Znaleziono 0 artykułów
28.03.2018
Artykuł sponsorowany

Od falban flamenco do tiulu baletnic. Jak taniec inspiruje modę

Kampania H&M na sezon wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe)

Stroje taneczne, niezależnie od tego, czy służą eterycznym balerinom, czy są używane do wykonania zmysłowego tanga, sprawiają, że kobiece ciało porusza się harmonijnie, a każdy jego ruch zostaje wzmocniony detalem ubioru – cekinami, falbanami, frędzlami. Najnowsza kolekcja H&M, inspirowana ulicami Buenos Aires, wpisuje się w długą tradycję tłumaczenia kostiumów scenicznych na język codziennej mody.

Elizabeth Olsen tańczy tango w czarnej bluzce z bufiastymi rękawami, spodniach jak od garnituru i w czerwonych sandałach na słupku. Dołączają do niej Imaan Hammam w sukience w kwiatki, a potem także Anna Ewers i Andreea Diaconu. Na końcu z cienia wyłania się ona, Winona Ryder. Idolka lat 90., która za sprawą serialu „Stranger Things” świętuje swój comeback, dołącza do młodszych o pokolenie koleżanek. Jej bluzka – czarna, z falbaniastym dekoltem, oraz długie czerwone kolczyki też nawiązują do stroju charakterystycznego dla mieszkanek boskiego Buenos, w którym powstała nowa kampania reklamowa marki H&M.

To nie pierwszy raz, gdy stroje do tańca inspirują współczesną modę. Te dwie formy ekspresji łączy bowiem przywiązanie do ciała. Moda i taniec uważnie przyglądają się temu, jak ciało się zmienia i co pomaga mu zachować swobodę ruchów. Stroje taneczne od zawsze projektowano tak, żeby podkreślały piękno sylwetki, dodawały gracji ruchom, czyniły każdy krok bardziej wyrazistym, pełnym dramatyzmu. To dlatego falbany stanowią rekwizyt tancerek andaluzyjskiego flamenco, a tiulowe spódniczki wirują wraz z noszącymi je baletnicami.

Moda pożycza ze sceny fasony, a projektanci tworzą stroje dla tancerzy. O tym nierozerwalnym związku opowiadała wystawa „Dance & Fashion”, pokazana w nowojorskim FIT na przełomie 2014 i 2015 roku. Jej kuratorka dr Valerie Steele, jedna z najsłynniejszych badaczek fashion studies, prześledziła wzajemne przenikanie się mody i tańca na przestrzeni kilkuset lat. Zwróciła uwagę nie tylko na to, jak detale ze strojów scenicznych odnalazły się na wybiegach, ale także w jaki sposób projektanci wykorzystują swoje umiejętności krawieckie przy tworzeniu kostiumów.

Flapper girls

Sarah Jessica Parker w tiulowej spódnicy na planie serialu Seks w wielkim mieście (Fot. James Devaney/WireImage, Getty Images)

Na początku XX wieku nową jakość do tańca, a więc także do strojów scenicznych, wprowadziła Isadora Duncan, która w swoich autorskich wykonaniach opierała się na sztuce starożytnej Grecji, tańcach ludowych i sporcie. Jej suknie przypominające luźne greckie togi gwarantowały swobodę ruchów, a jednocześnie podkreślały figurę. Podobnie drapowane suknie szyła wtedy Madeleine Vionnet, konkurentka Gabrielle Chanel. Sama Coco pracowała za kulisami baletu Siergieja Diagilewa „Le Train bleu” w paryskim Théâtre des Champs-Elysées, a Léon Bakst, tworząc wibrujące kolorami kostiumy do „Szeherezady” – turbany, tuniki, haremki – zapoczątkował zachodnią fascynację Orientem, w modzie widoczną potem m.in. u Yvesa Saint Laurenta.

W latach 20. na scenie uwspółcześniono balet, a w barach tańczono jazz. Spódnice skróciły się między innymi dlatego, że dziewczyny chciały poruszać się z większą swobodą. Stroje androginicznych flapper girls – luźne, sięgające za kolano, bogato zdobione – były dekadenckim świadectwem emancypacji.

Balet w wielkim mieście

Rewolucja w balecie trwała natomiast nieprzerwanie od lat 20. W 1934 roku George Balanchine po raz pierwszy pozwolił baletmistrzom tańczyć na premierze w tych samych strojach, co na próbach – bliskich ciału, w neutralnych kolorach, nieomal nieistniejących. Dzisiaj taniec nowoczesny wywodzący się z baletu wykonuje się w strojach przypominających drugą skórę.

Równie modne, jak body, które przyjmuje coraz to nowe wcielenia, są tiulowe spódniczki jak z „Jeziora łabędziego”. W 1949 roku Christian Dior stworzył kolekcję „Cygne Noir” na cześć (anty)bohaterki baletu Piotra Czajkowskiego (od tego czasu baletowy motyw to jeden ze znaków rozpoznawczych francuskiego domu mody, widoczny w kolekcjach Johna Galliano i Rafa Simonsa), a ponad pół wieku później Darren Aronofsky ubrał Natalie Portman w kreacje Rodarte, w swoim filmie o obsesji i okrucieństwie baletu.

George Balanchine z żoną, Verą Zoriną (Fot. Hulton Archive, Getty Images)

Dla New York City Ballet pełne dramatyzmu kostiumy projektowały m.in. Stella McCartney (wzorzyste body dla „Oceans Kingdom” z 2011 roku) oraz siostry Mulleavy z Rodarte (biało-czarne sukienki dla „Two Heats” z 2012 roku), a także Valentino (czerwone kreacje do inscenizacji „Sophisticated Lady” z 2012 roku), Iris van Herpen (futurystyczny lateks noszony przez balerinę Lauren Lovette do „Neverwhere” Benjamina Millepieda) Sarah Burton, Mary Katrantzou, czy Carolina Herrera. Jean Paul Gaultier ma na swoim koncie projekty dla choreografa Angelina Preljocaja („Królewna Śnieżka”), a Christian Lacroix ubierał punkową balerinę Karole Armitage w neonową tutu.

Na listę modnych marzeń tę spódniczkę dziewczyny wpisały po tym, jak Carrie Bradshaw włożyła tiul do bawełnianego podkoszulka. Dziś sztywne mini we wszystkich odcieniach pasteli to stały element szafy dwudziestolatek. Na długo zanim fikcyjna mieszkanka Nowego Jorku zyskała status ikony stylu (co ciekawe wcielająca się w tę rolę Sarah Jessica Parker uczyła się tańca w School of American Ballet, a teraz jest jedną z najsławniejszych fanek nowojorskiego baletu, która nie omija ani jednej premiery), Audrey Hepburn, Brigitte Bardot i Marilyn Monroe nosiły balerinki, czyli płaskie buty z kokardką, wywodzące się w linii prostej od baletek.

Audrey Hepburn w baletkach (Fot. Bettmann, Getty Images)

Flamenco i falbany

Kampania H&M na sezon wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe)

Równolegle na salony zaczęły wchodzić tańce latynoskie, a wraz z nimi zmysłowe sukienki, których kiczowatą odsłonę możemy oglądać chociażby w „Tańcu z gwiazdami”.

Do tanga trzeba spódnicy z rozcięciem odsłaniającym nogi podczas każdego dynamicznego ruchu i butów na stukoczących o podłogę obcasach. Gorące rumba i samba wymagają frędzli, które wirują do rytmu, eksponując skórę. Za to flamenco to czerwień i falbany podkreślające namiętny charakter tańca. Andaluzyjskie tancerki inspirowały Cristóbala Balenciagę, najsłynniejszego hiszpańskiego mistrza couture, a także Oscara de la Rentę czy Ralpha Laurena, którzy interpretowali bata de cola, czyli wąską górę i kaskadę falban na spódnicy, tworząc suknie balowe.

Kampania H&M na sezon wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe)

W latach 90. projektanci tacy jak Miguel Adrover, Jean Paul Gaultier, John Galliano, Alexander McQueen i Rifat Ozbek zapatrzeni byli natomiast w stroje do tańca brzucha. Taniec, który ma sprawiać, że ciało porusza się giętko niczym wąż, koncentruje się na brzuchu. Z jego nagością kontrastują powłóczyste suknie, pełna przepychu biżuteria i wyraziste kolory.

Taniec narzędziem ekspresji

W ostatnich latach związek mody i tańca jeszcze się zacieśnił. Jako że scena zawsze była ostoją oryginalnych, a nawet ekscentrycznych osobowości, dziś tancerze stają się gwiazdami świata mody. 

Baleriny z trupy Hiplet z Chicago łączące balet i hip hop wystąpiły na pokazie kolekcji na sezon wiosna-lato 2017 Stelli McCartney oraz w sesji dla amerykańskiego „Vogue’a”.

Hiplet Ballerinas (Fot. Jenny Anderson, Getty Images) / Pokazy tańca brzucha Warszawa

W balecie pierwsze kroki stawiały top modelki Coco Rocha i Karlie Kloss. Nową gwiazdą Instagrama jest balerina Violetta Komyshan, którą Anna Wintour zaprosiła do udziału w prestiżowym pokazie mody zorganizowanym dla Hillary Clinton. W pokazie Ricka Owensa na sezon wiosna-lato 2014 tancerki o pełnych kształtach zastąpiły wiotkie modelki.

A ostatnio popkulturowym wiralem stał się teledysk Taylor Swift „Delicate”. W klipie, który miał już prawie 75 milionów odsłon na YouTubie, gwiazda opowiada o wyzwoleniu spod jarzma sławy ubrana w mini z frędzlami od Naaema Khana. A bose stopy upodabniają ją do twórczyni współczesnego tańca, Isadory Duncan. Tu nie ma mowy o przypadku! Jeśli uznamy, że moda balansuje wciąż między wyzwoleniem a zniewoleniem ciała, stroje taneczne stają się narzędziem emancypacji. Jako że muszą być projektowane tak, by pozwolić ciału na swobodę ruchów, w efekcie otwierają także głowę.

Taką funkcję taniec pełni też w kampanii H&M. Niezależna Elizabeth Olsen nie godzi się na to, żeby tańczyć, jak zagra jej mężczyzna. Wyrywa się z jego ramion, przekraczając ramy zarysowane przez tango. Wybiera jego własną wersję – pełną radości, spontaniczną, zabawną. Razem z przyjaciółkami zapomina się w ruchu, a taniec, wraz z jego nieodłącznym elementem, czyli strojem, który kocha kobiece ciało, staje się celebracją wolności.

Kampania H&M na sezon wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe)
Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę