Znaleziono 0 artykułów
03.10.2020

„Emily w Paryżu”: Chanel, croissanty i romanse

(Fot. materiały prasowe)

Od 2 października na Netfliksie oglądamy serial z Lily Collins w roli Amerykanki w Paryżu. Emily Cooper dostaje pracę marzeń, odkrywa siebie i zakochuje w przystojnym Francuzie. Hollywoodzka fantazja o Europie aplikuje widzom niezbędną w niepewnych czasach dawkę eskapizmu i optymizmu. Pomysłodawcą serialu jest Darren Star, twórca „Seksu w wielkim mieście”. Czy powtórzy sukces sprzed 20 lat?

Paryż jak z pocztówki

Nie minęło jeszcze nawet pięć minut pierwszego odcinka, a już zobaczyliśmy Paryż w całej okazałości. A w każdym razie pojawiły się w kadrze wszystkie zabytki, które Amerykanie znają z podręczników – Łuk Triumfalny, gmach Opery i mosty nad Sekwaną. Z okna w mieszkanku Emily rozpościera się widok na dachy kamienic i lokalne kawiarenki, w których oczywiście serwuje się kawę i croissanty. Równie stereotypowi, jak ich miasto, są w serialu paryżanie. Emily im się nie podoba, bo reprezentuje wszystko, czego nie znoszą w Ameryce – jest głośna, przekonana o własnej wartości i głucha na melodię francuszczyzny. Nie potrafi wypowiedzieć nawet „bonjour” bez chicagowskiego akcentu. Współpracownicy w firmie, do której trafia, nie doceniają jej stylu, nazywają wieśniaczką, obgadują za plecami. A potem przychodzą do biura pijani po lunchu zakrapianym winem, czego nie może zrozumieć Emily. Różnice mentalności są w „Emily w Paryżu” uproszczone, ale mają bawić, a nie skłaniać do refleksji o podobieństwie i inności.

(Fot. materiały prasowe)

Lekcja feminizmu dla milenialsów

Fake it till you make it (Sprawiaj pozory, dopóki ci się naprawdę nie uda) – Emily sama wyraża swoją dewizę życiową. W Paryżu obejmuje stanowisko, do którego nie jest przygotowana – ma zajmować się strategią marketingową w branży mody, a do tej pory zajmowała się głównie promocją leków na cukrzycę. Niekompetencja nie zbija jej jednak z pantałyku. Niestraszna jej też rozłąka z pozostawionym w Chicago chłopakiem. Liczy się kariera. Gdy przybywa do Paryża, Emily zmienia nazwę profilu na Instagramie na @EmilyInParis. Przy okazji pracy dla innych może przecież zostać influencerką. Nie przejmuje się szefami, nie uznaje hierarchii, nie boi się wyzwań – to bohaterka na miarę XXI w., która nie zastanawia się nawet, czy bycie kobietą czyni ją jakkolwiek słabszą.

(Fot. materiały prasowe)

Motywująca historia sukcesu

Emily pracuje w chicagowskiej agencji marketingowej Gilbert Group. Do Paryża ma pierwotnie trafić jej przełożona Cooper, Madeline Wheeler (Kate Walsh), ale rezygnuje ze stanowiska, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży.

Paryska szefowa dyskryminuje Emily, nie okazując siostrzeństwa, do którego Amerykanka jest przyzwyczajona. Gdy jej strategia okazuje się sukcesem, zyskuje przewagę nad współpracownikami. Wtedy zaczyna wdrażać równościowe praktyki znane jej z chicagowskiego miejsca pracy i rozbija panujący w Paryżu feudalny system zależności służbowych.

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Romans z Francuzem

Amerykańska prasa rozpisuje się o „najprzystojniejszym aktorze, jaki kiedykolwiek pojawił się w uniwersum Darrena Stara”. A francuski aktor i model Lucas Bravo konkurencję ma ogromną – w końcu w „Seksie w wielkim mieście” absztyfikantów głównych bohaterek grali Jason Lewis, Chris Noth i John Corbett. Ale Lucas jako Gabriel jest bezkonkurencyjny. Uwodzi francuskim akcentem, fryzurą jak z reklamy szamponu i magnetyzującym spojrzeniem. A wykonuje najbardziej francuski z zawodów – jest szefem kuchni. Trudno się dziwić, że Emily szybko zapomina o chicagowskim nudziarzu w garniturze.

Kostiumy jak z katalogu

W pierwszej scenie Emily nosi strój do biegania – legginsy i puchówkę. Do nowej pracy, już we Francji, wkłada koszulę z nadrukiem wieży Eiffla od Alice + Olivia, a kilka odcinków później nosi się jak rasowa paryżanka w kostiumikach Chanel, perłach i berecie. Kostiumografka Patricia Field, która ubierała Carrie Bradshaw i spółkę, puszcza oko do widzów, ale nie nabija się z bohaterki. Metamorfozą stylu pokazuje jej wewnętrzną przemianę. Field chciała, żeby Cooper przypominała trochę Audrey Hepburn w małych czarnych od Givenchy, a trochę ekstrawagancką Carrie. Inspiracji szukała w kolekcjach Chanel, Ganni i Alexandre’a Vauthiera. Warto też zwrócić uwagę na styl szefowej Emily – konsekwentną czerń od Ricka Owensa oraz nowych koleżanek – it-girl Camille w słodkich sukienkach i barwnej Mindy.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę