Znaleziono 0 artykułów
10.04.2019

Justyna Kopińska: Całkowicie obecny

Justyna Kopińska (Fot. Jakub Pleśniarski)

– W nocy ciągle wracają wspomnienia. Hitlerowcy zmuszają mnie do gry na akordeonie, gdy patrzę na śmierć przyjaciół – opowiadał mi zmarły 12 marca Leopold Kozłowski, kompozytor i pianista, nazywany ostatnim klezmerem Galicji. Miał 101 lat.

Ważne, by w życiu nie zabrakło trzech rzeczy: miłości, muzyki i wina – powiedział mi, gdy spotkałam go po raz ostatni.

Pianino stoi tuż obok drzwi – zauważyłam, gdy weszłam do jego mieszkania.

– …w saloniku. Pianino nie powinno stać w sypialni, a chcę je mieć jak najbliżej. Rano muszę chwilę zagrać. Dziesięć, piętnaście minut i mi przechodzi.

Co przechodzi? – spytałam.

Strach. Brak tchu. Bo w nocy ciągle wracają wspomnienia. Hitlerowcy zmuszają mnie do gry na akordeonie, gdy patrzę na śmierć przyjaciół. Wydaje się, że to trwa godzinami. Dlatego każdego ranka chwilę gram i znów zaczynam żyć.

Grał pan na akordeonie dla zabijanych?

– Nie, najgorsze jest to, że grałem dla tych, którzy zabijali. To było w obozie w Kurowicach niedaleko Lwowa. Liczył jakieś dwieście osób, z których część pracowała w kamieniołomach. Przez całą wojnę dzięki muzyce mogłem coś załatwić dla mamy i brata. Niemcom byłem potrzebny, by grać na pijackich imprezach esesmanów.

Justyna Kopińska (Fot. Zuza Krajewska)

Któregoś dnia podszedł obozowy kapo. „Masz nie jeść nic przez dwa dni” – powiedział. W sobotę wieczorem miałem stawić się na „ucztę”. Kazano mi rozebrać się do naga, stać na środku stołu między półmiskami i grać „Wszystko przemija, wszystko przechodzi, ale po każdym grudniu następuje maj”. Instrument ciążył jak głaz. Ważyłem jakieś czterdzieści kilo, a Niemcy wybrali najcięższego hohnera, akordeon z domu komendanta. Wokół jedzenie, piana zebrała mi się przy ustach. Jeden z esesmanów zapalił świeczkę i wsadził mi ją w odbyt. Inni odpalali od niej papierosy. Grałem. Nie mogłem pozwolić sobie na śmierć. Była jeszcze matka.

A ojciec?

– Mieszkaliśmy w Przemyślanach, 50 km od Lwowa. W listopadzie 1941 roku Niemcy zarządzili rejestrację mężczyzn na podwórku gimnazjum. Tato coś przeczuwał, powiedział: „Wiesz co, nie idź. Schowaj się. Ja pójdę”. Już nie wrócił.

Matkę rozstrzelano później w obozie w Kurowicach.

Zapamiętałam, że pan Leopold opowiadał o wojnie „faktami”, a o powojennym Krakowie „emocjami”.

Miałam wrażenie, że jestem blisko człowieka, który zna wartość każdego dnia.

Na końcu naszej rozmowy zamyślił się i wyszeptał: „Świat wytwarza tyle zgiełku, chaosu. Łatwiej uciec do wspomnień. Ale chaos można pokonać. Gdy Marta Bizoń śpiewa dla mnie „Bo on jest klezmer” lub Kasia Jamróz „Ta jedna łza”, wtedy jestem całkowicie obecny. I żyję.

Kontakt z autorką przez stronę www.justynakopinska.pl.

Okładki książek Justyny Kopińskiej (Fot. Materiały prasowe)

 

Justyna Kopińska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę