Znaleziono 0 artykułów
26.08.2020

Love Stories: Dominik Sadoch i Alvaro Colom

(Fot. Alvaro Colom)

Polski supermodel i hiszpański reżyser poznali się trzy lata temu, ale dopiero w ubiegłym roku zrozumieli, że łączy ich więcej niż przyjaźń. Nam opowiadają, jak godzą życie zawodowe z prywatnym. – Obaj wierzymy, że w dobrej relacji jest czas na bycie razem i bycie osobno – mówią.

Dominik Sadoch to jeden z najbardziej uznanych polskich modeli w branży. Ulubieńca Kima Jonesa mogliśmy oglądać na wybiegach Diora, Hugo Bossa czy Vivienne Westwood, a także na łamach takich magazynów, jak „Vogue”, „GQ” i „V Man”. Alvaro Colom studiował architekturę, był tancerzem i modelem, a dziś odpowiada za produkcję i reżyserię największych kampanii takich marek, jak Louis Vuitton, Burberry czy Zara. W jego obiektywie występowały takie gwiazdy, jak Kendall Jenner, Cindy Crawford i Billie Eilish. Od niespełna roku tworzą jedną z najgorętszych par w świecie mody.

Jak się poznaliście?

Dominik Sadoch: Po raz pierwszy nasze drogi skrzyżowały się w Nowym Jorku, jakieś trzy lata temu. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych i przez kilka dni wpadaliśmy na siebie w różnych miejscach.

Alvaro Colom: Od początku coś nas do siebie przyciągało. Jeszcze zanim się lepiej poznaliśmy, czuliśmy wyjątkowe połączenie.

Dominik: To niezwykłe przyciąganie wynikało z poczucia komfortu, bliskości i spokoju, które dawała nam obecność drugiego. Będąc razem, czuliśmy się na miejscu. Później przez dłuższy czas się mijaliśmy, ale wciąż mieliśmy w głowie to uczucie.

Kiedy dotarło do was, że to już miłość?

Alvaro: To wydarzyło się bardzo organicznie. Dominik jest osobą, z którą chce się spędzać jak najwięcej czasu. Zawsze lubiłem jego sposób bycia, energię i poczucie humoru. Dlatego gdy po blisko dwóch latach od ostatniego spotkania zobaczyliśmy się na imprezie halloweenowej, od razu między nami zaskoczyło. Cały wieczór spędziliśmy na rozmowach i śmiechu. Następnego dnia chciałem zobaczyć go znowu, a potem znowu i znowu.

Dominik Sadoch (Fot. Alvaro Colom)

Dominik: Gdy spotkaliśmy się na tym przyjęciu, obaj mieliśmy wrażenie, że długa przerwa w kontakcie w ogóle nie miała wpływu na naszą relację. Czuliśmy, jak gdybyśmy byli dobrymi przyjaciółmi od zawsze. Widać tak miało być. Nasze ścieżki ostatecznie doprowadziły nas do Nowego Jorku, gdzie okazało się, że mieszkamy dwie przecznice od siebie. To był znak od Wszechświata.

Pandemia zastała was w Nowym Jorku. Spędziliście ją razem. Jak to doświadczenie wpłynęło na waszą relację i na waszą pracę?

Alvaro: W moim odczuciu poradziliśmy sobie świetnie. W tym czasie mieszkaliśmy razem. Mieliśmy więc okazję sprawdzić, jak odnajdujemy się we wspólnej przestrzeni, jak docierają się nasze energie. Mój tryb pracy przypomina huragan. Kiedy jestem w szale twórczym, muszę być skupiony przez okrągłą dobę, stale szukając nowych inspiracji i sposobów, aby zrealizować moją wizję. Z kolei Dominik jest raczej typem myśliciela, jego proces twórczy odbywa się w głowie, dopiero po dłuższym namyśle dzieli się pomysłami. Przy takim rozkładzie sił każdy mógł robić swoje, nie wchodząc drugiemu w drogę, a jednocześnie, w razie potrzeby, mogliśmy na siebie liczyć.

Obaj staraliśmy się w pełni wykorzystać ten czas i przestrzeń. Uczyliśmy się wzajemnie różnych rzeczy, szukaliśmy inspiracji. Mieszkanie sprzyjało kreatywnym działaniom – jednego dnia robiliśmy biżuterię, innego dnia pracowaliśmy w domowym studio, a później robiliśmy zdjęcia na dachu. Pandemia pomogła nam wejść na nowy poziom relacji, którego osiągnięcie w normalnych warunkach zapewne zajęłoby nam znacznie więcej czasu.

Dominik: Myślę, że obaj zdaliśmy ten test. Potrafiliśmy działać razem, a jednocześnie nie było problemu, jeżeli któryś z nas potrzebował przestrzeni. Po takim „rozstaniu” zawsze miło było spotkać się na nowo.

To było ciekawe również z tego powodu, że obaj przywykliśmy do zupełnie innego tempa życia. Zawsze byliśmy w ruchu. Gdy świat zatrzymał się, mieliśmy czas tylko dla siebie. Dni upływały nam na rozmowach, gotowaniu, czytaniu. Przez trzy miesiące codziennie ćwiczyliśmy. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mieliśmy okazję doświadczyć takiej rutyny i to razem. To była też świetna okazja, żeby poznać siebie od podszewki, w codziennych obowiązkach, w pracy, lepszych i gorszych momentach.

Alvaro Colom (Fot. Dominik Sadoch)

Miewaliście gorsze momenty?

Dominik: Raczej nie. Oczywiście bywały chwile napięcia albo gorsze humory, ale obaj cenimy szczerość i zawsze, gdy czujemy, że coś jest na rzeczy, jesteśmy gotowi rozmawiać.

Alvaro: Łączy nas też wrażliwość na detale, które mogą umknąć innym osobom, a dla nas mają ogromne znaczenie. Gdy więc tylko któryś z nas dostrzegał napięcie w drobnym geście czy słowie, od razu reagował. Przepracowując małe niejasności, udało się nam zapobiec eskalacji.

Co najbardziej w sobie cenicie?

Alvaro: Gdy pierwszy raz zobaczyłem Dominika, od razu zachwyciło mnie jego światło i piękno, które od niego biło. Podziwiam jego potrzebę zaglądania pod powierzchnię, szukania głębszych przyczyn. Jego bezustanna ciekawość świata jest zaraźliwa i szybko udziela się wszystkim wokół niego. Szanuję również jego bezustanną potrzebę rozwoju, otwartość na innych, hojność i troskę, którą otacza bliskich. Ta lista nie ma końca.

Dominik: To samo mogę powiedzieć o Alvaro. Wszystkie te cechy połączyły nasze drogi, a, co najlepsze, każda z nich, jak potrzeba szukania większego celu czy rozwoju, nabiera głębszego wymiaru z partnerem. A my znaleźliśmy siebie. Każdy z nas wniósł do tej relacji swoje doświadczenia, przemyślenia, nadzieje i obawy, którymi możemy się stale wymieniać. Bardzo szanuję Alvaro za jego wiedzę, zdolność do wsłuchiwania się w siebie i podążania za wewnętrznym kompasem. Zawsze potrafi mi doradzić lub zwyczajnie pocieszyć, gdy tego potrzebuję. Lubię też jego perspektywę, która potrafi być różna od mojej. Dzięki temu stale wymieniamy się spostrzeżeniami i razem się rozwijamy. A to najlepsze uczucie.

A co was w sobie denerwuje?

Alvaro: Tu również lista nie będzie miała końca (śmiech). A tak poważnie, Dominik miewa problem z przyjmowaniem krytyki. No i często się spóźnia.

Dominik: Nie ma wielu takich rzeczy, bo jesteśmy do siebie bardzo podobni. Zazwyczaj są to nic nieznaczące sytuacje, gdy Alvaro zwróci mi uwagę za coś, co moim zdaniem wydarzyło się nie z mojej winy. Zwykle po dłuższym namyśle jestem w stanie przyznać mu rację albo docenić jego uwagę.

Alvaro Colom (Fot. Dominik Sadoch)

Pracujecie czasem razem?

Alvaro: Mimo tylu lat w jednej branży, taka okazja nadarzyła się po raz pierwszy zaledwie tydzień temu. To była zdalna kampania, w której brało udział ośmiu modeli z całego świata. To nie było łatwe doświadczenie z powodu formuły, w której musieliśmy się odnaleźć. Dla nas był to też ważny test, czy uda się zgrać nasze formy ekspresji i wyobrażenia. Udało się.

Umieliście oddzielić waszą relację od sfery zawodowej?

Alvaro: Wydaje mi się, że tak. Obaj podeszliśmy do sprawy z pełnym profesjonalizmem, traktując ten projekt w pierwszej kolejności jako zlecenie, a dopiero potem jako osobiste doświadczenie. Na pewno bardzo pomogło nam to, że szanujemy wzajemnie swoją pracę, umiejętności i estetykę, więc mogliśmy liczyć na zdanie czy radę drugiego. Okazało się, że równie dobrze dogadujemy się w życiu prywatnym, co zawodowym.

Dominik: Zdjęcia robiliśmy w domu, więc potrzebowałem chwili, żeby przestawić się na tryb pracy w naszej prywatnej przestrzeni. Alvaro często zajmuje się tu przygotowaniami, a później montażem i postprodukcją sesji i filmów, ja nie przywykłem do pracy w domu. Ale ta sytuacja miała swoje zalety, bo nie towarzyszyła nam ekipa jak przy zwykłych zleceniach tego typu. Byliśmy tylko my. Mogliśmy swobodnie wymieniać się uwagami, wskazówkami i pomysłami.

Czy planujecie dalej pracować razem?

Alvaro: Nie tracimy z oczu tej możliwości i gdy tylko nadarzy się taka okazja, na pewno chętnie z niej skorzystamy.

Dominik: Nawet jeżeli nie pracujemy teraz razem, to stale coś tworzymy – malujemy, fotografujemy, kręcimy filmy. Dzięki temu stale się od siebie czegoś uczymy, obserwujemy rytm pracy, wymieniamy się pomysłami.

Dominik Sadoch (Fot. Alvaro Colom)

Jaki wpływ na waszą relację ma to, że pracujecie w jednej branży?

Alvaro: Dla mnie nie ma to większego znaczenia. Obaj kochamy to, co robimy, ale nasz zawód nas nie definiuje. Nasza relacja prawdopodobnie wyglądałaby tak samo, nawet gdybyśmy wykonywali inne zawody, ponieważ ważniejsze niż to, co robimy, jest dla nas to, jakimi jesteśmy ludźmi.

Dominik: Dzięki temu, że pochodzimy z jednego środowiska, mamy wielu wspólnych znajomych, podobne doświadczenia i perspektywę. Często rozumiemy się też bez słów i jesteśmy w stanie dawać sobie rady, bo rozumiemy, jak działa ta branża. Alvaro ma ogromne doświadczenie i często obserwuję go przy pracy, pytam i uczę się nowych rzeczy, którymi być może sam chciałbym się kiedyś zająć.

Do tej pory większość czasu spędzaliście razem. Jak widzicie przyszłość waszego związku, gdy świat wróci do normalności, a wy do zawrotnego tempa pracy?

Alvaro: Nie martwimy się na zapas. Pandemia udowodniła, jak nieprzewidywalne potrafi być życie, więc cieszymy się ze świetnego czasu razem, ale jesteśmy też gotowi na wyzwania. Bez względu na to, czy spotka nas kolejny lockdown, czy wrócimy do pracy na różnych krańcach świata, będziemy z tego czerpać to, co najlepsze.

Dominik: Mamy zdolność adaptowania się do zmieniających się warunków. Nawet w normalnym trybie nasza praca rzadko pozwala snuć plany na dalej niż dwa, trzy tygodnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do tej niepewności, spontanicznych reakcji na zmieniające się otoczenie i bycia w ruchu. Właśnie wróciliśmy z wakacji na Ibizie i teraz każdy z nas poleciał do domu – ja do Warszawy, Alvaro do Madrytu. Obaj wierzymy, że w dobrej relacji jest czas na bycie razem i bycie osobno. Dzieląca nas przestrzeń może nauczyć nas równie dużo, co wspólnie spędzone miesiące. Jesteśmy optymistami.

Vogue Polska lipiec-sierpień 2020 (Fot. Chris Cholls)

Więcej inspirujących historii par, które udowadniają, że razem można więcej, znajdziecie w wakacyjnym wydaniu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych i na Vogue.pl.

Julia Właszczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę