Znaleziono 0 artykułów
26.06.2020

Szczypta dreszczyku na lato

Zygmunt Miłoszewski, „Kwestia ceny”, wydawnictwo WAB (Fot. materiały prasowe)

Specjalnie na sezon urlopowy nowe powieści wydali polscy i światowi mistrzowie gatunku – Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski, John Grisham i Harlan Coben.

Przed wakacjami księgarnie pełne są powieści kryminalnych i thrillerów, bo nic tak nie umila letniego lenistwa jak przyjemniutkie morderstwo, zgrabna i mroczna intryga, gdy na dodatek trup ściele się gęsto, w powietrzu latają lewe miliony, do boju idą wredne mocarstwa i korporacje, powracają demony przeszłości, by objawić się w nowej, jeszcze bardziej paskudnej postaci. Zawsze znajdzie się też jakiś gość (o wiele rzadziej kobieta, jakby odwaga, mądra głowa i zdecydowanie nie pasowało do plażowego kostiumu, a wystarczały im gatki kąpielówki), który ocali, uratuje, rozwiąże. Aż strach się bać, jak konserwatywny jest świat książek z dreszczykiem. I to nie tylko w kryminałach retro.

Zygmunt Miłoszewski, „Kwestia ceny”, wydawnictwo WAB

Miłoszewski nie musi nikogo przekonywać, że sensację umie pisać, intrygę plątać, piętrowe zagadki budować. Na dodatek łamie uświęcone reguły i w roli głównej obsadza kobietę, znaną na całym świecie historyczkę sztuki, Zofię Lorentz. Aktualnie bezrobotną, bo wyrzuconą przez „dobrą zmianę” Kaczyńskiego i jego wesołej kompanii z fotela dyrektorki warszawskiego Muzeum Narodowego, za wystawę, na której dziewczyna na fotografii w zmysłowy sposób je banana. Jej mąż zupełnie nieoczekiwanie i w nietypowy sposób zaczyna tracić pamięć, więc nadzwyczajnie bystra i, jak się okaże, dzielna Zofia ma dobry motyw, by zarobić pieniądze na leczenie. Odnajduje tajemniczą skrzynię Benedykta Czerskiego, zesłańca i badacza ludów wyspy Sachalin, leżącej jeszcze dalej od Polski niż Syberia. Zleceniodawcą jest Bogdan Smuga, naukowiec i obieżyświat w jednym, człowiek majętny i lekko nawiedzony. Lecz czy chodzi mu tylko o skrzynię Czerskiego, zawierającą artefakty Ajnów, czy o coś zupełnie innego, to się dopiero okaże.

Są w „Kwestii ceny” pościgi i ucieczki, tajemnicze włamania, morderstwa, spiski, zdrady, całkiem liczna horda naukowców-marzycieli stojących pod dwóch stronach barykady. Zofia Lorentz prześwietli te wszystkie intrygi i zagadki niczym Indiana Jones, a co zrobi z tą wiedzą, okaże się, bo zrobić może wiele. Akcja skacze z Warszawy do Petersburga i na Sachalin, zahacza o Paryż, Pireneje oraz Zatokę Gwinejską na Atlantyku. Miłoszewski napisał bowiem książkę przygodową, równie prawdopodobną jak perypetie wspomnianego Indiany. I mimo iż wplata w nią wątki poważne, powieść na powadze nie zyskuje. Podobno niektórzy pierwsi czytelnicy mówili autorowi, że to rzecz przygodowo-depresyjna, lecz po lekturze w pamięci zostaje przygoda i niewiele więcej. Nadawałaby się z powodzeniem dla młodzieży raczej młodszej niż starszej, gdyby nie pewna nadmiarowość orgazmów. Nie da się bowiem zbawiać świata bez satysfakcjonującego seksu.

Marek Krajewski, „Pomocnik kata”, wydawnictwo Znak

Marek Krajewski, „Pomocnik kata”, wydawnictwo Znak (Fot. materiały prasowe)

Na początku upalnego czerwca 1927 roku dziewiętnastoletni Borys Kowerda, uczeń białoruskiego liceum w Wilnie, zabija na peronie dworca głównego w Warszawie sowieckiego ambasadora w Polsce, Piotra Wojkowa. Morderca błyskawicznie staje przed sądem, z oczywistych powodów zostaje skazany na ciężkie więzienie, a jego historię od a do zet zna Edward „Łyssy” Popielski, jeden z ulubionych bohaterów książek Krajewskiego, tym razem delegowany z lwowskiej policji kryminalnej do tajnych służb Rzeczpospolitej. Pytanie brzmi, czy całą historię, a zwłaszcza jej kontekst?

Żeby książki nie spalić, można napisać, że sowiecki dyplomata to postać wielce szemrana, dziwkarz, pijak i cham, a jego polscy towarzysze to ostatnie łajdusy, bez honoru i z wątpliwą kindersztubą. Uczeń Kowerda, jak przystało na wilniuka, małoletniego obywatela wielokulturowego miasta, nasiąkły jest romantyzmem i patriotyzmem tak szlachetnym, jakby żywcem wziętym z Mickiewicza. Zaś Popielski, jak to Popielski. Lubi wypić, postraszyć, przyłożyć, przekroczyć prawo, zaś kobiety są dla niego bardziej obiektami niż partnerkami. Taki macho i twardziel, któremu wiele się udaje, lecz czy wychodzi przy tym na swoje, to już inna sprawa. Cóż, Krajewski chyba nie może inaczej portretować głównych postaci: chłop to chłop, a baba babą pozostanie, i kwita.

Za to intryga „Pomocnika kata” jest wielopiętrowa i międzynarodowa. Czasami nawet sam Popielski nie wie, czy to jeszcze on goni zbrodniarzy wspartych siłą nikczemnej Bolszewii, czy już z myśliwego zamienił się w zwierzynę łowną. Zabójstwo Wołkowa to bowiem tylko prolog do kolejnych wydarzeń, dziejących się od Warszawy przez Kielecczyznę, aż po najdalsze wschodnie rubieże Polski.

Harlan Coben, „W głębi lasu”, przełożył Zbigniew A. Królicki, wydawnictwo Albatros

Harlan Coben, „W głębi lasu”, przełożył Zbigniew A. Królicki, wydawnictwo Albatros (Fot. materiały prasowe)

Historia mordu na czterech nastolatkach, uczestnikach obozu, której świadkami (słyszeli przerażone krzyki) była zakochana para. Lecz czy na pewno czterech, skoro znaleziono tylko dwa ciała?

Dopiero po dwudziestu latach w mężczyźnie zastrzelonym na ulicach Nowego Jorku prokurator Paul Copeland (był jednym z obozowiczów) rozpoznaje człowieka, który podobno zginął (lecz przecież zwłok nie odnaleziono) dwie dekady wcześniej. Jedną z zamordowanych (a może tylko zaginionych?) była siostra Copelanda, Camille. Przed prokuratorem stoi więc zadanie: rozwiązać to, czego nie rozwiązano przed dwudziestu laty i ostatecznie przekonać się, czy Camille nie żyje, czy gdzieś się z niewiadomego powodu ukrywa.

Coben jest autorem ponad trzydziestu powieści kryminalnych, jednym z najbardziej znanych pisarzy tego gatunku na świecie. Podpisał z Netfliksem umowę na sfilmowanie w ciągu najbliższych lat czternastu jego książek, pod warunkiem że będą kręcone w różnych krajach. Tak, chyba zupełnie niechcący, powieść „W głębi lasu” (z 2007 roku) dorobiła się konkurencji w postaci serialu polskiej produkcji, w którym główne role zagrali Grzegorz Damięcki i Agnieszka Grochowska.

A jednak warto przeczytać Cobena, nawet jeśli obejrzeliśmy już serial i znamy rozwiązanie zagadki oraz mimo faktu, że nie jest to szczyt umiejętności pisarskich Amerykanina, co dla jego miłośników nie będzie najmniejszą przeszkodą. Intryga ta sama, motywacje bohaterów takie same, lecz realia zupełnie inne. I tylko wówczas można rozstrzygnąć, gdzie się lepiej zabija i tropi złoczyńców – w Stanach czy w Polsce.

John Grisham, „Dzień rozrachunku”, przełożył Andrzej Szulc, wydawnictwo Albatros

John Grisham, „Dzień rozrachunku”, przełożył Andrzej Szulc, wydawnictwo Albatros (Fot. materiały prasowe)

Za to John Grisham w formie wybornej. Jak zwykle u niego rzecz dzieje się na głębokim, zabitym dechami południu Stanów. Pete Banning, szanowany obywatel miasta Clanton w stanie Missisipi, właściciel stuletniej plantacji bawełny, weteran wojenny z Filipin, gdzie dokonał wielu bohaterskich czynów, z zimną krwią morduje pastora miejscowych metodystów – kościoła, do którego sam należy. Banning ani myśli ukryć tego, co zrobił. Nie ucieka z miejsca zbrodni, dlatego sprawa zdaje się dziecinnie prosta. Plantator zostaje aresztowany, a ponieważ uparcie milczy, obronie nie pozostaje nic innego, jak posłużyć się argumentem niepoczytalności oskarżonego. Tyle, że Banning tego nie chce, podobnie jak nie chce opowiedzieć o motywach swojego czynu. Po krótkim procesie zostaje skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano na krześle elektrycznym.

Tego wszystkiego dowiadujemy się już na początku książki, która liczy bez mała pięćset stron. O czym więc Grisham pisze dalej? To odtworzenie życia Banninga, zaradnego menadżera plantacji i szczęśliwego małżonka oraz ojca, ale też więźnia japońskich obozów jenieckich, gdzie śmierć kosiła gęsto, a po ucieczce – partyzanta odpłacającego Japończykom za własne cierpienia. Co wojna zrobiła z jego sercem i umysłem? Gdzie się pogubił, jeśli w ogóle się pogubił? Dlaczego zastrzelił pastora, również szanowanego obywatele Clanton, którego na dodatek lubił? To istota zagadki, a nie morderstwo.

Obok zaś toczy się sądowa walka o farmę Banninga, którą Pete przepisał dorosłym dzieciom. Skoro jednak morderstwo zostało popełnione z premedytacją, wolę plantatora można obalić. Lecz czy na pewno dzieci muszą odpowiadać za czyny rodziców?

Na dodatek być może jest to historia prawdziwa. W latach 30. w małym miasteczku w Missisipi jeden mężczyzna zastrzelił drugiego. Nigdy nie ujawnił motywów, choć oferowano mu więzienie zamiast krzesła elektrycznego. Ale ponieważ John Grisham nie pamięta, gdzie ją wynalazł i od kogo usłyszał, więc – jak sam pisze – może ją zmyślił. – Ale ponieważ zmyśliłem już w życiu tyle rzeczy, nie mam oporów, by opublikować je w formie powieści – tłumaczy.

Maria Fredro-Boniecka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę