Znaleziono 0 artykułów
20.06.2020

Bedoes: Sława daje władzę

(Fot. Maksym Rudnik)

Płyty Borysa Przybylskiego, 22-latka z bydgoskiego blokowiska Bartodzieje, który pozostaje wierny swoim korzeniom, wielokrotnie okryły się platyną. – Po rap sięgają często dzieciaki z problemami, które potrzebują pomocy. Utożsamiają się z naszymi tekstami, więc jesteśmy odpowiedzialni, żeby uczyć je tolerancji, a nie nienawiści i przemocy – mówi Bedoes, który ostatnio wydał album „Opowieści z Doliny Smoków”.

Ostatnie tygodnie spędziłeś w rodzinnej Bydgoszczy. Czujesz się, jakbyś wrócił do domu, czy twoja perspektywa się zmieniła?

Odkąd zacząłem dzielić życie między Bydgoszcz i Warszawę, zmieniło się wszystko i… nic. Dawne czasy i moja nowa rzeczywistość przenikają się. Zanim zadzwoniłaś, czekałem przed sklepem na kolegę. Podeszła do mnie pani, żeby poprosić o autograf dla swoich córek. Z jednej strony, traktuje mnie, jakbym wciąż był tutejszy, z drugiej – widzi we mnie gwiazdę. Wyjazdy do Warszawy traktuję zawodowo, tam wszystko kręci się wokół muzyki, a w Bydgoszczy dotykają mnie problemy przyziemne. Te same, które miałem pięć lat temu.

Dzięki temu nie odlatujesz?

Tak. Trzymam się blisko moich kolegów, tych samych od 20 lat. Pomagamy sobie. Mógłbym wyprowadzić się na dobre, może byłoby to nawet wygodniejsze, ale zabrakłoby mi przeżyć. Przeżyć, które są inspiracją do pisania tekstów. Nie twierdzę, że mieszkając w Warszawie, nie miałbym o czym rapować, ale mam obawy, że mogłoby być mi trochę za wygodnie?

(Fot. Maksym Rudnik)

Wielu raperów pisze piosenki tylko o furach, laskach i kasie.

To nie do końca tak wygląda. Czasem teksty czy teledyski to po prostu taka konwencja. Weźmy Drake’a. Jest największą gwiazdą na świecie, ale czerpie z alternatywy, np. z brytyjskiego drillu. Chociaż jest dla mnie wielką inspiracją, to w niektóre jego teksty, w których pokazuje się jako gangster, trudno mi uwierzyć. Ale może to go zbliża do korzeni? Może w ten sposób chce być postrzegany w danym utworze czy przy konkretnym projekcie? Jego pierwsi fani mogą utożsamić się z rapowaniem o broni, co dla nowych słuchaczy mogłoby być dużym szokiem.

Współcześni raperzy z buntowników stali się brandami.

Nie wystarczy już talent do rymowania. Rap trafił do mainstreamu. Od kilku lat w udostępnianych przez Baracka Obamę listach ulubionych piosenek są utwory Travisa Scotta, Young Thuga czy Da Baby. Young Thug był mentorem na pokazie mody VFILES w 2016 roku. W środku pokazu wszedł na wybieg, żeby zrobić na modelu poprawki. To tylko przykład, jeden z wielu, bo obecność raperów w branży mody w tej chwili nikogo już chyba nie zaskakuje i nie mam na myśli jedynie streetwear’u. Wystarczy spojrzeć na kampanie czy zdjęcia z pierwszych rzędów pokazów największych domów mody.

Kendrick Lamar spotkał się z Obamą. Meek Mil z Jayem-Z walczą o amnestię więźniów. To wszystko pokazuje, jak ogromny wpływ mają raperzy na show-biznes, a nawet szerzej. To już nie raperzy, a aktywiści. Nie mówiąc o Kanye Weście, który bawi się w kaznodzieję i zapowiada start w wyborach prezydenckich. Albo Jaden Smith, rozdający darmowe jedzenie bezdomnym.

A jak jest w Polsce?

Nie działa to na taką skalę. Nie mieszam się bezpośrednio w politykę. Podczas koncertu przedstawiciel prezydenta w Bydgoszczy wręczył mi prezent od władz miasta – moją karykaturę na tle bloku, w którym dorastałem. Miałem w tym mieście konflikty z prawem, a teraz zostałem jego honorowym obywatelem… To świadczy o tym, że muzyka ma moc.

(Fot. Maksym Rudnik)
(Fot. Maksym Rudnik)

Sława daje władzę, jest narzędziem do tego, żeby zmieniać świat. My możemy wybrać, czy na lepsze, czy na gorsze. Przejawem raperskiego aktywizmu w Polsce jest #Hot16challenge2 zorganizowane przez Solara. Nie będę komentował wykonania Andrzeja Dudy, bo nie tego dotyczy pytanie, ale fakt, że prezydent Polski publicznie odpowiada na nominację, pokazuje, jak szeroki był zasięg całej akcji.

Raper nie musi się określać jako aktywista. Nawet bez tego ma gigantyczny wpływ na swoich fanów. Wasze słowa wychowują dzieciaki.

Wśród fanów dużo jest młodej młodzieży. To ma swoje dobre i złe strony. Byłbym hipokrytą, gdybym mówił, że dzieciaki nie powinny słuchać takiej muzyki. Sam jej słuchałem. I pomagała mi w najtrudniejszych chwilach. Odnajdywałem w niej oparcie. Wszedłem w konflikt z prawem, gdy miałem 15 lat. Dostałem wtedy nadzór kuratorski. Przed rozprawą słuchałem Chady. Myślałem, że skoro on sobie poradził, to ja też.

Z racji tego, że słuchacze utożsamiają się z tekstami raperów, jesteśmy odpowiedzialni, żeby uczyć ich tolerancji, a nie nienawiści i przemocy. Po rap sięgają często dzieciaki z problemami, które potrzebują pomocy. Wolą przyjść do muzyka niż do rodziców. Dostaję od fanów dużo próśb o radę. To ogromna odpowiedzialność. Przekierowuję ich do telefonu zaufania albo namawiam na rozmowę z rodziną czy psychologiem. Odpisują kilka dni później, że porozmawiali z rodzicami i już czują się lepiej. Szukają u mnie wsparcia, bo nie czują go w najbliższym otoczeniu.

Ty swojej mamie mogłeś powiedzieć wszystko?

Tak, mamy niesamowitą relację. Zawsze mogłem jej zaufać. Nawet kiedy spróbowałem narkotyków, natychmiast się jej przyznałem. Wychowałem się bez taty. Tylko z mamą, babcią i, gdzieś w tle, z dziadkiem. Moja mama była dla mnie trochę jak siostra i najlepsza przyjaciółka. Babcię w jakimś sensie traktowałem jak mamę – taką starszą, bardziej dojrzałą. Nie chciałem jej stresować, a mamie mówiłem wszystko. Wypracowaliśmy sobie schemat – ona mi zawsze ufała. Wiedziała, że powiem jej o wszystkim, nawet o tych najgorszych doświadczeniach.

Twoja mama musi być niesamowitą osobą!

Tak, ma zawsze serce na dłoni. Jestem przez to rozpieszczony. Mama zawsze dawała mi wszystko i robiła wszystko, co w jej mocy, aby wychować mnie na dobrego człowieka. Widziałem jej poświęcenie, więc też się dla innych poświęcam. Oddaję dobro, które dostałem. Zwracam tę miłość. Jestem mamie wdzięczny, bo miała trudno. Musiała polecieć do Anglii do pracy, żeby na nas zarobić. Wtedy zajmowała się mną babcią. Wychowały mnie kobiety. Może dlatego mam kobiecą wrażliwość, kobiecą perspektywę. Nie znam się ani na silnikach, ani na piłce nożnej.

Czy przez to lepiej rozumiesz kobiety?

Nie. Wciąż są dla mnie wielką zagadką. Ale patrzę na życie inaczej niż moi rówieśnicy. Często odczuwam brak taty, nawet w prostych, codziennych sytuacjach – czegoś nie wiem, o coś chciałbym go spytać i nie mogę. Cały czas szukałem podświadomie ojca. Zdarzało mi się tak traktować starszych kolegów.

(Fot. Maksym Rudnik)

Musiałeś szybciej dojrzeć?

Tak. Dzięki zaangażowaniu mojej mamy w wychowanie jestem najlepszą wersją siebie. Zdarzało mi się jednak podejmować naprawdę nieodpowiedzialne decyzje. Powtarzałem trzecią klasę gimnazjum. Potem rzuciłem szkołę. Dostałem się do technikum weterynaryjnego, ale nigdy nie poszedłem na lekcje. Próbowałem nadrobić w liceum dla dorosłych, ale tam też nie wytrwałem. Nie zrobiłem matury, co doprowadziło moją mamę do łez. Postawiłem wszystko na muzykę. To było głupie, bo mogłem skończyć z niczym. Ale udało się.

Ta przedwczesna dojrzałość, mimo błędów, oznacza też dla mnie ogromne poczucie odpowiedzialności – za siebie, za moich kumpli, za współpracowników. To się przejawia nawet w drobnych rzeczach – gdy ludzie wokół mnie milczą, ja biorę na siebie ciężar prowadzenia rozmowy, nawet jeśli nie należy do najbardziej komfortowych.

To wiąże się z dużym stresem?

Nie zabiera mi to siły do życia, raczej nadaje sens. Gdy byłem mały, dzieci nie chciały się ze mną bawić, bo każdemu mówiłem, co ma robić. Zawsze musiało być po mojemu. Doszedłem tu, dokąd doszedłem, więc teraz jest już jest. Ale robię tak, żeby wszyscy, którzy są obok mnie, czuli się komfortowo.

Chociaż wcześnie dojrzałem, nie uważam, że jestem dorosły. Mam w sobie dziecko. Chcę, żeby we mnie pozostało. Czasami chcę być nieodpowiedzialny, bo to nieodłączna część mnie. W żartach mogę powiedzieć, że mam 22 lata, a czuję się na 48, ale nie widziałem jeszcze wszystkiego, nie zjadłem wszystkich rozumów. Dlatego lubię otaczać się ludźmi z wiedzą wykraczającą poza moją i wynosić z takich relacji jak najwięcej dobrego.

A jak się czujesz, słuchając swoich starych kawałków?

Że napisałbym to inaczej. Czuję, że zrobiłem postęp, ale za nic się nie wstydzę. Za błędy przepraszam, ale niczego nie żałuję, bo nic się nie stało bez przyczyny. Tekstów, które opowiadają o moich ciemniejszych czasach, nie chcę wymazać, bo pokazują moją drogę. To część mojej historii.

Wydajesz się bardzo wrażliwy. Kiedyś oczekiwało się od raperów, że będą twardzielami.

Dziś wielu raperów, także w Polsce, próbuje to zmieniać, choćby Taco Hemingway. Ja do niedawna ukrywałem moją wrażliwość. Kiedyś zarapowałem, że płakałem tylko raz, gdy umarł mi pies. To nieprawda, ale wydawało mi się to takie męskie. Myślałem, że mój tata chciałby, żebym taki był. Potem zarapowałem, że skłamałem, bo zobaczyłem świat z szerszej perspektywy.

Najpierw myślałem, że nie ma nic poza moim osiedlem, potem, że nie ma nic poza moim miastem. W końcu doszedłem do tego, że mogę pokazywać całe spektrum emocji, bo przecież to jestem ja – smutny, wesoły, słaby, silny. To mnie buduje. Niektórzy faceci naprawdę nie płaczą. Ale czy oni są wzorem męskości? Dla mnie męskie jest bycie sobą. Ukrywanie uczuć jest niemęskie, zwłaszcza pod płaszczykiem agresji.

W rapie kategoria autentyczności jest bardzo istotna. Jak pozostać wiernym swoim korzeniom? Czy rozwijając swój wizerunek, nie ryzykujesz utraty pierwszych fanów? Na scenie kreujesz zupełnie nową postać. Widziałam cię na koncercie H&M Loves Music – dziewczyny mdlały, a ty wyglądałeś jak z innego świata.

Wtedy postawiłem na totalną kreację – miałem pomalowane paznokcie, szaloną fryzurę i długi czarny płaszcz. W strefie wizualnej zaszalałem, ale muzycznie pozostałem taki jak zawsze.

W moich teledyskach wciąż występują ci sami koledzy. Byli w pierwszych klipach, będą też w ostatnich. Gdyby coś mi odwaliło, natychmiast sprowadzą mnie na ziemię. Ich wsparcie świadczy o tym, że pozostaję sobą, ale mam wiele wersji siebie. Jednego dnia wstaję i kocham ludzi, drugiego nikogo nie lubię.

Ale kocham scenę, bo gdy występuję, nic innego mnie nie obchodzi. Jestem wtedy zdrowy, zadowolony, pozbawiony stresów. Korzystam z życia w pełni. Tego nie da się opisać.

Przywiązujesz wagę do mody?

Tak i nie. Za pierwsze większe pieniądze kupiłem sobie czapkę, torbę i pasek Gucci. Wszędzie w tym chodziłem. Imponowały mi metki. Potem zacząłem się interesować tym, o co w modzie naprawdę chodzi. Teraz wiem, że każda marka ma swój charakter, tożsamość, politykę działań. Bycie blisko z marką oznacza więcej niż noszenie fajnych ubrań. Kiedyś ze sklepu dzwoniłem do mamy, mówiąc, że podoba mi się jakaś kurtka, ale jest za droga. Ona zawsze mówiła, że na nią zasłużyłem, bo sam na wszystko zarobiłem.

Teraz kupuję tylko to, co ma wartość dla mnie. Nie noszę przypadkowych ubrań, więc mogę krytykować innych. Wiem, kto jest źle ubrany, chociaż nosi drogie marki. Zauważam i rozumiem oryginalne zestawienia. Nie ma nic złego w fascynacji drogimi rzeczami, ale w polskim rapie to pierwsze zachłyśnięcie się luksusem potrafi trwać 10 lat… Dlatego tym bardziej oceniam się krytycznie.

To zachłyśnięcie nie ogranicza się do drogich ubrań. Gdy przyjeżdżasz do Warszawy i osiągasz szybki sukces, pokus jest wiele.

Tak, i to ludzi zmienia. Pilnuję, żeby mnie to nie spotkało. Ale wiele osób nie ma problemu z tym, żeby się sprzedać. Nie chodzi o to, że współprace to coś złego, bo raperzy mają na koncie naprawdę dopracowane kampanie. Myślę, że trzeba po prostu zawsze być w zgodzie ze sobą. Gdy dostałem propozycję udziału w reklamie, ale nie zgadzałem się z filozofią marki, nie podpisałem umowy. Ale nie powiedziałem o tym mamie, bo chyba dałaby mi klapsa, wiedząc, że rezygnuję z takiej kwoty.

Tu znowu liczy się wierność sobie. W każdej sferze, także wiary. Ja jestem wierzący, ale nie wpycham nikomu mojego Boga. Nie będę cię nigdy przekonywać, że mój Bóg jest lepszy od twojego boga.

W Polsce każdym słowem możesz się komuś narazić.

Trzeba uważać na słowa, jeśli się jest sławnym. W teorii. W praktyce ten, kto chce pozostać neutralny, traci najwięcej, bo przestaje być wyrazisty. Najważniejsze to być świadomym człowiekiem, a nie ignoranckim głupkiem.

Tobie kilka razy się oberwało, zwłaszcza za wsparcie społeczności LGBTQ+.

Tak, usłyszałem, że nie mogę być wierzący, skoro jestem sojusznikiem. Ale ja potrafię obronić moje poglądy. Paradoksalnie, może dlatego, że się zmieniają. Kiedyś uważałem, że geje są źli. Tak mi wmawiano na osiedlu. Ale dorosłem. Nawet jeśli coś ci przeszkadza, to nie jest usprawiedliwienie, żeby dać się ponieść nienawiści.

Zdjęcia: Maksym Rudnik
Stylizacja: Roksana Kwiatkowska
Sesja zrealizowana we współpracy z DH Vitkac.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę