Znaleziono 0 artykułów
08.02.2019

„Lekki bagaż”: powieść dla dorosłej młodzieży

Anna Cieplak (Fot. materiały prasowe)

W najnowszej książce Anna Cieplak szkicuje obraz swojego pokolenia: dwudziestolatków i tych, co ledwie przekroczyli trzydziestkę. Portretuje osoby, które żyją z dnia na dzień, nie mają autorytetów czy wzorców, na których mogliby się oprzeć. Jedyną wyższą instancją, do której się odwołują, jest literatura.

Choć to może dalekie porównanie – i nie jestem pewna, czy pisarka byłaby nim zachwycona, ale zaryzykuję: z książką „Lekki bagaż” Anny Cieplak może być jak z naszą pierwszą okładką. Przyszło mi to do głowy, bo akurat „Vogue Polska” obchodzi pierwsze urodziny i w redakcji dużo o tym rozmawiamy. Przypomniałam więc sobie komentarze do okładkowego zdjęcia przedstawiającego dwie modelki na tle Pałacu Kultury w pochmurny szary dzień. Od „Vogue’a” oczekujemy pokazywania marzeń, luksusu na wysoki połysk rażącego po oczach, a nie szarej brudnej rzeczywistości, z którą mierzymy się codziennie – pisali internauci. Albo: Oddajecie nam numer marcowy, a tu zamiast słońca, radości, złota, blichtru, dostajemy błoto pośniegowe, smog i mgłę.

Zapewniam więc, że Anna Cieplak też nie przenosi czytelników w wyimaginowany lukrowany świat, który zdarza nam się oglądać w polskich serialach – tam bohaterowie mieszkają w przestronnych mieszkaniach na nowym osiedlu lub w klimatycznej, starej kamienicy, pracują w nowoczesnym biurze jakiejś korporacji lub redakcji i jeżdżą służbowym samochodem. Piją latte za 15 zł na śniadanie, chodzą na terapię albo wydają zarobione pieniądze na buty czy sukienki. W nieprawdziwym świecie zdarzają się i pisarki, które w miesiąc piszą bestsellery i budują domy pod miastem za sowite honoraria. Tak więc ci, którzy po raz pierwszy i w ciemno sięgają po Cieplak, mogą się zawieść, że u niej nic nie lśni, a zamiast tego w łazience fruwają kłaki psa zmieszane z włosami sublokatora. Ale jestem pewna, że ten kto czytał debiutancką powieść pisarki sprzed trzech lat „Ma być czysto”, nie spodziewa się znaleźć w luksusach. 

W najnowszej książce Cieplak dostajemy zwykłe życie kilkorga młodych ludzi wchodzących w dorosłość. Rzecz dzieje się w Cieszynie. Weronika tu się urodziła, od sześciu lat prowadzi fundację, która wspiera kobiety doświadczające przemocy w domu, dzieci, nastolatki, bezrobotnych, młodzież po wyjściu z ośrodków wychowawczych. Kiedyś myślała, że zostanie poetką, ale pomaganie innym daje poczucie sensu i wystarczającą dawkę adrenaliny. Pracują z nią Jacek, który często ma dołki i wtedy zamyka się w domu, oraz Kamila – samotna matka – i Dagmara, absolwentka technikum gastronomicznego. 

(Fot. materiały prasowe)

Wera wynajmuje mieszkanie z kolegą, Olkowym – przezwisko od byłej dziewczyny Oli. Olkowy jest nauczycielem polskiego w tej samej szkole, którą właśnie skończyła Dagmara. Przeprowadził się do Cieszyna z Knurowa. Chciałby mieszkać w Czechach, w których zakochał się przez literaturę Oty Pavla. Cieszyn to prawie Czechy, namiastka marzenia. Spotyka się od ponad roku z Baśką, początkującą dziennikarką-fotografką z lokalnej gazety. Baśka jest częstym gościem w ich mieszkaniu. Ale trudno tu mówić o poważnym związku. Nie ma takich tematów jak przyszłość, rodzina. 

Niespełna dwudziestoletnia Dagmara, nazywana Świeżynką – bo ma na nazwisko Świeża – jest z nich najmłodsza, ale wydaje się być najtwardsza. Poza fundacją jest barmanką w barze Kurczak. Podaje piwo i przyrządza proste dania. Inspiruje się „Kuchennymi rewolucjami” Magdy Gessler, której jest szczerą fanką. Myśli o organizowaniu warsztatów z niedożywienia, bo pamięta, jak sama musiała sobie radzić. Pokazywałaby „jak wykombinować coś ze składników znalezionych w lodówce albo szufladzie. Lepiej na wszelki wypadek pokazać dziewięciolatkom, jak mogą przetrwać przy niewydolnych rodzicach”. Wyobraża sobie własny kanał na YouTube „Gotuj ze Świeżą z resztek”. 

Nie pije, bo „Dziadek pił. A Świeżynka jako dziecko zauważyła, że istnieje pewna trwała zależność. Kiedy mężczyzna pije, kobieta po nim sprząta”. Za to dziewczyna potrafi u każdego klienta oszacować poziom upojenia. Jeden wypija pięć piw w barze i czas mu wystawić rachunek. Inny przychodzi już nastukany i na miejscu wlewa w siebie tylko jeden kufel. Po kolejnym mógłby już nie wstać o własnych siłach.

Jej brat Darek jest beneficjentem programu fundacji Weroniki; tak sam lubi siebie nazywać. Korzysta z mieszkania, które fundacja wywalczyła od miasta. To taki lokal na start dla młodzieży wychodzącej z ośrodków wychowawczych. Pracuje na pół etatu w domu opieki społecznej, dogląda starszych osób. Dorabia w Czechach.

Weronika – a za pośrednictwem fikcyjnej bohaterki sama Cieplak – z ogromną wrażliwością traktuje osoby, którym pomaga. Unika stereotypowych etykietek, krzywi się na pomoc w stylu „celebrytka fotografująca się z małym afrykańskim dzieckiem”.  Obcuje z „beneficjentami” na co dzień, wchodzi w ich buty. To jej sąsiedzi, a nie abstrakcyjny świat, który odwiedza od święta, żeby zebrać oklaski.

Ale powieść Cieplak przejmuje mnie jeszcze czymś. Autorka szkicuje obraz swojego pokolenia: dwudziestolatków i tych, co ledwie przekroczyli trzydziestkę. Widzę osoby, które żyją z dnia na dzień, nie mają autorytetów czy wzorców, na których mogliby się oprzeć. Nie należą już do tych, którzy zapłaczą ze wzruszenia nad papieżem Polakiem. Nie wiążą się w trwałe relacje, nie chcą albo boją się zobowiązań. Mają stępione czy zamrożone emocje, jakby uwolnienie ich wiązało się z kłopotami, a może słabością. Jeśli bohaterowie „Lekkiego bagażu” zastanawiają się co będzie z nimi dalej, wtedy pojawia się naturalnie pomysł ucieczki z miasteczka. Do innego, większego, bardziej anonimowego, gdzie może czeka ich coś więcej. Choć wcale nie mają przekonania, że coś lepiej.

Jedyną wyższą instancją, do której się odwołują, jest literatura.

Cieplak nie opisuje nam szczegółowo, jak wyglądają Wera, Olkowy, Baśka, Dagmara czy Darek. Czytelnik sam sobie ich lepi ze strzępów informacji. Jedna jest chuda, druga dostaje wysypki, gdy się denerwuje, wyskakują jej pryszcze, wiąże włosy w kucyk, czy nosi zwyczajną bawełnianą bieliznę nie od pary, ma parę kilo nadwagi. Trzecia jest ładna, ale można by pomylić ją z inną ładną. Nie ma znaczenia, czy Wera jest blondynką czy brunetką, czy ma duże czy małe oczy. Myślę, że oszczędność detali nie jest przeoczeniem czy wynika z lenistwa autorki. Raczej to zamierzyła. Chce, byśmy widzieli bohaterów poprzez charakterystyczne cechy zachowania i sami sobie ich domalowali. 

„Lekki bagaż” to książka dla rówieśników bohaterów – dorosłej młodzieży. Ale poleciłabym ją też ich rodzicom, czterdziesto- i pięćdziesięciolatkom, bo a nuż pozwoli spojrzeć z dystansem i może z większą tolerancją na tych na pozór zblazowanych, zapatrzonych w siebie, a tak naprawdę często samotnych dwudziestolatków i tych na granicy trzydziestki.

Anna Cieplak, „Lekki bagaż”, Wydawnictwo Znak, 2019

Maria Fredro-Boniecka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę