Znaleziono 0 artykułów
07.07.2018

Barbarella: 50 lat w kosmosie

Jane Fonda jako Barbarella (Fot. Collection Christophel, East News)

Pół wieku temu Paco Rabanne zaprojektował kostiumy do „Barbarelli” Rogera Vadima. Dzięki nim ten nieznośnie kiczowaty film zyskał rangę kultowego, a stroje tytułowej bohaterki inspirują kolejne pokolenia kreatorów mody.

Fabuła? Proszę bardzo, ale czytacie na własne ryzyko. Barbarella, grana przez Jane Fondę ziemianka z dalekiej przyszłości, zostaje poproszona przez prezydenta Zjednoczonej Planety o udanie się w kosmos, w celu odnalezienia doktora Durand Durand. Szalony naukowiec opracował bowiem broń, którą mógłby unicestwić ludzkość. Po co miałby to robić? Barbarella tego nie rozumie, bo na Ziemi wojen już się nie prowadzi. Panuje zgoda i harmonia. Jako pacyfistka przyrzeka jednak prezydentowi, że „coś z tym zrobi”.

Kadr z filmu Barbarella (Fot. John Springer Collection, Getty Images)

I podejmuje wyzwanie. Po wylądowaniu w galaktyce Tau Ceti Barbarella zostaje jednak natychmiast porwana przez dwie nieletnie psychopatki. W śnieżnej kuli turlają ją do lochu, w którym czekają na nią krwiożercze lalki z zębami z żyletek. Nie zaczną jej jednak jeszcze na dobre kąsać, kiedy pojawi się wybawiciel. To włochaty heros, gotów natychmiast po akcie uwolnienia Barbarelli z nią spółkować. Czego na Ziemi od dawna się nie robi, przyjmując seks w postaci medykamentów. Kosmiczna wojowniczka daje się jednak skusić. Efekt? Jak z pierwszym papierosem: nie smakuje, ale po jakimś czasie przychodzi ochota zapalić następnego.

Jane Fonda jako Barbarella (Fot. Collection Christophel, East News)
Kadr z filmu Barbarella (Fot. Silver Screen Collection, Getty Images)

Tyle (w miarę) sensownej treści. Już po kwadransie film staje się bowiem nieznośnym patchworkiem przypadkowych sekwencji. I mimo że całość trwa półtorej godziny, zaczyna się ciągnąć – w sumie niczym kosmos – w nieskończoność. Pojawia się parada mniej lub bardziej (zazwyczaj to drugie) rozerotyzowanych indywiduów: biseksualna królowa, bosko zbudowany anioł czy wreszcie sam Durand Durand, ukryty pod postacią tajemniczego konsjerża. Barbarella przypadkowo go dekonspiruje, gdy ten zamierza zgładzić ją… nadmiarem orgazmów, usidlając w seks-maszynie, przypominającej organy muzyczne. Uświadomiona już w sprawach seksu i nienasycona Barbarella doprowadza do jej przegrzania i eksplozji.

Kadr z filmu Barbarella (Fot. Silver Screen Collection, Getty Images)

I pomyśleć, że „Barbarellę”, powstałą na motywach komiksu Jeana-Claude’a Foresta, napisało ośmiu scenarzystów! Ten pokazany w 1968 roku francusko-włoski film, zjechany przez krytykę, ale tłumnie obejrzany przez publiczność, usiłowano zinterpretować jako przychylny komentarz do wyswobodzenia się obyczajowego i seksualnego kobiet. Raczej jednak chodziło o kontrowersje i przyciągnięcie do kin mężczyzn. Jakżeby zresztą inaczej, skoro już w pierwszej scenie główna bohaterka ubrana była jedynie w napisy początkowe? „Barbarella”, seksbomba ratująca świat (tym seksowniejsza, bo nieświadoma własnych powabów), bywała też odczytywana jako parodia przybierającego wówczas na sile ruchu hipisowskiego. Idealistycznego, bo pokojem i miłością chciał powstrzymać wojnę w Wietnamie. Ale to także dość naiwne skojarzenia. Ten film to nic innego, jak campowy – z dzisiejszego punktu widzenia – erotyk science-fiction.

Taką ocenę sugeruje też David Hurn, autor zdjęć do „Barbarelli”. Wspomina, że podczas kręcenia filmu w Rzymie w 1967 roku, Vadim zachowywał się niczym erotoman gawędziarz, co fotografa doprowadzało do szału. – Ciągle mówił o wolnej miłości. Dla mnie, jeśli chcesz zdjąć majtki, to sobie zdejmuj, ale nie dorabiaj do tego ideologii – irytował się w rozmowie z „Time’em” Hurn.

Kadr z filmu Barbarella (Fot. Archive Photos, Getty Images)
Jane Fonda jako Barbarella (Fot. Keystone, Getty Images)

„Barbarella” ma jednak jeden, a właściwie jedyny niezaprzeczalny atut, dla którego warto ją zobaczyć i dla którego nadal o niej się mówi: kostiumy. Stworzył je Paco Rabanne, uznany wówczas projektant, jeden z pionierów estetyki space age, inspirowanej podbojami kosmosu przez Amerykanów i Rosjan. Wypuszczaniem kolejnych satelitów, psów, a wreszcie ludzi w przestrzeń pozaziemską żył wówczas cały świat. Mody, siłą rzeczy, nie mogło to ominąć.

Założenie Rabanne’a było jasne. Projektując stroje do „Barbarelli”, jak zresztą byłoby to w przypadku każdego filmu science-fiction, mógł jedynie spekulować, jak wyglądać będzie moda przyszłości. Stąd, po pierwsze, pomocne były nowoczesne materiały; wówczas: plastik i metal lub przynajmniej metaliczne włókna. Używane w latach 60. zarówno przez Paco Rabanne’a, jak i Mary Quant, Andree Courregesa czy Pierre’a Cardina, stanowiły wtedy szczyt możliwości technologicznych. Po drugie zaś, stroje do filmów o przyszłości – bez względu na scenariusz – musiały być skąpe. Dlaczego? To logiczne. Moda damska z każdą dekadą odkrywała – i w sumie nadal odkrywa – coraz więcej. Negliż zatem zawsze postrzegany był jako postępowy. A postęp to przyszłość.

Jane Fonda jako Barbarella (Fot. Paramount Pictures/Sunset Boulevard, Getty Images)

Kostiumy do „Barbarelli” siłą rzeczy musiały być swoistym „the best of” futurystycznej mody. Ograniczona kolorystyka, proste linie, swoisty minimalizm. I wszystko, co rajcuje fetyszystów. Wyeksponowany biust, podkreślona talia, wydłużone optycznie nogi. Plastikowe topy, kombinezony z mozaiki plastikowych płytek, spódniczki z PCV. Przezroczyste gorsety. Pobrzękujące, blaszane peleryny. Body z wyeksponowaną, ukrytą w metalowej zbroi piersią. Stroje niepraktyczne i trudne do noszenia, naprawdę niczym z innej galaktyki. Srebrne (albo białe) kozaki za kolano, za to z cholewą wykończoną „falbaną”, jak u piratów czy zdobywców nowych lądów (w rzeczy samej). Ale też – niczym u Jane z „Tarzana” – odzienie typowe dla ludów pierwotnych, tyle że ze sztucznego, bo „cywilizowanego” futra i kuse kostiumiki, mocno nietrwałe i łatwo dające się porozrywać. W sam raz, by Barbarella częściej bawiła na ekranie w negliżu niż ubrana. Ta proweniencja strojów to zresztą jedna z nielicznych w filmie konsekwencji. Także niektóre postaci, jak choćby półnagi ślepy anioł Pygar, przewiązany tylko szmatką w pasie, jawią się nam niczym postaci z antycznego Rzymu. Możliwe, że Rabanne wychodził z założenia, że klasyka naprawdę zawsze będzie ponadczasowa.

Balmain wiosna-lato 2018 (Fot. ImaxTree)

Space age jednak absurdalnie wręcz szybko się zestarzał. Ot paradoks, bo moda z założenia futurystyczna błyskawicznie zaczęła wyglądać retro. Możliwe, że z powodu jej ówczesnej oszałamiającej popularności. „Kosmiczne” stroje przyjęły się na ulicach światowych metropolii do tego stopnia, że dziś właśnie z tamtymi czasami – a nie, zgodnie z założeniem, dużo późniejszymi – je utożsamiamy.

W science-fiction technologia jest wszystkim – tłumaczył reżyser filmu Roger Vadim. No cóż, dziś „Barbarella” to technologiczna ramota. Winyl i blacha jako moda przyszłości? Dobre sobie. Akcesoria produkujemy w drukarkach 3D, używamy tkanin w sprayu, poliester z oceanów przerabiamy na adidasy. Wynaleźliśmy materiały, które same naprawiają własne rozdarcia czy uszkodzenia, stosujemy włókna schładzające organizm i cieszymy się ubraniami zmieniającymi kolor.

Kozaki z kolekcji Chanel wiosna-lato 2018 (Fot. ImaxTree)
Paco Rabanne wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

A mimo to moda w „Barbarelli” do dziś fascynuje. Do twórczości Rabanne’a odwołują się siostry z Rodarte czy Nicolas Ghesquiere, wypuszczając co jakiś czas na wybieg futurystyczne kombinezony czy srebrzące się botki. Kostiumy do filmu, szczególnie metaliczna sukienka Fondy, natchnęły Jeana Paula Gaultiera do stworzenia kostiumów do „Piątego Elementu”. „Barbarella” powraca też w propozycjach domów mody na najbliższą jesień. Zainspirowała m.in. stylistów fryzur i wizażystów pracujących przy pokazach Miu Miu, Moschino czy Philippa Pleina. Zresztą w całej kolekcji tego ostatniego odnajdziemy image bohaterki filmu. – Cóż za szalona podróż kosmiczna: od galaktyki strojów na zimową olimpiadę, po styl Barbarelii – raportowała „Vogue’owi” Suzy Menkes, w recenzji zatytułowanej „Lądowanie na księżycu mody”. Lookiem Barbarelli inspiruje się również sensacja R&B, wokalistka SZA, ale i szefowie kalifornijskiej marki Wildfox. W kampanii ich najnowszej kolekcji modelka Charlotte McKinney wiernie i w całości wystylizowana jest na ówczesną Jane Fondę.

Paco Rabanne wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Choć niewiele brakowało, a mówilibyśmy o ówczesnej Sophii Loren czy Brigitte Bardot, z którą Vadim współpracował już wcześniej, przy swoim głośnym filmie „I Bóg stworzył kobietę”. To właśnie którąś z tych dwóch aktorek reżyser zamierzał obsadzić w tytułowej Barbarelli, zanim zdecydował się na Fondę, swoją ówczesną żonę. Zarówno Loren, jak i Bardot nic na tym nie straciły. Fonda – przeciwnie. Ubolewała potem w wywiadach, że dla „Barbarelli” odrzuciła role w „Bonnie and Clyde” Arthura Penna (z korzyścią dla Faye Dunaway) i w „Dziecku Rosemary” Romana Polańskiego (tu zastąpiła ją Mia Farrow). I nie, żeby rola wymagała szczególnego zaangażowania aktorskiego. A nawet jeśli, to Fonda, późniejsza zdobywczyni dwóch Oscarów, postawiła go w tym filmie nie przejawiać.

Jej fatalna gra to zresztą kolejny powód, dla którego film obrósł kultem. Mimo to, a może właśnie dlatego, coraz częściej spekuluje się o remake’u „Barbarelli”. Ostatnio przedsięwzięcia tego rzekomo miało się podjąć Amazon Studios. Na reżyserów typowano Roberta Rodrigueza („Desperado”, „Sin City 2”) albo Nicolasa Windinga Refna („Drive”). Roger Vadim natomiast planował przed śmiercią sequel z Drew Barrymore. Ba, sama Jane Fonda – dziś 81 letnia – przestała się odżegnywać od obrazu i zasugerowała niedawno, że czeka na nową wersję, w dodatku ponownie z sobą w roli tytułowej. I znów o filmie by się mówiło, choć już z innych powodów.

 

Michał Zaczyński
Komentarze (1)

Agnieszka Saczuk
Agnieszka Saczuk04.09.2018, 12:11
Kto da radę to wszystko przeczytać???? 😀😁😂🤣😜😝Wiele tych filmowseriali i książek. Nie oglądam seriali ale chyba będę musiała bo w telewizji coraz ciężej o nowy film - zaczyna rządzić seriale a te o których tu mowa są naprawdę ciekawe i intrygujace, książki są również ciekawe i godne przeczytania. Pozdrawiam autora tak obszernego artykułu 😀😁😁😂🤣
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę