Znaleziono 0 artykułów
19.11.2021

Książka tygodnia: Henryk Wujec „Nadać sens temu światu”

Henryk Wujec w Białołęce (Fot. Materiały prasowe)

Książka Henryka Wujca jest zadziwiająca, jak niezwykły był jej autor. „Nadać sens temu światu” to spacer po historii i teraźniejszości.

W 1995 r. Gendun Czokji Nima miał siedem lat. Gdy po wielomiesięcznych poszukiwaniach, utrzymywanych w tajemnicy przed chińskimi komunistami, rozpoznano w nim XI Panczenlamę, drugą postać tybetańskiej odmiany buddyzmu, chłopiec zniknął i do dziś nie wiadomo, co się z nim dzieje, a nawet – czy żyje. Porwania dokonała chińska bezpieka. Możemy tylko wyobrazić sobie strach malca, zapewne bardzo podobny do lęków afgańskich, irackich, syryjskich czy kongijskich dzieci straszonych bronią przez polskich żołnierzy i pograniczników na białoruskiej granicy.

(Fot. Materiały prasowe)

Nie mam pojęcia, ile wierszy poświęcono XI Panczenlamie. W Polsce z pewnością jeden.

A jeśli urodziłeś się teraz
Jak Cię rozpoznam
Czy rodzice znaleźli miejsce
w szopie na przedmieściach
Wół lub osioł
Pochyliły się nad Tobą
Ktoś z pasterzy dostrzegł
Nowo narodzony cud
Dalej zaś słowa są jeszcze bardziej przejmujące.
Król tego nie przegapi
Anioł Cię nie ostrzeże
Nie zdążysz uciec do Egiptu
Tajna policja będzie szybsza
W którym więzieniu mam Cię szukać Panie

 

Jakoś nie dziwi mnie wcale, że Dalajlama nazywał autora tego wiersza przyjacielem tak swoim, jak Tybetańczyków i Tybetu, zaś po jego śmierci osobiście przeżywał żałobę.

Henryk Wujec i Jacek Kuroń (Fot. Materiały prasowe)

A przecież ta piękna i niezwykła książka składa się nie tylko z wierszy, postrzeganych przez znanych mi wspaniałych poetów jako proste, acz przednie. Są w niej felietony składane co kwartał w biłgorajskim czasopiśmie „Tanew”. To również teksty zadziwiające, unoszące lokalny kwartalnik w rejestry rzadko dostępne polskiej prowincji, zwłaszcza tej wschodniej, bardziej zahukanej, mniej ważnej, uboższej. Jest wśród nich felieton nadzwyczaj cenny i celny, uprzedzający o dekadę dzisiejsze debaty – modne, udane i miałkie – o chłopskim pochodzeniu Polaków. To polemika z Bartłomiejem Sienkiewiczem, posłem, ministrem, potomkiem tego Sienkiewicza od „Quo vadis” i „Pana Wołodyjowskiego”. Nasz autor pisze: „Oprócz pokory, przyczajenia i wyrachowania w chłopskiej filozofii [sam jest z chłopów] tkwi zarzewie buntu: przeciw niesprawiedliwości, przeciwko narzucanym siłą rygorom, dawniej >>pańskim<<, a potem państwowym (…). Podstawową przyczyną tego tlącego się zarzewia buntu jest, według mnie, głęboko skrywane, ale obecne wśród zwykłych chłopów i robotników (poznawałem to później) poczucie godności”.

No i są jeszcze fotografie, a na nich twarz obdarzona niezwykłym, ciepłym i szczerym uśmiechem. Twarz otoczona innymi twarzami należącymi do ludzi z gatunku naszego bohatera, którym Polska zawdzięcza najwięcej.

Tak zadziwiająca książka – od Panczenlamy przez ludzką godność po rzeczkę Tanew – spacer po historii, ale też najbardziej teraźniejszej teraźniejszości, musi mieć niezwykłego autora. To Henryk Wujec, człowiek, którego życiorysem, przymiotami serc i rozumu mogłaby dobra Bozia obdarować tuziny, a zdecydowała się dać całe to bogactwo jednej osobie. 

Ojciec i syn (Fot. Materiały prasowe)

Był więc Henryk (a może po prostu Henio) za PRL-u znienawidzonym przez władze dysydentem, członkiem Komitetu Obrony Robotników, a w konsekwencji – kryminalistą wycierającym się po więziennych celach. Za wolnej Polski był posłem, ministrem, doradcą prezydenta. Nie pchał się na afisz, nie wypinał piersi po należne mu ordery, nie szukał stanowisk. Bo kiedy tych brakowało, a brakowało zbyt często, umiał znaleźć sobie zajęcie, zawsze takie, by stać jak najbliżej bliźnich. Nie tylko doradzał, wspierał, wyjaśniał i pomagał. Dacie wiarę, że Heniek, którego miejsce już za życia było na cokołach, zajmował się takimi drobiazgami, jak promocja biłgorajskich produktów regionalnych? Na jesienno-zimowe słotne wieczory wyśmienita będzie biłgorajska żurawinówka; rodzinną recepturę Wujec przekazał (sam pił okazjonalnie) wytwórni nalewek, bo tym, co dobre, należy się dzielić.

Jedno, co zrobił naprawdę źle, to umarł za wcześnie (15 sierpnia 2020 r.). A przydałby się na dzisiejsze czasy, oj przydał. Dlatego cieszmy się, że zostawił nam kawałek siebie zamknięty w tomie „Nadać sens temu światu”.

Bądźmy uczciwi, książka Henia ma też autorkę. To Ludka, jego żona. Na jakiejś uroczystości poświęconej pamięci Henryka ktoś powiedział, iż on i Ludka byli bodaj najpierwszym w Polsce naprawdę partnerskim małżeństwem i to w czasach, gdy takie pojęcie jeszcze nie istniało. To kolejna nauka, najbardziej bliska codziennemu życiu i obecna między wierszami książki, którą nam zostawił.

Henryk Wujec „Nadać sens temu światu”, wydawnictwo Znak

 
Paweł Smoleński
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę