Znaleziono 0 artykułów
18.09.2019

Bownik: Jaki kolor ma strata?

Bownik (Fot. Materiały prasowe)

Paweł Bownik jest jednym z najciekawszych polskich artystów, którzy swoją wielowymiarową sztukę tworzą za pomocą fotografii. W najnowszym cyklu „Kolory straconego czasu”, który zostanie zaprezentowany podczas Warsaw Gallery Weekend, artysta opowiada o znikającym świecie poprzez utracone barwy ptaków wymarłych z winy człowieka.

W 2012 roku w swojej głośnej serii „Disassembly” ciął i ponownie sklejał kwiaty, biorąc na warsztat ideę nieposkromionej ciekawości człowieka, która niszczy to, co kocha. W latach 2016-2017 jeździł po świecie i w ramach projektu „Rewers” w muzeach etnograficznych fotografował odwrócone na nice tradycyjne stroje (od mundurów po szamańskie szaty), by zbadać niewidzialną stronę ludzkiego świata materialnego. W 2019 roku Bownik pokazuje zaskakujący plon swoich eksploracji w antykwariatach, brytyjskich archiwach historii naturalnej i internetowych encyklopediach w poszukiwaniu rycin i zdjęć ptaków, których już nie ma. Także tym razem posłużył się swego rodzaju gestem, by tę nieodwołalną utratę pokazać w zaskakujący formalnie sposób. I uczynić z niej poruszającą metaforę.

Koło (Fot. Materiały prasowe)

Na zdjęciach z cyklu „Kolory straconego czasu” widać wielobarwne, rozedrgane koła, zaklęte w okrąg małe tęcze, kosmiczne wiry i planety, spektralne fangorowskie geometrie zatytułowane oschle: „Koło 1”, „Koło 2”, „Koło 3”… Pod abstrakcyjnymi kształtami kryją się jednak konkretne wizerunki wymarłych istnień i gatunków. By uzyskać taki efekt, artysta zmajstrował w pracowni rodzaj prostego mechanizmu – ściankę, na której umocował obracającą się tarczę z silnikiem (napędzanym przez… wiertarkę). Do niej przymocowywał wizerunki ptaków, puszczał machinę w ruch przed obiektywem i długo ją naświetlał. W ten sposób powstawały kolorowe powidoki nieistniejącego. Barwne, wirujące widma. Duchy, odbicia, echa tego, co kiedyś żyło, furkotało, świergotało, miało ciało, pióra i krew. Tracąc przedstawiciela jakiegoś gatunku, tracimy też przecież jego kolory, a wraz z nimi – dostęp do pewnej rzeczywistości.

Koło (Fot. Materiały prasowe)

Dookoła nas znikanie

Najpierw były kwiaty, teraz ptaki, od martwej natury Bownik przeszedł do przyrody ożywionej, choć nieżyjącej. – To dla mnie naturalna droga po projekcie „Dissasembly”, który powstał już siedem lat temu. Też był o stracie oraz o zgubnych skutkach ludzkiego głodu wiedzy i potrzeby panowania nad otoczeniem – wyjaśnia artysta, który z wykształcenia jest też filozofem. Zdecydowanie ma to w jego twórczości znaczenie. – Najczęściej pracuję, wychodząc od pojęć, a w tym projekcie interesowało mnie zjawisko wymierania gatunków i cykliczności w przyrodzie – stąd koło jako symbol cyklu, powtórzenia w naturze, ale i przyśpieszenia. Jak wiemy, w naszych czasach problemem jest przyśpieszenie wymierania gatunków, a nie to, że one wymierają, bo wymierały zawsze, jednak nigdy w takim tempie jak teraz.

Bownik (Fot. Materiały prasowe)

Gdy mówię Pawłowi, że jego koła przywodzą mi na myśl pozycję, jaką w świecie natury wyznaczył sobie człowiek – stoi w centrum, a wokół niego kręci się wszechświat, odpowiada: – Żyjemy przecież w epoce antropocenu i nie sposób nie zauważyć, w jaki sposób zatracamy się w naszych decyzjach, które zmieniają nieodwracalnie świat wokół. Wchodzimy w kolejne kręgi cywilizacyjnej spirali, a przy okazji wycinamy wokół siebie różne rzeczy. Nie mamy czasu nawet opłakiwać straty, bo powtarzamy te same gesty, decyzje, błędy, tylko coraz szybciej i szybciej.

Poezja końca

Pytam Bownika, dlaczego wybrał ptaki. Znikają przecież także inne gatunki. – Posługuję się wizerunkami ptaków, tak jak wcześniej kwiatami, dlatego że działają na nas w sposób uwrażliwiający. Symbolizują piękno, wolność, radość. To jest rzeczywiście bardzo poetycki projekt, choć z drugiej strony, są tu też bardzo twarde decyzje techniczne (wiertarka!). Obraz przechodzi od stanu konkretu do stanu umowności, od stanu realistycznego do stanu abstrakcji. Zdecydowałem się na taką formułę między innymi dlatego, że to, co wydawało nam się jeszcze niedawno abstrakcyjne, dziś stało się realne. Koniec, apokalipsa, zagrożenie związane z wymieraniem planety – to wszystko przez setki lat było tylko zagadnieniem literackim, teraz nagle wszystko przyspieszyło i to stało się rzeczywiste, namacalne. Tu jest, wydaje mi się, przewrotność tego projektu, że można myśleć, że to są jakieś abstrakcyjne i przyjemne kolory, a potem trudno nie odkryć, że ma to źródło w bardzo konkretnym zdarzeniu i że jest to zaledwie echo pięknego stworzenia, które wymarło za sprawą aktywności człowieka na Ziemi. To jest więc gra pomiędzy taką abstrakcją, że świat umiera, a konkretem, że dożyliśmy tego momentu.

Nie szukam idealnego obrazu

Bownik (Fot. Materiały prasowe)

Choć w swoich fotograficznych projektach Bownik nie dokumentuje dosłownie rzeczywistości (nawet kiedy fotografuje ludzi, jak w cyklu „Koleżanki i koledzy”, buduje dla nich scenografię, komponuje kadr i oświetlenie, niczym na planie filmowym), to wciąż się upiera, że uprawia „realizm”. – Dla mnie to barwne koło jest dokumentem! – zaznacza. – Dlatego wyszedłem od konstrukcji, którą zbudowałem do zdjęć, bo ja jednak dokumentuję realny obiekt w studiu. Jedyne, co mogę tu precyzyjnie zaprojektować, to te cienie rzucane przez oświetloną, kręcącą się tarczę. Wykonałem masę szkiców, żeby uzyskać na zdjęciu taki, a nie inny kształt cieni. Te rysunki pokażemy zresztą na wystawie w BWA Warszawa. Wszystkie fotografie tak robię. Szkicuję je bardzo precyzyjnie i wydaje się, że tam nie ma już miejsca na przypadek, na to, co przyjdzie z zewnątrz, ale tak naprawdę tylko czekam, że w tej zaprojektowanej sytuacji wydarzy się coś nieoczekiwanego. Dla mnie to relacja między technicznym a nietechnicznym, między ingerowaniem i nieingerowaniem. Ingeruję w cienie, ale nie mogę zaingerować w wirujący obraz i ta relacja, którą widzimy na zdjęciu, to jest właśnie zapis realistyczny. Dlatego tak, czuję się realistą.

Koło (Fot. Materiały prasowe)

W zalewie cyfrowych obrazów Bownik nadal też używa wielkoformatowego analogowego aparatu, stworzonego dla fotografii realistycznej. – Po pierwsze, uwielbiam ciężkie rzeczy, duże, niewygodne urządzenia, z przekory dla tendencji, by wszystko miniaturyzować – śmieje się.– Ważna jest też wciąż ta figura realizmu ze względu na dużą klatkę negatywową, która pozwala na bardzo precyzyjne odwzorowanie każdego szczegółu. Nawet jeśli to będzie nieostre, bo np. obracające się koła różnie się rejestrują ze względu na odchylenia w ruchu. Ale nie chcę robić tego w sposób precyzyjny, akceptuję wszystkie niedociągnięcia, ponieważ nadaje to indywidualny charakter, jest niepowtarzalnym portretem. Na planie robię tylko jedno zdjęcie i to też jest dla mnie ważne. Nie szukam idealnego obrazu, po prostu stwarzam sytuację w studiu i ją rejestruję.

Zostało piękne wspomnienie

Jego sfotografowane koła można porównać do kół barwnych, które istnieją w nauce i w historii malarstwa jako palety barw katalogujące kolory występujące w przyrodzie czy fizyce. – Historyczka sztuki Grażyna Bastek napisała o nich piękny tekst wprowadzający do wystawy, w którym wspomina, że w XVIII-wiecznym francuskim żurnalu mody pojawia się „kolor straconego czasu”. Nie wiemy, jak wyglądał, prawdopodobnie był to odcień błękitu. Moje widma widzę jako takie barwne koła straty. Palety tego, co utraciliśmy.

Artysta dodaje na koniec, że przecież nasze straty są bezustanne. Prawdziwym problemem jest ich przyspieszenie. – Gubimy rytm – mówi. – Nie ma już cyklu, w którym coś się starzeje i odchodzi, by zrobić miejsce na przyjście nowego. Znikanie jest nagłe. W literaturze, filmie, całej kulturze, strata była opisywana linearnie, miała swoją chronologię i rytm. Do takiej narracji przyzwyczaili nas twórcy tacy jak Tarkowski czy Antonioni, ale to było w ubiegłym wieku. Wiek XXI otwiera przyspieszenie tego procesu i klasyczne wyobrażenie o przemijaniu nie ma już zastosowania.

Bownik (ur. 1977)  studiował filozofię na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie oraz fotografię na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu (obecnie UAP). Do najbardziej znanych prac artysty należą cykle fotograficzne: „Dissasembly”, „Gamers”, „Koleżanki i koledzy”. Jego prace znajdują się w kolekcjach Museum In Huis Marseille, Fundacji Sztuki Polskiej ING, Biblioteki Narodowej, Narodowej Galerii Sztuki Zachęta i w zbiorach prywatnych. W 2014 roku był nominowany do Paszportów „Polityki”, a jego książka fotograficzna „Disassembly” (wyd. Mundin) otrzymała główną nagrodę w konkursie Fotograficzna Publikacja Roku 2014 i była nominowana do Kassel Photobook Award 2014. Artysta mieszka i pracuje w Warszawie.

Wystawa Bownika „Kolory straconego czasu” otworzy się w BWA Warszawa 20 września i potrwa do 11 listopada 2019 roku. Pokaz jest częścią Warsaw Gallery Weekend 2019, dorocznego przeglądu zbiorów prywatnych stołecznych galerii, który odbędzie się w dniach 20-22 września w kilkudziesięciu lokacjach. Więcej informacji tutaj: http://www.warsawgalleryweekend.pl/2019/ .

Anna Sańczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę