Znaleziono 0 artykułów
05.11.2020

Twożywo: Prawdziwi robotnicy sztuki

(Fot. dzięki uprzejmości grupy Twożywo)

Ich prace zawsze były o czymś, komentowały rzeczywistość i to, jak się przez te lata zmieniała, ona i my z nią – pisze o artystach z Twożywa Anna Sańczuk. To zarazem fragment albumu „Twożywo. Plądrujemy ruiny rzeczywistości”, ostatniego dzieła legendarnej grupy, powstałego w kilka lat po jej rozwiązaniu.

Twożywo to w moim życiu warszawskim cała epoka, i to być może ta najfajniejsza, nazwijmy ją „poststudencka”. Poznałam chłopaków pod koniec lat 90., a potem oni i ich sztuka towarzyszyli mi przez ponad dekadę, ich prace wiszą na ścianach mojego mieszkania do dziś. 

(Fot. dzięki uprzejmości grupy Twożywo)

Kiedy się spotkaliśmy, byli jeszcze studenciakami, a ja „młodą dziennikarką pracującą na daleko wysuniętej placówce”, robiłam z nimi wywiad do radia o ich teatrze autobusowym, czyli vlepkach klejonych po autobusach. Działali wtedy jeszcze we trzech – oprócz Mariusza Libela i „Zgreda”, czyli Krzyśka Sidorka, był Robert Czajka, który wkrótce potem odszedł i zajął się grafiką. Od ulicznych vlepkarzy już wtedy odróżniało ich to, że nie traktują tego jak zabawy, że mają jakiś głębszy komunikat do przekazania, a naklejka to tylko medium, by dotrzeć do jak największej publiczności. Przy tamtych pierwszych spotkaniach byli trochę nieufni, najeżeni, a jednocześnie ujmujący z tą swoją bulgoczącą „pod pokrywką” energią twórczą: robić, robić, robić, wymyślać, spierać się, działać na ulicy. Prawdziwi robotnicy sztuki, bohaterowie street artu napędzani czarna kawą i papierosami (to zdecydowanie były ich „narkotyki”, Jarmush mógłby spokojnie nakręcić kolejny film z serii „Kawa i papierosy”, w którym wystąpiliby Libel i Sidorek).

(Fot. dzięki uprzejmości grupy Twożywo)

Dobrze nam się gadało, zaprzyjaźniliśmy się i spędzaliśmy razem coraz więcej czasu. Można ich było spotkać najczęściej w ich ukochanej, legendarnej „Poziomce”, czyli postpeerelowskim, nieistniejącym już barku na Krakowskim Przedmieściu, albo w tzw. ruderze, czyli pracowni w pięknym, dość zrujnowanym domu na Starej Ochocie. Ruderę wspominam ze szczególnym sentymentem – nie zliczę godzin przegadanych w kłębach dymu, wypitych kaw parzonych rytualnie przez panów z wielkim namaszczeniem. Ktoś wpadał, wypadał, przynosił piwo albo wieści z miasta. Tam odbywało się rozkminianie rzeczywistości, wymyślanie nowych projektów przerywane uroczymi kłótniami Zgreda i Libela. Bo też oni wiecznie się o coś spierali, dogadywali sobie niczym stare małżeństwo, wyzłośliwiali się na swój temat, ale bez agresji, za to z wdziękiem i inteligencją. Bo wdzięk i inteligencja były od nich nieodłączne – to widać we wszystkich pracach Twożywa. No i ironiczne poczucie humoru, jednak bez cienia cynizmu. Zawsze czuło się w nich ten społecznikowski, idealistyczny aspekt, o który tak trudno dziś w tych cholernych skomercjalizowanych czasach (może dlatego już nie działają jako grupa), ich czarne serca zawsze biły po lewej stronie, to nas też jakoś zbliżało. 

(Fot. dzięki uprzejmości grupy Twożywo)

Rozwijali się, weszli w obieg galeryjny, rozprzestrzenili na billboardy, murale, potem współtworzyli pionierską scenę net artu w sieci. Zawsze jednak zachowując to jedyne w swoim rodzaju połączenie wielowymiarowej, błyskotliwej gry słów i grafiki. Ich prace zawsze były o czymś, komentowały rzeczywistość i to, jak się przez te lata zmieniała, ona i my z nią. Ale nie wprost, składały się z wielu warstw i pokładów sensu, bo wynikały z głębokiego namysłu nad światem, niezliczonych lektur, dyskusji. 

W pewnym momencie Twożywo otaczało mnie z każdej strony. Wzięłam udział w ich projektach: „Tarcie to ciepło. Ciepło to rodzina” („Wpadnij do rudery, musimy ci zrobić zdjęcie do takiego naszego projektu. Aha, a czy mogłabyś też załatwić żółtą, gumową kaczuszkę?”) oraz „Dwudziestolatki” (chociaż miałam już wtedy lat 29). Chłopcy zaprojektowali też okładkę książki „Warszawa. W poszukiwaniu centrum”, którą napisałam wspólnie z Bartkiem Chacińskim i Jackiem Skolimowskim. Kiedy dochrapałam się swojego pierwszego „mieszkania na kredyt”, za miskę ugotowanych przeze mnie pierogów namalowali mi na ścianie wersję swojego billboardu „Warszawa. Trud, brud, smród” – jedyną w swoim rodzaju „reklamę negatywną” tego inspirującego nas miasta, które wszyscy troje kochaliśmy i którego jednocześnie nie znosiliśmy. Kiedy urodziła się moja pierwsza córka, chłopcy wpadli ze sprzętem któregoś popołudnia i udekorowali ścianę jej pokoju swoim szablonowym graffiti, więc to sztuka Twożywa była tym, na co patrzyła od początku swego życia. A czytać uczyła się na wierszykach z genialnego „Telementarza typograficznego”.

(Fot. dzięki uprzejmości grupy Twożywo)

Tamto mieszkanie już sprzedane (na szczęście poszło w dobre ręce, Zuzia, która tam teraz mieszka, też jest po historii sztuki i dba o te artefakty), ale ja nadal obcuję z Twożywem codziennie. W mojej obecnej kuchni wisi lampa zrobiona przez chłopaków z blachy offsetowej z odzysku, w sypialni nadstawka od kredensu, którą kiedyś znaleźli na staro-ochockim śmietniku i mi podarowali, na ścianach ich plakaty. Kiedy otwieram portfel, czasem wypada z niego Maria Materia – odprysk jednej z dziesiątek ich genialnych akcji, tym razem wycelowanej w kult mamony. To mały obrazek w formie ściemnionej karty płatniczej, która „upoważnia posiadacza do korzystania na warunkach promocyjnych ze wszystkich towarów i usług dostępnych na rynku” i głosi, że „posiadacz karty jest jednocześnie zwolniony od odpowiedzialności za własny los i kształt wybranej przez siebie egzystencji”. Twożywa już nie ma, a Maria Materia niepodzielnie rządzi. Nie tak miało być, chłopaki!

*

Książka „Twożywo. Plądrujemy ruiny rzeczywistości” powstała z inicjatywy Osmana Djadjadisastry – lekarza i kolekcjonera sztuki mieszkającego w Niemczech, posiadającego w swoich zbiorach prace wielu polskich artystów XX wieku, takich jak: Jerzy Nowosielski, Jerzy Bereś, Maria Pinińska-Bereś, Ewa Partum, Teresa Murak, Edward Dwurnik, Marek Kijewski, oraz grup: Koło Klipsa, Gruppa, LUXUS, Łódź Kaliska, Twożywo. Została skomponowana i zaprojektowana przez Mariusza Libla i Krzysztofa Sidorka. Współwydawcą publikacji jest Galeria Monopol. Książkę można kupić na stronie Fundacji Bęc Zmiana. 

 
Anna Sańczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę