jego atelier zinterpretowało na nowo, tworząc zapierające dech w piersiach tkaniny.  

Tragiczna historia samobójstwa Virginii Woolf (duża część naszego spaceru to droga, którą pokonała idąc do rzeki, w której utopiła się w wieku 59 lat) znalazła odbicie w sukniach ociekających kryształami oraz kroplach ze szkła Murano znajdujących się w biżuterii i ozdobach do włosów. To wykwintna kolekcja, ale nie wydaje się abstrakcyjnie eteryczna – być może poza suknią z organzy, która zdaje się unosić, jakby była lżejsza niż powietrze, a nie ulatuje jedynie dlatego, że trzyma ją rąbek obszyty kryształami. Reszta wygląda na mocno osadzoną w świecie Jonesa, pełnym niespiesznej pożądliwości (siedząca przy stole Kate, lekko przygarbiona, w idealnie skrojonym satynowym kostiumie zdaje się to potwierdzać). – Żyjemy we współczesnym świecie, więc chcę, by to w nim znajdował się punkt odniesienia – zapewnia Jones. Najlepiej ujęła to Victoria Beckham: – Kim ma kontakt z popkulturą, a ponieważ łączy ją z niesamowitą wizją i wyrafinowanym rzemiosłem, stanowi siłę, z którą należy się liczyć. Aboah zgadza się z tą opinią: – Jestem bardzo podekscytowana bo wiem, że zwraca uwagę na to, w co ubierasz się ty, w co ubieram się ja – on bezustannie wszystkim i wszystkiemu się przygląda, by potem tworzyć ubrania, które kobiety będą chciały nosić. Ekscytuję się tym, że ubiorę się w te rzeczy i będę czuła się w nich epicko. Powiedzieć o nim, że jest zdolny, to nic nie powiedzieć.

Adwoa Aboah podczas przygotowań do pokazu / Fot. Nikolai von Bismarck

Gdy wracamy z Susseksu do londyńskiego domu Jonesa, projektant pokazuje mi artefakty przypominające grupę Bloomsbury, które zbiera od lat. Olbrzymi brutalistyczny bunkier znajdujący się w Notting Hill, z basenem, w którym można rano poćwiczyć, wielką kuchnią ze stali i ścianami zapełnionymi dziełami sztuki mogącymi konkurować ze zbiorami wielu muzeów, stanowi sanktuarium dobrze odizolowane od świata zewnętrznego (będąc w Londynie, Jones staje się zdeklarowanym domatorem). Betonowa okolica wydaje się idealnym tłem podkreślającym jego fiksację na punkcie kolektywu.

To tu, obok dzieł sztuki, które zgromadził – są tu Magritte, Francis Bacon, Amoako Boafo – stoi kredens pomalowany przez Vanessę Bell, który był kiedyś w domu Virginii Woolf w Richmond. W salonie wiszą prace Duncana Granta. Dalej znajduje się parawan Rogera Fry’a wspomniany w „Powrocie do Brideshead”. W wielkiej bibliotece można znaleźć pierwsze wydania, rękopisy i książki opatrzone komentarzami, które należały do klanu Bloomsbury. – Mam obsesję. To, że można kupić wszystkie te rzeczy, jest dla mnie bardzo ekscytujące – szczególnie książki, które ci ludzie dawali sobie nawzajem. To, że te książki były dotykane przez nich i przez osoby, które kochali, które chcieli nimi obdarować… Czuje się w nich energię. Tak naprawdę niczego nie posiadamy – jedynie to przechowujemy, póki tu jesteśmy – mówi.

Fot. Nikolai von Bismarck

Przez słowa Silvii, gdy mówi o tym, dlaczego Kim tak idealnie pasuje do domu mody noszącego jej nazwisko, przebija sentymentalna nuta. Wspomina o tym, że firma jest dla niej bardzo ważna, że kocha ją bardziej niż samą siebie, przez to jakie ma znaczenie dla jej rodziny. – Na początku pracy z nami Kim poprosił moją córkę Delfinę, by do nas dołączyła. Nie mógł zrobić nic lepszego – to była oznaka miłości, zrozumienia dla Fendi i historii, która ciągle się wydarza – uśmiecha się. – Po pierwsze chciałem się upewnić, że Delfina będzie z nami pracowała, bo to kolejne pokolenie tej rodziny – mówi Jones. (Delfina, której marka biżuterii świetnie rozwija się już od ponad dekady, nadzoruje teraz biżuterię Fendi). – Chcę uszanować Silvię, myśląc jednocześnie o dziedzictwie tego domu mody. W Fendi najważniejsze są one: silne, inteligentne kobiety, które wiedzą w to, co robią w życiu. To pionierki, takie jak kobiety z grupy Bloomsbury, jak kobiety, które wystąpią w pokazie. Chcę celebrować historię Fendi i historie wszystkich tych niezwykłych kobiet. To niewątpliwie wielkie święto. Właśnie zaczyna się kolejny rozdział tej historii.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się na Vogue.co.uk.

Olivia Singer
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę