Znaleziono 0 artykułów
22.10.2018

Złota Nitka 2018: Triumf harmonii

Zwycięska kolekcja Adriana Krupy (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Zwycięzcą konkursu został Adrian Krupa. Jego kolekcja zdecydowanie wyróżniała się spośród pozostałych. Punkt wyjścia stanowiły japońskie stroje zentai, czyli obcisłe kombinezony zasłaniające całą sylwetkę, łącznie z twarzą, wykorzystywane w grach niewolniczo-seksualnych, ale też na scenie, jako narzędzie depersonalizacji aktora.

Czwartek, 18 października, Łódź, Centrum Promocji mody Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego. Napięcie rośnie z godziny na godzinę. Trwają ostatnie poprawki, zaraz zacznie się próba generalna do pokazu finałowego, który poprzedzi najważniejsze wydarzenie wieczoru: ogłoszenie wyników ogólnopolskiego konkursu Złota Nitka 2018, organizowanego wspólnie przez ASP oraz Miasto Łódź. Do finału tegorocznej edycji zakwalifikowało się piętnaście kolekcji. Piętnaście totalnie różnych spojrzeń na temat konkursowy, piętnaście jego interpretacji, piętnaścioro indywidualistów z autorskim, estetycznym podejściem.

Zwycięska kolekcja Adriana Krupy (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Zadanie wyznaczone uczestnikom? Odpowiedź na pytanie, czym jest harmonia. W kontekstach mody, projektowania i kompozycji, ale też znacznie szerszych, egzystencjalnych wręcz, zahaczających o przyszłość, ekonomię i relacje społeczne. Od pierwszego wiosennego deszczu, przez bunt przeciwko sztywnym ramom męskiej garderoby, po erotyczne zabawy w kostiumach zentai – harmonia została pomnożona razy piętnaście, ale tylko jedna jej wersja mogła wygrać.

Moda bez twarzy

Nagrodę główną w postaci trzydziestu tysięcy złotych oraz możliwość zaprezentowania swojej kolekcji podczas gali finałowej Międzynarodowego Konkursu – Łódź Young Fashion Award 2018 otrzymał student ostatniego roku łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, Adrian Krupa. Jego kolekcja FETISH zdecydowanie wyróżniała się spośród pozostałych, choć poziom wszystkich był w tym roku niezwykle wysoki.

Zwycięska kolekcja Adriana Krupy (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Punkt wyjścia stanowiły japońskie stroje zentai, czyli obcisłe kombinezony zasłaniające całą sylwetkę, łącznie z twarzą, wykorzystywane w grach niewolniczo-seksualnych, ale też na scenie, jako narzędzie depersonalizacji aktora. Zakryte twarze to także nawiązanie do drugiej inspiracji młodego projektanta, czyli prac belgijskiego malarza surrealisty, Rene Margitte’a. Ten w swoich obrazach często zasłaniał twarze bohaterów, miało to związek z samobójstwem jego matki. Kobieta utopiła się w rzece, odnaleziono ją z głową owiniętą koszulą. Całkowicie anonimowe modelki, poza pierwszą warstwą szczelnie zakrywającą ciało, prezentowały świetnie skonstruowane i gotowe do noszenia ubrania. Pozbawione erotycznego kontekstu, projekty te nadają się na co dzień: obszerny, sweter, dopasowane żakiety z gniecionej tkaniny, puchowe kurtki, „bomberki” o drapowanych ramionach i wielu detalach. Prócz wspólnego elementu masek mamy tu szarfy – puszczone luźno lub wiązane na różne sposoby, na plecach, wokół talii czy nadgarstków. Istotną kwestią jest też różnorodność materiałów, faktur i gęstości. Szorstkie i gładkie, matowe i błyszczące, zebrane w warstwy, które powstawały w myśl obudowywania zentai w skończoną całość. „Każda sylwetka jest jak uderzenie w harmonijnej melodii” – mówi projektant i rzeczywiście, niskie, ponure tony dopełniają się wzajemnie z lekkością i ulotnością warstw wierzchnich, współgrając w eklektycznym wielogłosie.

Kolekcja Patrycji Bryszewskiej (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Adrian Krupa swoimi projektami udowadnia, że świetnie się orientuje, co w modzie piszczy. Na warsztat bierze również streetwear, przetwarza go jednak i kontrolowanie komplikuje, podnosząc poprzeczkę co najmniej o kilka stopni. Co więcej, student skonstruował i uszył kolekcję samodzielnie. Ręcznie pikował kurtki, dziergał sweter, wyszywał potem detalami w postaci cienkich metalowych rurek. Na sam koniec przyznaje, że wygoda jest nieodzowną częścią jego pomysłów, więc każdy z elementów jest wykończony tak, by był przyjemny w użytkowaniu. Kryterium funkcjonalności było bardzo istotne w procesie oceniania kolekcji, nie mogła ona jednak zdominować kwestii kreatywnej. Adrianowi Krupie udało się sprytnie połączyć jedno z drugim. Warto zapamiętać to nazwisko, bo wszystko wskazuje na to, że jeszcze sporo w polskiej modzie namiesza.

Like sugar, so sweet

Przy dźwiękach najnowszego singla Chaki Khan zaprezentowała swoje projekty Patrycja Bryszewska. Słowa „Like sugar so sweet, good enough to eat” ilustrowały barwną i słodką kolekcję równie dobrze, co sam jej tytuł, czyli „More>Less”. Cukier to jednak tylko pozory, pod landrynkową warstwą kryje się fascynacja współczesnym dizajnem, architekturą i rzeźbą.

Kolekcja Patrycji Bryszewskiej (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Chęć zabawy i dialogu z odbiorcą projektantka zaczerpnęła z historii Grupy Memphis z Ettore Sottsassem na czele. To twórca przedmiotów iście kultowych, łącznie z „Shiva Vase”, czyli różowym wazonem w kształcie penisa, który, choć powstał w 1973 roku, od paru lat przeżywa swoją drugą młodość (udziału Instagrama nie da się tu nie zauważyć). Bryszewska eksperymentuje z materiałami, wykorzystuje ich cechy charakterystyczne w iście rzeźbiarski sposób, dodaje asymetryczne falbany, rozbudowuje sylwetkę, igra z klasycznymi proporcjami. Jej zamiarem było przeniesienie postmodernizmu na język mody w świeży, zapadający w pamięć sposób. Skupiła się na kreatywnym działaniu w obszarze samych tkanin, odstępując od deseni: plisowanie, pikowanie, nakładanie falban, nawarstwianie zakładek. Efekt? Spójny zbiór pozornie indywidualnych elementów, które – podobnie jak prace Sottsassa – łączy radosny i lekko ironiczny charakter.

Po swojemu

Piotr Popiołek przez kilka ostatnich lat zdążył wyrosnąć na bardzo rozpoznawalną postać wśród osób interesujących się polską modą. Praktycznie rezygnując z innych kolorów niż czerń i biel, skupia się na formach i fakturach tworzonych przez siebie ubrań, przywodząc na myśl poczynania belgijskich projektantów dwie dekady temu. Konkursowa kolekcja zawierała dziesięć męskich sylwetek, celowo poddanych dekonstrukcji, pełnych przeniesionych punktów ciężkości, skróconych lub wydłużonych linii. Absolwent krakowskiej SAPU buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie stawia ogólnie pojęta męska klasyka, jednak wcale z tej klasyki nie rezygnuje. Rozbiera ją na części pierwsze i składa od nowa, na własnych warunkach, a nadaje tytuł „THE SOFTEST HARD”, co już niesie paradoks. Projektant pozbawia marynarki sporej części konstrukcji, wydłuża białe koszule i rozszerza nogawki spodni. Nie rezygnuje ze znamiennych już dla swojej twórczości elementów, czyli kurtki „bomberki” zdobionej metalowymi okręgami czy autorskiej, ręcznie wykonanej tkaniny. Zaczepia też publiczność wyzywającymi detalami: okuciami przywołującymi na myśl uprzęże, lakierowanymi powierzchniami czy odważnymi wycięciami, które w modzie męskiej wciąż budzą większy niepokój niż w damskiej.

Kolekcja Piotra Popiołka (Fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska)

Tęskniąc za przyszłością

Temat Japonii i różnych aspektów jej kultury przewijał się w finałowych pracach dość regularnie, ubrany w słowa lub niepotrzebujący werbalnych wyjaśnień. Kimonowe formy, nawiązania do tradycyjnych strojów czy obrzędów, ale też dokonań japońskich projektantów jak Rei Kawakubo, Issey Miyake czy Chitose Abe – widać jak na dłoni intensywne spojrzenia w kierunku Dalekiego Wschodu. Może to zadany temat harmonii tak podziałał, a może przychodzi nowa fala młodych, znużonych i znudzonych już szybkością serwowaną przez Zachód i chcących sięgnąć poza tak modne ostatnio tematy, jak choćby wątpliwej urody estetyka postsowiecka? Sporo też fascynacji współczesną architekturą i mistrzami tematu, choćby Zahą Hadid (wspaniały pomysł przeniesienia jej multiplikowanych, giętych linii na dzianiny zaprezentowała Nicole Dylewicz). Oraz włączania historii w całkiem współczesne formy (Olena Didora w kolekcji „Symbioza”).

Młodzi projektanci chętnie sięgają po nowoczesne rozwiązania technologiczne, przykładają coraz większą wagę do tematu mody zrównoważonej, podkreślają użycie nowych materiałów, doceniają prawdziwe rzemiosło. Z roku na rok widać coraz poważniejsze podejście do przyszłości, już nie bierne i niepewne, ale pełne konkretnych działań. Wobec mało optymistycznych prognoz, także w obszarze mody, to naprawdę budujące.

 

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę