Znaleziono 0 artykułów
22.07.2022

Opuszczony zamek i suknia haute couture od Diora: Niezwykły ślub Blanki Miró

22.07.2022
(Fot. Melanie Rodriguez)

Blanca Miró, dyrektorka kreatywna platformy Vasquiat i marki La Veste, 9 lipca 2022 roku wyszła za mąż za Javiego Fondevilę. Pobrali się na Minorce, w miejscu, które od lat darzy sentymentem. – Chciałam, by było zupełnie inaczej niż to, co normalnie widzę na weselach, na których jestem gościem. Miało to być niezwykłe doświadczenie dla nas, naszej rodziny i przyjaciół – mówi Blanca o najpiękniejszym dniu swojego życia.

Po latach przyjaźni ich relacja przerodziła się w miłość w 2020 roku. Javi chciał oświadczyć się Blance zeszłej zimy w Kopenhadze, jednak okazało się, że jego przyszła żona nie mogła tam do niego dojechać. Poczekał więc na następny weekend, tym razem spędzali go w górach. Twórczyni Vasquiat i La Veste oczywiście powiedziała „tak”. Potem zaczęła planować wesele marzeń, a że ciągle żyje w pędzie, było to dla niej kolejne wyzwanie.

Opuszczony zamek, w którym czas się zatrzymał, artystyczne dekoracje na stołach, niewymuszona atmosfera, radosny nastrój. Blanca Miró i Javi wiedzieli, jak sprawić, by ich weselny weekend na Minorce był niezapomniany. – Zaczęliśmy od występu, w którym oboje udawaliśmy duet Daft Punk, ubrani w hełmy i kombinezony NASA – opowiada Blanca.

Ważnym elementem ślubu i wesela były oczywiście modowe wybory Blanki Miró: boho i haute couture. Boho to długa patchworkowa suknia Loewe zestawiona z dzianą na szydełku bandaną z muszlami Pardo Hats, które założyła dzień przed ślubem. Bufet pełen hiszpańskich produktów, uzupełniony świeczkami Loewe, był idealną scenerią na tę okazję. Haute couture zaś to jej suknia ślubna, stworzona w paryskim atelier Diora przez Marię Grazię Chiuri.

By podkreślić piękno sukni ślubnej, Miró wybrała naturalny makijaż i włosy uczesane w długi warkocz, dzięki którym przypominała współczesną księżniczkę. Później przebrała się w swój ostatni weselny look: sukienkę mini Paco Rabanne, do której dodatkiem był zrobiony na szydełku kapelusz.

Hiszpańskie wesele trwało do rana i obfitowało w atrakcje, którymi zachwycali się zarówno nowożeńcy, jak i ich goście. – Najważniejsze było to, że razem z Javim mogliśmy się dzielić naszą miłością z przyjaciółmi, a oni byli w stanie ją poczuć. Porównałabym nasz ślub do bajki, w której idziesz przez las i za każdym drzewem znajdujesz coś, co cię zaskakuje​ mówi Blanca Miró, która fotografiami i wspomnieniami z tego niezwykłego dnia dzieli się tylko z „Vogiem”.

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.fr.

Opowiedz nam w kilku słowach, jaką jesteście parą i jak się poznaliście. 

 Przez 10 lat Javi był moim przyjacielem. Gdy miałam około 19 lat, pracowałam jako modelka przy kampanii jego pierwszej marki, którą założył wiele lat temu. Zawsze uważałam, że to mądry facet, podkochiwałam się w nim, ale myślałam wtedy, że jest dla mnie za stary. Po tych wszystkich latach przyjaźni nasza miłosna przygoda zaczęła się jakieś półtora roku temu. Nie mogłam uwierzyć, że jednak jesteśmy razem, to było jak spełnienie marzeń. Od tamtej pory wiem, że wszystko jest możliwe.

Czy możesz nam opowiedzieć, jak wyglądały oświadczyny? 

 Javi chciał mi się oświadczyć w jednym z moich ulubionych miast, Kopenhadze. On był tam po raz pierwszy, poleciał w środę do pracy, a ja w piątek miałam do niego dołączyć na weekend. O szóstej rano w piątek zadzwonił i powiedział mi, żebym została w domu, ponieważ bardzo źle się czuje i wraca. Nie wiedziałam, że w tamten weekend zamierzał się oświadczyć, więc powiedziałam, że takie rzeczy się zdarzają i że będziemy mieć jeszcze niejedną okazję, by wybrać się do Kopenhagi. Gdy wrócił do domu, powiedział, że musimy zorganizować coś na kolejny weekend, więc postanowiliśmy, że pojedziemy do uroczego małego hoteliku w górach (była zima). Gdy już się tam znaleźliśmy, nie czekał długo z oświadczynami. Piliśmy wino przy kominku i nagle to zrobił. Nie była to dla mnie zaskakująca sytuacja, ponieważ często prowadzimy długie rozmowy o życiu.

Nosisz wyjątkowy pierścionek zaręczynowy. 

Pierścionek zaręczynowy to oczywiście projekt jednego z moich ulubionych jubilerów. Marzyłam o nim, ale nigdy nie spodziewałam się, że pewnego dnia będzie mój. Diamenty o szlifie Marquise zawsze podobały mi się najbardziej. Wyjątkowe jest dla mnie to, że dwie obrączki marki Margaret, które zawsze noszę – zobaczycie je na zdjęciach – jedna z imieniem Javiego, druga z moim, mają w środku wygrawerowaną datę naszego ślubu. Nie zdejmuję ich nawet do snu.

Na jakiej atmosferze w czasie wesela ci zależało? 

 Chciałam, by było zupełnie inne. Gdy mówię „inne”, mam na myśli, że miało się różnić od tego, co normalnie widzę na weselach, na których jestem gościem. Gdy je organizowaliśmy i wybieraliśmy ekipę, która pomoże nam w jego realizacji, powtarzałam im: „Proszę, zapomnijcie, że to wesele, chcemy czegoś innego”. Miało to być niezwykłe doświadczenie dla nas, naszej rodziny i przyjaciół. Chcieliśmy zaskoczyć ich niezwykłą oprawą ceremonii, zależało nam, by oddawała to, kim jesteśmy.

Twój ślub w kilku słowach? 

 Emocjonalny, rustykalny, pełen młodości. Wydarzenie życia, bajka.

Opowiedz nam trochę o miejscu, które wybraliście. 

To stary, opuszczony zamek Menorquín. Postanowiliśmy, że weźmiemy ślub na Minorce, wyspie, na którą przyjeżdżam od urodzenia i która jest dla nas ważna. Stworzyliśmy trzy różne scenerie. Patio, na którym wypiliśmy aperitif, wyglądało jak mała wioska nocą z barem. Kolację zjedliśmy w lesie. Było magicznie, z lampami zwisającymi z drzew i kwiatowymi rzeźbami wzdłuż długich stołów. Po kolacji skrzypaczka zaprowadziła nas do innego miejsca w lesie. Nagle podniosła się kurtyna i goście zobaczyli „Bosque encantado de Azúcar”, co oznacza zaczarowany las cukrowy stworzony przez zespół Food Rituals (Antonellę Tignanelli i Sandie Hamon). Pod drzewkami pomarańczowymi znajdował się kącik, gdzie można było zagrać w gry, między innymi w bule i ogromne Mikado, posiedzieć i się czegoś napić. Na końcu była impreza przy schodach. Zaczęliśmy od występu, w którym wraz z Javim, ubrani w hełmy i skafandry NASA, udawaliśmy Daft Punk.

Jakie dekoracje kwiatowe wybraliście? 

Postanowiliśmy współpracować z moją przyjaciółką Manuelą z Gang and The Wool. Robi niesamowite dekoracje, a ja świetnie się bawiłam, wybierając z nią kwiaty, kolory i sposób, w jaki je zaprezentuje. Zamiast bukietów poprosiłam raczej o rzeźby z kwiatów, więc pokryła nimi wszystkie drzewa (zobaczycie to na zdjęciach), skomponowała też niesamowite dekoracje na stoły. Zielone liście i kwiaty znalazły się również na wszystkich żyrandolach. Wyglądało to naprawdę wyjątkowo.

Co z jedzeniem? 

Chcieliśmy, by gotował dla nas Tomàs Abellan. To znany hiszpański szef kuchni, do którego restauracji często chodzimy. Było to pierwsze wesele, na które przygotowywał swoje kulinarne dzieła, więc poczuliśmy się wyróżnieni. W Barcelonie prowadzi własny Bar Alegria, w którym można spróbować różnych rodzajów hiszpańskich tapas. Gdy słyszałam dźwięki stukających talerzy, sztućców, kelnerów, z saksofonem w tle, czułam się, jakbym naprawdę była w małej wiosce.

Jako danie główne wybraliśmy homara z jajkami sadzonymi i frytkami, bardzo typowe jedzenie na Minorce, które oboje uwielbiamy.

Jak miało wyglądać wesele i jaką muzykę wybraliście? 

Poprosiliśmy o niekomercyjną muzykę. Oboje lubimy funky/disco i techno, więc było to połączenie tych stylów. W czasie aperitifu wystąpili saksofonista Guim Balasch i DJ-ka Virginie, którzy byli ubrani w złote projekty Paco i ogromne złote kapelusze Pardo Hats. Wieczorem grał Pau Roca, barceloński DJ, którego bardzo lubimy.

Czym inspirowałaś się podczas wyboru sukni i jak je znalazłaś? 

Szukałam czegoś, co nie byłoby nowe. Marzyłam o archiwalnej sukni i jako zaszczyt odebrałam możliwość przymierzenia kilku w showroomie haute couture, gdzie zaprosili mnie przyjaciele z Diora. Tak naprawdę jeszcze zanim je przymierzyłam, już wiedziałam, która z wiszących tam kreacji jest tą jedyną. Gdy ją założyłam, miała pewność, że się nie pomyliłam. Od dawna wyobrażałam sobie siebie właśnie w czymś takim. 

Nie ma nic lepszego niż znalezienie w archiwach Dior Haute Couture sukni zaprojektowanej przez Marię Grazię Chiuri z peleryną, o której marzyłam od dzieciństwa. W rozmowach z mamą zawsze mówiłam: „Jeśli kiedyś wyjdę za mąż, chciałabym założyć długą pelerynę z kapturem”. Udało się to dzięki Marii Grazii Chiuri, Bertrandowi Guyonowi, Mathilde Favier, Aline Dos Santos i Karen Azzinnari.

A jaki look wybrał twój mąż? 

 Założył biały włoski garnitur, z białą koszulą, szelkami i espadrylami. Śródziemnomorski look z supereleganckim, odświeżającym twistem.

Jaki makijaż i fryzurę wybrałaś na swój wielki dzień? 

Zawsze lubiłam „make up no make up”, więc musiało to być coś w tym stylu. Jest lato, byliśmy na Minorce, wybrałam więc wyspiarski look: świeży i naturalny. Na ceremonię i kolację włosy zaplotłam w warkocz, a na przyjęcie je rozpuściłam. Założyłam na nie zrobiony na szydełku i ozdobiony klejnotami kapelusz Pardo Hats stworzony we współpracy z Suot Studio. Jeżeli chodzi o fryzurę i makijaż, zawsze z pełnym zaufaniem oddaję się w ręce Salon Toro i Max Mood Hair.

Czyje wesele było dla ciebie inspiracją? 

Chloë Sevigny.

Co symbolizuje dla ciebie ślub? 

To magiczny dzień, w którym wraz ze swoim partnerem dzielę się całą naszą miłością i energią z rodziną i przyjaciółmi. Bez kompromisów. Taki dzień zdarza się tylko raz w życiu. Można z ukochanymi ludźmi świętować tak, jak się chce, i robić to, na co tylko ma się ochotę.

Co najbardziej cię stresowało? 

Gdy zaczynałam organizowanie wesela, nie wiedziałam, co robić po kolei, więc trudno było mi poczuć się komfortowo. Gdy już to zrozumiałam, przygotowania sprawiały mi dużą przyjemność, ponieważ zrobiłam to tak, jak naprawdę chciałam.

Czy pandemia wpłynęła na wasze plany?

Raczej nie.

Czy przed ślubem trzymałaś się jakiejś konkretnej rutyny pielęgnacyjnej i treningowej? Diety? 

Starałam się jeść zdrowo, by mieć skórę pełną blasku. Ćwiczyłam rano, tak jak zawsze.

Na jakich wspomnieniach dla gości zależało ci najbardziej? 

Chcieliśmy łamać zasady i zorganizować wesele inne niż wszystkie. Przygotowaliśmy różne niespodzianki, więc było to magiczne doświadczenie. Jednak najważniejsze było to, że razem z Javim mogliśmy dzielić się naszą miłością z przyjaciółmi, a oni byli w stanie ją poczuć. Porównałabym nasz ślub do bajki, w której idziesz przez las i za każdym drzewem znajdujesz coś, co cię zaskakuje.

Marie Périer
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę