Znaleziono 0 artykułów
30.10.2019

Łódź Young Fashion Award 2019: Apel o modę świadomą

Borbala Ferencz (Fot. Filip Jesionek)

W sobotę po raz trzeci odbył się międzynarodowy konkurs Łódź Young Fashion organizowany przez łódzką akademię sztuk pięknych oraz miasto Łódź. Tegoroczną edycję zorganizowaną pod hasłem „Metropolia” wygrała reprezentantka Holandii Marlou Breuls.

Ufundowana przez miasto nagroda w wysokości 30 tys. euro to dla młodych projektantów nieoceniona pomoc w rozwoju, budowaniu kariery i tworzeniu kolejnych kolekcji. A dla jury – ogromna odpowiedzialność, bo zwycięzca może być przecież tylko jeden. Podczas Łódź Young Fashion Award goście mogli sprawdzić, co za pomocą mody chcą nam przekazać projektanci na początku swojej zawodowej drogi.

Krzyk miasta

Najmocniejszą i najbardziej wymowną kolekcję zaprezentowała Peruwianka Annaiss Yucra Mancilla. „Resistencia” jest świetnym przykładem „artiwizmu”, czyli aktywizmu opowiedzianego językiem sztuki (w tym przypadku mody). Pod niewinną z pozoru warstwą pasteli i ręcznie wykonanych materiałów skrywa się protest wobec społecznych problemów Ameryki Południowej, w szczególności Peru i Argentyny. Tradycyjnie tkane materiały swoją kolorystyką nawiązują do symbolicznych barw grupy walczącej o prawo do aborcji (zieleń) i ruchu feministycznego Ni Una Menos (fiolet). Za pomocą peruwiańskiej techniki tkackiej Annaiss łączy te dwa kolory w jeden, by podwoić siłę i wymowność tych działań. Barwne projekty są dodatkowo zdobione prowokacyjnymi haftami, napisami, symbolami, w tym symbolem kobiecych narządów płciowych i dłoni, reprezentujących według projektantki zarówno kreację, jak i zniszczenie. Pokazowi towarzyszyła przejmująca ścieżka dźwiękowa: skompilowane głosy kobiet, nagrane rozmowy telefoniczne, protesty i lamenty. A w kontraście – powolne modelki, w pewnym momencie kładące się na wybiegu, by w finale stworzyć coś na kształt milczącej grupowej rzeźby.

Annaiss Yucra Mancilla (Fot. Filip Jesionek)

Zbieraj śmieci

Kilku projektantów wykorzystało odpadki, plastik i nadmierną konsumpcję jako interpretację motywu przewodniego. Projektantka z Rumunii Borbala Ferencz ze ścinków, reklamówek i ubrań z drugiej ręki stworzyła bajecznie kolorową kolekcję. „Hot Topic” utrzymana została w przewrotnie ujętym duchu street style’u. Logomania? Proszę bardzo, ale nie zapominajmy o torbie na zakupy z Lidla. Multiplikowane logo ułoży się wtedy w niezapomniany deseń. Odzież sportową projektantka łączy z elementami wysokiego krawiectwa, a szlachetne tkaniny z odpadkami. Niektóre z tych patchworków dodatkowo pokrywa przeźroczystą folią, co zmienia je w jednolite płachty materiału, jakby celowo zadrukowane skrawkami informacji. Czy w którymś momencie będziemy zmuszeni naprawdę nosić śmieci? Oglądając pracę Borbali, zaczynamy się nad tym poważnie zastanawiać. W nieco mniej chaotyczny sposób podeszła do tematu Yuliia Fedyna z Ukrainy. Jej kolekcja „13/7” powstała z ponad stu par dżinsów, a uszycie niektórych elementów zajęło jej około tygodnia. Estetyka nieco przypominała słynne dopasowane stroje Britney Spears i Justina Timberlake’a z przełomu stuleci, ale do uszycia kreacji zastosowano upcykling, czyli korzystanie z gotowych zasobów zamiast produkowania kolejnych. 20 lat temu mało kto o tym myślał. Dlaczego Fedyna wybrała właśnie dżins? Tłumaczy, że żadne ubranie nie odwzorowuje naszego stylu życia tak dobrze jak dżinsy. Przywołuje wyniki badań, z których wynika, że na każdego Europejczyka przypada średnio pięć par tego typu spodni (na Amerykanina aż siedem). Zamiast je wyrzucać i sięgać po nowe (podkreśla też, jak bardzo szkodliwa dla środowiska jest ich produkcja), proponuje skupić się na tych, które mamy, i gdy się zużyją, dać im drugą szansę.

Annaiss Yucra Mancilla (Fot. Filip Jesionek)
Yuliia Fedyna (Fot. Filip Jesionek)

Rok 1984

Uniformizacja jak z Orwella i ponadczasowość męskiej klasyki były pretekstem do podjęcia miejskich tematów przez Wandę Wollinsky, przedstawicielkę Niemiec. „No Skirts for Men” to opowieść o dystopijnej wizji przyszłości i dress codzie zapewniającym pozorną anonimowość. A co by było, gdyby pobawić się konwencją i stworzyć hybrydy spódnic i spodni, sukienek i kombinezonów? A potem dla kontrastu dołożyć białe koszule i trochę ozdobnego, cienkiego żakardu w motyw „kurzej łapki”? Projektantce nie zależało na aż tak ponurej jak u Orwella wizji, stąd chęć przełamania anonimowości za pomocą kolorów, niespodziewanych detali czy nawet lekkich żartów. Pod względem konstrukcji projekty te są doskonałe i mimo celowo zaburzonych proporcji i niestandardowych rozwiązań praktycznie gotowe do noszenia (w szczególności wełniane płaszcze). Motyw uniformu towarzyszył też projektantowi z Cypru, Toumazosowi Charalambousowi. Męska kolekcja „Le Sable” pełna jest zapożyczeń z odzieży militarnej czy użytkowej, jednak zinterpretowanych na tyle interesująco, by projekty nawet przez moment nie przypominały demobilu. Głównymi tkaninami wykorzystanymi w kolekcji są len i bawełna. Projektant mocno podkreśla ich obecność w wielu kulturach od stuleci, przekonując, że podobnie jak te surowce jego projekty są przeznaczone dla wszystkich, bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy płeć. Drobny, lecz wymowny dodatek stanowiły maseczki dopasowane kolorystycznie do sylwetek. Nieuchronnie jeden z obowiązkowych elementów krajobrazu coraz większej liczby metropolii.

Toumazos Charalambous (Fot. Filip Jesionek)
Adrian Krupa (Fot. Filip Jesionek)

Podwodny świat

Zwycięska kolekcja według mnie najluźniej nawiązywała do tematu głównego. Autorce nie można jednak odmówić kunsztu wykonania czy ponadprzeciętnej realizacji skomplikowanej wizji, na którą składała się nowa interpretacja postaci znanych z kreskówki „SpongeBob Kanciastoporty”. Zróżnicowane sylwetki, każda z nich niespodziewana, wyróżniały się spośród reszty tak mocno, by nie pozostawić jury wątpliwości co do werdyktu (ja wciąż je mam i pod werdyktem nie mogę się podpisać). Motywem przewodnim kolekcji „The Icon” był znany z filmu podwodny świat. Skąd tytuł? Skoro SpongeBob uznawany jest za ikonę komediową, dlaczego nie mógłby zostać ikoną stylu? Przeskalowane konstrukcje, nierzadko ledwo mieszczące się na wybiegu, zabawne kroje (sukienka w formie pompona) czy niebanalne zdobienia (bąbelki na tiulowej kreacji) w finale ułożyły się w coś na kształt popowej rafy koralowej. Fantazja nie zna granic – to w przypadku Breuls pewnik.

Marlou Breuls (Fot. Filip Jesionek)
Wanda Wollinsky (Fot. Filip Jesionek)

Przeszłość i przyszłość po polsku

Na deser dwie polskie kolekcje. Bardzo różne, ale obie dopracowane do perfekcji. Pierwsza, „Afterimages”, to hołd dla nostalgicznych chwil kończącego się święta. Jej autorka Marlena Czak swoimi autorskimi tkaninami (przygotowanie pierwszych pięciu sylwetek zajęło jej 1,6 tys. godzin!) próbowała odwzorować m.in. motyw barwnych kwiatów leżących na ulicach po przejściu procesji. Całość kolekcji poświęcona jest postaci Matki Boskiej z obrazu „Zwiastowanie” Simone Martiniego z 1333 roku. Ale to tylko punkt wyjścia do przekazania za pomocą ręcznego haftu obrazów już niekoniecznie z maryjnego, lecz po prostu z kobiecego życia. Słońce, kwiaty, ale też rozstępy po ciąży czy różnej wielkości brzuchy możemy czytać dosłownie lub pozostawić na tych surowych lnianych tkaninach jako nieodgadniony deseń.

Marlena Czak (Fot. Filip Jesionek)

Druga kolekcja to „Fun” Adriana Krupy. Z paletą barw prosto z Witkacego, lecz z przekazem, o którym Witkacemu (może i na szczęście) nawet się nie śniło. Tytułowa zabawa jest oczywiście tylko wymówką, by poruszyć temat ograniczonej komunikacji obrazkowej. Stąd przy wirtuozersko skonstruowanych sylwetkach dodatek serc, gwiazd czy dłoni – symboli używanych najczęściej w wirtualnym świecie. Zamiast słów – kciuk w górę, a zamiast solidnej recenzji – kilka gwiazdek. To, czym charakteryzują się kolejne kolekcje Krupy, to mimo częstych elementów teatralności zaskakująca gotowość do noszenia w życiu codziennym. Konstrukcje pozostają przemyślane od początku do końca, a nawet od stóp do głów, bo projektant sam tworzy również buty. Choć każda z 12 propozycji jest utrzymana w jednym kolorze, mnogość faktur i wykorzystanych surowców skutecznie zapobiegła nudzie.

Bądźmy świadomi – taki wniosek wyciągam z kolekcji różnych przecież i konkurujących ze sobą twórców. Projektanci apelują o ostrożną konsumpcję i autorefleksję. Mówią różnymi głosami, posiłkują się różnymi technikami, przyjechali z różnych stron świata, ale nie da się przeoczyć wspólnego nurtu. Nurtu, który być może z czasem stanie się jednym z głównych. Oby jak najszybciej. I oby został z nami na długo.

Adrian Krupa (Fot. Filip Jesionek)

 

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę