Znaleziono 0 artykułów
27.08.2021

Karmienie piersią nie jest dla wszystkich?

(Fot. Getty Images)

Kobiety, które nie karmią, dziwią się, że matki karmicielki pozbawiają się niezależności. Te z kolei nie rozumieją, jak można zrezygnować z powinności, przywileju i przyjemności dawania dziecku tego, co najlepsze. Czy ten spór da się jednoznacznie rozstrzygnąć?

Przed pierwszą ciążą nigdy się nie zastanawiałam, czy chciałabym karmić dziecko piersią. Pokolenie mojej mamy, które wydało na świat współczesne 30-latki, niespecjalnie się tym tematem przejmowało. Nie karmiło w ogóle albo karmiło tylko przez kilka pierwszych miesięcy życia dziecka. Potem wprowadzało się mleko modyfikowane albo kaszkę. Mnie tak upasiono na milupie z paczek z Niemiec, że jako roczna dziewczynka przypominałam dobrotliwego Buddę.

Karmienie piersią: Decyzje, problemy, wątpliwości

Na kilka lat przed decyzją o rodzicielstwie przeprowadzałam wywiad z najpopularniejszą polską doradczynią laktacyjną. Czułam się, jakbym rozmawiała z astrofizyczką. Temat był dla mnie równie odległy jak gwiazdy na niebie. Wydawał się jednocześnie błahy i przerażający.

W ostatnich tygodniach ciąży ustaliłyśmy z przyjaciółką, której termin porodu wyznaczono dzień wcześniej niż mi, że tak, będziemy karmić, ale tylko przez pół roku i na pewno nie w miejscach publicznych. Widok kobiet świecących biustem w restauracjach trochę nas żenował.

Tydzień po narodzinach naszych dzieci spotkałyśmy się na lunch. Obie bezpardonowo wyjęłyśmy piersi ze staników, by przed naszym posiłkiem noworodki też mogły się najeść. Pół roku później nie było mowy o przerwaniu karmienia. Ona odstawiła córkę od piersi po kilkunastu miesiącach, ja karmiłam – z czasem coraz bardziej sporadycznie – do drugich urodzin syna.

Nie miałam problemów z karmieniem, choć położne przestrzegały, że po cesarskim cięciu mleko może od razu nie popłynąć. Potem z niedowierzaniem czytałam wpisy dziewczyn na facebookowych forach. Wielu młodym matkom nie udało się karmienie mimo licznych prób, konsultacji z doradczyniami i zmiany diety.

Szybko przekonałam się też, że o karmienie piersią (nazywane kp) toczą się wojny. Niektóre kobiety publicznie potępiają te, które zdecydowały się na mleko modyfikowane. Dla niektórych kp staje się warunkiem sine qua non dobrego macierzyństwa, jakby nieważne były wszelkie starania – liczyła się tylko fizjologia. Skoro nie karmisz, nie jesteś prawdziwą matką (podobna narracja dotyczy zresztą cesarskiego cięcia).

Przywołuje się niepodważalne argumenty zdrowotne: mleko matki wzmacnia system odporności, chroni przed alergiami, pomaga utrzymać pożądaną wagę dziecka. Ale to nie wszystko. Matki piszą, że jest najskuteczniejszym sposobem na budowanie więzi z dzieckiem, odczuwają przyjemność z karmienia, szczycą się, że zdrowo się odżywiają, by zdrowo jadło także maleństwo. Droga mleczna to dla niektórych doświadczenie metafizyczne, mistyczne, magiczne.

Karmienie piersią: Więź czy zniewolenie?

Okazuje się, że nikt nie jest idealny. Zgodnie z amerykańskimi badaniami 2/3 matek, które deklarują, że będą karmić wyłącznie piersią, jednak się łamią. W sytuacjach podbramkowych podają mm, czyli mleko modyfikowane.

Moje postanowienie nie było tak mocne, ale i tak robiłam wszystko, by uniknąć podawania okrytego złą sławą mm. Przez pierwsze miesiące nie wychodziłam z domu na dłużej niż trzy godziny, by nie ryzykować, że syn zapłacze z głodu. Gdy planowałam wieczór na mieście, odciągałam mleko i zostawiałam w lodówce, a przy okazji pierwszej delegacji zrobiłam mężowi tak duży zapas mleka, że nabrzmiałe piersi okropnie bolały przez cały wyjazd.

Wielokrotnie czułam się karmieniem zniewolona. Dziecko było uzależnione ode mnie, a ja od niego. Mąż często nie czuł się pełnoprawnym rodzicem, bo nie mógł przecież dać synowi piersi. Kłóciliśmy się o to. Przekonywał, bym zrezygnowała z karmienia, zarzucał, że robię to dla siebie, a nie dla dziecka, które już tego nie potrzebuje, był zazdrosny o relację, którą budowałam. Gdyby nie choroba – moja i syna – nie wiem, kiedy udałoby mi się trwale odstawić go od piersi. Nie potrafiłam znieść jego płaczu. Czułam się złym człowiekiem, odmawiając mu czegoś, co przecież tak łatwo mogę mu dać.

Gdy przestałam karmić, układ sił faktycznie się zmienił – relacja ojca z synem rozkwitła, ja przestałam być niezbędna. Musiałam się z tym pogodzić. Po krótkim czasie doceniłam wolność od odpowiedzialności. Przestałam być jedyną osobą na świecie, która może zaspokoić potrzeby dziecka. Przyznaję, że – jak wiele znanych mi kobiet – uzależniłam się od doświadczenia karmienia. W końcu sposób na uspokojenie dziecka ma się wtedy zawsze pod ręką. Gdy brakuje innych metod, wystarczy wyciągnąć pierś.

Karmienie piersią w miejscach publicznych

W Polsce widok matki karmiącej raczej nikogo nie gorszy. Nawet ci, którzy mają problem z widokiem sutków na Instagramie, uznają, że biust matki karmicielki nie należy do niej, tylko do jej dziecka. Z karmieniem w miejscach publicznych problem mają Amerykanie. Czytając „Pierwszy rok życia dziecka”, sztandarową pozycję każdego rodzica, dziwiłam się poradom na temat zakrywania się podczas karmienia.

Gdy pojechaliśmy do Nowego Jorku, syn miał niecały rok. Nie dość, że w restauracjach nie akceptowano wózków (należało zostawiać je za drzwiami, a dziecko trzymać na kolanach), karmienie było źle widziane. Raz prawie mnie wyproszono, innym razem kelner spojrzał z taką dezaprobatą, że ze wstydem zamknęłam się na czas karmienia w łazience. Dziś żałuję, że się ugięłam – przecież nie robiłam nic złego.

Niedługo urodzę drugie dziecko. Mam mocne, tym razem wynikające z doświadczenia przekonanie, że jeśli się uda, będę karmić nie mniej niż pół roku i nie więcej niż rok. Potem chcę odzyskać siebie.

 

Wysłuchała Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Barbara Gruszka03.09.2021, 15:47
Na szczęście moje najbliższe otoczenie daje mi w tej kwestii wsparcie. Rodziłam sn ale karmię mm i nikt mnie z tego tytułu nie krytykuje i nie wpędza w poczucie winy. Synek dostaje pełnowartościową humanę, zdrowo rośnie i przybiera na wadze, a ja nie mam stresu, że muszę wyciągać piersi w miejscu publicznym i się narażać na niewybredne spojrzenia i komentarze.
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę