Znaleziono 0 artykułów
21.04.2026

„Vogue Polska” x BMW Art Academy: Malarstwo w czasach feedu

21.04.2026
Obraz Grupy Dowczoraj, Uwielbiam, kiedy Bella przyjeżdża, akryl na płótnie, 50 x 50 cm.

Walka o widzialność przybiera na sile każdego dnia. W świecie niekończącego się przepływu obrazów coraz rzadziej pytamy o to, co widzimy. Coraz częściej o to, kto i w jakiej formie zostaje zobaczony.

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Prośbę o rozmowę wysłałem do Grupy Dowczoraj przez Instagram. W odpowiedzi dostałem tylko datę i adres, bez komentarza. Na spotkanie w wyznaczonym miejscu na warszawskiej Pradze szedłem z głową pełną scenariuszy, bo kiedy ktoś nazywa się „grupą” i dodatkowo pozostaje anonimowy, wyobraźnia natychmiast zaczyna pracować. Pojawiają się obrazy kolektywu, masek, kontrolowanej sytuacji, pracowni przypominającej plan filmowy albo ponurej piwnicy. Drzwi otworzyła Ola, pełniąca funkcję strażniczki wejścia. Wpuściła mnie do mieszkania, które okazało się cudze i którego właściciel wcale nie musiał wiedzieć, że ktoś w nim obcuje ze sztuką. Wystawione obrazy również nie należały do Oli, a przynajmniej tak mnie zapewniono. Cała sytuacja miała w sobie coś z zaprojektowanej mistyfikacji. Mimo pełnej uprzejmości i spokoju atmosfery czułem podskórnie, że to, co się właśnie wydarza, jest częścią performansu lub gry do ukrytej kamery. Po chwili rozmowy stało się jasne, że za Grupą Dowczoraj nie stoi kolektyw, lecz jeden artysta. Najpewniej student albo świeży absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, który zdecydował się ukryć tożsamość za liczbą mnogą. Ten gest nie jest elementem jego twórczości. Stanowi jej fundament. Autorstwo ukierunkowuje doświadczenie. „Trudno chronić tożsamość, ale wzmacnia to procesy, podbija pracę. To nie idea grupy, a jedno z narzędzi, które mnie wspiera, utrzymuje napęd” – czytam w wiadomości po spotkaniu.

W twórczości Grupy Dowczoraj uniwersum słynnej gry komputerowej miesza się ze światem pastiszowego polskiego serialu

Obraz Grupy Dowczoraj, Koledzy, akryl na płótnie, 50 x 50 cm.

Pokazane obrazy natychmiast wywołały we mnie poczucie znajomości. „Ciekawi mnie przestrzeń, w której doświadczenie autora spotyka się z doświadczeniem widza. Jest to moment, w którym rozpoczyna się działanie sztuki” – pisze Grupa. To prace zakorzenione w krajobrazie przełomu lat 90. i 2000., w świecie serialowych scenografii, telewizji szumiącej w tle, gier wideo, reklam i pierwszych cyfrowych fantazmatów. Jedną z powracających postaci jest CJ z gry „Grand Theft Auto: San Andreas”, awatar pokolenia dorastającego w symulowanych miastach, między przemocą a obietnicą wolności. W kontekście zapowiadanej premiery kolejnej serii motyw ten odzyskuje aktualność i przypomina, jak popkulturowe obrazy krążą w czasie, wracając w nowych odsłonach. Równolegle pojawiają się dekoracje przywołujące „Świat według Kiepskich”: zielony komplet wypoczynkowy, drobne rekwizyty i meblościanka funkcjonują tu jako znaki codzienności przefiltrowanej przez groteskę z niedalekiej przeszłości. To wspólny język pamięci oparty na rytuałach, cytatach i powtarzalnych gestach, które przez lata organizowały wyobraźnię widzów.

Na Instagramie obrazy Grupy Dowczoraj funkcjonują jak wygładzone kadry balansujące na granicy ilustracji, renderu i grafiki cyfrowej. Dopiero bezpośrednie spotkanie ujawnia ich materialny ciężar. Wszystkie realizacje są fizycznymi dziełami, wykonanymi bardzo solidnie, na dobrych podobraziach, z pełną świadomością medium. Kluczową rolę odgrywa tu aerograf, który pozwala uzyskać poświatę kojarzoną z rozdzielczością VHS, telewizyjnym szumem i wczesnymi ekranami cyfrowymi. Artysta wybiera świadomie tę technikę jako sposób osłabienia jednoznacznego rozpoznania gestu autorskiego. „To narzędzie, z którym nie jestem na co dzień kojarzony i dzięki któremu trudniej o rozpoznanie stylu autora. Mogę tworzyć i mieć przyjemność ze swobodnego doboru tematu. Podarowałem sobie wolność bez presji oczekiwań” – czytam w prywatnej wiadomości od Grupy. Aerograf działa jak filtr pamięci – wygładza kontury i utrwala atmosferę zamiast szczegółu. Internet staje się środowiskiem, z którego wyłania się tempo i sposób kadrowania. Obrazy wyrastają z tego samego strumienia wizualnego, co feed, lecz na płótnie odzyskują czas i wagę, których ekran nie zapewnia.

Spośród prac, które zobaczyłem, trzy układają się w szczególnie czytelną mapę współczesnej pamięci wizualnej. „CJ robi świecę na fotelu” Ferdka łączy dwa porządki, które rzadko spotykają się w tak bezpośredniej formie. Wnętrze znane z „Kiepskich” staje się scenografią dla postaci z gry wideo. Ciało ustawione na głowie wprowadza do tej przestrzeni gest dziecięcej akrobacji i chwilowego zawieszenia porządku. To obraz przecięcia globalnej mitologii cyfrowej z lokalnym kodem telewizyjnym, który przez dekady utrzymywał widzów w poczuciu absurdu i stagnacji. Ogromne zasięgi tej pracy w sieci przyciągają uwagę, lecz nie wyczerpują jej sensu. Popularność działa tu jak wskaźnik trafienia w zbiorowy punkt pamięci. Z kolei „Kotek na czerwonym tle” z różą i otwartym pudełkiem z pierścionkiem operuje innym rejestrem emocji. Przywołuje estetykę ostatnich stron „Tele Tygodnia”, dawnych tapet na telefon i gotowych wizualnych form czułości. Uczucie zostaje skondensowane w zestawie znaków krążących w kulturze od lat. Słodki kotek, obojętny wobec ludzkich narracji, staje się nośnikiem emocji, które wymagają rekwizytu, by zostać wypowiedziane. Natomiast „Uwielbiam, kiedy Bella przyjeżdża” odwołuje się do filmu „Zmierzch”. W kompozycji dominuje monumentalny but, przejmując rolę narratora i odsłaniając hierarchię oglądu, w której detal potrafi znaczyć więcej niż cała biografia. Aerografowa miękkość spaja te prace w jednolitą poetykę, dzięki której obrazy krążą w sieci z intensywnością memów, a w bezpośrednim kontakcie ujawniają swoją materialność i skalę.

W tej historii najważniejszy pozostaje jednak sposób, w jaki ta praktyka funkcjonuje wobec widzialności. Grupa Dowczoraj wybiera anonimowość w czasach, gdy nazwisko, wizerunek i narracja o sobie stały się warunkiem obecności. Anonimowość przesuwa uwagę, autor nie znika, lecz ustępuje miejsca obrazowi. Widz zostaje sam z pracą i z własną potrzebą rozpoznania. To napięcie otwiera przestrzeń doświadczenia, która wymaga zgody na niepewność. W świecie naznaczonym kryzysami, konfliktami i nadmiarem groteski ta twórczość proponuje inny rodzaj skupienia uwagi. Pokazuje, że emocje współczesnego odbiorcy przybierają konkretne formaty – ekranowe, fantomowe, serialowe – i że wpasowując się w nie, nadal można budować historie, które zostają na dłużej. Widzialność ujawnia się tu jako przestrzeń odpowiedzialności. W czasach feedu najbardziej znaczącym gestem bywa cofnięcie się i pozostawienie pola dla opowieści, która trwa dłużej niż ruch palca po ekranie.


(Fot. Antonino Cafiero)

Tekst ukazał się w kwietniowym numerze „Vogue Polska” z dwiema okładkami do wyboru. Możesz zamówić go z wygodną dostawą do domu lub w formie e-wydania.

Michał Borowik
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. „Vogue Polska” x BMW Art Academy: Malarstwo w czasach feedu
Proszę czekać..
Zamknij