Znaleziono 0 artykułów
12.09.2018

Justyna Kopińska: Najszczęśliwszy dzień mojego życia

Justyna Kopińska  (Fot. Zuza Krajewska)

Pokochałem tego człowieka, jak nigdy nie kochałem własnego ojca. To był pierwszy mężczyzna, który powiedział mi, że jestem mądry. Nigdy wcześniej tak o sobie nie myślałem.

– Pokochałem tego człowieka, jak nigdy nie kochałem mojego ojca – powiedział. Przyszedł na spotkanie autorskie. Po spotkaniu opowiedział mi swoją historię.

Pamięta, jak ojciec ciągnął mamę po schodach za włosy. Uderzał ją głową o ścianę. On sam miał sześć lat. Krzyczał i błagał tatę, by przestał. Wtedy jeszcze byli zamożni. Ojciec bardzo dobrze zarabiał. Zmarł, gdy syn miał siedem lat. 

Najbardziej żywe wspomnienie z dzieciństwa? – Matka siedząca w fotelu po pogrzebie. Płacze. I są to łzy szczęścia – mówił. – I ja też się cieszyłem. To tak, jakby wielki głaz, który przygniata cię każdego dnia, nagle odsunięto. Mama wcześniej pracowała w domu. Bo on tak chciał. Nie było łatwo po tych ośmiu latach przerwy na rynku pracy. Była magistrem psychologii. W końcu zaczęła pracować jako kasjerka w markecie. Żyliśmy skromnie, ale ten czas pamiętam jako bardzo dobry. Spacery, uśmiech mamy, lody waniliowe, rozmowy o filmach. Zmarła, gdy miałem piętnaście lat. Wujek zgodził się być moim opiekunem. Między nami była taka umowa. Zgadza się pod warunkiem, że utrzymam się sam. 

Justyna Kopińska (Fot. Jakub Pleśniarski)

Szybko zacząłem pracę. Najpierw roboty dorywcze na budowach. Później jako złota rączka. W końcu jako monter internetu. Po tych latach pracy na czarno na budowie, gdy nie wiedziałem, ile dostanę, to była świetna praca. Dużo ciekawych rozmów z ludźmi. 

To tam spotkałem pana Pawła. Mądry, zabawny pan. Siedemdziesiąt kilka lat. Miał problemy z nogami. I ostatnio rzadziej wychodził z mieszkania. Wcześniej umawiali się z kolegami na piwo na mieście, gry, kino. 

Zacząłem przychodzić do niego na szachy. Jest prawnikiem. Pożyczał mi ciekawe książki historyczne. Polecał filmy, wystawy. Wiedział o wszystkim, co się dzieje w Warszawie. W weekendy przychodziłem do niego z serkiem, pomidorami i świeżym pieczywem. Piliśmy kawę i czytaliśmy gazety na balkonie. Czułem, że mogę tak rozmawiać bez końca. Zainspirował mnie do myślenia, stawiania pytań. 

Dopytywał, dlaczego nie poszedłem na studia. – Po śmierci rodziców walczyłem, by nie trafić do żadnego ośrodka. Chciałem być niezależny - odpowiedziałem. To pierwszy mężczyzna, który powiedział mi, że jestem mądry. Nigdy wcześniej tak o sobie nie myślałem. 

Akurat przyjechałem do Krakowa poznać rodziców mojej dziewczyny, gdy zadzwonił, że bardzo źle się czuje. Miał problemy z mówieniem, przewrócił się. Zadzwoniłem do ratowników medycznych, którzy od razu do niego pojechali. Stałem na tym dworcu. Wiedziałem, że rodzice się bardzo przygotowali, a Oli zależy. – Zrozumieją to – pomyślałem. Wsiadłem w pierwszy pociąg do Warszawy. I prosto do szpitala. To był początek udaru. Nie powiedziałem mu, jakie miałem plany na ten dzień. To taki człowiek, który nigdy nikomu nie chce sprawić kłopotu. 


Okładki książek Justyny Kopińskiej (Fot. Materiały prasowe)

Ucieszył się, gdy powiedziałem, że jestem zakochany. Kilka miesięcy później miał urodziny. Przyprowadziłem do niego Olę. Zamówiłem nam dobrą kolację. Rozmawialiśmy do pierwszej w nocy. On ją naprawdę polubił! Było cudownie, rodzinnie. Czułem się bezpieczny.

Tego dnia późnym wieczorem zadzwonił do niego syn, który mieszka w Londynie. Pan Paweł opowiadał mu, że jest szczęśliwy. Mówił rozpromieniony, że od dwóch lat mu pomagam. Podał mu mój numer na wypadek, gdyby coś się stało, bo miałem go zawieźć na badania do szpitala za kilka dni. – To syn wcześniej o mnie nie wiedział? – zapytałem. – On jest taki zapracowany. Pracuje w banku. Dzwoni tylko na urodziny. Ale rok temu zapomniał. 

Następnego dnia dostałem telefon od syna. – Jak myślisz, że dostaniesz mieszkanie, to się grubo mylisz, debilu – zaczął. Tłumaczyłem mu, że nic nie chcę. W życiu bym o tym nie pomyślał. – Już to załatwiałem kilka lat temu. Mieszkanie przepisał na mnie. Przestań tam przychodzić, bo i tak nic nie dostaniesz – powiedział.

Rozłączyłem się i pomyślałem, że on nigdy nie zrozumie, że ten wczorajszy wieczór to był najszczęśliwszy dzień mojego życia. 

Kontakt z autorką przez stronę www.justynakopinska.pl

Justyna Kopińska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę