Znaleziono 0 artykułów
05.09.2018

Celine bez akcentu

Finał pokazu na wiosnę-lato 2017 (Fot. Stephane Cardinale - Corbis, Getty Images)

Po odejściu z Celine Phoebe Philo, artystyczne stery w domu mody objął Hedi Slimane. Przejmując markę, której udało się osiągnąć wszystko, znalazł się w trudnej sytuacji. Philo nie ma klientek, tylko wyznawczynie, gotowe bojkotować jego kolekcje w imię wierności dawnej władczyni.

Konfrontacja odbywa się poza ich kontrolą. Hedi Slimane siedzi teraz prawdopodobnie w studio projektowym w Los Angeles, szlifując swoją pierwszą kolekcję dla Celine, którą pokaże na paryskim wybiegu już we wrześniu. Być może Phoebe Philo zjada z kolei nieśpieszne śniadanie z rodziną, z dala od laptopa, nieświadoma burzy, jaką wywołała wspólnie ze swoim następcą.

Od kilku dni zmiana warty w Celine to najważniejszy temat w świecie mody. Stałe klientki Celine ocierają łzy smutku. A blogerki zarzucają Instagram hashtagiem #savecéline z obowiązkowym akcentem nad „e”, który znikając wraz z Philo, już staje się symbolem zmiany na gorsze.

O co właściwie chodzi? W styczniu 2018 roku gruchnęła wieść o przejęciu sterów domu mody Celine przez Hedi’ego Slimane’a. Projektant już raz podpadł części fanów mody, wprowadzając spore zmiany w firmie Yves Saint Laurent. To on jest odpowiedzialny za zniknięcie imienia „Yves” z nazwy, a także kompletną rewolucję na wybiegu.

Za jego rządów klienci dawnego YSL podzielili się dość równo na zwolenników i przeciwników, przerzucając się argumentami o „odmłodzonej marce” albo „taniej, sieciówkowej estetyce”.

Podobieństw jest więcej. Oprócz zmiany logo, pojawił się też zwiastun pierwszej kolekcji, utrzymanej oczywiście w czerni i bieli. Podobnie jak w roku 2012 w przypadku Saint Laurent, modelka w kreacji Celine ustawiona została plecami do obiektywu. I znów ma na sobie strój z cekinami. To nie koniec. Zdjęcie podpisane jest hasłem „Part 1”, dokładnie tak samo jak sześć lat tamu. Déjà vu?

Lady Gaga z pierwszą torebką zaprojektowaną dla Celine przez Hediego Slimane'a (Fot. Marc Piasecki, Getty Images)

Sklep internetowy Celine został zamknięty. Na stronie pozostała tylko ruchoma złota kurtyna i zegar odliczający czas do pokazu. Nie lepiej jest ze sklepami stacjonarnymi. Każdy butik przechodzi generalny remont, wnętrza zostały wymiecione. Dosłownie i w przenośni. Nawet najpiękniejsze dekoracje znikną na dobre, by pozostawić pole do popisu nowemu władcy.

Po lewej: pierwsza kampania Slimane'a dla Saint Laurent (wiosna-lato 2013), po prawej pierwsza kampania dla Celine (Fot. materiały prasowe)

Ironia bez akcentu

Gdy przeglądam światowe wiadomości na temat zmian w Celine, nie znajduję ani jednego pozytywnego komentarza. Nie tylko internet się zbuntował.

Argument o zmianie logo na bardziej tradycyjne, z lat sześćdziesiątych, raczej do nikogo nie trafia. Brytyjski „Vogue” ironicznie pisze o „kosmetycznych zmianach”, cytując przydługie wyjaśnienia, które pojawiły się na Instagramie marki. Kolejne publikacje w dowolnie wybranych magazynach ujmują słowo „nowe” w cudzysłów. Chyba nigdy wcześniej tak często nie padało stwierdzenie „Koniec ery”.

Celine, które, wydawałoby się, zrosło się na dobre z nazwiskiem Philo, właśnie wypływa na nieznane wody, pozostawiając za sobą dosłownie wszystko. I na wszelki wypadek paląc mosty. Carte blanche. Dobrze się składa, że w tych słowach nie dopisujemy akcentów nad „e”...

O nowej kolekcji nie wiemy praktycznie nic. Jedynym konkretem jest zaprezentowana w zeszłym tygodniu torba. Szczęśliwą posiadaczką (lub obiektem pod snajperskim ostrzałem wyznawców Philo) została Lady Gaga. Torbę natychmiast przyrównano do sztandarowych modeli Hermèsa i Mulberry.

Celine wiosna-lato 2017 / Fot. Estrop, Getty Images

Mnożą się pytania. W którą stronę podąży marka? Czy zacznie czerpać z archiwów, na co wskazywałby staromodny model torby oraz powrót do dawnego logo? Czy może, co sugerują cekiny, czeka nas powtórka z rozrywki?

Celine wiosna-lato 2018 (Fot. Catwalking, Getty Images)

Kierpce i białe kozaczki

Zastanawiam się, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby Slimane postanowił kontynuować niemalże dziesięcioletni dorobek Philo, projektując kolejne kolekcje w stylu, który stał się klasyką minionej dekady.

Zmyślny minimalizm zaserwowany na wskroś nowocześnie, z oczkiem puszczonym do widza, a także nieoczywistą elegancją, prostotą, spokojem i eksperymentalnym sznytem, który trudno nazwać seksownym. Ale dla Philo seksapil był na ostatnim miejsu na liście funkcji, którą spełniać miała jej moda.

Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że Phoebe Philo w Celine stworzyła kobietę na nowo. Jeśli coś teraz nosimy, bardzo prawdopodobne jest, że to ona pokazała to jako pierwsza. Zaserwowała spektakularny powrót plisowanych spódnic. Wplatała w swoje kolekcje elementy militarne: od powlekanej bawełny khaki, po dwurzędowe wełniane szynele. Wyprowadziła kapcie na ulice – od Birkenstocków po futrzaki rodem z Ulicy Sezamkowej. No i przywróciła świetność it-bags, fenomenowi, który już powoli przygasał.

Kraciasty płaszcz z kolekcji jesień-zima 2013 / Fot. Catwalking, Getty Images

Jestem przekonana, że gdyby nie Philo, nie zachwycalibyśmy się teraz ani Jacquemusem, ani Rejiną Piyo. Victoria Beckham czy The Row też prawdopodobnie ubierałyby kobiety w innej estetyce. Nawet niesławne białe kozaczki dzięki reinterpretacji Philo stały się obiektem pożądania.

Co sezon zaskakiwała. Co sezon stawiała obserwatorów w niewygodnej sytuacji. Bo jej projekty, choć zachwycały prostotą, wcale nie były proste w odbiorze. Przynajmniej nie od pierwszego wejrzenia. Trzeba było się im przyjrzeć dłużej, zanalizować, oswoić się. Bywało, że dana rzecz zaskakiwała dopiero parę miesięcy po pokazie. Zastanawialiśmy się, dlaczego akurat tę rzecz chcemy mieć, a potem trafialiśmy na relacje z pokazu Celine. I wszystko układało się w logiczną całość.

Julie Pelipas ze skórzaną torbą Céline (Fot. Melodie Jeng, Getty Images)

Lista przebojów wszechczasów

W ramach sentymentalnego podsumowania obejrzałam ostatnio wszystkie kolekcje Celine zaprojektowane przez Philo.

Wysoka talia, skórzana spódnica, piżamowy komplet, szeroki pasek, siatkowe przeźroczystości, plisy – to wszystko weszło na stałe do mody dzięki Philo. I zapewne jeszcze długo się nie zestarzeje.

Jesień 2013 roku projektantka przywitała bazarową kratą. Nikt wtedy nie mówił o modzie postsowieckiej. Co najwyżej wypominało jej się podejrzane podobieństwo do kolekcji Marca Jacobsa dla Louis Vuitton z 2007 roku, wykorzystującej ten sam motyw.

Celine Clasp bag z kolekcji wiosna-lato 2017 (Fot. Catwalking, Getty Images)

Podobnie z nawiązaniami folklorystycznymi. Kolekcja na sezon wiosna-lato 2015 roku to sukienki w góralskie róże oraz… kierpce! Od naszych rodzimych różniły się tylko kolorem. No i wiadomo, ceną. Ze scen lokalnych domów kultury te buty trafiły prosto na paryskie chodniki.

Nie można też zapomnieć o zasługach Philo dla sieciówek. Gdyby nie jej projekty, Zara czy H&M byłyby uboższe o całe działy odzieży (ale może bogatsze o miliony euro odszkodowań). Pytana swego czasu o kopiujące ją popularne marki, przyznała, że dzięki nim ma pewność, że projektuje dobrze. Złych projektów nikt nie chciałby powielać, prawda? Zresztą nie jest to dla niej żadna nowość. Jeszcze za czasów swojej pracy w Chloé stworzyła ikoniczne modele toreb (na przykład Paddington i Silverado), które w pierwszej dekadzie nowego milenium zaliczały się do najczęściej kopiowanych na świecie.

Witryna butiku Celine w Paryżu (Fot. Kay-Paris Fernandes)

Nowy początek

Hedi Slimane znalazł się w trudnej sytuacji. Oto przejmuje markę, której udało się osiągnąć wszystko. Nie ma klientek, tylko wyznawczynie. Jest luksusowa i tak charakterystyczna, że nawet kolekcje innych projektantów krytycy śmiało określają mianem celinesque (w wolnym tłumaczeniu „w stylu Celine”).

To tak jakby w sekcie nagle miał zmienić się guru. Dlatego, choć mocno krytykowany, Slimane raczej nie miał wyjścia. Pytanie, dlaczego padło właśnie na niego? Czy w DNA marki nie wpisywaliby się lepieji Christophe Lemaire albo Tomas Maier? Nie rezygnując z własnego „ja”, mogliby prowadzić Celine wydeptaną ścieżką.

Nawet wówczas odejście Philo nie przeszłoby bez echa. Z pewnością jednak nie byłoby tak bolesne. Slimane najwyraźniej wybrał opcję: nieważne, co mówią, byleby mówili. Tym samym jego kolekcja stała się najbardziej wyczekiwaną podczas zbliżających się tygodni mody. W tym biznesie to nie może być przypadek.

Antybohaterowie fascynują. Przecież kochamy Waltera White’a z „Breaking Bad”. Może dziwną, trudną miłością pokochamy też nową wersję Celine? Internetowa histeria być może wynika z faktu, że tysiące wielbicieli marki czują się tak, jakby ktoś im coś odebrał. Nawet jeśli w ich szafach nie ma ani jednej rzeczy z francuską metką. Bez ostrzeżenia, z dnia na dzień. Odebrał, nie dając nic w zamian. A do tego jeszcze trzyma w niepewności, niepokojąc zwiastunami, które ewidentnie różnią się od wszystkiego, do czego Celine nas przyzwyczaiło.

 

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę