Znaleziono 0 artykułów
01.04.2021

Wystawa Tomasza Armady: Kim są Polki i Polacy

(Fot. P. Walczak/PME)

Outsider polskiej mody Tomasz Armada w duecie z publicystką Agatą Pyzik na wystawie-kolekcji „Równorodność” pokazują – refleksyjnie, bezlitośnie i dowcipnie – z jak namiętną pogardą Polki i Polacy widzą i opisują samych siebie. – Zależało mi, żeby ludzie uświadomili sobie, że pomimo tego, co im się wydaje, są nadal więźniami stereotypów, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. A uproszczenia są zawsze śmieszne i beznadziejne – tłumaczy Tomasz Armada.

Pandemiczny chaos pozwala dziś jedynie na krótkie chwile wynurzenia, w których możemy chłonąć miejską kulturę pełną piersią (choć w maseczkach). W czasie jednego z takich „wynurzeń”, wypełnionego kompulsywnymi wizytami w teatrach, kinach i galeriach, nogi poniosły mnie do warszawskiego Muzeum Etnograficznego. Rozkosznie monstrualny plakat w stylistyce Patryka Vegi zapraszał na wystawę „Równorodność. Kolekcja Tomasza Armady”, a połączenie enfant terrible polskich wybiegów z autorką błyskotliwej książki o zderzeniu Wschodu z Zachodem „Biedni, ale seksi” w roli kuratorów tej prezentacji, kusiło podwójnym urokiem. Wystawa w cyklu „Rzeczy kultowe”, opisującym kulturowe fenomeny posttransformacyjnej Polski, przedstawia 13 współczesnych „typów polskich” i w niepozbawiony czarnego humoru sposób zdaje się pytać: kim jesteście „Polcy i Polaki”? A może też: kim nie jesteście?

(Fot. P. Walczak/PME)Podpis

Zależało mi, żeby zrobić kolekcję nie tylko o ubraniach, ale wyjść trochę poza swój rewir – tłumaczy Armada. – Dlatego na wystawie są także prace wideo czy instalacje/obiekty. Uznałem, że nie wszystko da się wyrazić ciuchami. Zaprosiłem Agatę, bo chciałem, żeby moja kolekcja miała kuratorkę. Żeby to wreszcie było poważne i nie pisano znowu, że się wygłupiam.

Agata Pyzik dodaje: – Jako autorka esejów politycznych często muszę stworzyć syntezę o polskim społeczeństwie i kiedy czytam „Gazetę Wyborczą” czy któryś z tygodników, zawsze zadziwia mnie pewność, z jaką piszący wygłaszają najbardziej generalizujące sądy na temat Polski i Polaków. Moją motywacją było więc to, żeby skonfrontować swoje często ogólnikowe przemyślenia o Polsce, które formułuję z określonej pozycji, na którą wpływa między innymi to, że mam wyższe wykształcenie, że jestem dziennikarką w Warszawie, a mój kapitał kulturowy i społeczny jest duży. Chciałam to przekroczyć, spojrzeć z boku.

Tomasz Armada i Agata Pyzik: Poznali się przez „Vogue”

Kontrowersyjny architektoniczny symbol Warszawy, a przed nim najsłynniejsze polskie modelki i czarna wołga w szary środkowoeuropejski dzień. Tak wyglądała okładka pierwszego numeru polskiego „Vogue’a”, autorstwa Juergena Tellera, i to dzięki niej poznali się kuratorzy „Równorodności”. Przynajmniej tak zapamiętała to Agata Pyzik. Od kilku lat zajmowała się tematem post-soviet chic i głośna okładka była dla niej okazją do konfrontacji tego pojęcia z polskimi realiami. W mocno prześmiewczym felietonie nazwała Tomasza Armadę wyrazicielem tej estetyki na polskim gruncie, a chwilę potem byli już znajomymi na Facebooku.

(Fot. P. Walczak/PME)

– Wtedy Tomek był jeszcze bardzo offowym gościem, który robił stroje sceniczne dla nieznanej szerzej SIKSY – wspomina Agata. – Z ciekawością obserwowałam działalność jego i grupy Dom Mody Limanka. To część mojej estetycznej i światopoglądowej ewolucji.

Zdumiona patrzyła, jak Coco Kate z Limanki chodzi na wybiegu u Balenciagi, a jednocześnie pozuje bezwstydnie do modowych magazynów na tle blokowisk rodzinnego Elbląga. Agata obserwując to, uwalniała się od hipokryzji tradycyjnej lewicy, która co prawda wspiera klasę ludową czy robotniczą, ale sama nie ogląda „Kiepskich” ani nie ubiera się w chiński szajs. Bo owa „lewica” zakłada, że robią to właśnie członkowie tych klas, które ona uważa za dno, mimo że oficjalnie twierdzi, iż gust nie ma znaczenia. – Tomek pozwolił mi zrozumieć, że w późnym kapitalizmie takie zderzenia dzieją się nieustannie. Bez problemu mogą przenikać się bardzo różne światy, mogą mieszać się gusty niski i wysoki, co dowodzi tylko, że struktura społeczeństwa jest dziś bardzo skomplikowana. To już nie są trzy klasy społeczne, prędzej 33, albo przynajmniej 13, jak zrobiliśmy to – z przymrużeniem oka – na tej wystawie.

(Fot. P. Walczak/PME)

Armada jest dla Pyzik prawdziwym wcieleniem „working class hero”. Nie odrzucił plebejskich korzeni w konfrontacji z „dorosłą” rzeczywistością. Znalazł inspirację w rodzinnym miasteczku Końskie, w otoczeniu, w którym się wychował. To jego kapitał kulturowy, baza, z której czerpie.

„Równorodność”: O czym jest wystawa w Muzeum Etnograficznym

Teraz „Równorodność”, jak wszystko, jest zamknięta, ale prędzej czy później znów będzie jakaś odwilż, a według planu ma być otwarta do września. Na razie można obejrzeć ją online, więc wraz z kuratorami przybliżmy tło tego artystyczno-antropologicznego eksperymentu.

(Fot. P. Walczak/PME)

Oto w sali wystawowej Muzeum Etnograficznego prezentuje się kilkanaście współczesnych „sylwetek” nawiązujących luźno do XIX-wiecznej kategorii etnograficznej „typów ludowych”. Pyzik lepi te postaci z wyobrażeń i klisz branych wprost z niewyczerpanego śmietnika mediów i popkultury. Armada opowiada o nich, używając bliskiego sobie języka kultury materialnej: ubrań, akcesoriów, dizajnu z dyskontu i szmateksu, a także sięgając po sztuki wizualne (filmy, instalacje). Żyjemy dziś pośród iluzji, fejkowych tożsamości i nieprawdziwych, zmienionych chirurgią plastyczną twarzy. W tej atmosferze nie dziwi, gdy niczym zombie w „Nocy żywych trupów” wyłaniają się z tła frankensztajny zbudowane z ulicznych inwektyw i wzajemnie przyprawianych sobie gąb, karykaturalne awatary polactwa wyobrażonego. Korpolaska i Autorytet-Wykształciuch, Patoinfluenserka i Prawdziwy Mężczyzna, Kiepscy i Modna Para Gejów, Europolacy i Beneficjenci 500+, obcy Ukrainiec i swojska Emerytka z Gazetką z Dyskontu. Budzą niewygodny śmiech i, owszem, można zatrzymać się na poziomie beki z polskiej swojskości. Jednak intencja twórców była głębsza. Można ją opisać zdaniem, na które natknęłam się w poście filozofa i publicysty Tomasza Stawiszyńskiego, podsumowującym podziały, które nie pozwalają nam się wzajemnie zobaczyć: „Nie można już rozmawiać z inaczej myślącymi, bo nie ma inaczej myślących – są tylko ludzie (my) i potwory (oni)”.

– „Równorodność” to nie socjologia, lecz „typy” bazujące na stereotypach i wyobrażeniach – zastrzega Agata Pyzik. – Rezultat może dlatego jest tak satyryczny i frankensztajnowaty, bo wystawa wzięła się z mojego i Tomka gniewu na to, że tak dużo stereotypizujemy w tak zwanej debacie publicznej. Wystarczy wejść na dowolne forum, ja obsesyjnie czytam komentarze na fejsie, żeby zobaczyć to jak na dłoni. Jednak nie jesteśmy w tym odosobnieni. Taki jest globalny świat.

Na czym polega polska swoistość

Szukając „polskiej swoistości”, Agata Pyzik dochodzi do wniosku, że jej esencją jest przypisywanie sobie przez nas samych najgorszych cech. Z tym, że winni są zawsze „jacyś inni źli Polacy”, ale nie my – dobrzy, prawi, kulturalni. Z lubością przylepiamy sobie nawzajem etykietki i obrzucamy inwektywami bliźnich.

Nawet nie podpierając się socjologicznymi lekturami, mogę powiedzieć, że jesteśmy strasznie zakompleksieni – stwierdza. – Uważamy się za gorszych, zwłaszcza od mitycznego Zachodu. Ja też, kiedy wyjechałam do Londynu, gdzie przez jakiś czas mieszkałam, czułam na początku głównie wstyd, że jestem nie dość cool. To na pewno rzutuje na nasz poziom frustracji i agresji, co również chcieliśmy pokazać. Być może skrajna brutalizacja, którą obserwowaliśmy w polskim życiu społecznym ostatnich lat, zaowocowała właśnie takimi postaciami, wykoślawionymi do imentu.

(Fot. P. Walczak/PME)

Tomasza Armadę zastaję na zapleczu Teatru Współczesnego w Szczecinie, gdzie czeka na premierę adaptacji „Kongresu Futurologicznego” Stanisława Lema w reżyserii Agnieszki Jakimiak. Tomek zaprojektował kostiumy. Opowiada, że do „Równorodności” chcieli z Agatą wybrać najbardziej skrajne przeciwieństwa, aby pokazać polaryzację społeczną i nieprzenikalne bańki, w których żyjemy: – Ludzie nazywają różne zjawiska, żeby sobie uprościć rzeczywistość, ale ogólniki typu „roszczeniowe pięćsetplusy” są z natury rzeczy uprzedmiotawiające i działające na niekorzyść jednostek.

To karykatury, ludzie-memy, którzy nie istnieją w rzeczywistości, tłumaczy Armada i dodaje, że kiedy tworzy niezależną kolekcję, nie mają dla niego znaczenia wiek, płeć, tożsamość, orientacja. – Tutaj po raz pierwszy musiałem projektować dla „typowego faceta” albo dla „gospodyni domowej”. Wchodzenie w to było dla mnie odkryciem obcego, przerażającego świata.

Podróż po współczesnych klasach społecznych

Każdy z trzynastu opisanych przez kuratorów słowami i przedmiotami typów ma w sali swój zakątek. Armada nazywa je stacjami, używając określenia z polsko-katolickich rytuałów.

Arcyciekawą podróż po współczesnych klasach społecznych rozpoczyna stacja zatytułowana Autorytet-Wykształciuch, gdzie widzów wita para będąca chyba ironiczną parafrazą słynnego „Małżeństwa Arnolfinich” van Eycka. Postać męska w stroju przypominającym sutannę (ksiądz, „kapłan” sztuki, „demiurg” polityki?), zamiast głowy na ramionach nosi biblioteczkę z paździerza, która wygląda jak przebranie roznosiciela ulotek. W osobie jego towarzyszki, zadrukowanej wyimkami z artykułów w kolorowych magazynach, dostało się prasie kobiecej i kreowanym przez nią potrzebom.

(Fot. P. Walczak/PME)

Twórcy wystawy zdają się mówić: autorytety to kolejna ułuda z pustką w środku.

Postać Autorytetu czy Eksperta pojawia się w inteligenckiej prasie od lat 90. – wyjaśnia Agata Pyzik. – To oni mówili nam, jak mamy żyć, jak się zachowywać, żeby dociągnąć do klasy średniej, tego ideału, do którego trzeba aspirować.

Dla Armady największą zmorą była stacja Prawdziwego Mężczyzny (poroża, outdoorowa odzież zaznaczająca patriarchalną męskość w miejskiej dżungli, wielkie sztruksy koloru bajora). Niełatwa także figura Europolaka z korporacyjną unifikacją i nowomową oraz imperatywem wiecznej pogoni i nieustannego rozwoju.

Przerażają mnie hasła w stylu: „wszystko jest możliwe, musisz tylko chcieć”, „nic nie osiągnąłeś, bo jesteś roszczeniowy”, „sam zapracowałem na to, co mam” – mówi. – Nie wszyscy mogą wygrać w tym biegu i często właśnie osoby uprzywilejowane używają takich określeń. To wydaje mi się fałszywe. Jeśli urodzisz się we wsi bez dostępu do edukacji, to nie możesz „osiągnąć wszystkiego”. Wystarczy, że autobus nie dojeżdża i nie masz jak dostać się do wymarzonej szkoły.

Co inspiruje Tomasza Armadę

Gdzie projektant szukał elementów, z których konstruował swoje „awatary”? Czym karmił wyobraźnię?

– Inspirująca okazała się sama przestrzeń muzeum – opowiada Armada. – Poświęciłem dużo czasu, by obejrzeć tutejsze zbiory, jeździłem do innych muzeów etnograficznych, zwiedzałem też podobne miejsca na Ukrainie. Często były to muzea-samoróbki, jak Muzeum Pisanki w Karpatach ukraińskich stworzone przez starszego pana, który postawił na środku wielki głaz, ogłaszając, że to jajo dinozaura. Na ścianach wisiały wykresy mające udowadniać, że znak yin-yang wywodzi się z Ukrainy, bo już dawno temu pojawiał się na miejscowych pisankach.

Te kolekcje dziwów i czupiradeł, kunstkamery i gabinety osobliwości stanowiły impuls dla aranżowania przestrzeni na wystawie. Armadę interesowało też, jak Polacy urządzają mieszkania, w co się ubierają. – Część rzeczy jest nadal z drugiego obiegu, ale inspirowały mnie również tanie markety i masowe ubrania złej jakości – przyznaje. – W dzieciństwie chodziłem z rodzicami do Pepco, gdzie kupowaliśmy koszulki polo za 10 zł z niby bawełny. Tworząc projekty, zastanawiałem się nad pojęciem elegancji i nad tym, jak zmieniła się np. moda męska. Kiedyś ludzie chodzili do krawca, kroili „na siebie”, teraz wszystko jest przemysłowe. W garniturze nie ma już nawet klejonki, jest tylko poliester i to wszystko się odkształca – brzuch wyskakuje, nogi się koślawią.

Armadzie bliski jest duch recyklingu w modzie – szare puchate koce zamieniły się więc w Krynolinę Kury Domowej, zaś Emerytka z Gazetką z Dyskontu (postać będąca czymś na kształt staropolskiego chochoła, stracha na wróble i wieńca dożynkowego w jednym) otrzymała elementy stroju wykonane z serwetek, bieżników, sznurka jutowego plecionego na drutach i podpalanej butelki. Ta postać sportretowana jest z wyjątkową, jak na ostre podejście twórców, szorstką czułością. Przyświecają jej polski duch zaradności, potrzeba magazynowania, odkładania za pazuchę i do skarpety, co dziś nazywa się zero waste, a kiedyś zwano gospodarnością.

Do współpracy przy „Równorodności” Armada zaprosił przyjaciół z dawnego kolektywu Dom Mody Limanka – Kacper Szalecki i Sasa Lubińska zaprojektowali komunikację wizualną i plakaty wystawy, przedmioty wystroju wnętrz oraz fototapetę z blokowiskami dla stacji Kiepskich.

Kuratorzy „Równorodności”: Z kim się identyfikują

Ludzie-torebki, ludzie-bliblioteczki z paździerza, ludzie-kombinezony. Wciskamy innych w niewygodne wyobrażenia, niedopasowane kostiumy, ale czy sami odnajdziemy się w tych uproszczeniach? Poprosiłam kuratorów, żeby skonfrontowali się z typami, niekoniecznie przyjemnymi, które stworzyli, i odnaleźli te, do których im najbliżej.

Agata Pyzik: – Jestem dzieckiem Europolaków, które szukało ucieczki od tandety polskich aspiracji w wykształceniu i kulturze, aż stałam się Wykształciucho-Autorytetem. Natomiast moje guilty pleasure kieruje mnie w stronę konsumpcyjnej Korpolaski. Z gustu jestem też trochę Modnym Gejem. Nikt nie jest pojedynczym typem w stanie czystym! Tak jak dziś nie ma nikogo, kto w 100 procentach przynależy wyłącznie do klasy ludowej, wyższej czy inteligencji. Na przykład ty i ja, jeśli chodzi o zarobki, jesteśmy raczej prekariuszkami, a jeśli chodzi o styl życia – klasą średnią. Każdy z nas to amalgamat, hybryda i farnkensztajn.

Tomasz Armada: – Siebie odnajduję w postaci Alternatywki. Awangardowy artysta, niby-dresiarz podziarany na twarzy – rozbija butelkę i maluje obraz swoją krwią. To stacja, w której odnosimy się do kultury niszowej, niezależnych galerii i artystów wizualnych najmłodszego pokolenia. Widzę się na pewno w Kiepskich i w Beneficjentach 500+, bo to moje dzieciństwo w Końskich, kiedy żyłem w rzeczywistości małomiasteczkowo-wiejskiej, gdzie panowało totalne bezrobocie i obowiązkowy alkoholizm.

Armada i Pyzik zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa, że ludzie przyjdą na wystawę i pomyślą, że jej twórcy „nabijają się z tych Kiepskich”, ale przyjmują to z pokorą. Jak mówi Agata: – Klasizm jest w nas. Nikt nie jest bez winy. Nie ma osoby, która by nie była klasistą do jakiegoś stopnia, nawet antropolog czy naukowiec. Armada i ja żyjemy w tym społeczeństwie i ulegamy tym samym gorączkom, popełniamy podobne błędy.

Tomasz Armada: Pomiędzy światami

W wystawie-kolekcji „Równorodność” Armadzie chodziło o to, by pokazać, że jesteśmy niby różni, lecz w istocie stanowimy społeczeństwo głównie chłopskie, bardzo homogeniczne. Nawet gdy próbujemy udawać, że jest inaczej, że tworzymy jakieś wyjątkowe grupy, elity, odgrywamy kogoś innego.

Zależało mi, żeby ludzie uświadomili sobie, że pomimo tego, co im się wydaje, są nadal więźniami stereotypów, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych – tłumaczy. – Chciałem pokazać, że te wszystkie uproszczenia są zawsze śmieszne i beznadziejne. Możemy bardzo dużo stracić, ulegając bezrefleksyjnie stereotypom, ignorując kogoś ze względu na jego kapitał kulturowy, wiek, orientację czy wygląd.

Na zawodowej drodze otarł się o wiele środowisk. – Świat teatru, świat sztuki wizualnej, świat mody – każdy jest inny – mówi. – A jeszcze w każdym teatrze: świat technicznych, czy pań krawcowych, które reprezentują jeszcze inne poglądy. A ja krążę między nimi. Nigdy nie miałem uprzedzeń, a wręcz wolę spędzać czas z krawcowymi i technicznymi. Staram się być otwarty na każdego człowieka i każdą rzeczywistość.

Nie może się doczekać, aż zrobi zaprojektowanym do wystawy rzeczom i ubraniom prawdziwą sesję zdjęciową. Wystawione w muzeum są milczącą atrapą, a gdyby ktoś wszedł w takim stroju do tramwaju, to dopiero byłby inny odbiór! Planuje zrobić sesję z pracownikami muzeum jako modelami. Z kuratorami, etnografami, może nawet dyrektor się zgodzi. To jest przekroczenie klas w jednej instytucji, gest zbratania i prawdziwej równorodności.

* „Równorodność. Kolekcja Tomasza Armady” w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Wystawa czynna do 12 września 2021 roku. 

Anna Sańczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę