Znaleziono 0 artykułów
14.02.2018

Dłonie Mademoiselle

Chanel LA CRÈME MAIN (Fot. Materiały prasowe Chanel)

Uwielbiam piękne gadżety, nawet jeśli ich nie potrzebuję. Kiedy więc wypatrzyłam u koleżanki z redakcji zgrabne eliptyczne białe opakowanie z napisem Chanel, musiało trafić w moje ręce.

Dosłownie – bo to nie tylko ładna ozdoba do torebki, ale też krem do rąk LA CRÈME MAIN, inspirowany tym, który jeszcze w 1927 roku stworzyła sama Mademoiselle Chanel. Bogaty w glicerynę, kwas hialuronowy i masło shea – składniki, które odpowiadają za nawilżenie skóry oraz ekstrakty z kwiatów hodowanych w ogrodach Chanel Pégomas w Grasse. Są to woski wydobyte z róż oraz irys dalmatyński, znany z właściwości rozjaśniających.

Tę formułę laboratoria Chanel opracowały w oparciu o zdjęcia ponad tysiąca kobiet i ich dłoni. Tak powstała długa lista oczekiwań, które francuska marka postanowiła spełnić – począwszy od pozbycia się przebarwień, a skończywszy na jędrnej skórze. Dla wielu kobiet ogromne znaczenie miała konsystencja kremu. Nie mógł być zbyt tłusty, ale też nie powinien zbyt szybko się wchłaniać. Po przebadaniu ponad trzystu ochotniczek, Chanel stworzyło krem, który pozostawia wrażenie jedwabistego wygładzenia dłoni, a jednocześnie nie zostaje po nim tłusta warstwa na skórze. Po nałożeniu kremu, ręce są nawilżone, nawodnione i natychmiast gotowe do dalszej pracy.

Opracowanie składu i konsystencji – to dla Chanel był tylko jeden etap pracy nad LA CRÈME MAIN. Drugi, ale nie mniej ważny aspekt, to design. Francuska marka konsekwentnie w swoich produktach promuje prostotę – czarno-białe słoiczki czy tubki są jej znakiem rozpoznawczym od lat. I tutaj nie mogło być inaczej. Praca nad stworzeniem odpowiedniego opakowania trwała prawie cztery lata. I – na pewno nieprzypadkowo – powstał kształt, który nawiązuje do eliptycznych torebek Chanel prêt-à-porter na wiosnę 2018. Mieści się w dłoni, zabezpiecza krem przed powietrzem i zanieczyszczeniami, a po przyciśnięciu (jest miękki jak poduszka) wydobywa się tyle produktu, ile potrzeba – nie więcej, nie mniej. Ładny gadżet? Tak, ale zdecydowanie potrzebny i skuteczny.

     

Ewelina Dziewiela
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę