Znaleziono 0 artykułów
01.02.2020

Demontaż atrakcji. Gwyneth Paltrow. Życie w stylu goop

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Gwyneth Paltrow sprzedaje zarówno absurdalnie drogie witaminy, niby-specjalistyczne badania, diety w saszetkach, sprzęt kuchenny, ciuchy, jak i warsztaty z dziwnych rzeczy, których można doświadczyć pod okiem pseudofachowców. Ze słodką minką robi nas wszystkich w balona. 

„Nie główkuj!” – słyszałam od mojej trenerki, co w dzieciństwie frustrowało mnie okrutnie. Dziś wiem, że miała rację. Jednak wtedy nie znalazła sposobu, by temu zaradzić. Prócz tego, że kazała mi wypić setkę wódki przed wyjściem do finału Mistrzostw Polski. Czy alkohol uśmierzył myślenie? Pamiętam wyraźnie tę chwilę, bo oto po raz pierwszy mam w ustach alkohol. W oślepiającym świetle nogi zapadają się pode mną, ślizgają na parkiecie, na zmianę robi mi się zimno, gorąco, a świat podle zaburza mi równowagę. I jak tu nie myśleć? Wręcz przeciwnie, mózg myśli jak szalony. Tyle że mam kompletnie gdzieś, czy wygram. Zależy mi przede wszystkim, żeby nikt nie zauważył, że jestem pijana. To się udaje, ale zwyciężyć już nie. Skoro metoda z wódką nie działa, trenerka, niestety, nie wie, co poradzić. Gdyby w roku 1995 włączyła Netfliksa i obejrzała serial „Gwyneth Paltrow. Życie w stylu goop”, dostałaby wiele pomysłów, jak odstresować swoją zawodniczkę, a nawet i siebie.

Najpierw grzybki halucynogenne. Psychodeliczna faza lokalizuje źródło napięcia, uwalnia je, pomaga przeżyć żałobę, traumę z dzieciństwa i tym podobne. No, bo co począć, gdy psychoterapia nie działa, nie pomagają też leki psychotropowe? Zmienić psychiatrę lub terapeutę? Po co tyle zachodu, lepiej pojechać na fazę na Jamajkę. Pierwszy odcinek serialu „Goop” zaleca psychodeliki jako metodę pracy z problemami psychicznymi. Wesoło, ale będzie jeszcze weselej.

Grzybki nie działają, a więc spróbujmy czegoś innego. Wskoczenia do lodowatej wody zimą, ale bynajmniej nie dla hartu, lecz siły woli, by przejąć kontrolę nad bólem. O co tu chodzi? Wim Hof opracował sposób leczenia rozmaitych przypadłości: od chorób autoimmunologicznych przez paraliż do zespołu lęku napadowego. Zaczął od tego, że przetestował na sobie: mocny oddech prowadzący do hiperwentylacji płuc, który ma dać tzw. alkaliczne ciało, kąpiele w lodowatej wodzie, medytację nago na lodowcu i siłę pozytywnego myślenia. Potrenował, po czym wszczepił sobie w szpitalu bakterie E. coli, które zwalczył siłami umysłu. Eksperyment powtórzył na grupie badawczej. Nie wiem, jak to możliwe, że ktoś się zgodził wziąć udział, no ale widać dobrze płacił. Teraz ów człowiek o błędnym wzroku zaleca te same ćwiczenia kobiecie wykończonej psychicznie tak, że bierze Klonazepam, żeby w ogóle pojechać na lotnisko, a co dopiero wsiąść do samolotu. Po lodowej kąpieli czuje się znakomicie. Nic dziwnego, że miała atak paniki, w końcu przeżyła istny haj dopaminy.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Nie wystarczy? Dalej czujesz się źle? Trzeba więc zaprosić medium, aby skontaktowało cię ze zmarłymi i odczytało twoje ukryte myśli. Laura Lynne Jackson robi to zawodowo, ale każdy, gdy trochę się skupi, jest w stanie zrobić to sam. Przecież każdy ma intuicję, a to prawie to samo, co parapsychologia. Dlatego uczestnicy eksperymentu siadają przy sztalugach i mają namalować to, co kryje się na tajemniczym obrazie zasłoniętym folią do pieczenia. Kamera jeździ między ich pracami, rejestrując podobne szkice trzech ostrosłupów ustawionych obok siebie. Jackson podnosi folię i już! – pod folią były piramidy w Gizie. Niesamowite? No właśnie. „Goop” niczym innym się nie zajmuje. Trzeba zgoopieć, żeby trochę mniej myśleć.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Program na Netfliksie służy temu, by rozwiać złą sławę firmy założonej przez Gwyneth Paltrow. Dzięki temu oglądamy ją tu, jak cała w słodkich pastelach rozmawia ze „specjalistami” na kanapie, rzuca cierpkie żarty i powłóczyste spojrzenia. Daje podejrzeć, jak głodzi się pięciodniowym postem, robi pompki oraz ostrzykuje się własnym osoczem. Któż by nie chciał dowiedzieć się, jak ona to robi, że jest taka piękna, naturalna i taka spokojna.

„Być tą osobą, za którą ludzie mnie mają, jest traumą samą w sobie”, rzuca gwiazda w jednym z odcinków. Jasne, wszyscy cierpimy, Gwyneth Paltrow również, ale po co nadużywa słowa „trauma”? Jej program działa na rzecz niewiedzy i z prawdziwych traum robi dyrdymały. „Coś, co jest piękne i brzmi jak bajka, może być prawdą” – brzmi motto tego programu.

Oskarżana o sprzedaż artykułów o wątpliwych walorach leczniczych, aktorka ma w Stanach Zjednoczonych bardzo złą opinię. Jak przypomina w serialu po wielokroć – w 2008 r. zrozumiała, że jej powołaniem nie jest całować się z Mattem Damonem, lecz stopniowo „optymalizować siebie” (nawet w tym słowie wybrzmiewa kapitalistyczna wydajność). Postanowiła więc handlować ideami wśród amerykańskich kobiet i odtąd zapisuje się w historii samymi skandalami.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

A miało być optymalnie. Słowo goop stworzyła od swoich inicjałów, a podwójne „o” zaczerpnęła od popularnej platformy. Powstało hasło, które „nie znaczy nic, a może znaczyć wszystko”, czyli idealne na pranie mózgu. „Goop” w praktyce to połączenie wellnessu, parapsychologii, pseudonauki, starożytnej azjatyckiej medycyny, feminizmu, ekologii i fitnessu. Najbardziej cierpią na tym, oczywiście, słuszne idee, które Paltrow miesza z kompletnymi bzdurami.

Bo może ktoś spróbowałby akupunktury, ajurwedy czy treningu mięśni dna miednicy, gdyby nie były one wrzucone do jednego wora z goopotami. Takimi jak: czytanie w myślach, branie LSD czy MDMA albo wizyty u uzdrowicieli zabierających ból jak ręką odjął. Przypomina się uzdrowiciel z „Człowieka z księżyca”, który niby wyciągał Andy'emu Kaufmanowi z brzucha krwawe jelita. Bohater, grany przez Jima Carreya, wiedział, że to oszustwo, ale i tak wierzył, że wyleczy go z raka. Niebawem zmarł, ale był to gest jego wiary w fantazję. Paltrow nie ma jej nawet na tyle, by przewidzieć konsekwencje swoich działań.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Najgoopszy pomysł aktorki to czyszczenie pochwy parą wodną. Pojawił się na fali przekonania, że nasze waginy są brudne, skoro nie wyglądają tak różowo i symetrycznie, jak te zoperowane na filmach porno. Dlatego znane kobiety promowały labioplastykę oraz oczyszczanie sromu parą wodną. Poparzenia czy zwiotczenie mięśni miednicy stanowiły najmniej dokuczliwe objawy, z jakimi zgłaszały się do szpitali pacjentki dr Paltrow.

Za to spotkała ją krytyka. Za sprzedaż jajek z jadeitu i różowego kwarcu, które zalecała wkładać dopochwowo dla regulacji gospodarki hormonalnej, cyklu menstruacyjnego i pracy pęcherza, zapłaciła 145 tys. dolarów grzywny.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Dlatego w netfliksowym, złagodzonym wydaniu damskiej erotyki, mówi, że wszystko jest z nami okej, nic nie musimy czyścić ani operować. Żeby to udowodnić, pokazuje na ekranie różne pochwy, a nawet prawdziwy, nieudawany orgazm jednej z uczestniczek. Gdyby wszystkie odcinki serialu wyglądały tak jak ten, gdzie tłumaczy się anatomię i uczy kobiety, „jak kierować ruchaniem, żeby było im przyjemnie”, goopowi należałby się pomnik, nawet i w kształcie wielkiego dildo, które zaproszona do programu firma sprzedaje za 15 tys. dolarów. Niech będzie, wiedza jest warta każdej ceny.

Niestety, nie trafi pod strzechy zatopiona wśród oszołomskich treści, a my, jak w dowcipie Phoebe Waller-Bridge z „Saturday Night Live”, wciąż będziemy oglądać telewizję ze stłamszonymi, nieśmiałymi genitaliami, które dopiero czekać będą na swój dzień i chwilę sławy.

Gwyneth Paltrow wycofała z oferty swojego internetowego sklepu Body Vibes naklejki na skórę rzekomo pochodzące z włókien węglowych tych samych, co w kombinezonach kosmicznych, które miały redukować zapalenia organizmu, przyspieszać odnowę komórkową i zmniejszać napięcie nerwowe. Musiała to zrobić po oświadczeniu NASA, że nic takiego nigdy nie istniało.

Wciąż jednak sprzedaje „spray na wampiry emocjonalne” za jedyne 27 dolarów, który pachnie po prostu... lawendą. Aromaterapia, która ma zapewniać spokojny sen i uspokajać niemowlęta, miesza się z ułańską fantazją i bezlitosnym poczuciem humoru – skoro ktoś coś kupuje, dlaczego tego nie sprzedawać? Bo w biznesie istnieje coś takiego jak odpowiedzialność?

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Paltrow sprzedaje zarówno absurdalnie drogie witaminy, niby-specjalistyczne badania, diety w saszetkach, sprzęt kuchenny, ciuchy, jak i warsztaty z dziwnych rzeczy, których można doświadczyć pod okiem pseudofachowców. Można pojechać na weekend z psylocybami lub na luksusowy rejs statkiem-spa i obóz dla przyszłych astronautów. Dla każdego coś miłego – jedni ślepo wierzą w autorytet, inni w naukę, w wieczne odmładzanie, a jeszcze inni w rewelacje duchowe. „Goop” przytuli wszystkich. W dziale „kosmiczne zdrowie” znajdziemy karty do neo tarota, przewodnik po tym, jak znaleźć swoje wewnętrzne zwierzę, a także wibrującą elektryczną poduszkę do medytacji za 199 dolców, do której trzeba podłączyć słuchawki i iPhona, zamiast jak buddyści zen – usiąść w ciszy, liczyć oddechy i po prostu patrzeć w ścianę. Bez sensu. To byłoby zbyt tanie.

Dlatego w serialu Netfliksa najbardziej kontrowersyjne zalecenia „Goop” zostają złagodzone, a przed każdym odcinkiem widnieje plansza, aby przed wcieleniem planu w życie skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. Znamy świetnie ten tekst z reklam. Wcale nie sprawia, że ktoś idzie do dietetyka zamiast kupić spray na zgagę. Tak jak drastyczne zdjęcia na paczce fajek nie skłaniają do rzucenia palenia. Gwyneth Paltrow zabezpiecza się w ten sposób przed kolejnymi pozwami i cały czas uprawia handel. Nie wprost z bazarowego kramu, lecz kompleksowo, masowo i szokowo, promując swoją markę na całym świecie. Bo przecież ziołolecznictwo to chyba nie temat, który przykuje ludzi do ekranów. A energoterapia, czyli ręce, które leczą bez dotyku, już tak. Udowodnił to choćby swoim: „adin, dwa, tri” Anatolij Kaszpirowski. W Goop-labie jest nieco bardziej drastycznie i zdecydowanie bardziej erotycznie niż u radzieckiego szamana. Podczas zabiegu młode, seksowne ciało w opiętych legginsach wije się i łamie jak na egzorcyzmach. Przypomina taniec Dakoty Johnson w „Suspirii”. Wprawdzie energoterapeuta powie coś o powięzi, która bywa naciągnięta lub przerwana nawet, gdy ciało pozornie jest zdrowe, ale te informacje toną w spektaklu składania kręgosłupa na odległość albo w zanurzaniu ręki w czyjejś głowie. Albo w procesie tego, co zrobić, gdy cały gniew zbierze się w czyjejś stopie.

Co zrobić? Kopnąć prosto w „Goopa”. Za to, że właśnie taki program zdobywa popularność, wykorzystując platformę filmową jako narzędzie marketingu. Netflix w tym wydaniu staje się telewizją Mango, na której można opchnąć ludziom dowolny produkt. Sprzedać komplet garnków podczas wycieczki emerytów do Lichenia. Tak właśnie się czuję, oglądając ten serial: jak naiwna babcia, której zależy na życiu, które jej zostało, na dobrostanie, więc kliknie w link mający zabrać ją do raju. Wprawdzie daleko nie zajedzie, bo z turnusu nici, zostanie tylko bransoletka z magnesem. Ale przynajmniej próbowała sobie pomóc. Poświęciła chwilę samej sobie. Zatrzymała się, wyciszyła i to ostatecznie jedyny zysk, jaki można wynieść z tej imprezy. Jeśli, rzecz jasna, w międzyczasie się sobie nie zaszkodzi.

Kadr z filmu (fot. materiały prasowe Netflix)

Dzisiejszy renesans medycyny naturalnej wynika z nieskutecznej służby zdrowia, z obojętności na ból pacjenta, na traktowanie człowieka jak zespół oderwanych organów oraz z tego, jak interesy firm farmaceutycznych niszczą nasze zdrowie. „Goop” zamiast wesprzeć ludzi w cierpieniu i dać sprawdzone metody wspomagania klasycznego leczenia, próbuje robić nam wodę z mózgu. Ustawić nas w dole finansowej piramidy, na szczycie której stoi Gwyneth Paltrow, która wszystkie metody wypróbowała, rzecz jasna, na sobie.

Terapia musi być skuteczna, skoro tak bardzo uśmierza jej myślenie, że po niej ze spokojem może żerować na ludzkiej naiwności i ze słodką minką robić nas wszystkich w balona. Widać pomagają jednak te sposoby, bo w oszustwie zrobiły z niej naprawdę świetną zawodniczkę.

Adriana Prodeus
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę