Znaleziono 0 artykułów
28.09.2019

Pat Bogusławski: Reżyser mowy ciała

(Fot. Sonia Szóstak)

Reżyser ruchu polskiego pochodzenia pracuje przy pokazach Johna Galliano dla Maison Margiela. To on odpowiedzialny jest za choreografię objawienia tygodni mody, modela Leona Dame'a.

Na niezliczonych pokazach w trakcie fashion weeków, wszyscy czekają na coś, co zrobi na nich wrażenie – zaskoczy, rozbawi, wybije z rytmu prezentacji. W tym sezonie branża mówi o ekscentrycznym modelu na pokazie Margieli. 20-letni Leon Dame, bo tak nazywa się gwiazda paryskiego tygodnia mody, przeszedł przez wybieg energicznym krokiem, bujając się na boki, ze zgarbionymi plecami. Miał wykrzywioną twarz i przypominał czarny charakter z kreskówki. Efekt był tak komiczny, że nawet Anna Wintour zareagowała śmiechem. Leon szybko stał się bohaterem memów i osobowością medialną, której profil na Instagramie zaczęła obserwować nawet Rihanna.

– Pracuję z Leonem już od kilku sezonów. Jego chód został wymyślony przez nas [Pata i Johna Galliano – przyp. red.] kilka pokazów wcześniej, pomogłem mu go wyreżyserować i dać dużo motywacji do oddania w nim swojego charakteru – mówi Pat Bogusławski, odpowiedzialnego za choreografię słynnego już pokazu.

Z tej okazji przypominamy sylwetkę Bogusławskiego, reżysera ruchu polskiego pochodzenia.

Materiał został opublikowany pierwotnie w numerze wrześniowym „Vogue Polska”.

Bardzo lubi pracować metodą lustra. – Staję przed dziewczyną i wykonuję ruch. Proszę, żeby ona go powtórzyła. Jeśli mój pomysł wychodzi, idziemy dalej. Jeśli nie, szukam czegoś innego. Pat poprawia detale, ale nigdy nie traktuje modelki jakby była z plasteliny. Ma realizować jego pomysł tak, jak czuje i jak potrafi jej ciało. – Bo ruch jest czymś indywidualnym, żeby dobrze wyglądał, musi być autentyczny – dodaje. 

Ma dopiero 28 lat, a zdążył już być zawodowym tancerzem i wziętym modelem. Gdy praca przestawała mu dawać satysfakcję, szukał dalej. Aż w końcu przypadkiem pewien choreograf powiedział, że potrzebuje zastępstwa na zdjęcia. Pat poczuł, że to jest to i że chciałby sprawdzić się w nowej roli. Pierwszą szansę dostał trochę później i po znajomości, ale poprzeczka od razu była wysoko – zaufała mu wokalistka FKA Twigs. Nie zawiódł ani jej, ani siebie i przez trzy kolejne lata budował nowe portfolio w roli movement directora, pracując przy sesjach zdjęciowych dla magazynów i przy kampaniach luksusowych marek. Kiedy pytam o najlepszą zabawę na planie, przywołuje nazwisko Tildy Swinton, o wyzwanie – mówi, że teledysk Skepty. Z kolei spotkania z Kim Kardashian i Kris Jenner zalicza do największych zawodowych przygód. 

*

Jest specjalistą od mowy ciała. Tak jak scenograf ustawia przedmioty na planie, tak on – modelkę. Pat nie nazywa siebie choreografem, bo w pracy rzadko czerpie z tańca. Zamiast kroków i układów woli improwizację i gesty. – Nie lubię, gdy ktoś mi mówi, jak mam tańczyć. A tu nie chodzi o kroki, chcę wydobywać emocje. Emocje można wyrazić przez przygarbienie, wygiętą do tyłu szyję, skrzyżowanie rąk czy subtelny gest dłoni. To wszystko, co w pozach na sesjach mody jest konwencją, dzięki niemu staje się lekką narracją.

Inspiracji szuka w sobie i na ulicy. – Uwielbiam patrzeć na ludzi, wynajdywać freaków. Zwłaszcza w Paryżu jest ich tak wielu. Ostatnio obserwowałem kobietę, wyglądała jak sprzed wojny, wykonywała dziwne spontaniczne ruchy, wydawała się zupełnie nieprzewidywalna.
Lubię też krok zataczającego się pijaka o piątej rano
– opowiada. W projektach czerpał również z jogi, masażu stóp, pokazów mody z lat 60. czy energii seksualnej, takiej, którą miała klasyczna fotografia mody w latach 90.

 (Fot. Sonia Szóstak)

Kiedy ktoś prosi mnie o moodboard, frustruję się. Nie lubię tego robić, bo wiem, że to do niczego się nie przyda. Dla mnie w pracy liczy się fun. Nie chcę odtwarzać czegoś, co już powstało w mojej głowie – mówi. Brzmi jak egocentryk, ale Pat – choć na zdjęcia przychodzi bez planu – jest zawsze przygotowany, wie, jakie ubrania przywiezie stylista, zna koncepcję fotografa. – Tak naprawdę dopiero na sesji okaże się, jakie będzie światło, poznam osobowość modelki, przekonam się, jakie ma możliwości ruchowe – tłumaczy. Zobaczy też włosy, makijaż, scenografię i poczuje energię całej ekipy. – Moją rolą jest zgrać te wszystkie elementy i dodać coś swojego, ale tak, żeby ich nie zdominować – dodaje. Ruch w modzie ma być jak muzyka w filmie, wyrazisty, nastrojowy. Powinien być odbierany podświadomie.

Gdy zostałem zabookowany na zdjęcia z Victorią Beckham, wysłałem jej swoje pomysły. Na planie tuż przed sesją przywitaliśmy się, chwilę miło porozmawialiśmy. Gdy wyszła z garderoby, ubrana, ze zrobionymi włosami i makijażem, zauważyłem, że coś się zmieniło. Była spięta i delikatnie dała mi do zrozumienia, że już wie, co chce zrobić, i poradzi sobie beze mnie. Stanąłem z boku, patrzyłem, ale nic nie wychodziło. Victoria próbowała odnaleźć się w bogatej scenografii. Fotograf robił pierwsze zdjęcie i wyraźnie też był lekko zestresowany. W końcu zaryzykowałem i się wtrąciłem. Przecież z jakiegoś powodu tam się znalazłem. „Victoria, może zrób to tak i tak”, powiedziałem. Pokazałem na sobie, a ona podchwyciła. I dalej już poszło. Tak powstało zdjęcie okładkowe dla hiszpańskiego „Vogue’a”: Victoria w czerwonej sukni odkrywającej uda, zamaszystym ruchem opiera nogę na stole. – Wiedziałem, że ona lubi wyglądać młodo i nowocześnie, wnętrze było ciężkie, historyczne, dlatego przełamałem to mocnym seksowym gestem. Z drugiej strony ta poza może kojarzyć się z flamenco – opowiada. 

Pat nie myśli układem ciała, tylko całą sceną, jaka ma powstać. Widać to w projekcie z udziałem królewskiej grupy baletowej m2m. Miał to być krótki film z tańcem opowiadającym o ciele. – Baletmistrze tańczący balet? Strasznie nudne. Puściłem im techno. „Chcę, żeby wyglądali jak w berlińskim klubie Berghain, jakby wzięli MDMA, żeby rozbierali się i tarzali po podłodze”, powiedziałem – wspomina. Usłyszał od tancerzy, że nie wiedzą, jak mają to zrobić. Męczyli się, ale w końcu odpuścili kontrolę, rozluźnili mięśnie i zapomnieli o krokach. Na filmie widać walkę z ciałem, napięcie i w końcu spontaniczny ruch. Pulsujący rytm techno się nie pojawia, pod obraz podłożono klasyczną muzykę. – To tylko potęguje efekt, obraz staje się niejednoznaczny. O tym, że baletmistrze tańczyli do techno, wie tylko ekipa – uśmiecha się Pat.

*

Siedem lat temu Pat pracował jako model przy pierwszej kampanii MISBHV, streetwearowej polskiej marki, która od kilku sezonów regularnie prezentuje się na nowojorskim tygodniu mody. W tym roku w czerwcu przyjechał do Warszawy, by zająć się choreografią ich pierwszego w historii pokazu. Kolekcja zatytułowana Polish Jazz przywołała legendarną serię płyt z lat 60. Pokaz odbywał się w Sali Marmurowej Pałacu Kultury, a wyjście modeli poprzedzał spektakl Soft Power – efekt współpracy zespołu ludowego Śląsk i londyńskiego DJ’a Felicita. 

(Fot. Sonia Szóstak)

Pat, do i tak rozbudowanego projektu, dołożył swój pomysł. – Czy wiesz, jak wyglądały pierwsze pokazy mody? Na scenie stał konferansjer i wywoływał modelkę. Ona wchodziła, prezentowała stylizację i schodziła, wtedy wywoływał następną. Chciałem to wykorzystać – mówi. Szybko jednak doszedł do wniosku, że wywoływanie kolejnych dziewczyn jest nudne. – Pomyślałem, że skoro już stoję na scenie, powinienem coś robić, np. kręcić film. Będę kamerzystą z lat 90. i nagram wszystko na taśmach VHS. Zagram swoją rolę, a przy okazji będę miał dokumentację pokazu od środka. To mi się spodobało, bo nigdy czegoś takiego nie widziałem. W ciszy i półmroku Pat w jedwabnej koszuli, białych spodniach, kowbojkach wszedł na wybieg. W ręku trzymał wielką kamerę retro, którą dostał od zaprzyjaźnionego z MISBHV amerykańskiego filmowca Juliana Klincewicza. Wyglądał jak weselny kamerzysta z lat 90. Powiedział cicho:
„Can I see the look number one”, w tle zaczęła pulsować muzyka i wyszedł Dominik Sadoch, otwierając pokaz. Pat cały czas filmował, publiczność stała się scenografią, a modele aktorami. – To było świetne uczucie, przejść na drugą stronę i pokazać się. Chyba się za tym stęskniłem – mówi, a po chwili dodaje: – Lubię zadania aktorskie, myślę, że to jest mój nowy kierunek. 

 

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę