Znaleziono 0 artykułów
23.04.2018

Gwiazda serialu „Westword”: Nago czułam się silniejsza

Thandie Newton w serialu "Westworld" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Thandie Newton mówi, że w branży spotkało ją „wszystko”. Dzięki #metoo i sukcesowi serialu „Westworld” jej głos stał się słyszalny. Pamiętna Yvette z „Wywiadu z wampirem”, Nyah z „Mission: Impossible 2” i Christine z „Crash” w 2014 r. została uznana przez PETA „najseksowniejszą weganką świata”. Ma 45 lat i trójkę dzieci. W „Westworld” gra prostytutkę Maeve. Paradoksalnie to ta rola pozwoliła jej wreszcie poczuć się wolną. Serial powraca na antenę HBO 23 kwietnia. 

Twórcy „Westworld”, Lisa Joy i Jonathan Nolan, podobnie jak np. Tom Hanks i Rita Wilson, są parą w życiu i w pracy. W rozmowach konsekwentnie podkreślają, że są zespołem, że partnerstwo, równouprawnienie i wzajemny szacunek są dla nich kluczowe. Czy to ma dla aktora znaczenie?

Ogromne. Powiedziałabym, że są wspaniałą parą, ale to brzmi tak słodko, cukierkowo… Oni są przede wszystkim cudownymi ludźmi, a przy okazji są świetną parą. Jonathan to najbardziej zaangażowany feminista, jakiego kiedykolwiek poznałam. Lisa jest natomiast niezwykle silną kobietą, która czerpie satysfakcję z tego, czym się zajmuje. W pewnym sensie przypomina mi pisarkę Toni Morrison – gdy się ją spotyka, oczekuje się jakiejś bogini, a dostaje się osobę z krwi i kości, która lubi napić się szkockiej, potańczyć czy przekląć. Ma niewiarygodny umysł. To właśnie synteza tej dwójki stworzyła serial „Westworld”. Jakość, która wynika z połączenia ich umiejętności, jest widoczna w tekście, w rozmachu i ambicji tej produkcji. Oni oboje są bardzo ambitni i zamiast, jak to często bywa, niezdrowo rywalizować, wzajemnie siebie motywują. 

Wszyscy bezgranicznie ufaliśmy Jonahowi i Lisie, co bywało trudne. Szczególnie w moim przypadku. Musiałam wziąć głęboki oddech, kiedy usłyszałam: – Przez większość czasu będziesz nago. Ale obiecujemy: nie przedstawimy cię jako obiektu ani jako ofiary.

Nazywa pani rolę w „Westworld” wyzwoleniem. To może zaskakiwać – prostytutka we frywolnych ciuszkach jako postać wspierająca emancypację…

Kiedy na planie zakładałam strój kurtyzany – gorset, krótką spódnicę z falbanami, push-up – to czułam się uprzedmiotowiona. Prowokowałam spojrzenia. Ludzie nie mogli sobie z tym poradzić, gapili się na mnie, robili to cały czas. Czułam się bezbronna, bo przyciągałam chorą uwagę. Zakładałam szlafrok, nawet jeśli scena była gorąca. Tymczasem kiedy byłam nago, ludzie byli pełni szacunku, uprzejmi, chcieli nagle z pasją rozmawiać o roli, scenie, ideałach. Zabawne, co? 

Thandie Newton w serialu "Westworld" (Fot. WARNER BROS. TELEVISION, East News)

Bywało zabawnie, to akurat wiem.

Rozumiem aluzję. To prawda, że w którymś momencie zaproponowano mi stworzenie specjalnej peruki, która miała zakryć moje włosy łonowe, taka namiastka bielizny. To oznaczało dodatkową godzinę w charakteryzatorni, a miałam w domu dziecko i wolałam ten czas spędzić z nim. Nie chciało mi się zaklejać łona, zresztą preferuję raczej naturalny styl, w typie lat 70., więc i tak wszystko mam zasłonięte. Dałam spokój. Stwierdziłam, że nie chcę tego robić. Nie chodziło oczywiście tylko o czas. Według mnie w tym serialu nagość ma inny status niż w większości filmów. Ma pokazać przede wszystkim słabość tych ludzi, czy precyzyjniej, robotów. Magazyn pełen gołych ludzi, którzy traktowani są jak mięso – jak w rzeźni. Nagość nie oznacza tu seksu, a bezbronność. Z czasem zauważyłam ciekawą i zaskakującą rzecz. Nago czułam się silniejsza.

Silniejsza niż w ubraniu?

Tak.

Nagość zyskała w ten sposób wymiar niemalże polityczny.

W pewnym sensie każdego dnia, kiedy szłam na plan „Westworld", byłam polityczną aktywistką, tak do tego podeszłam. Tym zajmuję się przez większość czasu – walką o prawa człowieka i zakończeniem przemocy wobec kobiet. Społeczeństwo długo chciało mnie wtrącić w poczucie winy z tego powodu, bo to przecież takie trudne, nudne zagadnienie, a ja nie umiem odpuścić, po prostu się uśmiechnąć i zapozować, tylko gadam i gadam… Nawet moje własne dzieci sobie ze mnie żartują, kiedy przy dowolnej okazji błyskawicznie przybieram poważny ton. Porozumiewawczo na siebie spoglądają, kiedy podczas kolacji w ciągu dwóch minut przechodzę płynnie z rozmowy o tym, jak dobra jest bazylia, do problemów puszczy Amazońskiej. Dosłownie. Trzynastoletnia Nico, najfajniejsza i najbardziej łebska dziewczynka jaką znam, a przy okazji moja córka, patrzy na mnie i cedzi:– I znowu się zaczyna.

Mama aktywistka może i bywa męcząca, ale jest zdecydowanie fajniejsza niż mama-wszystko-mi-jedno-zjedz-kotlet.

Wiem, że żartują, ale jednak czuję się troszkę winna. Dla mnie te zagadnienia to nie jest zabawa i potrafię błyskawicznie poważnieć w chwilach, w których inni pewnie wybierają beztroską gadaninę. Nic na to nie poradzę, uważam, że ważne jest, aby dzielić się swoim doświadczeniem z najbliższymi i próbować je przekazywać dalej osobom, którym może to pomóc. Wolę to niż wspierać tych, którzy wartości mają gdzieś, po prostu kochają splendor, są od niego uzależnieni. Gazety obiecują, że jak oddasz się temu „niegroźnemu” uzależnieniu, jakim są zakupy, to poczujesz się lepiej. Ponownie ulegam nałogom, robiąc to, zakładając i nosząc to badziewie. Zostaję uprzedmiotowiona tylko po to, aby ktoś uznał mnie za atrakcyjną. Potem pojawiają się kolejne uzależnienia, i tak to idzie. Zaklęty krąg. Nie chcę ulegać nałogom, chcę z nimi walczyć.

Evan Rachel Wood w serialu "Westworld" (Fot. Materiały prasowe HBO)

„Westworld” bywa bardzo radykalny, brutalny, także emocjonalnie. Nie oszczędza widza. Kontrowersje to akceptowalny sposób na zwrócenie uwagi, kiedy coś za nimi stoi?

Nie chodzi o to, aby przyciągnąć uwagę, żeby mieć lepsze wyniki. Jasne, można byłoby krzyczeć, że propagujemy uprzedmiotowienie kobiet i dzikich, że nasz serial jest naprawdę obraźliwy. Polecam jednak przyjrzeć się uważniej temu, co pokazujemy. Jest dokładnie odwrotnie, bo w „Westworld” nic nie jest takie, jakim się początkowo wydaje. Nic nie jest wyłącznie na pokaz. Naszym celem było stworzenie takiej rzeczywistości, w której możemy osłabić tradycyjnie uprzywilejowanych mężczyzn. Zastanawiamy się nad tym, kim i gdzie jesteśmy.

Plakat zapowiadający drugie sezon serialu Westworld (Fot. Materiały prasowe HBO)

Rzeczywistość „Westworld” w pewnym sensie nie jest tak bardzo odległa od naszej, rozdartej między tradycją a coraz bardziej zaawansowaną technologią.

Tu westernowa konwencja umożliwia rozwój historii, elementy sci-fi pozwalają wprowadzić futurystyczne wątki. Paradoksalnie, jeśli zestawimy te dwa pozornie egzotyczne elementy, znajdziemy się w miejscu, w który obecnie jesteśmy jako ludzkość. 

Ambitny plan.

Od początku byłam świadoma, jak wysoko mierzą twórcy. Gram w filmach, zresztą większość osób z serialu to aktorzy filmowi i jesteśmy przyzwyczajeni do rozmachu. Tu każdy odcinek był jak film. Na planie pełnometrażowych produkcji aktor spędza minimum trzy tygodnie. My mieliśmy tyle czasu na każdy odcinek. Nagraliśmy tak jakby z dziesięć filmów. Nikt, łącznie z twórcami, nie chciał kompromisu. Seriale telewizyjne czerpią coraz więcej z filmów. Bardzo wielu profesjonalistów, całe ich doświadczenie, umiejętności, uznanie przenosi się do telewizji. Mamy coraz większe ekrany w domu. Chcemy mieć kino z poziomu kanapy, a nie wydawać bajońskie kwoty. Tym bardziej, że wyjście do kina bywa frustrujące. Chcesz wziąć całą rodzinę na weekendowy wypad do kina? To jest naprawdę drogie. Popcorn za 10 dolarów? To chyba jakiś żart?! Ja biorę z domu swój i go przemycam. Nie cierpię tego mówić, ale ta sztuka powoli umiera. Telewizja jest bardziej demokratyczna.

Wielokrotnie zabierała pani głos w walce o warunki pracy. Jak na tym polu telewizja wypada w zestawieniu z filmem?

Jako aktorzy zasługiwaliśmy na to, żeby być w takim miejscu, jak ten plan. To jest to, o co walczyłam, protestując z transparentem na ulicy. O warunki, które umożliwiają mi pełne zaangażowanie w pracę. Pełen profesjonalizm, ogromna wrażliwość na aktora jako człowiek z potrzebami, a do tego ambitny scenariusz. Marzenie. 

Niezbyt często widywałam się na planie z Evan Rachel [Wood], serialową Dolores. Kiedy ona była na nagraniu, ja miałam wolny dzień i na odwrót. Kiedy już się widziałyśmy, spędzałyśmy każdą chwilę razem. Siedziałyśmy razem w przyczepie, w której miałyśmy robiony makijaż i krzyczałyśmy jedna do drugiej: – Ale zaje***cie, trudno w to uwierzyć! Mów, co ty masz dzisiaj do roboty, ja już ci mówię, co u mnie! Zachowywałyśmy się jak rozemocjonowane fanki. Bardzo się cieszę, że Evan dostała tę rolę. Myślę, że to najlepszy i najciekawszy wytęp w jej karierze. To niezwykła kobieta i fenomenalna aktorka, ale jej uroda często sprawia, że reżyserzy castingu widzą ją jako ozdóbkę bez ambicji. Skąd ja to znam.

Ed Harris w serialu "Westworld" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Jak pani reaguje, kiedy jest traktowana protekcjonalnie?

Często czytam scenariusz i się gotuję. chciałabym krzyczeć „gdzie jest różnorodność w tym pier***nym filmie?!”. Nie mam problemu, żeby powiedzieć dyrektorowi castingu: – To jest nieprawdziwe, to nie jest moje życie. Wytnij to. Dla odmiany stwórzmy trochę więcej tego, co jest prawdziwe i co chcemy widzieć w przyszłości, aby pomóc tej planecie. 

Uważam, że naszym obowiązkiem jest reprezentować samych siebie. Wkurza mnie, że nie zawsze jest to możliwe, bo reprezentacja to klucz.

Co daje siłę, żeby mówić głośno, czego się chce, na co się zasługuje?

Bywa, że gniew. W przeszłości byłam wykorzystywana, wielokrotnie, w każdy możliwy sposób. Przeszłam w tym przemyśle wszystko, co najgorsze. Kiedy mówiłam o tym sześć lat temu, nikt nie chciał słuchać. Kiedy piętnaście lat temu usiłowałam opowiadać o molestowaniu w naszej branży, to publicystka kazała mi się zamknąć! Wtedy było niefajnie być połączoną z taką aferą. Wizerunkowy błąd, mówili. Wbijała mi do głowy: – To nie jest dobre dla twojej reputacji. Jakiej „reputacji”? A co z wizerunkiem tych wszystkich, którzy popełnili przestępstwa? Mam ich nie ciągać po sądach? W takim świecie przyszło nam żyć?

Świat po #metoo jest według pani lepszym dla kobiet miejscem?

Ja się akurat nigdy tych ludzi nie słuchałam. Jestem badass, robię, co mi się żywnie podoba. Dostałam za to parę razy po d***e, fakt. Ale nikt mnie nie będzie temperował. Dziś patrzę, jak różne rzeczy wychodzą na jaw, w dużym stopniu dzięki internetowi. Ile kobiet było na okładce „New York Timesa”, oskarżając Billa Cosby? Ile kobiet powiedziało głośno „ja też” – me too”! To przerażające, bo są nas takie masy, ale też wspaniałe. Bardzo długo traktowano nas jak jęczące beksy, narzekające na swój los. Żałosne, słabe. Dziś to, że padło się ofiarą molestowania, już nie jest tabu. Odzyskałyśmy głos. 

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę