Znaleziono 0 artykułów
11.11.2018
Artykuł sponsorowany

10 najciekawszych eksponatów z wystawy „Rzeczy warszawskie”

Plakat promujący Muzeum Warszawy (Fot. Materiały prasowe)

Ekspozycja w Muzeum Warszawy została podzielona na 21 tematycznych gabinetów. Każdy z tysiąca przedmiotów jest punktem wyjścia do historii osób, wydarzeń i procesów, które ukształtowały stolicę. 

Podobne artykułyMuzeum Warszawy: Przedmioty mają powabKatarzyna PietrewiczKażde miasto ma swoją historię. Każde ma coś, co je wyróżnia i czyni wyjątkowym. Czasem są to zabytki, klejnoty i dzieła sztuki przekazywane w rodzinach z pokolenia na pokolenia albo plany miast czy pocztówki. Bywa i tak, że historię miasta opowiada koronkowa bluzka, pudełko po czekoladkach Wedla czy zachowany cudem flakonik perfum wyprodukowany w stołecznych zakładach. Historię Warszawy można poznawać na rożne sposoby. Jednym z nich jest odwiedzenie wystawy „Rzeczy warszawskie” w Muzeum Warszawy. Podczas jej zwiedzania każdy może ułożyć własną opowieść o Warszawie. Prezentujemy dziesięć eksponatów, które szczególnie zapadły nam w pamięć.

Edward Dwurnik, „Budowa Dworca Centralnego”

Edward Dwurnik, Budowa Dworca Centralnego, 1974 r. (Fot. Skanery Niewiarygodne)

Obraz zmarłego niedawno malarza w charakterystycznym dla niego graficznym stylu, inspirowanym m.in. twórczością Nikifora Krynickiego, ma charakter reportażowy. Autor wspominał, że malując go w 1974 roku, pragnął uwiecznić budowę Dworca Centralnego jako niezwykle spektakularnej inwestycji. Obraz oddaje fascynację nowoczesnym miastem i jego infrastrukturą. Obok procesu budowy podziemnych peronów i tuneli widać na nim panoramę stolicy z Pałacem Kultury i Nauki, budynkami tzw. Ściany Wschodniej ulicy Marszałkowskiej i hotelem Forum. Dalej rozciągają się główne arterie komunikacyjne miasta oraz malowane dynamiczną kreską mosty. Dzieło Edwarda Dwurnika jest warte uwagi nie tylko ze względu na talent wielkiego twórcy, ale również temat przez niego podjęty. Dworzec Centralny był niezwykle ważnym etapem modernizacji Warszawy w latach 70-tych. Funkcjonalny, estetyczny i nowoczesny pochłonął ogromny budżet. Był dumą ówczesnych władz. Obiekt wykorzystywano do propagandy sukcesu potwierdzającej słuszność socjalistycznego ustroju i gospodarki.

Cukiernica „Kula”

Cukiernica Kula, ok. 1935 r. (Fot. I. Oleś)

Cukiernica zaprojektowana przez rzeźbiarkę, która uważała, że piękno przedmiotu użytkowego wynika z harmonijnego połączenia formy, funkcji i tworzywa, jest czymś więcej niż zabytkowym cackiem. Ta rzecz opowiada kawałek historii warszawskiej sztuki użytkowej. Gdy Polska odzyskała niepodległość, stołeczne zakłady platernicze zostały odcięte od rosyjskiego rynku zbytu, który zapewniał im wysokie i stabilne zyski. Poszukiwania nowych odbiorców zagranicznych spaliły na panewce, bo zakłady zamiast modernizować wzornictwo, bazowały na dawnych projektach. Do wprowadzenia nowych fasonów skłoniło właścicieli firm dopiero załamanie gospodarki spowodowane Wielkim Kryzysem, który wybuchł w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku. Widmo bankructwa sprawiło, że chcąc trafić w obowiązującą wówczas tak w Europie, jak USA modę, zaczęto produkować przedmioty nawiązujące do stylu art déco. Poszukiwano w związku z tym twórców zdolnych tworzyć projekty przedmiotów, które zadowolą gusta nawet najbardziej wymagających klientów. Fabryka Norblin zainteresowała się absolwentką warszawskiej ASP, Julią Keilową. Jej projekty są dziś uważane za klasykę polskiego designu lat 30-tych i 40-tych.

Portret Marii Kazimiery Sobieskiej 

Portret Marii Kazimiery Sobieskiej, Królowej Polski, lata 80. XVII w. (Fot. Skanery Niewiarygodne)

Obraz, którego bohaterką uczyniono Królową Marysieńkę, roztacza wokół siebie intymną aurę, ale przedstawia silną kobietę o wielkich ambicjach politycznych. Maria Kazimiera Sobieska, uwieczniona w opadającym z ramion, odsłaniającym dekolt królewskim, gronostajowym płaszczu, była jedną z najbardziej intrygujących kobiet w historii Polski. Gdy jako mała dziewczynka przybyła do Warszawy w orszaku królowej Polski, Ludwiki Marii Gonzagi, bacznie obserwowała polityczne rozgrywki, intrygi oraz mechanizmy budowania kobiecych wpływów w zdominowanym przez mężczyzn świecie władzy. Choć wydano ją za wojewodę sandomierskiego, Jana Zamoyskiego, już wówczas miała na oku Jana Sobieskiego. Gdy jej małżonek zmarł, Marii Kazimierze udało się zrealizować plany. Jej małżeństwo z Sobieskim opierało się nie tylko na miłości, ale też wzajemnym porozumieniu i wspólnej chęci do osiągania sukcesów politycznych. To w dużej mierze dzięki jej talentowi dyplomatycznemu, Jan Sobieski został obrany królem. Marysieńka wspierała go przez cały czas panowania, była też inicjatorką i fundatorką wielu budowli w Warszawie, m.in. Pałacu w Wilanowie. Od jej imienia pochodzi nazwa stołecznej dzielnicy Marymont, niegdyś pagórka, na której powstał zbudowany specjalnie dla Królowej letni pałac.

Głowa płaczącego putta

Głowa płaczącego putta z nagrobka Marii Józefiny Sobieskiej z Kościoła Sióstr Sakramentek, ok. 1761 r. (Fot. A. Czechowski, I. Oleś) 

Rzeźba była częścią nagrobka Marii Józefy z Wesslów Sobieskiej, żony syna króla Jana III Sobieskiego, Konstantego. Ufundowany przez bratanka zmarłej nagrobek zdobiły popularne wśród arystokracji w okresie renesansu motywy – marmurowy cokół z herbami, medalion z profilowym portretem Marii Józefy i putta po obydwu jego stronach. Putta najczęściej pojawiały się w scenach alegorycznych i mitologicznych. W sztuce sakralnej poprzez odpowiednie atrybuty nadawano im znaczenie symboliczne. Na nagrobku Marii Józefy jedno z putt w prawej ręce trzymało chustkę, którą ocierało łzy, a w lewej zgaszoną pochodnię zwróconą głownią w dół. To właśnie z tej rzeźby pochodzi zachowana główka. Choć nagrobek przetrwał okupację, kościół przy Rynku Nowego miasta, w którym się znajdował, został zrównany z ziemią podczas Powstania Warszawskiego. 31 sierpnia 1944 roku bomby zmiażdżyły sklepienie świątyni, grzebiąc pod gruzami chroniącą się w kościele cywilną ludność. Putta, które udało się uratować spod gruzów w 1973 roku, wmontowano w umieszczony w kościele pomnik ku czci poległych w nim pod gruzami ludzi. Główki płaczącego putta nie udało się odnaleźć, na pomnik trafiła wiec jej kopia. Trafiła pod opiekę Muzeum po odnalezieniu w 2000 roku.

Szyfonowa bluzka wizytowa, Dom Mody Bogusław Herse, Warszawa

Szyfonowa bluzka wizytowa, ok. 1910 r. (Fot. A. Czechowski, A. Niakrasau)

Na przełomie XIX i XX wieku w stolicy powstało wiele domów mody, które prześcigały się w spełnianiu każdej zachcianki, nawet najbardziej wymagających klientek. Najznamienitszych z nich był dom mody Bogusława Hersego, z którego pochodzi szyfonowa bluzka z Muzeum Warszawy. Mieszczący się początkowo przy ulicy Senatorskiej 10, a następnie, od 1899 roku, w reprezentacyjnym budynku przy ulicy Marszałkowskiej, butik oferował klientkom luksusowe ubrania i akcesoria. Damy mogły się w nim zaopatrzyć w każdy element garderoby – od wstążek po futra. Bogusław Herse był nie tylko właścicielem, ale również projektantem części modeli. Inne sprowadzano prosto z Paryża. Klientki mogły wybierać z najgorętszych modowych nowinek, a zakupy ułatwiał im wykwalifikowany personel. Największą świetnością dom mody Hersego cieszył się na przełomie wieków. W latach międzywojennych właściciel musiał stawić czoła licznej konkurencji, m.in. ekskluzywnemu domowi mody Boguchwała Myszkorowskiego, czy przeznaczonemu dla mniej zamożnych klientów, lecz prężnie działającemu, Domowi Towarowemu Braci Jabłkowskich. Mimo to, przez blisko 70 lat dom mody Bogusława Hersego, prowadzony przez trzy pokolenia rodziny, należał do najbardziej cenionych warszawskich firm. Pochodzące z niego ubrania często gościły na kartach żurnali, jego nazwę można także odnaleźć w zachowanych pamiętnikach i wspomnieniach.

Spodek z autografem Pabla Picassa z zastawy Hotelu Bristol

Spodek z autografem Pabla Picassa z zastawy Hotelu Bristol, 1931 – 1948 r., autograf 1948 r. (Fot. A. Czechowski, I. Oleś) 

W 1948 roku powojenną Warszawę odwiedził na specjalne zaproszenie polskich władz Pablo Picasso. Najwybitniejszy bodaj artysta XX wieku zatrzymał się w hotelu Bristol, o którego legendarnym wręcz luksusie mówiono nie tylko w Warszawie, ale też w całej Polsce. Neorenesansowy budynek jako jeden z nielicznych ocalał w niemal zrównanej z ziemią podczas II wojny światowej stolicy. Już w 1945 roku wznowił działalność. Znany z lewicowych sympatii Picasso, członek Francuskiej Partii Komunistycznej, wziął udział w organizowanym we Wrocławiu Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju, przedsięwzięciu propagandowym mającym na celu atak na amerykański imperializm. W Warszawie Picasso nie tylko spotykał się z artystami i przedstawicielami władz, ale też oglądał wyrządzone przez wojnę szkody i postępującą odbudowę Stolicy. W jednym z mieszkań Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Kole namalował na ścianie syrenkę z młotkiem. Jego dzieło cieszyło się tak wielkim zainteresowaniem, że zmęczeni pielgrzymkami miłośników sztuki mieszkańcy postanowili je zamalować. Z wizyty Picassa ocalała podobna syrenka namalowana w albumie rodzinnym ówczesnego prezydenta Warszawy, Stanisława Tołwińskiego. Pamiątką tego wydarzenie jest także porcelanowy talerz, na którym ostatniego dnia pobytu Picasso złożył swój autograf.

Papierośnica prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego

Papierośnica Prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, przed 1931, grawerunek po 1934 r. (Fot. A. Czechowski, I. Oleś) 

Z papierośnicą wykonaną w cieszącej się uznaniem warszawiaków fabryce Wyrobów Złotych i Srebrnych Władysława Krupskiego i Jana Matulewicza wiąże się kolejna wojenna historia. Prezydent Warszawy, właściciel tego cacka, opatrzonego wygrawerowanymi inicjałami „S.St” oraz dedykacją „Kochanemu Prezydentowi”, dostał je od dyrektora Archiwum Akt Dawnych, historyka Kazimierza Konarskiego. Pod koniec sierpnia 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej, prezydent Starzyński odwiedził ciotkę Wacława Paszkowskiego, profesora Politechniki Warszawskiej, kierownika budowy wielu stołecznych budynków, m.in. gmachu Państwowej Szkoły Higieny przy ul. Chocimskiej. Wychodząc, zapomniał zabrać papierośnicę. Po wybuchu wojny nigdy jej nie odzyskał. Stefan Starzyński wraz z Wacławem Paszkowskim współpracował w Komitecie Obywatelskim kierowanym przez generała Juliusza Rómmla. Pod koniec grudnia 1939 roku prezydent Starzyński został zamordowany przez Niemców. Jego papierośnica przetrwała wojenną zawieruchę i w 2009 roku trafiła do zbiorów Muzeum Warszawy.

Puszka po słodyczach firmy E. Wedel

Puszka po słodyczach Firmy E. Wedel, po 1920 r. (Fot. A. Czechowski, I. Oleś) 

Metalowa puszka po słodyczach zakładów E. Wedel jest związana z Warszawą nie tylko dlatego, że to w stolicy powstała istniejąca do dziś firma. Jej wyjątkowość polega na tym, że w przeciwieństwie do wielu opakowań czekoladek z podobnego okresu, nie zdobią jej motywy kwiatowe, a charakterystyczne widoki warszawskie, takie jak Plac Zamkowy i Kolumna Zygmunta czy pałac Na Wyspie w Łazienkach. W dodatku została wykonana w warszawskiej Tłoczni S.A., zakładu, którego fabryka od 1920 roku mieściła się przy ul. Przemysłowej. Firma E.Wedel, która w tak eleganckiej oprawie sprzedawała swoje słodycze, była pierwszą w Polsce fabryką czekolady. W 1851 roku założył ją Karol Wedel. Na początku mieściła się na rogu ulic Miodowej i Kapitulnej, następnie w związku z rosnącą popularnością przeniosła się do większej siedziby przy ulicy Szpitalnej, a w latach 30-tych XX wieku do nowoczesnej fabryki na Kamionku w prawobrzeżnej Warszawie. W dwudziestoleciu międzywojennym Wedel miał wiele sklepów firmowych nie tylko w stolicy, ale w całej Polsce, a nawet filie w Paryżu. Firma istniała nieprzerwanie do 1949 roku, gdy fabrykę znacjonalizowano.

Zegar karetowy

Zegar karetowy, poł. XVIII w. (Fot. A. Czechowski, I. Oleś) 

Zgromadzone na wystawie przedmioty pokazują upływ czasu. Jeden z nich mijające minuty i godziny odmierzał w sposób iście królewski. Zegar karetowy, bo o nim mowa, został wykonany w połowie XVII wieku przez Jana Michała Gugenmusa, jednego z najwybitniejszych zegarmistrzów tamtych czasów. Gugenmus był współzałożycielem cechu zegarmistrzów w Warszawie oraz servituratus horologi, zegarmistrzem pracującym dla monarchy i wyłączonym spod władzy miejskiej. Godność ta, otrzymana od króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, zobowiązywała zegarmistrza do sprawowania opieki nad królewskimi czasomierza oraz do dostarczania na dwór własnych wyrobów. Oprócz uznania, które dawała, funkcja serwitora królewskiego była świetna z marketingowego punktu widzenia, bo otwierała drogę do zamożnej klienteli z wyższych sfer. Tacy zleceniodawcy oczekiwali tylko tego, co najlepsze. Prezentowany na wystawie zegar jest więc przedmiotem luksusowym stworzonym dla najbardziej wymagających odbiorców. Świadczy o tym nie tylko nazwisko jego twórcy, ale też pełna przepychu i precyzji wykonania forma. Zawieszano zegar wewnątrz powozu tak, by pokazywał mijające godziny i minuty podróżującym państwu. Miał nawet budzik w razie, gdyby kołysanie pojazdu wielmożów uśpiło.

Empirowy pantofelek

Empirowy pantofelek, pierwsze lata XIX w. (Fot. M. Kalina, A. Niakrasau)

Zdarza się, że przedmiot, choć wiekowy, wygląda tak współcześnie, że gdyby nie niespotykana dziś precyzja wykonania, mógłby znaleźć się współcześnie na sklepowych półkach. Tak jest w przypadku empirowego pantofelka wykonanego z delikatnej, koźlęcej skórki. Bucik w odcieniu szmaragdowej zieleni wiązany tasiemką na kostce, ozdobiony dekoracyjną kokardką na podbiciu, choć pochodzi w początku XIX wieku, zachwyca tak samo, jak wtedy. W tamtych czasach zakupy w stolicy były wielką atrakcją dla panien mieszkających w dworach na prowincji. Właścicielka pantofelka, Teresa z Wisłockich Kraińska, kupiła buty podczas odwiedzin u rodziny. Warszawscy szewcy byli uważani za najlepszych, w myśl powiedzenia: „Krakowska panna, Gdańska wódka, toruński piernik i trzewik warszawski”. Obok uroczego pantofelka można w Gabinecie Ubiorów zobaczyć także dwie suknie z okresu Księstwa Warszawskiego, również pochodzące z garderoby pani Kraińskiej.

Przy okazji otwarcia wystawy „Rzeczy warszawskie” rozmawiliśmy z kuratorem dr Jarosławem Trybusiem, przygotowaliśmy także relację wideo z ekspozycji.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę