Znaleziono 0 artykułów
06.02.2021

„Chcemy być wolni”: Cała prawda o Meghan i Harrym

(Fot. Getty Images)

Meghan i Harry’ego połączyła miłość od pierwszego wejrzenia. Od tamtej chwili wiedzieli też, że chcą razem zmieniać świat na lepsze – mówi dziennikarz Omid Scobie, który razem z Carolyn Durand napisał biografię Susseksów, opierając się na wypowiedziach osób bliskich parze.

Carolyn Durand i Omid Scobie postawili ostatnią kropkę na kartach książki „Chcemy być wolni” rok temu, gdy Meghan i Harry zdecydowali się zrezygnować z pełnienia oficjalnych obowiązków należących do brytyjskiej rodziny królewskiej. Nie mogli przewidzieć, co stanie się później, a z pewnością nie mogli przewidzieć pandemii. – Wiedzieliśmy, że podążą własną ścieżką – mówi Carolyn, która łączy się ze mną na Zoomie z zasypanego śniegiem domu pod Nowym Jorkiem. – Ale to, co osiągnęli, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Powołanie organizacji Archwell, podcasty, umowa z Netfliksem – wszystko to w rok! Podwaliny pod te przedsięwzięcia położyli jeszcze jako Susseksowie – dodała dziennikarka, która od wielu lat pisze o Windsorach. – Meghan i Harry’ego połączyła miłość od pierwszego wejrzenia. I od tamtej chwili wiedzieli, że chcą razem zmieniać świat na lepsze – twierdzi Omid Scobie, który czas przymusowej izolacji spędza na angielskiej wsi, pisząc o rodzinie królewskiej dla wielu brytyjskich magazynów, w tym „Elle”, „Tatlera”, czy „Harper’s Bazaar”. – Chcieliśmy opowiedzieć tę historię z ich perspektywy, bo do tej pory narrację dyktowały niechętne im tabloidy – mówi Durand.

Meghan Markle: Nowa w rodzinie królewskiej

Autorzy, których obecnie dzieli kilka tysięcy kilometrów, podkreślają, że postrzeganie Susseksów w Ameryce i Europie zdecydowanie się różni. – W Stanach Meghan jako self-made woman budzi respekt. W końcu udało jej się wyśnić amerykański sen. W Wielkiej Brytanii, społeczeństwie klasowym, wywołuje niepokój – twierdzi Carolyn. – Wszyscy, którzy znają Meghan, określają ją mianem driven, ambitnej, zaangażowanej, pełnej samozaparcia. To zaleta, ale u Windsorów nie najlepiej widziana – dodaje Scobie.

(Fot. Getty Images)

Nie bez znaczenia jest pochodzenie Markle. Jako córka kobiety koloru i białego mężczyzny nigdy nie miała łatwo. Jej tożsamość nie mieściła się w rubryczkach. Gdy była mała, kazano jej w szkole wypełnić tabelkę na temat rodziny. Nie było w niej zakładki: „mieszana rodzina”. Ojciec, Thomas, poradził jej, żeby dopisała własną kategorię. – W Stanach dużo mówi się o rasizmie, w Wielkiej Brytanii to wciąż ukrywany temat, niemal tabu, a rasizm tu oczywiście ma się dobrze – mówi Scobie. – Jej postawa wpłynęła na całą Wspólnotę Narodów. Osoby z całego świata związanego z brytyjską koroną nareszcie zobaczyły, że ktoś taki jak one – osoba koloru – może osiągnąć sukces. Jeśli miałabym wskazać najważniejszą rewolucję, wywołaną przez Markle, to byłaby to właśnie zmiana optyki dotyczącej pochodzenia – mówi Durand.

Według dziennikarzy to, że Meghan jest kobietą koloru, zaważyło na jej traktowaniu przez niektórych członków rodziny królewskiej. Plotkowano, że ma „za dużo” doświadczeń. Nazywano ją też „aktoreczką Harry’ego”. Markle czuła, że źle traktują ją otoczenie królowej, służba, a nawet brat wybranka – William. Po ślubie w maju 2018 roku (Durand i Scobie zdradzają, że na weselu zaśpiewał Elton John) tabloidy rozpisywały się na temat „wymagań” Meghan. Dworzanie mieli uznawać ją za trudną, co i rusz odchodziły asystentki, a „nieodpowiedzialną” nianię synka Archiego para zwolniła po jednym dniu. Z Williamem i Kate (nazywano tę czwórkę Fab Four) też nie poszło gładko. Starszy brat chciał ostudzić emocje Harry’ego, a Kate ponoć nie dość życzliwie przywitała Meghan. Durand i Scobie sugerują, że powinna była lepiej rozumieć sytuację „tej nowej” na dworze (Markle zaprzyjaźniła się natomiast z kuzynką i przyjaciółką Harry’ego, Eugenią, równie „zabawną i wyluzowaną” jak on). Piszą jednak, że Meghan i Kate nie miały ze sobą wiele wspólnego, a Middleton zajmowała się przede wszystkim wychowaniem trójki dzieci. Nie miała ambicji, żeby zaistnieć, nie wychodziła przed szereg, zawsze wypełniała zasady etykiety. Markle od początku popełniała gafy, które sama uznawała za przejaw buntu wobec skostniałych zasad.

Jaką Meghan poznał Harry

Durand i Scobie stają po stronie Markle. Przedstawiają ją jako ambitną dziewczynę, która niechętnie zmienia plany. Gdy studiowała na Uniwersytecie Północno-Zachodnim, uczyła się do upadłego. Gdy postanowiła zostać aktorką, uparcie chodziła na castingi, przyjmowała nawet takie role jak „dziewczyna, która robi dobrze głównemu bohaterowi w samochodzie” w serialu „90210” (tę scenę można wciąż znaleźć na YouTubie). Była jedną z „panienek z walizkami” w teleturnieju „Deal or No Deal”. Gdy wreszcie dostała rolę Rachel w serialu „W garniturach”, przeprowadziła się z rodzinnej Kalifornii do Vancouver, gdzie powstawały zdjęcia. Bez „epizodu kanadyjskiego” nie byłoby Royal Wedding – twierdzą autorzy biografii Susseksów. To tam Meghan zaczęła obracać się w dobrym towarzystwie (Harry’ego poznała potem przez wspólną znajomą, projektantkę Mishę Nonoo), w tym w otoczeniu premiera Justina Trudeau, tam zaczęła prowadzić lifestyle’owego bloga The Tig z przepisami kulinarnymi, ploteczkami i poradami modowymi, to tam wreszcie zarobiła na tyle dużo pieniędzy, żeby móc zacząć realizować największą ambicję – niesienie pomocy potrzebującym. Długo przed tym, zanim została księżną, dostrzegła ją Organizacja Narodów Zjednoczonych. – Jestem dumną kobietą i feministką – mówiła w 2015 roku.

Taką Meghan poznał Harry. Nieszczęśliwy chłopiec, który stracił matkę, jeszcze zanim zdążył wejść w okres dojrzewania. Duszący się na dworze, potrzebujący przygody. Wrażliwy, choć niemogący rozmawiać o uczuciach, bo przecież nie wypada. Już po pierwszej randce wiedział, że zwiąże się z Meghan na dłużej. Musieli jednak pokonać wiele przeszkód – po pierwsze, o romansie nie mogły zbyt wcześnie dowiedzieć się media, po drugie, trzeba było przekonać babcię, że Meghan to dobra partia, a po trzecie, ona musiała zrezygnować z kariery aktorskiej, co – jak piszą Durand i Scobie – zrobiła z ciężkim sercem.

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)

Megxit i co dalej

8 stycznia 2020 roku ogłoszono Megxit (– To była dla nich dobra decyzja – mówi Durand), który wstrząsnął Brytyjczykami niemal jak brexit. Podobno o planie Susseksów nie wiedziała nawet Elżbieta II. Planowano rozłożyć rozstanie z dworem w czasie (chcieli dzielić życie między Anglię a Amerykę), ale pandemia sprawiła, że gdy Meghan i Harry wyjechali do Stanów, by zamieszkać w Santa Barbara, nie mogli już wrócić do Anglii. Wychowując Archiego, rozpoczęli intensywną pracę nad własną marką. Nie mogli już posługiwać się tytułem królewskim, ale byli wciąż wystarczająco sławni, żeby podpisać kontrakt z Netfliksem na 200 milionów dolarów (mówi się, że umowa zostanie zerwana, bo platforma nie jest zadowolona z partnerstwa), nagrywać podcasty i powołać do życia Archwell. Pod koniec listopada Meghan opowiedziała na łamach „New York Timesa” o traumatycznym doświadczeniu poronienia. „Trzymając na rękach jedno dziecko, czułam, że tracę drugie” – pisała, wywołując lawinę komentarzy. Gdy taka kobieta jak ona przełamuje tabu, łatwiej jest mówić o tym, co wcześniej niewypowiedziane.

Durand i Scobie uważają, że Meghan taką właśnie rolę miała do odegrania – chciała oswoić Windsorów z uczuciami, nauczyć poddanych otwartości i tolerancji, stworzyć rodzinę królewską 2.0 – wielorasową, zaangażowaną społeczno-politycznie, pozbawioną konwenansów. Nie udało się. Tak jak wcześniej Lady Di, pożarły ją tabloidy. Do Megxitu pewnie by nie doszło, gdyby nie poczucie zagrożenia, które towarzyszyło Susseksom. Gdy na świecie pojawił się Archie, młodzi rodzice nie chcieli, by czekał go taki los jak Harry’ego, który od pierwszego kroku był śledzony przez media. – Megxit to nie była łatwa decyzja, ale musieli zważyć, czy bardziej liczy się ich dobro, czy dobro monarchii – mówi Scobie. Zapytany, czy przez Meghan monarchia zachwiała się w posadach, dziennikarz pozostaje sceptyczny. – Monarchia ma dziedzictwo, historię i tradycję. Nie da się jej zmienić ot tak. To musi potrwać. Meghan i Harry na pewno popchnęli te zmiany do przodu, ale modernizacja systemu jeszcze potrwa – twierdzi.

(Fot. materiały prasowe)

* Omid Scobie, Carolyn Durand, Harry i Meghan. „Chcemy być wolni”, tłumaczenie Monika Skowron i Violetta Dobosz, wyd. Znak Horyzont

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę