Znaleziono 0 artykułów
05.08.2021

Zobaczcie Miuccię Pradę i Rafa Simonsa przy wspólnej pracy

05.08.2021
Wunmi Mosaku w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

Oboje równie nieprzewidywalni, równie wywrotowi, równie wyczuleni na kulturowe sprzeczności naszych czasów – Miuccia Prada i Raf Simons opowiadają o wymianie myśli i pomysłów, której efektem jest ich już druga wspólna kolekcja dla Prady. W naszej sesji projekty na jesień-zimę 2021/2022 noszą aktorki młodego pokolenia, które właśnie wchodzą na drogę sławy. 

Miuccia Prada nie lubi współpracować. – Od zawsze ktoś chciał ze mną współpracować! – mówi po angielsku z silnym akcentem. – Zawsze wyczuwałam, że chodzi tylko o poprawienie komuś sprzedaży, dostawałam same oklepane i banalne propozycje, a tym, którzy się z nimi zgłaszali, nie zależało na nowych ideach. Nigdy więc żadnej nie przyjęłam. 

Dzisiaj w mediolańskim biurze siedzi razem z Rafem Simonsem, który od lutego 2020 roku dzieli z Miuccią fotel dyrektora kreatywnego jej domu mody. Patrzę na nich i się zastanawiam, jak bardzo się od siebie różnią. Nawet gdyby Simonsa nie było teraz tutaj, w samym centrum dowodzenia, i tak każdy wielbiciel marki dostrzeże, że zaszły w niej poważne zmiany. Od ogłoszenia ich partnerskiej współpracy – będącej ogromnym zaskoczeniem i powodem wielu domysłów – w projektach Prady widać cechy obojga. Są one tak widoczne, jak wszechobecne trójkątne logo marki. 

Do tej pory stworzyli wspólnie dwie damskie kolekcje. Ta na sezon wiosna-lato 2021 stanowiła serię wyselekcjonowanych minimalistycznych sylwetek, misternie skonstruowanych spódnic i tkanin z zabawnymi wzorami. Pośród monochromatycznych printów i kurtek z kapturami w kolekcji pojawił się nowy klasyk: efektowna trapezowa spódnica z paskiem przypominającym samolotowy pas bezpieczeństwa zestawiona z odważnym dziurawym golfem – look, w którym jakimś cudem udało się połączyć zarówno styl Miucci Prady, posiadaczki stopnia doktora nauk politycznych, jak i Rafa Simonsa, showmana. 

Emma Corin w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

W lutym dom mody pokazał kolekcję na sezon jesień-zima 2020/2021 będącą niekończącym się dialogiem pomiędzy psychodelicznymi kolorami i optymistyczną zmysłowością, ubraniami przypominającymi zbroje i fioletowymi wzorzystymi butami na platformach. Scenografię łączącą różne faktury i tekstury zbudował architekt Rem Koolhaas, wcześniej już współpracujący z Miuccią Pradą. 

Zagadką, nadającą całemu przedsięwzięciu wyjątkowego znaczenia, jest to, jak 73-letnia Prada i 53-letni Simons pracują razem nad kolekcjami. Tego próbuję się od nich dowiedzieć. – Zaczynamy od rozmowy – mówi Simons. – O ostatnim sezonie, pomysłach i odczuciach. Z tego rodzą się małe rzeczy, które z czasem rozwijają się w coś dużego. Ale punktem wyjścia jest rozmowa. 

– To cecha dobrego projektanta – dodaje Prada. – Najpierw przychodzi myśl, którą następnie trzeba umieć przetłumaczyć. Zawsze gdy nie mam jeszcze sprecyzowanego pomysłu, zadaję sobie pytanie: co naprawdę mnie interesuje? Może to jakieś miejsce, może kolor, a może emocja. Potem przywiązuję się do tego i próbuję zrozumieć, dlaczego tak mnie to coś pociąga. Jednym słowem, zaczynam od estetyki. To proces, który trwa wiele miesięcy.

– Sama współpraca jest naprawdę łatwa – wtrąca Simons. – Bardzo, bardzo łatwa. Tak naprawdę nie różnimy się zbytnio w tym, jak projektujemy. Są projektanci, którzy siadają przy biurku i zaczynają szkicować. My oboje robimy to zupełnie inaczej!

– Miałam nadzieję, że on to potrafi, bo ja nie umiem tak pracować – przyznaje Prada ze śmiechem. 

Miuccia, której wygląd jest ciągle dekonstruowany jako stylistyczna inspiracja, nie rozczarowuje przy osobistym spotkaniu. Blond włosy do ramion upięła w delikatną falę z przedziałkiem z boku, eksponując złote kolczyki ozdobione kamieniami szlachetnymi (to chyba karneole, które wspomagają kreatywność). Ma na sobie brązowy garnitur w kratę, spod którego wystaje różowa koszula, całość wydaje się dość skromna, dopóki nie spojrzy się na buty – błyszczące, wykończone futerkiem i perłami klapki Miu Miu. 

– Bardzo podoba mi się ten look – mówi Simons, sam ubrany w wąskie czarne spodnie, wygodne buty do kostek oraz charakterystyczny oversize’owy sweter, pod który włożył, sądząc po kołnierzyku – niebieską koszulę. Widać, że naprawdę podziwia Miuccię, a ona to uczucie odwzajemnia. 

Połączenie sił przez dwójkę tak uznanych projektantów – marka Rafa Simonsa odnosi sukcesy od 25 lat, z kolei Prada od dekad niezmiennie dobrze sobie radzi, zarówno jeśli chodzi o wpływy, jak i o sprzedaż – jest wydarzeniem bezprecedensowym. Mówią, że decyzję o współpracy podjęli po latach wzajemnego uwielbienia. 

Simone Ashley w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

– Niewiele jest marek, które naprawdę lubię. Prada należy do tych, której projekty chętnie bym nosił – mówi Simons, który na początku kariery, gdy czuł się niezręcznie, wkładając ubrania własnej marki, wybierał Pradę lub Helmuta Langa. W 2005 roku Miuccia Prada wraz z mężem Patrizio Bertellim, dyrektorem generalnym Prada Group, powołali Simonsa na stanowisko dyrektora kreatywnego Jil Sander. 

– Nigdy tego nie zapomnę – mówi Simons. – Moja marka była postrzegana jako awangarda w świecie mody męskiej, a Jil Sander też się wyróżniała innością. Pracowali dla niej ludzie, którzy dostrzegali rzeczy, których nikt inny nie widział. W dodatku nie bali się ryzykować. 

Raf i Miuccia wzajemnie śledzili swoje dokonania, aż w 2015 roku spotkali się na pokazie Miu Miu w Tokio, gdzie, jak to dziś określają, „porozmawiali otwarcie”.

– Naprawdę otwarcie – podkreśla Prada. – Zastanawialiśmy się: „Co możemy zrobić?”. Bawiliśmy się w zamianę ról – ja kierowałam marką Raf Simons, on Pradą – wspomina. 

– To bardzo odważna współpraca – mówi mi Koolhaas, gdy rozmawiamy na Zoomie. – Absolutnie wpisuje się w uwielbienie Prady do eksperymentowania, a jednocześnie zaskakuje: nie czuje się w niej jeszcze rutyny, nic z tych rzeczy, więc wygląda na pełną potencjału do wykorzystania. 

Odpowiada też na coraz częściej pojawiające się ważne pytanie, czym jest współpraca projektantów w dzisiejszym świecie. Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić czasy, kiedy szyki zwierają nie tylko Prada i Raf Simons, ale także Balenciaga i Gucci (choć ich duet określany jest raczej jako jednorazowy wyskok). Wygląda na to, że obserwujemy zmianę w postrzeganiu tego, kim jest projektant. To już nie samotny, genialny dyktator, a raczej osoba skłonna do dialogu, zarówno jeśli chodzi o pojedyncze projekty, jak i markę jako taką. (Raf Simons jest współdyrektorem kreatywnym Prady, jednocześnie prowadzi własną firmę, natomiast Miuccia Prada utrzymuje pełnię władzy w marce Miu Miu, do której Simons się nie wtrąca). 

Linda Loppa, która w ciągu 25-letniej pracy na wydziale mody w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii uczyła również Rafa Simonsa, mówi, że jego współpraca z Pradą była nieunikniona. 

– Nie dziwi mnie, że robią to właśnie oni – opowiada Loppa. – Nie czują się gwiazdami, choć będąc tej klasy projektantami, mogliby tak się postrzegać. Oboje są outsiderami – nigdy nie zdradzili samych siebie, swoich idei i mają podobne odczucia wobec tego, jak odnaleźć się w złożonym społeczeństwie. Wszyscy doświadczamy poważnej zmiany i nasza praca powinna to odzwierciedlać.

W pracy Simonsa mamy wiele przykładów świetnych dygresji do kultury młodzieżowej – inspiracją kolekcji Riot Riot Riot dla własnej marki z 2001 roku było pokolenie młodych Europejczyków wywodzących się z postsowieckiego bloku, z kolei kolekcja Techno Couture dla Jil Sander z roku 2011, z modelkami promieniującymi na pokazie kolorami i piosenkami Busty Rhymes, okazała się dla marki krokiem milowym. 

Pytania – a w pewnym stopniu i odpowiedzi – dotyczące ważnych momentów w kulturze i polityce to siła napędzająca kariery Simonsa i Prady. Nie można oprzeć się wrażeniu, że w ich wspólnym interesie leży bycie ponad dzielącymi ich różnicami, co pomaga w pielęgnowaniu przyjaźni i ułatwia współdziałanie. Szczególną przyjemność zdają się czerpać z analizowania swoich lęków oraz rzeczy wywołujących w nich niechęć i dyskomfort – przykładem może być len, którego oboje nie znoszą, ale dotyczy to też bardziej abstrakcyjnych kwestii. – Najpierw zdajesz sobie sprawę, że czegoś nie cierpisz, potem zaczynasz dociekać, dlaczego tak jest – mówi Prada. – To ekscytujące, a dla kreatywnych ludzi nie ma innej drogi niż ciągła ekscytacja.

Teraz oboje ekscytują się przesunięciem debaty publicznej w stronę kapitalistycznej i populistycznej polityki. – Ludzie robią się niewiarygodnie konserwatywni – mówi Prada. – Chcę zrobić o tym pokaz, bo taka jest prawda.

Ani ona, ani Simons nie mówią więcej na ten temat, a gdy próbuję wybadać, czy ich kolekcja na sezon wiosna-lato 2022 będzie satyrą na ruchy prawicowe, wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. 

– Myślę, że oboje bardzo staramy się zrozumieć świat i to, jak się zmienia – mówi Simons. – Chcemy dostrzec odbicie tych zmian w spojrzeniu ludzi na modę. Teraz widzimy ich bardzo wiele i mamy wrażenie, że są to zmiany pokoleniowe. 

Prada, której kariera opiera się na dyskredytowaniu nadmiernych oczekiwań i kwestionowaniu pojęcia luksusu, potwierdza słowa Simonsa. – Dzięki swojej pracy pokazuję światu przyświecające mi idee, więc traktuję ją bardzo poważnie.

Co więcej, po ponad pięciu dekadach pracy nawet nie rozważa odejścia. 

– Niby dlaczego trzeba kiedyś przestać pracować? – pyta. – Ja robię to, co chcę.       

Simone Ashley

Simone Ashley w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

 – Uwielbiam te rękawiczki – wykrzykuje Simone Ashley, pytana o swoją stylizację. – Jak to możliwe, że rękawiczki mogą być takie seksowne? To dobrze wróży.

26-letnia Ashley jest najlepiej znana z roli wrednej Olivii z serialu „Sex Education” wyprodukowanego przez Netfliksa. Jednak już wkrótce ta urodzona w Surrey, mieszkająca w Los Angeles aktorka przywdzieje rękawiczki (i czepek), by wcielić się w główną postać drugiego sezonu popularnego serialu kostiumowego „Bridgertonowie” – pierwszy obejrzało już 82 mln osób, a liczba ta ciągle rośnie. Jakie to uczucie? – Wszyscy na planie bardzo ciężko pracują – mówi. – Staram się nie myśleć o tym, co będzie później. Łatwiej jest czuć wdzięczność i dawać z siebie wszystko. 

Emma Corrin

Emma Corrin w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

Na jaki „nowy początek” czeka 25-letnia Emma Corrin tej jesieni? – Chcę udawać, że wracam do szkoły, i kupować nowe, idealnie naostrzone kredki – mówi aktorka z przekorą. Wrodzona skromność nie pozwala jej wspomnieć o nowych projektach filmowych – niedługo zagra u boku Harry’ego Stylesa w osadzonym w latach 60. filmie „My Policeman”, a następnie przejmie obowiązki Lady Chatterley w nowej adaptacji powieści D.H. Lawrence’a. Od czasu, gdy zagrała Dianę, księżną Walii, w serialu „The Crown”, aktorka zyskała ogromną popularność, podsycaną jej zniewalającymi występami na czerwonym dywanie (odwiedzanym zdalnie, ale nie tylko). – Kolor, finezja i wyobraźnia połączone w jedno – zachwyca się kolekcją Prady. 

Jessie Mei Li

Jessie Mei Li w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

– Miniony rok dał mi dużo czasu dla siebie, czego naprawdę potrzebowałam – mówi Jessie Mei Li pytana o przygotowania do nowego rozdziału w życiu, czyli sławy. Zyskała ją za sprawą roli Aliny Starkov w hicie Netfliksa „Cień i kość” (właśnie trwają prace nad drugim sezonem). Niedługo zobaczymy aktorkę w filmie „Ostatniej nocy w Soho” Edgara Wrighta, gdzie wystąpi u boku Anyi Taylor-Joy. – Nie lubię snuć wielkich planów, ale mam nadzieję, że przede mną wiele interesujących wyzwań. Lubię nie wiedzieć, co mnie czeka. 

Wunmi Mosaku

Wunmi Mosaku w Pradzie (Fot. Rafael Pavarotti, Stylizacja Edward Enninful)

W marcu 35-letnia, pochodząca z Manchesteru, a obecnie mieszkająca w Los Angeles Wunmi Mosaku otrzymała nominację do nagrody Bafta w kategorii aktorka pierwszoplanowa za rolę w „Czyj to dom?”. Wystąpiła też w hitach z małego ekranu: „Krainie Lovecrafta” i „Lokim” według Marvela. Co dalej? – Nie mogę się doczekać premiery „Call Jane” – przyznaje. To film o prawach reprodukcyjnych kobiet w latach 60., w którym gra razem z Sigourney Weaver. Za cel postawiła sobie pracę przy projektach o istotnym znaczeniu, a teraz, gdy prawo do aborcji w Stanach Zjednoczonych znów stało się przedmiotem dyskusji, mówi: – Okazuje się, że nie mogliśmy trafić w bardziej odpowiedni moment.

Zdjęcia: Rafael Pavarotti
Stylizacja: Edward Enninful

Afua Hirsch
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę