Znaleziono 0 artykułów
25.06.2020

Historia jednego zdjęcia: Halle Berry w 2000 roku

(Fot. Getty Images)

20 lat temu jedna z najbardziej utytułowanych czarnoskórych aktorek w historii kina pojawiła się na premierze „X-Menów”. Do historii mody przeszedł jej niepasujący do okoliczności strój.

Premierę pierwszej części „X-Menów”, w której Halle Berry zagrała Storm, zorganizowano na nowojorskiej Ellis Island latem 2000 roku. Ekranizacja komiksu o mutantach, którzy ratują świat, zarobiła prawie 300 mln dol., plasując się w pierwszej dziesiątce najbardziej kasowych filmów tamtego roku obok „Gladiatora”, „Grincha: świąt nie będzie” i „Mission: Impossible 2”.

Bohaterka Berry, która potrafi kontrolować pogodę, jedna z najpotężniejszych postaci w całym uniwersum „X-Menów”, została przez Lena Weinanda i Dave’a Cockruma wymyślona jako czarnoskóra kobieta, potomkini afrykańskich szamanek (po raz pierwszy pojawiła się w komiksie w 1975 roku).

Na premierze 34-letnia wówczas Halle była zakochana. Nie wstydziła się publicznych pocałunków z przyszłym mężem, Erikiem Benétem. Dzisiaj więcej osób pamięta jednak o kreacji aktorki niż o muzyku, który stylizował się na Lenny’ego Kravitza. Berry zamiast sukienki włożyła biodrówki i biustonosz jak od bikini. Obie części zestawu były zdobione geometrycznym, połyskującym, złotym wzorem. Było lato, więc odsłonięty brzuch Berry nie budziłby sensacji na nowojorskiej ulicy, ale na premiery gwiazdy ubierały się zdecydowanie bardziej elegancko. To, co wtedy można było uznać za faux pas, dziś świadczy o pewności siebie aktorki. Strój przekraczał granicę kiczu, więc stał się ucieleśnieniem plastikowego gustu początku wieku. Halle dźwignęła niemożliwy do obronienia look, bo przeciwwagą była krótka, chłopięca, zadziorna fryzura. W Hollywood mało komu udało się zapracować na miano seksbomby z takim uczesaniem. Berry uznano za „najpiękniejszą na świecie” w plebiscycie magazynu „People” w 2003 roku.

Stało się to już po Oscarze za „Czekając na wyrok”. Odbierając statuetkę w 2002 roku, została pierwszą Afroamerykanką, która ma nagrodę w swojej kolekcji. Podczas ceremonii znów udało jej się wzbudzić sensację, tym razem z powodu pocałunku, który na scenie złożył na jej ustach Adrien Brody, laureat Oscara z 2001 roku za „Pianistę”. Po #MeToo wiadomo, że zachowanie aktora było nieuprawnione, wtedy – przynajmniej widzom – wydawało się ekscytujące.

Berry z taką samą godnością jak Oscara, w 2004 roku odebrała nagrodę dla najgorszej aktorki za „Kobietę-Kota”. – Co za okropny, paskudny, gówniany film – powiedziała ze sceny. Była jedną z nielicznych aktorek w historii Złotych Malin, które zdecydowały się osobiście odebrać nagrodę.

Była wtedy u szczytu sławy. W 2002 roku zagrała dziewczynę Bonda w „Śmierć nadejdzie jutro”. Powtórzyła jedną z najsłynniejszych scen z serii – wyłaniania się z morskich fal. W „Dr No” z 1962 roku, pierwszym kinowym „Bondzie”, z morza wyszła Ursula Andress w białym bikini. Pół wieku później kostium Berry był pomarańczowy. Miała być superbohaterką, a nie tylko obiektem pożądania.

W kinie dobra passa trwała, ale skończyła się w życiu osobistym. Benét, za którego wyszła za mąż, zdradzał ją. – Wszyscy wiedzą, że to zrobiłem. Zraniłem ją – mówił muzyk w wywiadzie dla „People” z 2005 roku. Przyznał się do seksoholizmu, podszedł nawet na odwyk, ale na ratowanie małżeństwa było już za późno. – Życzę mu jak najlepiej, ale ten rozdział w moim życiu uważam za zakończony – powiedziała ona, obiecując sobie, że już nigdy nie pozwoli się tak traktować mężczyźnie.

Feminizmu uczyła ją mama, pielęgniarka Judith Ann. Była biała, a ojciec – Jerome Jesse Berry – czarny. Berry zmagała się z rasizmem od dziecka, ale zjawiskowa uroda okazała się przepustką do sławy. Urodzona w Cleveland w stanie Ohio, już w szkole zarządzała gazetką szkolną i została prom queen, czyli królową balu. Spodobało jej się zwyciężanie, bo już po maturze, w wieku 19 lat, została Miss Teen All American, potem Miss Ohio, w konkursie Miss America zdobyła drugie miejsce, a Miss Świata – szóste.

Zaangażowanie Halle na rzecz równouprawnienia wzmogło się w ostatnim czasie. Do wspierania akcji #BlackLivesMatter używa swojego profilu na Instagramie, gdzie obserwuje ją ponad 6 mln fanów. Ostatnio pokazała się w koszulce z nazwiskiem „Floyd”. Zysk z jej sprzedaży zostanie przekazany na Gianna Floyd Fund. „Dla dziewczynki, której ojciec powinien wciąż żyć” – napisała Halle.

Prezentuje też silne czarnoskóre kobiety – cytuje wiersze Mayi Angelou, świętuje urodziny Leny Waithe, scenarzystki „Queen & Slim”, gratuluje Avie DuVernay miejsca w Akademii. Poleca też film swojej przyjaciółki, Oge Egbuonu, „(In)Visible Portraits”, o zwyczajnych Afroamerykankach. „Czarnoskóre kobiety są boskie” – mówi jedna z bohaterek, a Halle podpisuje się pod tym obiema rękami. Nawet #PillowChallenge był pretekstem do podkreślenia dziedzictwa, bo Berry wybrała czarną poduszkę, którą nosiła jak minisukienkę.

Ale rola czarnoskórej kobiety nie jest jedyną, która konstytuuje tożsamość aktorki. – Najlepszą pracą jest bycie mamą – powiedziała w wywiadzie dla „InStyle’a”. Podczas przymusowej izolacji zajmowała się 12-letnią Nahlą – córką ze związku z modelem Gabrielem Aubrym, i 6-letnim Maceo, którego tatą jest Francuz Olivier Martinez. Jak lwica odparła atak hejterów, którzy zareagowali oburzeniem na filmik z chłopcem w szpilkach. „Maceo jest chłopcem i świetnie się bawi” – odpisała na komentarze w stylu: „Mam nadzieję, że to twoja córka”.

Gdy tylko mam wolny czas, myślę, co wartościowego mogę zrobić z Nahlą i Maceo – mówi Berry. Jakość wspólnych chwil się liczy, bo czasu aktorka nie ma zbyt dużo. Już niedługo trafi na antenę (prawdopodobnie na Netfliksa) serial science fiction „The Black Child” z niemal wyłącznie czarną obsadą. Obok Berry pojawią się Chadwick Boseman, Common i Janet Jackson.

W ciągu 20 lat Berry wielokrotnie zmieniała wizerunek. Nigdy nie została ikoną stylu, często zdarzają jej się wpadki na czerwonym dywanie. Krótką fryzurę zastąpiła jednak długimi włosami. Co nie znaczy, że Halle składa broń. Wciąż jest superbohaterką.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę