Znaleziono 0 artykułów
24.12.2020

Love Story: Ślub na Gwiazdkę

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Poznali się, pokochali i pobrali w święta. Historia jak z komedii romantycznej połączyła dwoje ludzi, którzy mieli na życie zupełnie inne plany, ale nie mogli powiedzieć „nie” prawdziwej miłości.

Pisałam już, że kocham święta. Teraz opowiem o tym, jak polubił je mój mąż. Znaliśmy się od studiów. Zawsze trochę mi się podobał, ale rzadko rozmawialiśmy. Mieliśmy inne kręgi przyjaciół, inne ambicje zawodowe, inne plany na przyszłość. On twierdzi, że się we mnie podkochiwał, a znajomi z wydziału uważają, że było między nami coś niedopowiedzianego… Nigdy nie zostałabym jego żoną, gdyby nie zaręczyny z innym.

Gdy wieloletni chłopak poprosił mnie o rękę, stwierdziłam, że najwyższy czas się określić. Po „tak” klamka zapadnie. Wiedziałam, jak wyglądać będzie reszta mojego życia. I nie miałam ochoty na stagnację. On (mój obecny mąż) jakoś mnie interesował. Nie mam zbyt wielu kumpli, przyjaciele się ode mnie oddalili, gdy zakochali się w innych dziewczynach, wolę budować relacje z kobietami, mężczyźni właściwie trochę mnie nudzą… On przypominał mi tygrysa w klatce, jak z grafiki, którą dostałam na osiemnastkę, a teraz wisi w naszym wspólnym mieszkaniu. Widziałam, że czegoś mu brakuje, coś w nim drzemie, też chciałby się wyrwać. Nie czekając, aż się odważy, zaprosiłam go na kawę. W końcu na wieść o moich zaręczynach wybiegł z sali wykładowej, to musiało coś znaczyć. Spotkanie zapoznawcze było aż nazbyt intrygujące. Przestraszyłam się i szybko wycofałam. Ale potem przyszedł grudzień, a mnie w okolicach Gwiazdki ogarnia nostalgia. Mąż ma urodziny niedługo przed świętami, więc był pretekst do spotkania. Godzinami w antykwariatach szukałam prezentu. To miała być książka dla mnie ważna, ale nieoczywista, a jednocześnie jasno dająca do zrozumienia, że chciałabym znów go zobaczyć.

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Umówiliśmy się na kilka dni przed świętami. To spotkanie zmieniło nasze życie. Właściwie nic się nie wydarzyło. Wino, mroźny spacer, rozmowy o dzieciństwie, rodzinie, marzeniach. Łapał w lot każde moje skojarzenie, ja natychmiast rozumiałam, co on chce powiedzieć. Tego wieczoru wiedziałam, że spotkałam miłość życia, że wyjdę za niego za mąż i wreszcie poczuję się spełniona. Ale pewność mnie przytłoczyła. Czułam, że nie ma już odwrotu, więc znów uciekłam. W Wigilię wysłałam mu życzenia, nie wiedząc jeszcze, że nie lubi świąt. Odpisał. Od tego czasu nie przestajemy już ze sobą rozmawiać. Zerwałam zaręczyny, jego dziewczyna się wyprowadziła. Poprosił mnie o rękę już po tym, jak zaklepaliśmy termin ślubu w urzędzie. To była tylko formalność, i tak wiedzieliśmy, że chcemy być razem.

Pobraliśmy się kilka dni przed świętami. Ja w cieniutkiej sukience. Kupiłam ją na ten ślub, który się nie odbył, a był zaplanowany na środek lata. Przyszli wszyscy nasi przyjaciele. Choć martwiliśmy się, że nasze rozstania spowodują rozłam, najważniejsi ludzie przy nas pozostali.

Dzień ślubu nie był najpiękniejszy w moim życiu. Zimno, szaro, strasznie wiało. Nie padał śnieg, nie migotały światełka, nie śpiewano „White Christmas”. Urząd Stanu Cywilnego na warszawskiej Pradze nie zmienił się pewnie od 30 lat. Ale nie zwracaliśmy uwagi na urzędowe formułki ani tandetny wystrój. Ani przez chwilę nie marzyłam, żeby znaleźć się w toskańskiej willi, w Paryżu albo na egzotycznej wyspie. To uczucie towarzyszy mi do teraz – gdziekolwiek on jest, ja z nim. Zanim się poznaliśmy, zawsze wydawało mi się, że lepiej byłoby gdzie indziej, z kim innym. Teraz zawsze jestem w odpowiednim miejscu. I zawsze czuję się trochę tak, jakby była Gwiazdka. Po przyjęciu weselnym wszyscy czuli się jak na Christmas Party, ostatnim spotkaniu z przyjaciółmi przed rodzinnymi świętami. Ale pierwszy taniec zatańczyliśmy do „Strangers in the Night”, a nie „All I Want For Christmas is You”. Potem pojechaliśmy do mojego domu rodzinnego, gdzie gwiazdkosceptyczny mąż zobaczył, jak celebrować bliskość, ciepło i radość.

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Od tego czasu co roku świętujemy już od połowy grudnia. Po kolei urodziny męża, rocznicę ślubu, potem spotkania, które zmieniło nasze życie, a w końcu Gwiazdkę. Rok po weselu pierwszej gwiazdki wypatrywał z nami kilkumiesięczny szczeniak, w kolejnym powiedziałam rodzicom, że jestem w ciąży, potem pojawił się nasz syn. Teraz będzie ubierać choinkę razem z nami. Na dziesiątą rocznicę zabierzemy najbliższych do Charleston, amerykańskiej stolicy ślubów, żeby znów powiedzieć sobie „tak”, tym razem na plaży.

Helena Reszel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę