Znaleziono 0 artykułów
26.04.2020

Co czeka kulturę w przyszłości

Billie Eilish (Fot. Getty Images)

Możliwe, że już nigdy nie będziemy korzystać z kultury tak, jak przed pandemią. Co nie znaczy, że na zawsze zostaniemy w internecie. Katarzyna Szustow, doświadczona menedżerka kultury, przewidując wyzwania, stworzyła autorski przewodnik dla instytucji kultury, które chcą odnaleźć się w nowej rzeczywistości.  

Co czeka kulturę w rzeczywistości po koronawirusie? – Dziś w sektorze kreatywnym pracuje blisko 400 tys. osób, czyli około trzy procent wszystkich zatrudnionych. To tak, jakby każda mieszkanka i mieszkaniec Bydgoszczy albo Szczecina zarabiali, tworząc. Przyszłość dla większości artystów oznacza biedę. Żeby przetrwać, wielu z nich zacznie pracować fizycznie, w zawodzie utrzymają się najsilniejsi – mówi Katarzyna Szustow

„Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda” w Muzeum Ślązkim (Fot. Dzięki uprzejmości Szustow. Kultura i Komunikacja)

Dzień po naszej rozmowie „Gazeta Wyborcza” publikuje wywiad z Marcinem Januszkiewiczem – aktorem, który właśnie został kurierem. „To wybór między głodem a ryzykiem zachorowania na koronawirusa” –głosi tytuł tekstu. Bo już po kilku tygodniach izolacji wielu osobom z branży kultury skończyły się oszczędności, a ministerialne programy pomocowe wydają się mrzonką. Stanęły plany filmowe, wystawy, projekty teatralne. Odwołano większość tegorocznych festiwali i imprezy masowe. A przecież mówimy nie tylko o samych reżyserkach, reżyserach, aktorach i aktorkach czy znanych muzykach, lecz także całym zapleczu. Bez źródła utrzymania zostali asystenci, producentki, kostiumografowie, scenografowie i scenografki, fotografowie, obsługujące ich ekipy techniczne czy PR – dodaje Szustow, kreśląc porażającą skalę. Ma 15-letnie doświadczenie w komunikacji branży, a w CV swojej agencji współpracę z ponad 90 klientami od Muzeum Sztuki Nowoczesnej przez Nowy Teatr aż po festiwal Audioriver. 

Szustow opracowała 38-stronnicowy poradnik skierowany do wszystkich instytucji kultury, które w czasach pandemii napotykają zupełnie nowe wyzwania. W podtytule napisała „Kilka skutecznych porad, jak wspierać wspólnotę”, a PDF umieściła w internecie. Każdy może pobrać go za darmo.

Katarzyna Szustow (Fot. Ola Grochowska)

Nowy język 

Spektakl online wyświetlany w sobotni wieczór na Facebooku, wirtualna wystawa zbiorów British Museum czy live z czytającą na głos książkę aktorką. To mała rewolucja kulturalna, jaką obserwujemy w mediach społecznościowych od kilku tygodni. Według Katarzyny – przy okazji pierwsza jaskółka zmian, bo choć wszystkie instytucje od lat mają swoje oficjalne profile w mediach społecznościowych, to do tej pory wiele z nich nie potrafiło z tego kreatywnie korzystać.

Nagle okazało się, że fanpage to nie słup ogłoszeniowy, tylko platforma do interakcji z publicznością. Takie strategie, jak budowanie snobizmu na kulturę, podkreślanie jej elitaryzmu i niedostępności, są nieaktualne. Dziś liczy się budowanie społeczności i zapraszanie ludzi do interakcji. Bo każdy, kto wyraża swoją opinię w mediach społecznościowych, staje się równoprawnym uczestnikiem wydarzenia, a jego wkład zwiększa zasięg i jest na wagę złota – mówi. 

Anda Rottenberg na wystawie „Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda”, (Fot. Dzięki uprzejmości Szustow. Kultura i Komunikacja)

Żeby przyciągnąć uwagę widzów, dotrzeć do nowych grup, potrzebne są niestandardowe pomysły, poczucie humoru i otwartość – Od niedawna zuryski Schauspielhaus produkuje „spektakl dokamerowy” na podstawie „Dekalogu” (reż. Christopher Rüping) – jako tako udany. Ale ciekawszym pomysłem wydają się „blind talks”. Na stronie, mediach społecznościowych podano numer telefonu, na który każdy może zadzwonić w określony dzień i godzinę. Po drugiej stronie pełni dyżur za każdym razem inny pracownik teatru. Można po prostu porozmawiać. Pokazywanie sztuki przez ekran komputera to dopiero pierwszy krok, który wymusiła nowa sytuacja. Kultura, żeby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, musi pójść znacznie dalej. Znaleźć nie tylko nowy język, lecz także nową formułę. To, co obserwujemy teraz – prezentacja starych spektakli, koncerty online, rozmowy na Instagramie – należą do tradycyjnego świata. To są okruchy naszego doświadczenia.

Katarzyna przyznaje, że poza filmami nie jest w stanie oglądać tych propozycji. – Czekam na nową wrażliwość, nowe rozwiązania, które połączą technologię z wyobraźnią i wrażliwością. Genialną pracę przygotował z okazji Dnia Ziemi Olafur Eliasson we współpracy z Galerią Serpentine „Earth perspectives, 2020”. To partycypacyjna akcja, która zaczyna się na twoim ekranie i wychodzi z niego do materialnej rzeczywistości za sprawą biologii... Jak zawsze u niego, wszystko dzieje się na styku materii i światła. Eliasson proponuje nową, niepouczającą narrację wobec zmian klimatycznych oraz inne perspektywy patrzenia. Ponadto możesz pobrać wszystkie pliki, jak i dołączyć się i zostać też artystką/artystą.   

Nic za darmo

Kolejną zmianą, która być może okaże się nowym kierunkiem w myśleniu o kulturze, są opłaty. Choć jeszcze niedawno wiele osób zamiast iść do kina i kupić bilet, ściągało nielegalny film z sieci, dziś bez problemu płaci za dostęp do streamingów. Żeby nie wychodzić z domu, ludzie zaczęli prenumerować prasę online. Zamknięte biblioteki zmusiły dużą grupę do oswojenia się z e-bookami i audiobookami. Wzrosła liczba użytkowników Spotify, a za charytatywne koncerty na żywo w sieci nauczyliśmy się płacić w formie sugerowanych darowizn, do czego namawiali np. organizatorzy projektu „Kwarantanna na na!” wspierającego Szlachetną Paczkę. 
Szustow przywołuje statystykę: „Ponad 80 proc. odbiorców zaobserwowało wzrost zapotrzebowania na dostęp do mediów on-line”. Nagle, jako społeczeństwo odkryliśmy, że kultura – zarówno wysoka, jak i niska – potrzebna jest nam do zrównoważonego życia jak tlen, a w związku z tym jesteśmy gotowi za nią zapłacić, i to nawet w sytuacji, gdy w strachu o niepewną przyszłość, wydatki ograniczamy do minimum, decydując się tylko na jedzenie i kilka subskrypcji w sieci”. 

Festiwal Transatlantyk (Fot. Dzięki uprzejmości Szustow. Kultura i Komunikacja)

Ta tendencja ma potwierdzenie w badaniach robionych np. przez Global Web Index, który wykazuje, że pokolenie Z zaczęło płacić za dostęp do kultury w sieci dopiero w czasie pandemii i zamierza to kontynuować – mówi Szustow. Skoro więc dofinansowanie na kulturę to dziś zaledwie jeden procent budżetu państwa, w przyszłości może okazać się, że silnym wsparciem będą zaangażowani odbiorcy.

Cichy triumf materii

Katarzyna jest jednak przekonana, że kultura w dawnym, tradycyjnym wydaniu, choć ograniczona przetrwa i nabierze nowego elitarnego wymiaru.
– W ostatnie wakacje byłam na koncercie Billie Eilish, kameralnym jak na jej skalę. Cztery tysiące osób. Stałam 20 m od sceny. To było głębokie doświadczenie obcowania z wybitnym talentem nie tylko muzycznym, lecz także a może przede wszystkim spotkanie kogoś, kto genialnie nawiązuje relacje z publicznością. Taką umiejętność zdobywa się po latach bycia w branży. Obserwuję Billie na Instagramie, słucham jej dziwacznych live’ów w nocy. Nie ukrywam – jestem trochę psychofanką. Kontakt przez smartfon to nie jest doświadczenie wspólnej obecności. Kiedy ta, wtedy 17-latka stała na scenie, zszokowała mnie dojrzałą obecnością sceniczną. Gnom w za dużych ciuchach, brudnych włosach, nabrzmiała od hormonów okresu dojrzewania potrafi zarządzać emocjami tłumu. To dar. Po 40 minutach koncertu, kiedy 95 proc. osób robi livestreamy, zdjęcia, nagrania, przyszedł czas na „When the party is over”. I wtedy Billie mówi: „To są tylko trzy minuty i szesnaście sekund. Zróbmy sobie przyjemność. Czy możecie być ze mną, odłożyć telefony?” Zostały trzy ekrany… I to właśnie nastolatka wylogowała kilka tysięcy osób do offline’u – opowiada Szustow, bo jest przekonana, że takich emocji nie da przenieść się do telewizji czy internetu. – VR [Virtual Reality przyp. red] może robić wrażenie, ale to krótki efekt, po godzinie wariuje ci błędnik i czujesz się fatalnie. Dla mnie fizyczność zawsze była nadrzędna. Daje siłę, autentyzm, nie tak łatwo dajemy się nabrać, jeżeli możemy komuś patrzeć w oczy. Materialność wpisuje się w naszą biologię, jestem pewna, że do niej wrócimy. Choć ta strefa kultury stanie się pewnie droga i niedostępna lub artyści wyjdą na ulicę i ruszą z taborami w świat… 

Joanna Rajkowska i Paweł Althamer, Nomada (Fot. Dzięki uprzejmości Szustow. Kultura i Komunikacja)

Wyprodukowanie spektaklu operowego, zorganizowanie koncertu czy wystawy malarstwa z zachowaniem wszystkich nowych zasad bezpieczeństwa będzie bowiem po prostu bardzo kosztowne. Znacznie tańsze i na szerszą skalę będzie dystrybuowanie kultury online, a to zupełnie zmieni jej odbiór. 

Wizyta w galerii Uffizi we Florencji jeszcze niedawno wymagała stania przez kilka godzin w kolejce, później przepychania się przez tłum, by wreszcie dotrzeć do „Narodzin Wenus” Botticellego, by choć przez chwilę próbować je kontemplować z setką osób wkoło… Tłum jest częścią doświadczania tego dzieła sztuki, które stało się elementem popkultury. Siedząc w zaciszu przed komputerem, nie wściekniesz się na osobę obok, która kompulsywnie robi sobie selfie. Ale też nie rzuci na ciebie uroku ten zagadkowy XV-wieczny obraz.

 

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę