Znaleziono 0 artykułów
11.01.2019

Amos Oz: Jak uleczyć fanatyka?

Amos Oz (Fot. Getty Images)

Pokłady wrażliwości, które posiadał zmarły niedawno izraelski pisarz, można by rozdzielić na tuzin osób, a i tak by jeszcze zostało. Podobnie z poczuciem humoru. I z patriotyzmem, jeśli założyć, że patriotą jest ten, kto niepokoi się o swój kraj, zauważa jego różnorodność oraz wynikające z niej zagrożenia, wszystkie wady i zalety.

Wielki żal, że Akademia Szwedzka nie przyznała Amosowi Ozowi literackiej Nagrody Nobla. Należała się izraelskiemu pisarzowi bez dwóch zdań. Należała mu się też ta pokojowa za konsekwentne przestrzeganie świata przed wszelkimi formami fanatyzmu, który zawsze prowadził i prowadzi do przelewu krwi i okrucieństwa.

 Amos Oz, 2007 (Fot. Getty Images)

Amos Oz, jak mało kto, potrafił uważnie patrzeć na to, co działo się dookoła. Przyglądał się własnemu otoczeniu, własnemu krajowi, własnej rodzinie. I pisał. Żadna bruzda na twarzy, grymas czy westchnienie bohatera nie umykało uwadze pisarza. Żaden kwiatek w puszce, robiącej za doniczkę, czy wyślizgany kamienny schodek nie był przez niego pomijany. Pokłady wrażliwości, które posiadał, można by rozdzielić na tuzin osób, a i tak by jeszcze zostało. Podobnie z poczuciem humoru. Czy z patriotyzmem, jeśli założyć, że patriotą jest ten, kto niepokoi się o swój kraj, zauważa jego różnorodność oraz wynikające z niej zagrożenia, wszystkie wady i zalety.

Reklama

Pisał wielkie epickie dzieła – jakich szukać dziś ze świecą – jak autobiograficzna „Opowieść o miłości i mroku”. Rodzinna saga rozgrywająca się zarówno w Wilnie, Równem, jak i w Jerozolimie, a zarazem będąca najnowszymi dziejami narodu żydowskiego. Pisał mniejsze powieści – tylko pod względem objętości – jak „Mój Michał”, „Judasz” czy „Fima”, w których ograniczał się do wędrówek po zaułkach swojej najbliższej okolicy, czyli świętego miasta Jerozolimy oraz pobliskich kibuców i spółdzielczych moszawów.

Pisał doskonałe reportaże o tak różnych od siebie społecznościach Izraela, czego wspaniałym dowodem jest książka „Na ziemi Izraela” z 1983 roku. Była to podróż, jak sam Oz zaznaczył we wstępie: „prawie wyłącznie do Jerozolimy i do położonych na północ, południe i zachód od niej górzystych rejonów; była to również wizyta wśród ludzi o bardzo silnych przekonaniach, jednostek nadużywających wykrzykników. Była to wreszcie podróż w rejony, gdzie mężczyźni nie pozwalają kobietom wtrącić choćby słowa”. I choć podkreślił, że jego artykuły nie są „typowym przekrojem” Izraela, bo nie wierzył w typowe przekroje, to uważam, że te dwieście stron reportażu – mimo że od podróży minęło ponad trzydzieści lat – ciągle są obowiązkowym przewodnikiem po tamtejszym społeczeństwie dla wszystkich, którzy zamierzają odwiedzić ten niewielki kraj. Niestety książka ukazała się w Polsce dawno, do tego w mikrym nakładzie i właściwie jest nie do dostania nawet w antykwariatach. Może teraz doczeka się wznowienia?

Amos Oz w swoim mieszkaniu w Tel-Avivie, 2013 (Fot. Getty Images)

No i oczywiście nie można pominąć tego, że Amos Oz był również nauczycielem. Wykłady, które zebrał w eseje i opublikował, są podsumowaniem jego filozofii życia. Choćby te, które Rebis wydał w zeszłym roku, „Do fanatyków. Trzy refleksje”.

Zobaczmy, jak Oz patrzył na świat. To ustęp z artykułu „Dzięki Bogu za Jego codzienne błogosławieństwa” z książki „Na ziemi Izraela” o ultraortodoksyjnej żydowskiej dzielnicy Geula w Jerozolimie.

Syjonizm został tu odrzucony. Był tu kiedyś i skończył się. Tylko starzejący się funkcjonariusz straży miejskiej w nie dopasowanym mundurze przemierza ulicę jak gdyby we śnie, rzucając czasem podejrzliwe spojrzenie na arabskich robotników reperujących dachówkę na Szkole Pisma Świętego, czy aby nie pozostawili za sobą jakiegoś niewielkiego ładunku wybuchowego. Jesienne powietrze w Jerozolimie. „Nie wolno brać udziału w ohydnych wyborach”. „Córy Izraela muszą ubierać się skromnie”. „Jedź ostrożnie… patolog już na ciebie czeka” – aluzja do autopsji, które według ultraortodoksów, przeprowadzane są masowo w izraelskich szpitalach, gwałcąc żydowskie prawo religijne. A swastyka z napisem „Śmierć hitlerowskim archeologom” – dla tych, którzy grzebią w starożytnych żydowskich cmentarzyskach. Syjonizm odrzucono, ale przez zawiłą, delikatną sieć rur płynie tu pot amerykańskiego robotnika z Detroit i farmera z Ohio lub Missouri: płynie kanałami zagranicznej pomocy, sączy się w tkankę syjonizmu, aż wreszcie wchłonięty zostaje w te osiedla, w ich jesziwy, szkoły parafialne, w rabiniczny system opieki społecznej i jego instytucje dobroczynne, pomagające biednym w potrzebie, owdowiałej pannie młodej, zakładowi pogrzebowemu.

Albo kawałek literackiej fikcji. Głównym bohaterem przecudnej powieści Oza „Judasz”, której akcja toczy się w 1959 roku, jest Szmuel Asz. Wrażliwy, młody idealista, socjalista za bohaterów ma kubańskich braci Castro i ich argentyńskiego kolegę Ernesta „Che” Guevarę. Sam też nosi taką samą gęstą brodę. Szmuel pisze pracę magisterską o Jezusie w oczach Żydów. Pewnego dnia porzuca go ukochana. Szmuel zostawia studia, chce opuścić Jerozolimę, ale przeczyta ogłoszenie i nad swoim losem będzie dumał w domu, gdzie zatrudni się jako towarzysz rozmów starszego pana Gerszoma Walda. Gdy jest tam po raz pierwszy, podsłucha jak Wald tłumaczy komuś przez telefon:

Człowiek podejrzliwy z natury wystawiony jest na nieszczęście. Podejrzliwość jest jak kwas, trawi naczynie, w którym się znajduje, pożera tego, kto ją żywi: dniem i nocą strzec się całego rodzaju ludzkiego, nieustannie głowić się nad tym, jak uniknąć intryg i udaremnić spiski, jakiego użyć fortelu, żeby z daleka dostrzec zastawianą na niego sieć – to wszystko są korzenie wszelkiej szkody. To one nie dają człowiekowi żyć. Chociaż w gruncie rzeczy podejrzliwość, radość z prześladowań, a nawet nienawiść do całej ludzkości, wszystkie one są o wiele mniej zabójcze niż miłość do całego rodzaju ludzkiego: za umiłowaniem całej ludzkości ciągnie się od wieków zapach potoków krwi. Bezpodstawna nienawiść jest dla mnie mniejszym złem niż bezpodstawna miłość: miłośnicy całej ludzkości, rycerzy naprawy świata, ci, co w każdych czasach śpieszą nam na ratunek, a nie ma nikogo, kto by nas wyratował z ich ręki.

A to słowa z eseju „Do fanatyków” napisanego przez Amosa Oza na podstawie wykładów, które wygłosił na uniwersytecie w Tybindze w roku 2002. Niektórzy mogą powiedzieć, że za słowami Oza stoi jego naiwność. Co z tego, skoro ma rację:

Amos Oz, „Do fanatyków. Trzy refleksje” (Fot. materiały prasowe, Rebis)

Fanatyk jest chodzącym wykrzyknikiem. Lepiej, by walka z fanatyzmem nie polegała na postawieniu przeciwnego wykrzyknika. Stawić czoło fanatyzmowi nie oznacza unicestwić wszystkich fanatyków, lecz raczej uważnie zająć się tym małym fanatykiem, który kryje się, mniej lub bardziej, w duszy wielu z nas; oznacza też pożartować trochę z własnych wykrzykników. A także zaciekawić się i zajrzeć od czasu do czasu nie tylko w okno sąsiada, ale przede wszystkim zobaczyć, jak przedstawia się rzeczywistość widziana z jego okna, bo z konieczności jest ona inna niż ta, którą można zobaczyć z własnego.

Zaś po tych słowach usta same się układają w uśmiechu, ale też boli serce:

Kiedy byłem małym chłopcem, babcia Szlomit wyjaśniła mi, jaka jest różnica między Żydem a chrześcijaninem: „Chrześcijanie – powiedziała – wierzą, że Mesjasz już tu kiedyś był i że pewnego dnia do nas wróci. My, Żydzi – ciągnęła – wierzymy, że Mesjasz jeszcze nie przyszedł, ale pewnego dnia na pewno przyjdzie. Ten spór – myślała babcia na głos – sprowadził na świat tak wiele nienawiści i gniewu, prześladowania Żydów, inkwizycję, pogromy, masakry. Ale właściwie dlaczego? – spytała. – Dlaczego się wszyscy nie umówimy, Żydzi i chrześcijanie, że na razie poczekamy cierpliwie i zobaczymy, co się stanie? Jeśli któregoś dnia Mesjasz przyjdzie i powie: »Dawno się nie widzieliśmy, tak się cieszę, że znowu was widzę«, to Żydzi będą musieli się przyznać do błędu. Ale jeżeli powie po przybyciu: »How do you do, miło was poznać«, wówczas cały świat chrześcijański będzie musiał przeprosić Żydów. Do tego czasu – zakończyła babcia – aż do przyjścia Mesjasza, może byśmy tak po prostu żyli i dali żyć innym”?

Amoz Oz urodził się 4 maja 1939 roku w Jerozolimie, zmarł 28 grudnia 2018 roku w Tel Awiwie. Zabrakło nam wielkiego pisarza, prawdziwego mędrca i po prostu dobrego człowieka.

Amos Oz, Na ziemi Izraela, Niezależna Oficyna Wydawnicza 1996, tłum. Monika Czerniewska

Amos Oz, Judasz, Rebis 2015, tłum. Leszek Kwiatkowski

Amos Oz, Opowieść o miłości i mroku. Powieść autobiograficzna, Muza 2005, tłum. Leszek Kwiatkowski; Wydanie drugie Rebis 2016

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje, Rebis 2018, tłum. Leszek Kwiatkowski

Maria Fredro-Boniecka
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę