Znaleziono 0 artykułów
17.08.2020

Helena Brochocka: Królowa kitesurfingu

Helena Brochocka (Fot. Justyna Słodzyczka)

Do 15. roku życia Helena Brochocka nie miała pojęcia o kitesurfingu, tym bardziej nie wyobrażała sobie, że stanie się jej sposobem na życie. Pierwszy zaczął pływać jej ojciec. W 2007 roku zarządził rodzinny wyjazd na Hel. Pokazał zdjęcia, filmy w internecie – nie przypominało to żadnej dyscypliny, którą dotychczas trenowała.

Od dziecka byłam bardzo wysportowana. Rodzice zwracali dużą uwagę na wychowanie fizyczne, twierdząc, że buduje to charakter i uczy systematyczności. Próbowałam więc sił w narciarstwie, łyżwiarstwie figurowym, grałam w tenisa i jeździłam konno. Kolejne dyscypliny przychodziły mi dość łatwo i tak samo łatwo się nudziły. I nagle pojawił się kitesurfing. Na pierwszej lekcji, jak to często bywa na Półwyspie Helskim, lał deszcz, a potem rozpętała się burza. Dopiero po kilku zajęciach na wodzie poczułam się samodzielna. W przeciwieństwie do narciarstwa alpejskiego, gdzie konkurujesz z innymi, tu zmagasz się głównie z potęgą natury oraz z samą sobą. 

Przez pierwsze trzy lata był to głównie mój sposób spędzania wakacji – na Helu czy w Grecji. Po kilku sezonach okazało się, że reżim sportowy, który narzucali mi rodzice od małego, przyniósł świetne efekty i mogłam wystartować w profesjonalnych zawodach. Początek mojej historii z kitem miał zatem mało wspólnego z talentem, a raczej z uporem i ciężką pracą. Chciałam dogonić zawodniczki, które wychowały się na wodzie z latawcem.

Pewnego dnia, gdy trenowałam na Helu, podszedł znajomy i powiedział, że gdybym nauczyła się jeszcze dwóch trików, to miałabym spore szanse na start w zawodach. Zaraz potem koleżanka, która miała wziąć udział w lokalnych rozgrywkach, skręciła kostkę. Jako że wpisowe było już zapłacone, zaproponowała, bym ja wystartowała. Skorzystałam z tej szansy. Okazało się, że nie odbiegałam tak bardzo od konkurentek. Wiedziałam, że poprzez dalszy trening mogę im dorównać. Byłam w klasie maturalnej i musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wybrać studia, dobrą pracę i karierę w korporacji, czy też zdecydować się na niszowy sport, o którym połowa moich znajomych nawet nie słyszała.

Wiedziałam, że dyplom magisterski mogę zdobyć w każdym wieku, a okno dla sportowca jest tak wąskie, że jeśli miałam zmierzyć się z moimi możliwościami, to tylko wtedy. Ambicje nie pozwalały mi zrezygnować ze studiów i udało mi się znaleźć kompromis: nowy program dla sportowców w Kanadzie, w ramach którego część zajęć można zaliczać online, a tylko przez trzy miesiące w roku trzeba uczęszczać na wykłady w Vancouver. Wówczas niewiele uczelni oferowało takie rozwiązania. Do dziś, czyli dziesięć lat później, ukończenie studiów w trakcie pięcia się w górę jako sportowiec, uważam za największy sukces. Nie raz zarywałam noce podczas treningów w Brazylii, żeby napisać zadany na zajęcia esej. 

Cały tekst przeczytacie w letnim wydaniu „Vogue'a”. Do kupienia w salonach prasowych i na Vogue.pl.

"Vogue Polska" lipiec-sierpień 2020 (Fot. Chris Cholls)

 

Wysłuchała Magdalena Lemańska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę