Jakie są polskie książki, które trzeba przeczytać raz w życiu? W moim wypadku lista ta nie składa się z absolutnych klasyków ani pozycji wyłącznie nagradzanych na konkursach literackich. Stawiam na lektury, które poruszyły we mnie struny emocjonalne albo pomogły zrozumieć współczesny krajobraz społeczny. Słowem: zostawiły wyraźny ślad w mojej pamięci. Oto 10 takich książek.
„Rzeka dzieciństwa”, Andrzej Stasiuk
W przypadku Andrzeja Stasiuka trudno wybrać jedną książkę. Bo w miejsce „Rzeki dzieciństwa” równie dobrze mogłabym wstawić np. „Wschód”. Tytułowa „rzeka dzieciństwa” zabiera autora do miejsc znanych i zapamiętanych, ale też do tych, które uleciały z pamięci. „Nie boję się powtórzeń” – deklaruje autor i rzeczywiście lubi powracać do znanych motywów swojej twórczości. Jednak sielankowy powrót do dawnych lat miesza się tutaj z podejmowaniem tematów trudnych, ale ważnych: śladów Holocaustu czy współczesnej wojny w Ukrainie. To pozycja obowiązkowa, od której można nawet zacząć swoją przygodę ze Stasiukiem.
„Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, Dorota Masłowska
Tej książki nie trzeba przedstawiać. Debiut wówczas 19-letniej Doroty Masłowskiej wywołał burzę w świecie literackim i zapewnił młodej autorce miejsce wśród najlepiej zapowiadających się nazwisk. Dzisiaj wiemy, że takim nazwiskiem się stała. „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” szokowała przede wszystkim językiem, w którym mowa potoczna przeplatała się z neologizmami i młodzieżowym slangiem. Dzięki temu Masłowska w obrazowy sposób przedstawiła Polskę u progu nowego milenium oraz zmagania pokolenia szukającego swojego miejsca w nowej strukturze społecznej.
„Jak pokochać centra handlowe”, Natalia Fiedorczuk
Natalia Fiedorczuk napisała świetną literaturę środka i jest to ogromny komplement. Opowieść kobiety, która staje się mamą i wpada w depresję, angażuje oraz sprawia, że czujemy naprawdę wiele. Jej pisanie jest blisko czytelnika, pozwala się utożsamić i przejrzeć. Nie brakuje społecznych obserwacji na temat bycia matką we współczesnej Polsce, czemu nierzadko towarzyszy ostracyzm i brak akceptacji. To literatura, która wciąga i uwrażliwia zarazem.
„Białe noce”, Urszula Honek
W „Białych nocach” Urszuli Honek zakochali się nie tylko polscy, ale też zagraniczni czytelnicy. Angielskie tłumaczenie książki było nominowane do Międzynarodowej Nagrody Bookera, a potem doczekało się przekładów na jeszcze wiele języków. Znana jako poetka autorka napisała tym razem prozę, przemycając jednak liryczną wrażliwość. Osadzone w realiach Beskidu Niskiego opowieści dotykają tematów śmierci, żałoby czy przemijania czasu. Autorka pisze o mieszkańcach peryferiów z czułością i uważnością. Tutaj nic nie jest takie, jakie się wydaje. „Mieszają się tu perspektywy czasowe, zmieniają narratorzy, coś się dzieje na jawie, coś w głowie szaleńca, a w górskich dolinach kładzie się ciemność”.
„Solaris”, Stanisław Lem
Stanisław Lem nie powinien nam się kojarzyć wyłącznie ze szkolnymi lekturami. „Solaris” oferuje bowiem badawcze spojrzenie na granicę między tym, co dostępne ludzkiemu poznaniu, a tym, co mu się stanowczo wymyka. Książka weszła do kanonu światowej fantastyki – nic dziwnego w końcu była świadectwem genialnej, wyprzedzającej swoje czasy wyobraźni Lema. Próba nawiązania kontaktu z obcą formą życia, niedającą się zrozumieć za pomocą ludzkich kategorii, okazuje się szerszą metaforą funkcjonowania świata
„Sanatorium pod klepsydrą”, Bruno Schulz
Po prostu uwielbiam prozę Brunona Schulza – nie ma drugiego takiego pisarza. Schulz zaprasza czytelnika do onirycznego uniwersum, w którym każde słowo to magia. Senne miasteczko (zrównywane z rodzinnym Drohobyczem autora) jest absolutnie swoiste, a immersyjne opisy Schulza sprawiają, że płynnie się w nim zanurzamy. Bohater-narrator Józef zabiera nas w surrealistyczną podróż przez czas, a my nie chcemy, żeby ona się kończyła.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz.