Na Alcova Milano podczas tygodnia designu spotykają się artyści z różnych stron świata, nurtów i pokoleń. Uznane nazwiska obok debiutantów. Prosperujące marki obok oddolnych projektów. Razem tworzą mozaikowy obraz aktualnych zainteresowań branży projektowej.
W tym roku Alcova w Mediolanie gościła 131 wystawców, którzy swoje prace i idee prezentowali w dwóch wyjątkowych, zupełnie różnych i na co dzień niedostępnych przestrzeniach: w otwartej po raz pierwszy dla publiczności modernistycznej Villi Pestarini z 1939 roku oraz w historycznym wojskowym szpitalnym kompleksie – Ospedale Militare di Baggio – wybudowanym w latach 1928-1931. Podczas zwiedzania zaaranżowanych w budynkach i na dziedzińcach stoisk poszczególnych artystów i marek wyłaniają się cztery dominujące kierunki.
To nie jest tak, jak myślisz. Projektanci zwodzą nasze zmysły
Ażurowy blat białego stołu może przywodzić na myśl kratkę wentylacyjną w powiększeniu. To skojarzenie wydaje się dość trafione, zważywszy, że jego autorka, Greczynka Argyro Pouliovali, jest działającą w zawodzie architektką. Ale prostota obiektu jest zwodnicza – blat bowiem został wykonany z marmuru. Luksusowy kamień bez najmniejszej żyłki został wykończony tak, że do złudzenia przypomina sztuczne tworzywo. Dopóki go nie dotkniemy, nie poznamy prawdy o nim. To drwina z luksusu, instagramowej naiwności czy może uwspółcześnianie najbardziej klasycznego z greckich materiałów? Odpowiedzią może być sama nazwa marki Pouliovali – ARP. Gdy się ją rozwinie, ukazuje się przyświecająca jej misja – Architecture Research Practice, co można przetłumaczyć: architektura jako praktyka badawcza.
Triki z kamieniem stosuje też Zofia Ursic, która po rezydencji w ramach programu Shakti prezentuje kabinet. Rozrzeźbione drzwiczki mebla załamują światło i wydają się falującym na wietrze papierem albo tkaniną, a zostały wykonane z wąskich pasm jadeitu.
Zupełnie inaczej z iluzją gra wiedeński duet Laura Dominici i Basil Schu. Ich ulubionym motywem jest gruby kolorowy ręcznik jako przedmiot, który przenosi w czas-bezczas spędzony nad basenem. Ale uwaga, to nie miękkie frotté, ale silikon, wodoodporny, śliski i bardzo praktyczny. Dzięki tym właściwościom „ręczniki” w projektach z serii „Lazy Swim” zmieniają się w makatki wiszące na ścianie, a ułożone w stos okazują się taboretem.
Ucieczka w świat fantazji. Utopijny design lekiem na rzeczywistość
Kiedy świat płonie, wytchnienia możemy szukać już tylko w kameralnych utopiach, a projektanci przyjdą nam z pomocą, żeby nadać im odpowiednią formę. Pochodząca z Grecji Natalia Triantafylli i przybyły z USA Andrew Pierce Scott, którzy mieszkają w Anglii, proponują kuty z żelaza kredens. Jego ażurowe drzwiczki z różanym motywem zostały pomalowane na fioletowo i przypominają bardziej plastelinę niż ceramikę, z której zostały wykonane.
Po oniryczną estetykę sięga hiszpańskie Kilizi Studio. Tu żyrandol zmienia się w konwaliowe dzwoneczki, polerowane stalowe lustra w słońca, a stół w kroczącego niedźwiedzia. Studio wystawia się razem z zaprzyjaźnioną polską marką The Good Living & Co., która na Alcovie pokazuje swój flagowy produkt – stalowe komody, falujące jak morze.
Sięgnięcie do świata fantastyki staje się też metodą projektową Matiego Sipiory, który swoje idealnie lśniące krzesła zmienia w lekkie kosmiczne konstrukcje z obiciem. Sceneria pomieszczenia ma przywodzić na myśl lato na Marsie. Na czerwonym piasku artysta ustawia siedzisko o amorficznym kształcie, które nazywa „Lovecraft”, nawiązując do atmosfery grozy mieszającej się z fantasy w powieściach H.P. Lovecrafta, przypominające „kroczącą z przyszłości algę”, jak określa je sam Sipiora.
Nostalgia i odrzucona tradycja. Design sięga do tego, co zapomniane
Pewne przedmioty, które kiedyś były wszechobecne, teraz stają się niewidoczne. Należą do jakiejś tradycji, ale jeszcze nienazwanej, niedocenionej. Do czasu. Związana z Londynem i Brukselą projektantka Jane Wright odkrywa na nowo firanki. Tanie i popularne, wykonywane maszynowo z poliestru tkaniny przetwarza na swoją modłę. Upraszcza kwiatowe motywy, wzory nakłada warstwami, a śnieżną biel zamienia w granat ciemnej nocy.
Podobnie odzyskanym dla designu obiektem jest lampa witrażowa, popularna w Polsce w latach 70., a inspirowana secesyjną modą, potem luksusowymi projektami Tiffany’ego. Klosze złożone z kolorowych szkiełek misternie połączonych ołowiem w interpretacji studia Berto stają się strzeliste i geometryczne. Wyglądają jak świetlne totemy.
Granice materiałów. Design kolekcjonerski może pozwolić sobie na więcej
Wielu projektantów ma obsesję na punkcie materiału. Ich praca to nie materializowanie pomysłu, który rodzi się w głowie, ale efekt żmudnych eksperymentów, badania granic, wreszcie autorskiej techniki, na którą nie mogłaby pozwolić sobie żadna marka produkująca przedmioty seryjnie.
Tę filozofię wyznaje polski duet Formsophy, znany z monumentalnych surowych odlewów metalu łączonego z kamieniem. W tym roku na Alcovie marka zaprezentowała ławy i stoły oraz pionowe obiekty świetlne. A obok nich swoje prace pokazała Aleksandra Zawistowska, założycielka marki Szkło Studio. Jej misy i wazony płynnie zmieniają swoje kształty i jak mydlane bańki zastygają w jednym określonym stadium, o którym decydują oko i ręka projektantki.
Tajwańska projektantka Hsin Min Chan w podobny sposób traktuje glinę, formując z niej fontannę. Jej ceramiczny obiekt opowiada o studenckiej hałturze, jaką podęła w trakcie studiów w Holandii. Artystka została zatrudniona w azjatyckiej restauracji, gdzie miała przed gośćmi lepić pierożki, choć nie potrafiła tego robić. Ale to nie przeszkadzało, bo jedynie odgrywała rolę. Doświadczenie fizycznego zmęczenia i wewnętrznego konfliktu, z którym mierzyła się przez wiele miesięcy, przekuła na pracę „zlepioną” z rozmaitych części ciała, stworzoną w celowo „nieporadnej”, surowej manierze.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz.