Znaleziono 0 artykułów
30.07.2026

„Vogue Polska” x BMW Art Academy: O czym marzą młodzi artyści i młode artystki?

30.07.2026
Patrycja Płóciennik (Fot. Ola Tuz)

Jakie marzenia mają młodzi artyści i artystki? Jak odnajdują się w realiach współczesnego rynku sztuki i funkcjonowania instytucji? Czego oczekują od systemu wspierania twórców i twórczyń? W jaki sposób wyobrażają sobie bezpieczeństwo socjalne osób pracujących w kulturze? Na te pytania odpowiadają uczestniczki i uczestnicy wystawy „Upcoming 2025: Bezkres wspólnoty”, na którą składa się 27 dyplomów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. 

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Agata Popik: Pragnę, żeby mit „artystki płodnej, bo głodnej” w końcu upadł

Agata Popik (Fot. Ola Tuz)

Z reguły twardo stąpam po ziemi i staram się nie odrywać od rzeczywistości. Oczywiście zależy mi, jak większości artystek, na rozpoznawalności, dotarciu swoją twórczością do widza, na dialogu z nim i możliwości dalszej pracy artystycznej. Odnoszę jednak wrażenie, że praca artystyczna często jest postrzegana przez ludzi, jakby sama w sobie była nagrodą dla artysty. Tak jakby satysfakcja i duma z ukończonego projektu były rzeczami podstawowymi, nadrzędnymi i wystarczającymi, a wynagrodzenie rzeczą drugorzędną, nieoczywistą i czasami wręcz mniej istotną. W środowisku nazywa się to „artyzolem”. W ten żartobliwy sposób określany jest produkt uboczny pracy artystycznej, „opiat tworzenia”, coś jak natchnienie, ale o działaniu odurzającym, przyćmiewającym negatywne aspekty zajmowania się sztuką i pozwalający działać mimo niestabilnej sytuacji finansowej, frustracji i wszelkiego rodzaju braków. Artystki są zwykle bardzo zdeterminowane, by tworzyć wbrew przeciwnościom, bo stawiają możliwość tworzenia ponad kwestie wynagrodzenia, warunków pracy czy własnego zdrowia. Zatem niezwykle łatwo to wykorzystać i sprowadzić ich pracę do poziomu hobby, a to przecież praca jak wszystkie inne. Pragnę, żeby mit „artystki płodnej, bo głodnej” w końcu upadł i by nie glamouryzować występujących w tej branży patologii. Z kolei reszta moich marzeń dotyczy przyziemnych spraw, często są one niezależne od zawodu artystki. Marzę o zakupie własnego mieszkania, o zdaniu prawa jazdy i o starym, pojemnym samochodzie, którym mogłabym podróżować ze swoimi pracami i materiałami. Chciałabym mieć możliwość opłacenia składek zdrowotnych i ZUS-u z umowy o dzieło. O zmianie kwestii systemowych mogę marzyć, pozostałe postaram się spełnić.

Marta Sundmann: Chciałabym pracować nad projektami, które nie kończą się wraz z jedną wystawą

Marta Sundmann (Fot. Ola Tuz)

Myślę, że marzenia młodych artystów i artystek są dziś jednocześnie bardzo ambitne i bardzo podstawowe. Oczywiście chcemy wystawiać w ważnych instytucjach, realizować odważne projekty, uczestniczyć w międzynarodowych rezydencjach czy rozwijać własny język artystyczny. Ale równie ważne jest marzenie o stabilności i możliwości myślenia o swojej praktyce w perspektywie lat, a nie od projektu do projektu. Mam wrażenie, że nasze pokolenie coraz częściej myśli o sztuce jako o długofalowej praktyce, a nie wyścigu po szybki sukces. Budowanie własnej pozycji wymaga czasu, konsekwencji i wielu równoległych działań. Większość z nas nie tylko tworzy, lecz także uczy, pracuje przy produkcjach filmowych, teatralnych czy projektowych. Ta wielowątkowość jest dziś czymś naturalnym. Myślę, że trwająca teraz dyskusja o zabezpieczeniu socjalnym twórców odpowiada na potrzebę stabilności i możliwości planowania kolejnych działań. Osobiście najważniejsze jest dla mnie konsekwentne rozwijanie własnej praktyki. Chciałabym prowadzić badania, realizować projekty, które mają czas dojrzewać, i stopniowo wypracowywać własny język. Interesują mnie film, technologia i nowe media, szczególnie tam, gdzie ich możliwości nie zostały jeszcze w pełni rozpoznane. Ważna jest dla mnie także współpraca z osobami z różnych dziedzin oraz tworzenie wokół tej pracy społeczności, w której można wymieniać się wiedzą i wspólnie szukać nowych metod działania. Chciałabym pracować nad projektami, które nie kończą się wraz z jedną wystawą, ale mogą zmieniać formę i prowadzić do kolejnych pytań. Na tym zależy mi najbardziej. 

Wiktoria Krawczyk: Marzenie staje się tożsame z elementarnymi potrzebami

Wiktoria Krawczyk (Fot. Ola Tuz)

O czym marzą młode osoby artystyczne? A czym właściwie jest marzenie? Podczas gdy potrzeby warunkują egzystencję, marzenie to tęsknota za nieznanym, imaginacja eksperymentu i wychodzące z przestrzeni serca pragnienie. Granica między nimi bywa jednak płynna, ponieważ jako młodzi twórcy staramy się przekuć te ulotne pragnienia w konkretne cele. Urodzeni w erze intensywnej digitalizacji, bez wysiłku nadążamy za współczesnym tempem. Biegłość ta nie oznacza jednak wyłącznie fascynacji przestrzenią cyfrową, ponieważ wielu z nas świadomie wraca do fizycznego rzemiosła. Chodzi raczej o krytyczne myślenie i zdolność wychwytywania niuansów, które przetwarzamy, rezygnując z bierności. Chcemy tworzyć dla społeczności i dokumentować jej istnienie. Z tej pozycji bierzemy świat na celownik naszych projektów. Chcemy roztaczać wizję i pozostawić po sobie ślad kulturowy. Naszą ambicją jest jednak również zapewnienie sobie godnego życia z tego, co tworzymy, tak aby nasza praca była integralną częścią wspólnoty. To, co nazywamy marzeniem, staje się w istocie planem naszego działania. Ostatecznie w swoich marzeniach doceniamy jednak wartość równowagi. Doskonale rozumiemy obecny moment ekonomiczny i wiemy, że nasza praca musi odpowiadać na realne zapotrzebowanie świata. Świadomie wchodzimy w ten obieg, dążąc do wypracowania bezpiecznej przestrzeni na czysty eksperyment. Marzymy, aby to poszukiwanie nowości było traktowane jako pełnoprawna część naszej aktywności zawodowej, bo to ono tworzy kulturę. Prawdziwe znaczenie marzenia ujawnia się więc w tym, że staje się ono tożsame z naszymi elementarnymi potrzebami. Stabilizacja, bezpieczeństwo i bycie częścią wspólnoty są dla nas fundamentem pod każdy kolejny eksperyment artystyczny.

Patrycja Płóciennik: Artystki i artyści marzą, żeby ich praca była traktowana jak praca 

Patrycja Płóciennik (Fot. Ola Tuz)

Wybierając studia na Akademii Sztuk Pięknych, nie myślałam o dalszej karierze. Kierowałam się przekonaniem, że chcę robić coś, co wydaje mi się ważne i zwyczajnie ciekawe. Dopiero później pojawiły się pytania o rynek, sprzedaż i o to, jak z tej pracy po prostu żyć. Bardzo łatwo zacząć mierzyć własną twórczość kategoriami sukcesu. Myślę, że marzeniem każdej osoby tworzącej jest przede wszystkim bycie dostrzeżoną. Każdy, kto poświęca swojej pracy tyle czasu i zaangażowania, chce, żeby została zauważona, wzbudziła emocje i stała się początkiem rozmowy. Często to właśnie nadaje sens dalszej twórczości. Dla wielu osób artystycznych praca twórcza odbywa się pomiędzy innymi obowiązkami, a zarobione pieniądze wracają do pracowni w postaci materiałów. Dlatego marzenie o możliwości utrzymania się ze sztuki nie wynika wyłącznie z ambicji. Chodzi raczej o przestrzeń do dalszego tworzenia. Trudno być jednocześnie w ciągłym stresie o przyszłość i mieć zapał do robienia kolejnych prac. Mam jednak świadomość, że i tak jestem w uprzywilejowanej sytuacji. Po ukończeniu studiów nadal mogę zajmować się sztuką, a dla wielu osób już samo to nie jest oczywistym scenariuszem. Z mojej perspektywy artystki i artyści marzą po prostu o tym, żeby ich praca była traktowana jak praca. Z całym wysiłkiem, czasem i odpowiedzialnością, które się z nią wiążą. O uznaniu, ale nie rozumianym wyłącznie jako rozpoznawalność czy sukces rynkowy. Bardziej jako poczucie, że to, co robią, ma wartość i nie wymaga ciągłego usprawiedliwiania swojego wyboru.

Mateusz Szabłowski: Jest dużo do zrobienia, aby pokazać istotność pracy twórczej dla społeczeństwa

Mateusz Szabłowski (Fot. Ola Tuz)

Marzę o rozwoju artystycznym i o tym, by rynek sztuki oraz publiczność dawały młodym twórcom więcej szans i wsparcia. Po ukończeniu ASP wielu artystów nadal szuka swojej drogi. Mimo że na rynku dzieje się dużo – galerie, instytucje, kolekcjonerzy – trudno odnaleźć dla siebie właściwe miejsce i ścieżkę. Sukces w sztuce zależy od tego, co się tworzy: medium determinuje możliwości dotarcia do odbiorcy i sprzedaży. Tworząc obiekty fizyczne, uwzględniam się w rynku sprzedażowym, natomiast twórcy wideo czy performansu napotykają inne bariery, bo kolekcjonerzy rzadko kupują takie prace. Dlatego marzenia artystów i drogi do ich realizacji bywają zupełnie różne. Moim marzeniem jest regularne wystawianie prac i prezentowanie twórczości, przede wszystkim w Polsce. Warszawa to ważny ośrodek, ale uważam, że wiele do zrobienia jest także w lokalnych ośrodkach. Pochodzę z Olsztyna i chciałbym, żeby artyści z mniejszych miejscowości, którzy przyjechali do większych miast, mieli możliwość oddania czegoś swojej społeczności. Bycie artystą jest wymagające, bo często trzeba podejmować prace komercyjne lub zatrudnienie w innych branżach, by przetrwać. Tworzenie schodzi wtedy na drugi plan. Luksusem byłaby sytuacja, w której można by się utrzymywać wyłącznie ze sztuki, choć dziś jest to bardzo trudne. Ustawa dotycząca artystów to potrzebny projekt, uwypuklający problemy zawodów artystycznych. Moim zdaniem dopiero gdy ustawa zacznie działać, będziemy mogli ją krytycznie ocenić. Przede wszystkim dowiedzieć się w praktyce, gdzie najbardziej potrzebujemy wsparcia państwa. Dyskusja wokół ustawy pokazała, że zawód artysty nie jest dobrze rozumiany i bywa umniejszany. Niestety, poziom tej debaty był daleki od zrozumienia pracy artystycznej w każdym sensie. Wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka – muzycy, malarze, aktorzy, scenarzyści, tancerze… Myślę, że jest dużo do zrobienia, aby pokazać istotność pracy twórczej dla społeczeństwa. 

Michał Podziewski: Marzę o bardziej rozbudowanym dofinansowaniu projektów artystyczno-badawczych

Michał Podziewski (Fot. Ola Tuz)

W mojej praktyce często opieram się na dogłębnych badaniach archiwalnych i terenowych. Szczególnie bliski jest mi temat infrastruktur energetycznych, a w moich projektach mapuję często niewidoczny wpływ obiektów infrastrukturalnych (gazociągów, rurociągów, elektrociepłowni, sieci kabli telefonicznych, itd.) na przestrzeń i funkcjonowanie współczesnego miasta. W wypadku tego rodzaju tematyki zależy mi na tym, żeby prace nad projektem rozpocząć od dogłębnego poznania kontekstu. Poszperanie w różnego rodzaju archiwach w celu lepszego zrozumienia historii danej inwestycji infrastrukturalnej, odbycie wizyty terenowej i rozpoznania warunków naturalnych na miejscu, przyjrzenie się temu, jak dany obiekt wchodzi w interakcję z otoczeniem, stają się kluczowe. Oczywiście jest to proces czasochłonny i długofalowy. Dlatego marzy mi się, żeby funkcjonowały bardziej rozbudowane mechanizmy dofinansowywania projektów artystyczno-badawczych, w których efekt końcowy jest równie ważny jak kroki podejmowane na drodze do celu. Bez takiego wsparcia czasem trudno zabrać się za dany temat, jeśli wiadomo, że sam research badawczy może potrwać kilka miesięcy i wiązać się z wysokimi kosztami. Zależałoby mi także na tym, aby pojawiło się więcej możliwości udziału w międzynarodowych projektach badawczych i zagranicznych rezydencjach artystycznych dla młodych artystów i artystek. Zastanawiam się, czy jest to obszar działalności, który mógłby rozwijać się w publicznych instytucjach sztuki – często dobrze usieciowionych i mających już nawiązane współprace z partnerami zagranicznymi. Z kolei obserwacje podczas takich rezydencji badawczych mogłyby ciekawie zasilać program tych instytucji, otwierając polską scenę artystyczną na doświadczenia i perspektywy obecne w światowych dyskusjach o sztuce. 

Daga Urman: Myślę, że wielu młodych artystów marzy dziś przede wszystkim o widoczności

Daga Urman (Fot. Ola Tuz)

„Money. Success. Fame. Glamour”. Te słowa zostały ze mną od momentu, kiedy usłyszałam je w ścieżce dźwiękowej filmu „Party Monster” – uwielbiam je, bo są trochę obietnicą, a trochę żartem. Od tamtej pory wracam do nich przy każdym kolejnym projekcie, stały się dla mnie czymś w rodzaju punktu odniesienia. Fascynuje mnie estetyka sukcesu, która jest dla mnie performansem budowanym przez obrazy, kostiumy, scenografię, sposób opowiadania o sobie. W swoich pracach nie tylko przyglądam się tym mechanizmom, lecz także w nie wchodzę – przejmuję język autopromocji i spektaklu. Widzę też, że za obrazem sukcesu stoją twarde realia: czas, finansowe bezpieczeństwo, zaufanie środowiska, sieć kontaktów, wsparcie ludzi, z którymi się pracuje. Myślę, że wielu młodych artystów marzy dziś przede wszystkim o widoczności, o tym, żeby praca miała szansę dotrzeć do kogoś, kto podejmuje decyzje w instytucjach czy galeriach. Ważne jest też eksperymentowanie bez presji komercyjnej i budowanie kariery bez ciągłej potrzeby bycia widocznym w mediach społecznościowych. Zabezpieczenie socjalne twórców to temat, który dziś nabiera dla mnie konkretnego znaczenia. Tak naprawdę chodzi o to, czy mogę sobie pozwolić na odważne decyzje. Takie zabezpieczenie to nie dodatek do pracy artystycznej, to jej warunek. Dla mnie przestrzeń, scenografia i produkcja są integralną częścią opowieści, które tworzę – zależy mi, żeby to koncepcja decydowała o skali i rozmachu pracy, a nie odwrotnie. Marzę o pierwszej wystawie indywidualnej i o tym, żeby była początkiem czegoś dłuższego: stałej współpracy z galerią, powracających zaproszeń od instytucji, grantu na realizację projektów bez kompromisów, obecności na targach. Obecnie stawiam dopiero pierwszy krok w stronę tego, czego naprawdę chcę. Ale wiem już, dokąd zmierzam.

Marta Czyż
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. „Vogue Polska” x BMW Art Academy: O czym marzą młodzi artyści i młode artystki?
Proszę czekać..
Zamknij